Seven Pounds **

Siedem dusz **

g-92


Kolejne spotkanie reżysera Gabriele Muccino z słynnym aktorem i raperem w jednej osobie, Willem Smithem. I, mam wrażenie, kolejny nieudany film. A bynajmniej nieudany częściowo. Jednego wszak odmówić mu nie sposób- nie można obok niego przejść obojętnie – o czym świadczą tłumy różnych głosów wśród widzów-internautów. Co ciekawe, są to albo fanatyczne zachwyty, albo mieszające film z błotem.Choć, może wynika to tylko z tego, iż jest to ten typ filmu hollywoodzkiego, opierającego się na tzw. “tajemnicy”. Czyli: intrygujące zwiastuny, tagline na plakacie to coś w stylu: “Siedem nazwisk. Siedmioro nieznajomych. Jedna Tajemnica”, fabuła podsuwana przez dystrybutora jedynie szczątkowo. Film więc to nie do interpretacji, co dla samej zabawy z jego analizy. Dlatego też nie za bardzo nadaje się dla dojrzałego, ukształtowanego widza, którego takie gierki już nie bawią, a czeka na porządny dramat, a nie tylko na “zajebiste zakończenie”. Właśnie stąd niskie noty krytyków, Pawła Mossakowskiego z GW i Janusza Wróblewskiego z “Polityki”.

Jeśli chodzi zaś o fabułę recenzowanego filmu, to ciężko cokolwiek w ogóle pisać- właśnie zasadza się na zwrotach akcji i nie za bardzo wiem jak sprawę ugryźć, aby chętnym z Was do obejrzenia nie zepsuć seansu. Dobra , w największym możliwym skrócie: Will Smith gra Bena Thomasa, faceta, który wydaje się całkiem sympatycznym gościem, zajmującym się na co dzień pracą urzędnika urzędu skarbowego. I nagle, odkrywają się pierwsze karty- Ben ma coś wspólnego z grupką siedmiu osób, z którymi zaczyna się spotykać i ma wobec każdego z nich ma pewien plan, który ma ich na życie odmienić na zawsze. Jego życie również- wątpliwości zaczynają się, dopóki jedna z nieznajomych zakochuje się w nim. Wkrótce, z wzajemnością…

Historia ta potrafi niezwykle smutna i przejmująca, chwilami wyniesiona wręcz do niebos , przez patos użyty w muzyce (nie spodziewałem się chórów w soundtracku takiego filmu) , która zresztą sprawia, że emocje kreowane są tutaj w większości w sposób sztuczny. Wzruszenie ma eksplodować z widza, ludzie winni wyciągać chusteczki mdleć patrząc na Willa Smitha, który dokonuje tak zacnych czynów. Sam zaś dramat- cóż, za wiele nie ma co mówić. Zbliża się do totalnej bzdury, wiarygodnością nie grzeszy wcale. Finał filmu już nawet nie rozczarowuje- na przyjęcie tej głupoty jesteśmy przygotowywani przez dwie godziny. Raz sztucznie intrygowani poszarpaną narracją, raz wzruszani kolejnymi scenami płaczliwych grymasów Smitha…

szymalan


Reklamy

4 thoughts on “Seven Pounds **

  1. Mam podobne zdanie co do filmu.Z jednej strony jest to obraz który zalewa nas emocjami,ale niekiedy te emocje przeradzają się w hollywoodzką sztampę,od razu można dostrzec,że reżyser to nie Inarritu i budowania równowagi pomiędzy czymś całkowicie chłodnym a nieznośnie patetycznym jeszcze nie umię.Nie mniej jednak to dosyć interesujący obraz, którego na próżno szukać ostatnio.Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

  2. Nie wiem, co myśleć, ale zasugeruję się Twoim zdaniem i pewnie nie będę chciała zobaczyć. Chyba nie powstał jeszcze film, który teraz byłby mi potrzebny

  3. Nie było źle. Zarówno ten, jak i „W pogoni za szczęściem” podobały mi się. Smitha wielbię i każdy film z nim przełknę, choćby nie wiem co to było. Serio. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s