Spotkania na krańcach świata

Spotkania na krańcach świata *****

0168899

Szczerze żałuję, że dopiero teraz miałem okazję po raz pierwszy zetknąć się z Wernerem Herzogiem i jego kinem. Wydawało mi się, że jest on zwyczajnie kolejnym dobrym rzemieślnikiem, który nie wychodzi ponad przeciętność ambitnego, niezależnego kina. Po „Spotkaniach na krańcu świata” już wiem, że mam do czynienia z człowiekiem niezwykłym. Jak na swój wiek: nakręcić film na Antarktydzie (!) to rzecz prawdziwie niezwykła.

Słynny dokumentalista poleciał na sam koniec świata zarówno z ciekawości (zafascynowany zdjęciami podwodnymi zaprzyjaźnionego nurka) jak i po to, aby w otchłani bezkresnego lodu i zimna poszukań nie tyle odpowiedzi, co samych pytań o świecie i człowieku. Film mało ma wspólnego z telewizyjnymi produkcjami a la Discovery (oczywiście nic nie mam do nich, są skądinąd bardzo piękne i ciekawe), ani z próbą łączenia dokumentu z kinem dla mas („Marsz Pingwinów”- również cudowne dzieło). Czym więc jest? Natura versus kultura, się narzuca na sam początek. Przede wszystkim Herzog (jest narratorem filmu) dokonuje rzeczy, jakiej nie doświadczamy w kinie na co dzień. Przy pomocy tylko kamery, bez żadnych animacyjno-komputerowych technik zabiera nas w podróż tam, gdzie raczej nigdy się nie znajdziemy. Każda niemal sekunda tego obrazu, to okazja, aby razem z reżyserem przeżywać ciekawe chwile, odkrywając zimny kontynent.

Choć nie brak tu wspaniałych ujęć, kontemplacji natury, że wspomnę o zachwycających ujęciach podwodnych, przypatrywaniu się fokom, czy pingwinom, gejzerom oceanicznym, podziwianiu gór lodowych (jedna z nich ma lodu tyle, że pokryłby cały kontynent Ameryki Północnej), dokument Herzoga to przede wszystkim spotkania z ludźmi (jak w tytule). Czytałem o filmach tego reżysera  i obojętnie czy w Indiach. czy puszczy afrykańskiej, zawsze interesował go człowiek. Tak i tutaj: zastanawia się dlaczego ludzie tu przyjeżdżają. Ale nie na wakacje- w ramach pracy. Trzeba wiedzieć, że Antarktyda to miejsce nieustannych badań. Zamieszkuje tu wielu naukowców z całego świata (jeden z tego co pamiętam miał bardzo podobne do polskiego, nazwisko), badają i to co duże, i to co mikroskopijnie małe.

Jacy oni są? Normalni, nienormalni, z przypadku, z pasji, z ucieczki od świata, czasem w ogóle nie wiemy po co tam są. Niektórzy są zapatrzeni w to ,co robią i nic nie mówią. Inni są bardziej wylewni, są i tacy co sypią anegdotkami z życia niczym z rękawa.Herzog jest i owszem zainteresowany światem i tym, co mają dopowiedzenia, jednak do niektórych nabiera takiego dystansu, że robi się to zamierzenie zabawne: na przykład kiedy rozmawia z lingwistą, który aktualnie zajmuje sie na Antarktydzie roślinkami, a narrator spotyka go prawie jak wszyscy śpią.Lub gdy pewien naukowiec na podstawie swoich palców stwierdza, że jest potomkiem królewskiego rodu Azeków.

Trzeba przyznać, że wędrowanie z Herzogiem jest potwornie satysfakcjonujące. Lubi włazić tam , gdzie zwykły dokumentalista nie wejdzie, zada pytania nie takie, jakie żąda publiczność, ale takie które jemu samemu pasuje („Czy są wśród pingwinów geje?”, „Czy pingwiny mogą być szalone?”) do sytuacji, czy zaspokojenia jego ciekawości. W istocie nie pingwiny, czy foki są jego celem głównym- ale cały świat i funkcjonujący w nim człowiek. „Spotkania…” pod sam koniec przybierają formę filozoficznego traktatu. Polski tytuł nie oddaje dwuznaczności frazy „at world’s end”, które znaczy nie tylko geograficzny kraniec świata, ale również apokaliptyczny koniec świata.A więc to właśnie tam, na krańcu świata reżyser chce podjąć pokorną próbę zrozumienia fenomenu nauki podjętej przez człowieka wśród dzikiej natury?

Reżyser nie szuka sensacji. Ktoś mu mówi „Nie należy lekceważyć globalnego ocieplenia”. i tyle. Po męczącym nieco projekcie z Alem Gore’em w roli głównej „Niewygodna prawda”, będącym wykładem politycznie poprawnym dla całego świata, film Wernera Herzoga nie bije na alarm i nie rzuca nam na głowę tysięcy statystyk. Pokazuje tylko, że pewne procesy mogą jedynie przyśpieszyć niechybny koniec. Człowiek zaś bada i bada, poznaje, eksplorując niepokojące piękno tego kontynentu. Konkluzję reżyser odnajduje dzięki rozmowie z jednym z bohaterów swojego dokumentu: „Jest takie śliczne powiedzenie|autorstwa amerykańskiego filozofa Alana Wattsa. Zwykł mówić, że wszechświat ogląda siebie naszymi oczyma.  A naszymi uszami słucha on swoich kosmicznych harmonii. Jesteśmy świadkami przez których wszechświat jest świadom swojej chwały. Swojej wspaniałości”.

szymalan

Reklamy

One thought on “Spotkania na krańcach świata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s