Robin Hood: Prince of Thieves ****

Robin Hood. Książę Złodziei ****

1

Filmów i seriali o Robin Hoodzie i jego wielkich przygodach było już tyle, że naprawdę nie łatwo jest je zliczyć, niemal co chwilę mamy nową ekranizację. Lada moment będziemy mieć wersję Ridleya Scotta z Russelem Crowem w roli głównej. Jest w czym wybierać, choć ile tak naprawdę z tego jest warte zachodu? Wersja Kevina Reynoldsa z 91 roku pod tytułem „Książę Złodziei” z pewnością jest.

Reżyser „Tristana i Izoldy” podszedł do tematu nabożnie i skrupulatnie. Poświęca dobrą godzinę Hollywoodzkiego widowiska, aby przypomnieć nam postać Robin Hooda, jego historię i napotkanych kompanów w postaci muzułmana Azina, czy wiecznie wstawionego braciszka Tucka. Kiedy sytuacja już jest w pełni jasna co raz mocniej rysuje konflikt filmu- pomiędzy szeryfem z Nottingham a Robinem. Przyczyną sporu jest zemsta. Szeryf kazał zabić Robinowi ojca. Okrada miejscową ludność, rabuje kolejne ziemie pod nieobecność króla Ryszarda Lwie Serce (który aktualnie wyruszył na wyprawę krzyżową) . Chce angielskiej korony i temu się sprzeciwia lud, na czele którego staje właśnie Robin. Pragnie odzyskać to, co zostało skradzione i pokrzyżować plany szeryfa.

Film z gatunku „płaszcza i szpady? No może nie do końca, raczej miecza i konia, ale generalnie duch jest ten sam. Scenariusz przeplata sukcesywnie (i może ciut zbyt topornie) proste, opisowe rozmowy bohaterów z scenami pozbawionej bezsensownej przemocy akcji. Jest to w sumie film sympatyczny i przyjemny w odbiorze, acz miałbym zastrzeżenia co do wersji reżyserskiej, która wydała mi się za długa i przeciągnięta. Długi ciąg tej filmowej plecionki akcja-dialogi może po czasie się znudzić i film sprawia wrażenie, że nie ma końca.

Na tej samej zasadzie zbudowane są inne przygodowe sagi jak „Indiana Jones”, czy niedawni „Piraci z Karaibów”. Z tym, że od niech „Robin Hood” wydał mi się bardziej naiwny. Podział na dobro i zło jest tutaj aż nadto oczywisty, zaś patetyczne dialogi i gruba kreska w rysowaniu postaci sprawiają , że „Robin Hood” zamienia się w widowisko owszem awanturnicze, ale przy tym infantylne. Film przegrywa też w ilości pomysłów na scenariuszowe komplikacje, ironiczno-sarkastyczny humor, czy w poziomie aktorstwa. Jedyny co tu się poważnie wybija z tego towarzystwa, to Alan Rickman, który stanowi kwintesencję negatywnego bohatera. Prześmiewczy, szalony i nieobliczalny jako szeryf z Nottingham, po prostu w tym filmie rządzi.

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Robin Hood: Prince of Thieves ****

  1. Brzydki Damianek Ale widze, ze nie jest tak zle, jak myslalem, jezlei chodzi o Twoj stosunek do tego filmu. Ja go uwielbiam i pewnie zobacze jeszcze nie jeden raz, ale zarazem „Piraci…” czy cala seria o Potterze [4 czesc – fuj] tez sa mi bliskie i tez na pewno bede do nich co jakis czas wracal. Co do Rickmana – wiadomo, on rzadzi w kazdym filmie, aczkolwiek Costner rowniez mi sie w swojej roli podobal. Co do nowego Robina, jakos Crowe nie pasuje mi do tej roli. Dla mnie on i tak zostanie tytulowym Maximusem z „Gladiatora”, ale dzielo to zobacze na pewno ;)

  2. Zdecydowanie zaliczam się do grona zwolenników tego filmu. Choć żadne to arcydzieło, a po prostu fajny film przygodowy, który kojarzy mi się trochę z dzieciństwem :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s