Happy wkręt **

Happy wkręt **

Jakkolwiek „Happy Wkręt” jest kolorowy , szybki i ma świetny polski dubbing, to i tak jednego zmienić nie jest w stanie- król postmodernistycznej animacji pozostaje jeden, wciąż nienaruszony. Mieszka w bagnie, brzydko pachnie i ma za towarzysza gadającego (żeby nie rzec,  gadatliwego) osła. „Happy wkręt” to najkrócej rzecz biorąc słaba próba zdyskontowania sukcesu „Shreka”.

Akcja rozgrywa się w kolorowym Świecie Baśni, którego równowagę kontroluje pewien Mądry Czarodziej, mający magiczną wagę, która dopóki spoczywa w stanie równowagi, dopóty utrzymuje porządek we wszystkich bajkach, zapewniając właściwe im Szczęśliwe Zakończenia, w których oczywiście dobro zwycięża zło. Status ten ostaje przerwany, kiedy sędziwy mędrzec udaje się na wakacje, a opiekę nad wagą powierza jego dwóm asystentom – Mambo i Munkowi. Znudzony powtarzalnością i  monotonią bajek Mambo eksperymentuje z wagą i w wyniku szeregu fatalnych błędów i zbiegów okoliczności, różdżka Czarodzieja trafia w ręce podłej Macochy, która postanawia samozwańczo przejąć kontrolę nad Światem i zapobiec wszelkim happy-endom w bajkach…

I tak zaczyna się hałaśliwa błazenada przeróżnych bohaterów i żonglerka popkulturowymi archetypami. Roszpunka wypada ze swej wieży razem z długaśnymi włosami , Książę od Kopciuszka to rozbrajający debil, a Wróżka Chrzestna myli Kopciuszka z …Pinokiem. Gag goni gag, a twórcy pozwalają sobie na pewne nietypowe rozwiązania formalne (w tle nieco złośliwa narracja jednego z bohaterów, a samo  wejście w świat filmu przypomina pierwszy odcinek „Big Brothera”).

Pomysłów , sensu i energii starcza tu idealnie na 25 minutową krótkometrażówkę, i w takiej oto formie film byłby świetny. Pełny metraż rządzi się swoimi prawami – niewyszukana i często schematyczna (bo polegająca tylko na prymitywnym odwróceniu schematu na drugą stronę) parodia to zdecydowanie za mało na kino.

Kiedy wypalają się pomysły na dialogi, twórcy chcą iść w spektakularne film akcji, niczym w drugim „Shreku”, czego efektem jest tylko głęboka otchłań nudy i żenady (budzące ambiwalentne uczucia szybkie pościgi na starwarsopodobnych pojazdach kosmicznych). Jak zresztą robić widowisko mając do dyspozycji co prawda kolorową i urokliwą, ale jednak technicznie kiepską i przestarzałą o dekadę animację?

Nie rozumiem też dla kogo cały ten film jest kierowany. Dla dzieci jednak zbyt hardkorowe i przygłupiaste , ale z kolei dla dorosłych- słabe, nudne i kompletnie nie „sexy”.

szymalan

Reklamy

5 thoughts on “Happy wkręt **

  1. Dla mnie królem postmodernistycznej animacji nie jest Shrek ;] Już dawno mi się znudził i na pewno nie pójdę na „Shrek Forever After”. Co do tego „Wkrętu”, to faktycznie – też zachęcający nie jest.

  2. shreka i tak nikt nie pobije :D a tak w ogóle to, znów postać macochy, czarodzieja i bohaterowie ratujący świat i no szczęśliwe zakończenie sprzedawane na kilogramy …..

  3. Zapobiec happy-endom w bajkach? O nie! Mam nadzieję, że jej się nie udało ;] Nie zniosłabym tego. Prawdę mówiąc, pierwszy raz słyszę o tym filmie, nie miałam pojęcia, że istnieje. Z Twojej recenzji wynika, że nie warto zaprzątać sobie nim głowy, więc podaruje sobie zapoznanie się z tą bajką ;]

  4. Nie rozumiem, po co kręci (czy raczej w tym wypadku tworzy) się filmy, które są tylko powieleniem tego, co już było. Tym bardziej, jeśli pierwowzór był tak dobry jak Shrek. Chwała Bogu, że jest jeszcze Pixar :P A Happy wkręta nie obejrzę, czuję się skutecznie zniechęcony :)
    Pozdrawiam,
    Pawcio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s