Agora ***

Agora ***

Można się złapać za głowę czytając recenzje i komentarze dotyczące nowego filmu Alejandro Amenabara w internecie : że atak na chrześcijaństwo, że studium fanatyzmu, że przejmujące i wzruszające widowisko? itd.   Gdzie to wszystko? To, co widać w „Agorze” to jest po prostu tłum. Tłum krzykaczy, którzy obrzucają się bezmyślnie inwektywami , z łatwością przechodząc do rękoczynów i rozlewu krwi przy użyciu kamieni lub mieczy.  Mnie w związku z ‚”Agorą” frapuje coś zupełnie innego:  co stało się z tym Amenabarem od skromnych, ale świetnych filmów w rodzaju „Innych”? No ale po kolei.

Film opowiada losy historycznej postaci- filozofki i matematyczki Hypatii z Aleksandrii (Rachel Weisz), której życie na moment brutalnie skrzyżowało się z historią. W upadającym Imperium rzymskim toczą się bowiem boje religijne. Chrześcijanie organizacją burdy i dążą do wyplenienia pogaństwa i nauki (której symbolem jest biblioteka aleksandryjska), sami poganie również krzywo patrzą na tych chodzących z symbolem krzyża Chrystusa (właściwie oni zaczęli rzeź) , a na domiar wszystkiego są też tu Żydzi, których jak zwykle nie lubi nikt- wszyscy ci niczym zwierzęta biegają po ulicach i z twarzami pełnymi nienawiści (ale i prostactwa) zamierzają siłą pokazać, kto jest lepszy i zdobędzie wpływy głupiego ludu.

Hypatia okazuje się być ostatnią sprawiedliwą miasta- nie gardzi chrześcijanami, a fanatykami. Nie chce rozlewu krwi, a spokoju. Pochłonięta naukową pasją, myśli tylko o rozwikłaniu zagadki ruchu Ziemi wokół Słońca. Ponieważ miała też w tych czasach odwagę mówić wprost o tym, co myśli , a otaczający ją mężczyźni chcieli z jakichś powodów jej słuchać- została przez chrześcijan ukarana, do czego prowadzi cały film.

Rachel Weisz (nawiasem mówiąc, zaliczająca ostatnio same pretensjonalne gnioty w rodzaju „Źródła” czy „Nostalgii anioła”)  grająca główną bohaterkę, próbuje wybrnąć z fatalnej scenariuszowej sytuacji (nie gra ani męczennicy, ani czegoś na kształt symbolu buntu) , choć i to wciąż za mało, aby się od razu losami Hypatii wzruszyć.  Bohaterka otoczona męskim towarzystwem jest w stanie tylko się miotać z kąta w kąt. Ani wątek miłosnego rozdarcia między młodymi przedstawicielami obu wiar, ani wątek polityczny nie rozwijają skrzydeł na tyle, aby na koniec na jej stypie zapłakać.

O resztę bohaterów już reżyser nie dba.  Zapatrzony w Hollywood jak na święte objawienie nie widzi, że jego postaci są schematyczne, że źli katole mają tu czarne brody i ponure wyrazy twarzy, że jeden z bohaterów przechodzący tu największą przemianę (która się objawia czym? zmianą miny na gbura i zapuszczeniem brody- sic!) pozostaje zaprzepaszczoną szansą, że wszystkie potyczki są tu zbudowane na bazie tak infantylnych opozycji i motywacji, że aż żeby bolą.

Nie ma tu więc miejsca na intelektualna prowokację (poza rozbrajającym dowcipem o porównywaniu Jezusa na Krzyżu z wybaczającym chrześcijaninem) i na pole do dyskusji. Reżyser tworzy wspaniałą Aleksandrię (oj, tak – jest na co popatrzeć) , tylko po to, aby za chwilę ją w widowiskowy sposób zdemolować. Brawurowo wyreżyserowane widowisko z pomysłami w rodzaju ujęć z lotu ptaka, a nawet z kosmosu (dla ukazania maluczkości ziemian i ich problemów wobec otchłani kosmicznej),  trzyma przed ekranem na tyle mocno, że 2 godziny z górką przemykają niezauważenie.

Ostatecznie, Aby prowokacja w filmie stylizowanym na Hollywoodzki się udała, trzeba by nie Amenabara, który wyraźnie wystraszył się filmu, jaki mógłby zrobić, ale takiego Mela Gibsona z jego pasją oraz walecznym sercem. Bezkompromisowy twórca „Apocalypto” nie psuł by klimatu paskudnym angielskim, którym posługują się bohaterowie; a pod widowiskową jatką (która by zapewne dla młodych widzów przystosowana nie była) przemyciłby komentarz do współczesności.

Wszystkie jego filmy mówiły dotychczas o tym samym co „Agora” – o zniewoleniu jednostki nękanej przez układy, establishment, czy też fanatyzm. I wszystkie wzbudzały też o wiele większe emocje.

szymalan

Reklamy

16 thoughts on “Agora ***

  1. :D
    W większości się nie zgadzam, a już w szczególności z tym co napisałeś o „Źródle” Aronofsky’ego, które jest dla mnie jednym z najpiękniejszych i najlepszych filmów ostatnich lat. Gdybym budował ołtarzyki dla filmów które rzuciły mnie na kolana, to „Źródło” miało by jeden z największych ;)
    Pozdrawiam

  2. Z każdą kolejną recenzją jest mi coraz trudniej, bo sama nie wiem, czy chce ten film zobaczyć, czy jednak nie warto. Chyba najlepiej zrobię, gdy przekonam się na własnej skórze, abym ostatecznie mogła stanąć po którejś ze stron. Nie da się ukryć, że film wzbudza wielkie emocje. Z jednej strony się podoba i jest wychwalany, z drugiej natomiast nie pozostawia się na nim suchej nitki. Jeżeli jednak dorównuje choć w małym stopniu „Innym”, czy też „W stronę morza”, to być może nie jest aż tak źle. Pozdrawiam ;]

  3. Trudno powiedzieć czy zachęcasz, czy wręcz przeciwnie.
    Ale nie to najbardziej zapamiętałem z Twojej recenzji. Napisałeś, że „Fountaint” to gniot – oj nie mogę się z tym zgodzić – mnie ujął znakomitym obrazem i jak dla mnie to pozycja, o której można sporo podyskutować, a to jest wielka zaleta filmu.

    • Ani zachęcam, anie zniechęcam :) Nie należę do tych, co piszą recenzję w celu zachęty lub ostrzeżenia, bo nie po to służy krytyka filmowa ;) Bardziej zachęcam do dialogu i polemiki ;)

  4. Jeszcze nie widziałem, ale wkrótce przekonam się, czy rzeczywiście jest to film tak wyjątkowy czy tylko przeciętny – wolałbym to pierwsze, więc na tą chwile bardziej ufam recenzji Milczącego :) (nawiasem mówiąc chyba troszkę zaspojlerowałeś..)
    „Źródło” nie jest gniotem.

    • Wiedziałem, że moja opinia o „Zródle” wzbudzi kontrowersje :) Dla mnie gniot, jakich w s.f. naprawdę mało , a wchłaniam wszystko z gatunku, co mi wpadnie w ręce :)

          • Łatka, łatką, wiele filmów ma w serwisach filmowych dobrane gatunki w zupełnie niezrozumiały sposób, co najbardziej widać np. przy lekkich filmach opowiadających o miłości i związkach, które z założenia otrzymują w dzisiejszych czasach dopisek „komedia romantyczna”, a mają z nimi niewiele wspólnego. Podajesz jako przykład Onet w którym „Źródło” podpisane jest równie dziwacznie jako thriller. W którym momencie ktoś dopatrzył się w filmie Aronofsky’ego tego gatunku nie mam pojęcia, bo jego film jest przepiękną mieszanką dramatu, romansu, nawet filmu psychologicznego, a to, że pewne jego fragmenty rozgrywają się (teoretycznie) w kosmosie nie czyni z niego od razu sci-fi.
            Pozdrawiam

            • Heh, ale skoro piszesz część akcji tego filmu rozgrywa się nie tyle W kosmosie, co TEORETYCZNIE w kosmosie, to już jest fantastyka naukowa jak w mordę strzelił. . Poza tym tezy zawartej w tym filmie też nikt jak dotąd naukowo nie udowodnił, więc mamy kolejny powód , aby akurat tak przyporządkować gatunek tego filmu. A już forma „Źródła” i narracja chyba nie pozostawia najmniejszych wątpliwości z czym mamy do czynienia .
              Ale, prawdę powiedziawszy jakie to ma głębsze znaczenie? ;) możemy używać terminu „filozoficzny”, możemy „s-f” (które jest ogromnie szerokim pojęciem) , możemy fantasy, a możemy poprzestać na dramacie lub wymieszać wszystko na raz. Punkt widzenia zależy od itd.
              Zapewniam Cię, że to słabość treści i formy jest dla mnie problemem tego filmu- a nie fakt, że oceniałem go jak hard s.f. ;)
              pozdrawiam

            • Teoretycznie żadnego, praktycznie całkiem spore, bo jeśli patrzysz na „Źródło” tylko jako na film sci-fi to faktycznie może on się wydać dziwny i przekombinowany. Jeśli jednak rozszerzy się tą ramę gatunkową, to zaczyna on nabierać sensu, a jego niezwykłość jest tylko i wyłącznie jego atutem.
              Tezy? Jakiej tezy?
              Słabość formy? Proszę Cię. A przecudowne złote zdjęcia Matthew Libatique z trzech różnych epok, które różnią się od siebie, a jednocześnie są ze sobą powiązane, a (ten nieszczęsny) kosmos wygenerowany ze zdjęć reakcji chemicznych obserwowanych pod mikroskopem? A powalająca muzyka Clinta Mansella, która gra na wszystkich zmysłach i jest chyba najlepszą jego kompozycją? Słabość treści? Dla mnie „Źródło” jest przepełnione treścią, wręcz powala ilością zawartych w nim symboli i spostrzeżeń. To jeden z nielicznych obrazów do którego idealnie pasuje określenie „uduchowiony”. To film o miłości, o śmierci, o życiu, o godzeniu się z losem, o cudowności świata, jego niezwykłości, niepowtarzalności i tak mógłbym wymieniać bez końca.
              Pozdrawiam

            • Ależ ja właśnie to dokładnie robię- patrzę na Źródło jak na dramat ubrany w s.f.
              Co do formy- i tu się pojawiają największe jak widzę nasze rozbieżności. Dla wielu to pięknie zrobiony film , ale dla mnie straszliwy kicz. Brzmi niewiarygodnie, ale tak jest. Nie podobały mi się ani oślepiająco jasne zdjęcia, ani pompatyczna muzyka Mansella. . Cała stylistyka tego filmu kompletnie nie pasowała mi do intymności podejmowanego przez reżysera tematu.
              Co do treści- prawdę mówisz- film jest pełen symboli, przepełniony treścią. No ale i to mnie nie przekonuje. Wymieszany New Age, buddyzm i co kto jeszcze woli, tylko by opowiedzieć bądź co bądź jak dla mnie ckliwą historyjkę o miłości. Tysiące starych jak świat motywów (których cześć wymieniłeś powyżej) reżyser przekazuje tu jak prawdę objawioną. W efekcie zamiast opowiadać głęboko rezyser snuje banały opakowane w piękne obrazki.
              Przez swoją przeszarżowaną symbolikę, rozbuchaną stronę wizualną i rozbudowaną narrację film wg mnie jest pretensjonalnym emocjonalnym szantażem- nie podobało Ci się, to sie nie znasz, jesteś nie wrażliwy, nie zrozumiałeś tego filmu itd
              sam patrząc po forach czuję, że stwarza się dość nie przyjazny klimat, w którym lepiej pod żadnym pozorem nie krytykować „Źródła”.
              pozdrawiam

            • To ciekawe ale to co dla mnie było najmocniejszą stroną „Źródła” i czym się zachwycam, dla Ciebie jest jego największą wadą. Rozumiem Twoje argumenty na nie, choć nadal nie mam pojęcia jak to jest, że Ciebie ten film nie pochłonął tak jak mnie ;) Ale znając życie, pewnie za niedługi czas zdarzy się sytuacja na odwrót, gdy to ja będę kręcić nosem na obraz, który Tobie się spodobał. Ile filmów, tle zdań o nich. :]
              A co o tej nieprzychylnej atmosfery to niestety jest ona coraz częstsza na forach i dotyczy praktycznie każdego dużego filmu.
              Pozdrawiam

  5. Co osoba, to opinia, ostatnie o tym filmie właśnie słyszałem, że jest super. Mnie jednak trochę tematyka odstrasza. Nie moja bajka. Do kina chyba jednak nie pójdę na to.
    Pozdrawiam,
    Pawcio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s