Stalker ******

Stalker ******


Absolut. Trzecie spotkanie (po  „Andreju Rublowie” i „Zwierciadle”) z kinem rosyjskiego wizjonera Tarkowskiego to seans totalny,  spełniony. Jest to na dzień dzisiejszy najlepszy film z kina artystycznego, jaki oglądałem. To w zasadzie nawet nie tyle film, co misterium- jest wyciszony jak modlitwa, hipnotyzujący jak tykanie zegara z zepsutą kukułką, a piękny jak sen samego Boga.  Kino najwyższej możliwej próby.

Tarkowski co prawda, miał zamiar dokonać ekranizacji prozy braci Strugackich („Piknik na skraju drogi”, 1972) , ale nie do końca to się udało. Kolejne fatalne zbiegi okoliczności w rodzaju zniszczenia ponad połowy nagranej taśmy, braku zgody na produkcję, braku pieniędzy na realizację , czy ataku zimy sprawiały, że w międzyczasie Strugaccy opracowywali co raz to nowe wersje scenariusza, w których kolejne zmiany co raz bardziej oddalały skrypt od ich własnego oryginału. W efekcie „Piknik na skraju drogi” oraz „Stalker” to właściwie dwa odmienne , niezależne dzieła, które łączą tylko dwa elementy- sam stalker oraz niesamowita wizja Strefy (oryg.  Zona), wokół których kręci się warstwa fabularna obrazu.

Bezimienny (jak każdy bohater tego filmu) stalker żyje gdzieś w Europie i trudzi się codziennością i swoim poszarzałym życiem- z żoną porozumieć się nie potrafi, jest ojcem ciężko chorej córki, a sam wciąż ma w pamięci 5-letni pobyt w więzieniu. Jego jedyną ucieczką od frustracji wydaje się być robienie za przewodnika dla bywalców Strefy. Oferuje różnym ludziom możliwość przemycenia ich na otoczony zasiekami i strażnikami obszar, który zgodnie z miejscowymi opowieściami obdarzony jest niezwykłą mocą przywracania nadziei i spełniania najskrytszych marzeń. Ale jest też to miejsce śmiertelnie niebezpieczne, najeżone pułapkami,  jakby żyjące własnym życiem.

Bohater filmu Tarkowskiego wymyka się z domu, aby zabrać do Strefy Pisarza , który poszukuje natchnienia oraz Naukowca, który chce znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące samej Strefy i jej potencjalnego wpływu na ludzkość. Stalker okazuje się jedyną postacią, która rozumie „działanie” Strefy. Zdaje sobie sprawę z jej charakteru, z reguł jakie wewnątrz niej panują i ma świadomość, że mimo wielu wypraw w to miejsce, dalej tak naprawdę wie o niej bardzo mało. Strefa to całe życie stalkera, jak sam mówi „jedyne, co mu pozostało”. Jest jego przeznaczeniem.

No ale właśnie, czym jest w sumie cała ta Strefa? – to pytanie, które aż się ciśnie na usta niemal automatycznie w trakcie filmu i chwilę po jego ukończeniu. Niebo, jakaś nieskończona emanacja Boga? Swoista utopia, wielkie kłamstwo? A może nie ma żadnej Strefy, jest tylko życie i nasza wiara w rzeczy, które materialnie bytu nie posiadają? Ostatnia opcja wydaje się w przypadku Tarkowskiego najbardziej prawdopodobna. Był agnostykiem, a jego kino mogło rodzić się ze zwątpienia i potrzeby poszukiwania (nie przypadkowo jego filmy oscylują wokół motywu podróży; najczęściej w przenośni- w głąb siebie, choć czasem , jak w „Stalkerze” – też i dosłownie).

Reżyser mnoży w filmie symbole, nawiązuje wprost do Biblii (korona cierniowa, cytat z Ewangelii) , stawia bohaterów w takim świetle, że nie wiadomo co z nimi zrobić- uznać jako alter-ego reżysera na kolejnych poziomach świadomości duchowej?  Potraktować jako symbole dzisiejszej nauki i sztuki, które nie tylko są bezradne wobec świata religii, ale też mogą mu jawnie zagrażać? Proponuję, przejrzyjcie fora- zobaczycie, że jedna,  ostateczna interpretacja „Stalkera” nie istnieje w przyrodzie.

Wielkie to kino, którego intelektualny rozmach jest dopiero początkiem listy powszechnych zachwytów. Mógłbym się teraz rozpisać o zdjęciach, w których nie ma ani jednego (ANI-JEDNEGO) źle ustawionego ujęcia, czy o arcydzielnym montażu, wybitnym aktorstwie, poetyckich dialogach czy scenografii, która spowodowała, że długo zbierałem szczękę z podłogi. „Stalker” to opus magnum Tarkowskiego- film, którego się boję, który podziwiam, i do którego chcę wrócić. Powiem brutalnie – arcydzieło, przy którym 90% kinematografii, to niewiele warty śmieć.

szymalan

PS Zapraszam do odsłuchania bezpośrednio nawiązującej do filmu piosenki Jacka Kaczmarskiego – „Stalker”. Może pomóc w zrozumieniu obrazu.

Reklamy

5 thoughts on “Stalker ******

  1. A ja Ci powiem, że Tarkowskiego boję się tak samo, jak Bergmana. Żadnego filmu ani jednego z tych panów nie widziałem, bo zwyczajnie boję się, że do mnie nie trafią… Ale w końcu będę się musiał przełamać, bo przecież pewnych filmów nie znać nie wypada :)
    Pozdrawiam,
    Pawcio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s