Wall.e

Wall-E *****½

clipboard011

Szaleńczy, kolejny ryzykowny krok studia Pixar, i kolejne oscarowe dzieło. Zaczynali od reklamówek telewizyjnych, potem zaczął się trwający do dziś romans z kinem- najpierw choć w swojej kategorii świetne, to jednak dosyć konwencjonalne opowieści o zabawkach, czyli z angielska „Toy Story”. Potem było co raz wymyślniej i coraz bardziej zaawansowanie technicznie. Ich ostatni film , „Ratatuj”, to po prostu perła, arcydzieło kina rozrywkowego. Teraz mamy odchodzącą już powoli erę „Wall.ego”, którego postanowiłem nabyć na DVD.

Wysypiskowy Automat Likwidująco- Lewarujący, E-Klasy jest sam na Ziemi (ma jedynie towarzystwo sympatycznego karalucha), jako jedyny zajmuje się tam do dziś sprzątaniem śmieci, jakie doprowadziły do zaniku procesu fotosyntezy na naszej planecie.  Mieszkańcy (podejrzewam, że była selekcja i przetrwali tylko najbogatsi)  trafili na pokład promu kosmicznego, gdzie od 700 lat żyją w absolutnym luksusie, wszystko mają podane pod nos, nie korzystają praktycznie ani z dolnych, ani z górnych kończyn. Biedny robot Wall.e nie dość, że sprząta ten ziemski bajzel posłusznie, jak mu kazano, to jeszcze cierpi na nieustanną samotność. Ogląda ostatnie zachowane kasety z musicalem „Hello, Dolly” i czeka , aby móc z kimś zatańczyć, choć dotknąć, podzielić się swoimi odkryciami. Wszystko się zmienia, kiedy na Ziemi ląduje kosmiczna sonda Eva.

Eva to „kobieta” współczesna – feministyczna, pewna siebie,  silna, ale i czuła, wrażliwa. Kiedy pojawia się Wall.e, nie jest dla niego „łatwa”, zdecydowanie dominuje. Wall.e to „mężczyzna” typowy, staroświecki. Niezadbany, brudny, pracuje bo musi, ma poczucie humoru i lekką niezdarność, ale i trochę pożytecznego sprytu. Dla swojej ukochanej zrobi dosłownie wszystko.  A zatem,  romans rozegrany na zasadzie: stare versus nowe? Być może, ale i niekoniecznie.

Film Andrew Stantona jest wyraźnie pęknięty narracyjnie: otrzymujemy pierwszą połowę, kiedy obserwujemy codzienność tytułowego bohatera i jego pierwsze spotkanie z Evą. Później w drugiej połowie akcja przenosi się w kosmos, na pokład Axionu, wspomnianego promu „turystycznego” o nieprzewidzianym końcu rejsu.

Przez pierwsze 45 minut nie pada tu ani jedno , dobrze wyartykułowane słowo. Cisza, jaką „słyszymy” i jaka panuje na ekranie to doświadczenie niemal mistyczne, widz czuje się jak w kościele, roztaczana w tle czasami muzyka powoduje ciarki na plecach, a wizja Ziemi post-apokaliptycznej- realistycznie zatrważająca.  Film wymaga niesamowitego skupienia, cierpliwości, wpatrzenia się w detal. Każdy ruch robota, każdy minimalny gest jest tutaj istotny.

W drugiej połowie do akcji wchodzi patos i wyraźne, grubą kreską pisane ekologiczne przesłanie. Jednak i tu nie brak podobnych nieziemskich scen. Romans przecież trwa nadal i się rozwija w dobrym kierunku. Nie brak niesamowitej sceny tańca w kosmicznej przestrzeni, czy wzajemnego opiekowania się  sobą naszych pociesznych robotów. A im bliżej finału , tym montażysta wrzuca kolejne biegi i obraz nabiera tempa iście „kosmicznego”, by jeszcze raz na samym końcu zatrzymać się, i pokontemplować ciszę ziemskiej przestrzeni.

Na temat oprawy audiowizualnej tego filmu to by można napisać furę recenzji. Gdyby nie druga połowa filmu z lekko pojechaną kreską po postaciach, ciężko byłoby się zorientować czy to co widzimy od samego początku to faktycznie dzieło stworzone w całości przy pomocy komputerowej animacji. Dźwięk w tym dziele bije na głowę wszystko co słyszeliśmy dotychczas w historii kina animowanego- szkoda, że skończyło się w tej dziedzinie tylko na nominacji Oscarowej. A muzyka? Wystarczy powiedzieć, że podczas utworu „2815 A.D” mam naprawdę ciarki na plecach, jakich nie miałem od  dawna w trakcie jakiegokolwiek seansu. Mistrzostwo świata.

Film Stantona, to dla mnie chyba  najbardziej wizjonerskie, najbardziej  nowatorskie, najbardziej emocjonujące dzieło s.f jeśli nie w historii kina, to przynajmniej od czasu „Odysei Kosmicznej” „Łowcy Androidów” i „Obcego”. Trudno o lepszy komplement dla animacji.

szymalan


Reklamy

12 thoughts on “Wall.e

  1. Świetna recenzja. Co do filmu. Arcydzieło!!! Wspaniale skomponowane love-story z niekończącym się morałem. Oryginalność postaci i świata przedstawionego sięgają szczytów światowego modernizmu industrialno-elektronicznego. Palce lizać… a nawet zjeść. Polecam Wall.ego z całego serca. Pozdrawiam

  2. A wg mnie mocno przereklamowany, nie wnoszący do gatunku nic nowego. N ok, „po trosze to kino nieme” ale ile tak naprawdę tego kina? Wszystko i tak zostało pokazane w trailerach filmu a reszta, czyli druga połowa to taki standard animacji. Ogląda się miło, sympatycznie i jak to w animacjach już bywa, można różne ideologie podciągnąć (cała opinie można przeczytać u mnie na blogu). W ogóle mam już dość tych wszystkich animowanych bajeczek.. Animacja daje tak duże możliwości a cały czas serwuje się gadające zwierzęta, zabawki, ciastka, roboty.. FinalFantasy – to była animacja..

  3. MAXcine to wskaż mi choć jeden film animowany, który ma tak silną fuzję świetnego scenariusza, niesamowitych dźwięków i muzyki a także potrafi nieźle wzruszyć. OK jakiś by się znalazł. Ale pamiętaj, że to Pixar, a nie DreamWorks, czy inne studio. Pixar łączy funkcje rozrywkowe z edukacyjnymi. Nie było do tej pory (komercyjnej) animacji, w której przez ćwierć filmu nie ma dialogów. Na pewno jest to jakaś innowacja wnosząca pewną świeżość. Teraz w filmach animowanych jest pełno pand, żyraf, psów i kotów. Trzeba rozpoczynać nowe szlaki. Nie poddawać się konwencji, na co Pixar całe szczęście nie cierpi. Pozdrawiam.

  4. cały styl tego filmu, jest jak na animację nowatorski. to raczej seria poetyckich obrazów niż przygodowo-familijny film. Każdy film Dream Worksa jest albo zrzynką, albo powieleniem po raz 1522452 „Shreka”, albo jakimś sequelem. A Pixar każdym nowym filmie otwiera przed widzem zupełnie oryginalne światy i zupełnie nowe emocje. „Wall.e” jest tak mocno wykręcony od mainstreamowego kina animowanego, że możemy mówić o przełomie. Dotychczas czy to zwierzęta, czy to roboty, były w bajkach de facto LUDŹMI, ale przedstawionymi wizualnie ta, aby dzieciom się podobało. W „Wall.em” mamy romans autentycznych dwóch robotów.
    PS. No i kurcze, ta GENIALNA postać kapitana statku. Kolejny wspaniale pomyślany drugoplanowy bohater u Pixara, po Antonie Ego z „ratatuj”.

  5. Ok, z tym „nic nowego do gatunku nie wnosi” to dużo za dużo powiedziane :) Ale moim zdaniem wszystkie dotychczasowe animacje (poza kontynuacjami) to mix dobrego scenariusza, obrazu i dźwięku. Toy Story, Shrek, Gnijąca panna młoda Burtona, Epoka, Madagaskar, Ratatuj, Potwory i Spółka itp itd. – każda z tych produkcji pod jakimś względem jest wyjątkowa a Wall.e jest po prostu kolejną animacją. Genialny obraz (i będzie jeszcze lepszy), perfekcyjna animacja (to samo), dobry soundrack (jak zawsze) + dźwieki które składaja się na to coś nowego czyli tą ćwierć filmu w której gesty i dźwięki są na pierwszym planie. Ok, to niewątpliwie wyróżnia wall.ego ale co z tego, skoro cała kampania tego filmu polegała właśnie na przesympatycznych dźwiękach i milusich grymasach głównego bohatera.. Nie wiem, być może poszedłem z nastawieniem na „niewiadomo co” :), być może moje rozczarowanie wynika z faktu, że film widziałem dość późno, po tych wszystkich ochach i achach mówiących o przełomie, arcydziele itp. Przez ćwierc filmu widziałem cały marketing (owszem, ładny, super ‚zmontowany’, śmieszny i wzruszający) a potem normalną, sympatyczną bajkę z ciekawymi postaciami drugoplanowymi i wyrazistym przesłaniem na koniec. Tak więc dostałem wszystko to czego się spodziewałem lub widziałem w zwiastunach + tą magiczną ćwierć, język blaszanego ciała, który w animacjach jest czymś nowym (bo ogólnie nie jest to nowość). Ten romans „autentycznych robotów” trochę mnie rozbawił.. :P Krótko: oglądało się sympatycznie, miło, z uśmiechem na twarzy (trochę tego, trochę tamtego) i ogólnie uważam film za niezły/dobry ale nie za przełom a tym bardziej arcydzieło. Gdyby tak było to całkiem sporo animacji zasługiwałoby na takie miano a jeszcze w tym roku prawdopodbnie pojawi się kolejne pt. „Up”. Wall.E to KOLEJNY krok Pixara ale wg mnie nie 7-milowy :) Z drugiej strony nie mam wyobrażenia idealnej animacji.. (się rozpisałem.. :)

  6. Przyznam się, że też mnie ten film rozczarował. A to dlatego, że liczyłem na jakiś niesamowity , rozbudowany scenariusz jak w „ratatuj” lub „iniemamocnych”. Potem byłem w kinie drugi raz. Było lepiej, ale to wciąż była tylko świetna technicznie animacja z prostą historyjką i z pojechanym grubą kreską morałem ekologicznym. Kiedy jednak zobaczyłem teraz ten film w domu, po prostu dojrzałem w nim jakiś boski pierwiastek. Ukazało mi się arcydzieło.Kiedy siedziałem na nim po raz pierwszy w kinie, było to właśnie w dzień premiery- kiedy do polskich kin „wall.e” wchodził z opiniami arcydzieła. No i ja własnie liczyłem na „nie wiadomo co”. Bo właściwie teraz juz sam nie wiem co mi się tam nie podobało. Ale teraz obejrzałem i to dla mnie , jak to ładnie ujął pewien krytyk „po prostu pieprzone, animowane arcydzieło” :D
    Oczywiście można się spierać o to słowo- bo dla każdego arcydziełem może być coś innego. Dla każdego co innego w kinie się liczy. Dla mnie arcydzieło to film „skończony”. Po prostu mu nic nie brakuje, nie ma słabych stron, mam ochotę do niego wracać w nieskończoność. Ma perfekcyjną stronę audiowizualną, a przez cały czas tętni od emocji. Naprawdę sporo wymagam, aby uznać film za taki właśnie i dać mu MAXymalną ocenę :D
    A czy „Wall.e” to przełom, bo to też się spieramy. Szczerze mówiąc, może jest, a może nie. Technicznie z pewnością nie było w kinach dotąd nic lepszego. Ja bym powiedział, że styl i narracja filmu jest pewnym krokiem w przód w swoim gatunku. Ale załóżmy, że OK, nie ma tutaj przełomu żadnego. To czy nie możemy uznać takiego filmu za arcydzieło, mimo to? Wg mnie możemy.
    Pozdrawiam :)
    PS I pisz dłuuugo , pisz! Rad jestem czytając tak długie wypowiedzi „kolegów po fachu” :D

  7. No nieźle go oceniłeś, i nie zaprzeczę.Ja również byłem zachwycony tą minimalistyczną bajką,historią choć może naiwną po części, to piękną, a zawierającą bardzo ciekawy morał.Małe mistrzostwo.Również od siebie polecam i pozdrawiam.

  8. Nie ograniczaj się ze Slumdogiem, bo ja też jestem zdania że 8 Oscarów to jakaś pomyłka :P Na tyle to Wall.E zasługiwał. Powtórzę za kilkoma osobami przede mną – arcydzieło. Trochę słabsza część druga, ale pierwsza perfekcyjna. I gdyby to ode mnie zależało, Oscar za rolę pierwszoplanową poszedłby do Wall.E’ego :D

    Pozdro :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s