****

Niewiele powstało w historii kina filmów, których akcja miała miejsce w czasach I wojny światowej. Nie była ona tak atrakcyjna pod względem militarnym dla masowego widza, jak druga wojna, trwała nieco krócej, ale walki toczyły się głównie w okopach, toteż jakichś wymyślnych fabuł wymyślać nie sposób nie wiadomo jak długo. Na szczęście dla kina Jean Renoir nakręcił “Towarzyszy broni” - film, który mocno przypomina współczesne, czy chociażby pewne kultowe opowieści, ale mówiące o II wojnie światowej. Stąd film ma wyraźnie coś w sobie bardzo uniwersalnego. Francuski reżyser sam walczył w katach 1914-18, a swój mundur wykorzystał w “Towarzyszach…”.
Historia, jak napisałem, dosyć mocno przypomina wiele podobnych tylko że z czasów II wojny. Grupka francuskich pilotów zostaje schwytana przez Niemców i trafiają do obozu w niewolę. Tam od początku myślą tylko o ucieczce, niczym Franek Dolas i jego początkowa kompania, podkopują się przez ścianę. Jednak szybko i niespodziewanie zostają przeniesieni do innego obozu, w zupełnie innej miejscowości. Tam ponawiają plan.
Wojna to jak wiadomo nie od dziś, a ostatnio najciekawszym ‘filmowym’ potwierdzeniem tej tezy był eastwoodowski dyptyk o bitwie o japońską wyspę Iwo Jimę, zderzenie się dwóch kultur. Wszystkie maski spadają,spotykamy osoby innych narodów, płci, stanu majątkowego, poglądów i religii, ale na froncie liczy się tylko ojczyzna. Liczy się kraj, świadomość granic, świadomość przynależności. I tak też w tym filmie rysuje się taki przekrój społeczeństwa, ludzi którzy spotykają się na wojnie, choć na co dzień nie mają ze sobą nic współnego. Do końca pozostają solidarni.
Kino to proste jak budowa cepa, przesłanie jak widać, podane jak na tacy. Czy warto poświęcić 115 minut, które i tak chwilami się chwilami dłużą? Miłośnicy kina wojny z pewnością docenią pieczołowitość w realizacji, miłośnicy kina w ogóle- docenią aktorki warsztat Jeana Gabina, Pierre’a Frresnaya, a przede wszystkim słynnego z roli majora von Rauffensteina, Ericha Vo Stroheima. A poza tym, to jakoś mnie ten film nie zwalił z nóg…
Może to wina “Nietolerancji” i “Narodzin Narodu”, które w batalistyce i kinie wojennym na razie rządzą, jeśli chodzi o nasz przegląd najważniejszych filmów w dziejach kina?
szymalan





