Prawdziwe męstwo ****

Nowa adaptacja Charlesa Portisa, czy otwarty remake filmu Henry’ego Hathawaya z roku 1969? Western, czy nie-western (jak uparcie bronią się reżyserzy)? Nowy film Ethana i Joela Coenów ma szansę podzielić widownię zupełnie inaczej niż odbywa się to zazwyczaj, przy okazji premier ich kolejnych filmów. Bowiem tym razem może podzielić świat nie tyle na miłośników i antyfanów braci, ale ma szansę stworzyć wyłom nawet wśród widzów należących tylko do tej pierwszej grupy.
Wraz z westernową muzyczką w “Bękartach wojny” Quentina Tarantino wiedzieliśmy od razu, że z prawdziwym westernem film nie będzie mieć wiele wspólnego, a po seansie wszystkiego się można spodziewać. Identycznie tutaj- spokojna muzyczka na początkowych planszach obudziła we mnie oczywiste podejrzenia. Od tej pory czekałem już tylko na szaloną dekonstrukcję gatunku, odjechanie pomysły inscenizacyjne, pokręcone dialogi, na których będę płakać ze śmiechu i przegięte aktorstwo, które wyniesie mnie z filmu prosto na zewnątrz, zamieniając seans w popkulturową gierkę i ekranowy żart. Nic z tego – no ale po kolei. (Więcej…)




milczacy_krytyk 22:19 on 12 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się z tym co napisałeś. “True Grit” oglądało mi się dobrze, ale wątpię czy będę pamiętać o tym filmie za kilkanaście dni. Świetny Bridges, Steinfield, a także strona techniczna. Tylko Damonem się tak nie zachwyciłem ;)
Pozdrawiam
szymalan 19:29 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Zachwycić to może nie, mnie się on po prostu po raz pierwszy od dawien dawna naprawdę podobał w swojej roli :)
Lola King 16:30 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Celna uwaga, co do Damona. Ja również wolę go w takich rolach, które wymagają od niego czegoś więcej (zważywszy na jego talent powinien dostawać wyłącznie takie role, a nie takie, o których zapomina się zaraz po seansie). Coenowie świetnie go wyczuli. Co do sfery estetycznej, to ja również byłam podczas seansu pod ogromnym wrażeniem. Cała sceneria, każdy świetnie zaplanowany szczegół, budynek, rekwizyt, wszystko to łączy się na wspaniałą całość wizualną. Tylko podziwiać. Co do reszty, to doskonale znasz moje zdanie. Nie zamierzam przekonywać Cię do moich racji, ani negować Twoich spostrzeżeń, bo to ja mogę nie mieć racji. Przyznaję, że zaślepienie w braci Coen, nieco burzy moją percepcję :) Jeśli chodzi jednak o Twoją wzmiankę o Oscarach, to wiadomo, że “Prawdziwe męstwo” nie ma żadnych szans na Oscarach, bo tegoroczny poziom jest diabelnie wysoki i nieprzebłagany dla niektórych filmów. Można się spierać, że sama nominacja uwydatnia to, że wg wielu ten film był jednym z najlepszych. Oscary jednak, sam dobrze o tym wiesz, nie są tak naprawdę perfekcyjnym wymiernikiem tego, co dobre. Nie można powiedzieć, że film, który przegrał w oscarowym wyścigu, jest największym przegranym. Bo ja wcale nie sądzę, by “Avatar”, czy do bólu niesprawiedliwie nienagrodzony “Tajemnice Brokeback Mountain” (jeden z najlepszych filmów dziesięciolecia), były filmami przegranymi tylko dlatego, że nie dostały tych najważniejszych Oscarów. Ale to tak na marginesie. Najważniejsze, że bracia po raz kolejny zaserwowali nam dobre/rewelacyjne (jak kto woli) kino. Pozdrawiam :) Znakomita recenzja!
szymalan 19:57 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Twoja recenzja nie świadczy o zaślepieniu, wierz mi :) jest bardzo rzetelna i wręcz zachęciłem się do ponownego obejrzenia, jak będzie jeszcze okazja, może coś mi się odmieni.
Rzeczywiście tegoroczny poziom Oscarowej 10-tki jest bardzo wysoki, a same filmy są niesamowicie zróżnicowanie i trudno tak naprawdę porównywać Toy story do Coenów, czy Nolana do Aronofsky’ego (ale taki już urok tego typu konkursów).
Stąd zgadzam się, dla takich Coenów czy innych twórców, którzy raczej nie są rozpatrywani w Oscarowym wyścigu po najważniejsze nagrody, sama nominacja jest już w pewnym sensie nagrodą.. Tez nie twierdzę , że ten film nie zasługuje na żadne statuetki , bo chociażby zdjęcia, montaż , scenografia, czy nawet aktorka drugoplanowa mogły by być tu spokojnie nagrodzone (i jeśli w takich kategoriach wygra nie będę miał ani trochę żalu do Akademii). Moja wzmianka, o tym, że True Grit nic nie wygra, była raczej tylko dygresyjnym narzekaniem na to, że znowu jest tak przewidywalnie i wygra albo film A albo film B, a reszta może zapomnieć, nawet jak ma 10 nominacji. Ale jeśli jakimś cudem “Prawdziwe męstwo” wygra…też nie będzie źle (zwłaszcza jeśli wygrywają takie Slumdogi, który w ogóle mi się nie podobał, a film Coenów i owszem, co powtarzam;)
choć nie ukrywam , że póki co pozostaję w fanclubie Toma Hoopera :)
co do Tajemnicy Brokeback Mountain to się absolutnie zgadzam , podobnie z Avatarem (choć wtedy moim zdaniem najlepszy film był film Tarantino, właściwie pominięty zupełnie i potraktowany po macoszemu ,nie licząc Waltza).
dziękuję i pozdrawiam:)
krotkoofilmie 19:17 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Bilet już mam, konkretniej wouczer, a dzięki Twojej recenzji wiem jak się nastawić. Wiesz skąd seplenienie u Damon’a?
szymalan 20:08 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
taki akcent szeryfa z Teksasu :D
Sebastian 23:24 on 13 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Świetnie się czyta te Twoje opisy, niestety nie widziałem filmu więc żadnej polemiki nie podejmę.
Opisz Ojca Chrzestnego ( bo go sobie teraz przypominam ) to będzie można debatować ;)
szymalan 15:39 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
http://xmuza.wordpress.com/2010/01/30/klasyka-swiatowego-kina-1971-72/ tutaj :)
i dzięki za słowa pochwały ;)
pozdrawiam
krotkoofilmie 08:35 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Szło mi bardziej o to jak go osiągnął. Widziałem Damona’a u Lettermana, gdzie zdradził sekret ów akcentu, owinął po prostu język gumką recepturką :)
szymalan 11:47 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
aha :D dobrze wiedzieć
Peckinpah 11:11 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Na pewno nie jest to remake filmu Johna Forda. Jeśli już to Henry’ego Hathawaya. Nie wiem na ile pokrywa się z książką Portisa, ale dla mnie to jednak remake, bo jest sporo podobnych scen. Najbardziej rzucająca się w oczy różnica to Jeff Bridges ma opaskę na innym oku niż John Wayne :) Trudno mi wybaczyć Coenom to, że próbowali poprawić starą wersję, tak jakby uważali, że czegoś w tamtym filmie brakuje, a mimo to niewiele zmienili w swojej wersji. Wprawdzie po pierwszym obejrzeniu filmu Hathawaya uznałem, że film jest nieco staroświecki i wymaga remaku, to już za drugim razem zmieniłem zdanie, bo oglądało się znacznie lepiej. A po obejrzeniu filmu Coenów zatęskniłem jeszcze bardziej za Johnem Wayne’em w roli Cogburna.
szymalan 11:52 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
ło jezu nie wiem co mnie naszło napisać, że Forda :D dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawione.
co do sporu o to czy to remake czy nie, to bracia upierają się z wszystkich sił w wywiadach, że oryginał widzieli raz, dawno temu, a na planie swojej wersji nawet nie myśleli o nim i nie brali go pod uwagę. dla nich to po prostu kolejna ekranizacja Portisa i tyle.
pozdrawiam
Peckinpah 12:00 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
W takim razie jedyne wytłumaczenie jest takie, że po prostu obie ekranizacje są dość wierne powieści.
szymalan 15:27 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
pewnie masz rację. Ja nie oglądałem wersji Hathawaya jeszcze, ale chętnie kiedyś porównam z filmem Coenów.
Alek 14:00 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Niestety wszystko na to wskazuje, że Coenowie zrobili po prostu dobry film, nie wybijający się ponad to do czego zdążyli nas już przyzwyczaić. I pomyśleć, że Brothers wyeliminowali Nolana z wyścigu o Oscara za reżyserię.
Pozdr
szymalan 15:30 on 14 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
nominacja dla Coenów oto nie jest wielki zgrzyt, bo to jest b. dobrze reżysersko zrobiony film, ale z drugiej strony się zgadzam, że Nolanowi się w tym roku należała nominacja jak psu buda. No szkoda, widać Akademia ewidentnie za nim nie przepada (albo za bardzo kocha Coenów)
pozdrawiam
tercc 18:23 on 18 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
Także zdziwiło mnie, iż 14-latka otrzymała oscarową nominację w kategorii “Najlepsza aktorka drugoplanowa”, jednak na pewno miało to jakiś cel. Widocznie nie była przez Akademię uznana na wystarczająco dobrą aktorkę bądź niesamowicie ważną postać dla filmu. Dla mnie zagrała bardzo dobrze.
Najnowszy film Coenów spodobał mi się. Nie jestem wielką fanką ich kina, ale ten do mnie przemówił. Jak mało który (ostatnim takim był “Człowiek, którego nie było”. Za to “Poważny człowiek” był dla mnie kompletną klapą). Poza tym uwielbiam Jeffa Bridgesa i wiem, że jako aktor potrafi być niesamowity. Na tym się nie zawiodłam. Nie trzeba lubić westernów, by “True Grit” uznać za film dobry.
Zapraszam do zapoznania się z moją opinią :)
Pozdrawiam!
szymalan 18:54 on 19 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik |
albo uznali, że w ten sposób ma większe szanse na samą nominację, kwalifikując jako drguoplanową :)
“Nie trzeba lubić westernów, by „True Grit” uznać za film dobry”
Dokładnie. Sami twórcy nie mówią, że to jest western, ale przede wszystkim wierna ekranizacja książki.
pozdrawiam