Friday the 13th **

Piątek trzynastego **

Clipboard01

No i d…! Ostatnia nadzieja w Nispelu opadła. To on właśnie nakręcił jedyny w tym dziesięcioleciu nadający się do oglądania udany slasher: remake „Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną”. Liczyłem, że reboot „Piątków Trzynastego” zacznie na podobnym poziomie. Niestety- początkowo się bawiłem dobrze, jednak z każdą minutą było gorzej. A finał dobił seans. Ukończyłem go dosłownie wściekły.

„Piątek trzynastego” to słynna tasiemcowa seria horrorów dla nastolatków, w której cała zabawa polegała tym, że grupka sobie przejeżdżała obozować nad jezioro Camp Crystal Lake, a w tym czasie Jason Voorhees urządzał sobie na nich krwawe polowanie z maczetą w ręku. Niestety, pierwsza część serii z roku 1980 nie spełniła moich oczekiwań, bądź co bądź ukształtowanych na podobnych produkcjach: pierwsze części „Halloween” i „Koszmaru z ulicy wiązów”. Jednak podobnie jak rozczarował mnie oryginał Tobee’ego Hoppera „Teksańskiej Masakry itakdalej..”, a remake Marcusa Nispela naprawdę zadowolił jako przykład bezpretensjonalnego kina grozy na deszczowy wieczór -podobnie liczyłem, że w przypadku Piątku 13-tego, remake wypadnie znacznie lepiej.

I szczerze mówiąc- wypadł lepiej. O wiele. Po pierwsze film ma pomysł na fabułę, jakiego nie było jeszcze w żadnym filmie gatunku. Po drugie, więcej miejsca poświęca się mordercy. Nie ma tu żadnych szalonych matek, zresztą akcja została grzecznie przesunięta dokładnie o jakieś 20 lat- początek filmu to przypomnienie zakończenia oryginału z 80. Mordercę przez cały czas widzimy, a nawet dostrzegamy delikatny rys jego myślenia (co jest ewenementem chyba w serii)-ładnie pokazano zmianę maski na hokejową (z jakiejś brzydkiej opaski). Po trzecie to zwyczajnie kawał dobrze zrobionego technicznie kina rozrywkowego, w którym o dziwo, krew strumieniami się nie leje.

Kiedy znikną początkowe loga wszystkich wytwórni biorących udział w projekcie  film zaczyna nam coś na kształt mini filmu- grupka nastolatków przybywa do lasu w okolicy Crystal Lake i rozbijają namioty. Jest alkoholowo, ziołowo i seksownie, a tu Jason dybie już na życie każdego z nich. Z każdą chwilą miałem coraz większe oczy. Ciach, jeden nie żyje, ciach drugi. Nerwowo rozejrzałem się po pokoju- to na pewno pełnometrażowy horror. Po 25 minutach szlachtowania, nie został nikt. I w tym momencie pojawia się tytuł filmu- i zaczyna właściwa jego część.

Pół roku później brat jednej z ofiar kręci się wokół terenów Camp Crystal.. w poszukiwaniu zaginionej siostry. Natrafia na grupkę nastolatków,  którzy przyjechali sobie na wakacje do domku letniskowego jednego z nich. Zabawa rozkręca się na całego. Nie muszę Wam mówić co dalej.

Dalej- to im dalej, tym gorzej, mniej ciekawie, idiotyczniej. Film jest świetnie zrobiony- czuć rękę faceta, która panuje tutaj nad kamerą, oświetleniem, cyzeluje ujęcia, dba o nastrój, jest tutaj perfekcyjnie opracowany dźwięk (jedynie Steve Jablonsky tym razem się nie specjalnie spisał , bo muzyka w Teksańskiej … była o wiele lepsza, tutaj dużo elektronicznej sieczki), rezyser ma świadomość kinowego ekranu to znaczy filmuje mnóstwo szerokich ujęć, ograniczając zbliżenia . Jednak sama jatka już niestety chwilami może znużyć- schematy, schematy, schematy-powtórzenia z Masakry Piłą, a im bliżej końca tym więcej nielogiczności, mniej pomysłów. Zły Bohater pojawia się i znika jakby spadał z nieba, a jego syndrom supermana, który jest absolutnie niezniszczalny po prostu przygniata umysłowo- ostatnie 5 sekund filmu to najbardziej żenujący trick, jaki widziałem od nie wiem jak dawna.

W „piątku trzynastego” niestety chyba najbardziej zabrakło postaci- nie typów (dupek, współczujący, nierozsądny idiota, romantyk, erotoman itd.). Upycha się postaci do jednego filmu, ale tak naprawdę nie ma tu komu kibicować, żeby przeżył, bo niektórych byśmy osobiście wykończyli już na samym początku. I chyba właśnie dlatego taki film nie generuje większego napięcia, a po seansie widok ciemnego pustkowia nie budzi dreszczy. Dawno nie widziałem czegoś tak dokładnie schrzanionego.

szymalan

Reklamy

5 thoughts on “Friday the 13th **

  1. „Jest alkoholowo, ziołowo i seksownie” – przed oczyma ukazuje mi się butelka czystej odziana w seksowną spódniczkę z trawy i listków babki lancetowatej :F
    Po przeczytaniu nie żałuje, że nie poszłam na to do kina, mając taką okazję :]

  2. co prawda tej wersji nie widzialem, zobacze w najblizszych dniach [moze nawet dzisiaj ;d], w kazdym razie, pierwszy friday the 13th to wiadomo co ;D a scena na koncu, w stylu ‚twoja stara łowi obiad’, zapisala sie w mojej pamieci na stale ;d takich scen sie nie zapomina, nawet jak jest to ostatni film podczas nocnego maratonu horrorow. yh, to tyle ode mnie na chwile obecna, wiecej napisze moze jak juz obejrze, chociaz pewnie bede mial podobne odczucia do Twoich, bo gust mamy zblizony :> bye.

  3. jeszcze nie widziałam, ale może na dniach to nadrobię, bo czekam z niecierpliwością. Ja w maju robiłam sobie maraton Jasona. Czemu mówisz, że Voorhees to szalone nazwisko? Wiesz co to znaczy?
    Z jednej strony czekam na ten film, ale z drugiej nie koniecznie. Chciałabym zobaczyć jak straszny teraz będzie Jason, no i może jakoś lepiej zostanie stworzony klimat filmu przez nowoczesne technologie, którymi w XXI wieku dysponują twórcy. Z drugiej zaś strony martwi mnie to, że znowu powstanie 10odcinkowy serial o Jasonie, a tego bym chyba nie zniosła. Zobaczymy jak to pójdzie.
    pozdrawiam ;***

    • Co do naziwska, to „szalone” bo jak je po raz pierwszy zobaczyłem, to nie wiedziałem jak sie zabrać do jego przeczytania :D
      również pozdrawiam ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s