Co raz bardziej zauważa się, że mass mediowy odbiorca ma nazbyt wielkie wymagania co do rodzaju rozrywki. Przyzwyczajamy się do oglądania problemów innych, rozpruwania czyjejś prywatności, śmierci innych - i to przyciąga naszą uwagę. Dlaczego? Bo napełnia do syta naszą ciekawość. Najbardziej przerażająca jest ostatnia opcja, która niebezpiecznie zdaje się zmierzać w stronę niezdrowej rozrywki. Oglądanie śmierci było niegdyś normą; w szczególności za czasów istnienia kompleksu widowiskowego w Rzymie, jakim jest koloseum. Wtedy ludzi rajcowały masowe gwałty, czy normalne jak na ich czasy walki gladiatorów, zwykłych niewolników, które w większości przypadków kończyło się zgonami… i to bawiło wtedy publiczność. Teraz zdaje się, że koło historyczne zaczyna nawracać.
“Faces of death”, to seria filmów w latach ‘90-tych, która jest kompilacją próbek śmierci czy to człowieka, czy zwierząt w sposób najbardziej wysublimowany. Niektórych to odpycha - najgorsze - niektórych to bawi, ale wtedy było to w minimalnym stopniu dostępne. Dziś takich kompilacji mamy od groma na serwisach internetowych… Człowiek jest spragniony oglądania śmierci drugiego człowieka.
Nieuchwytny zdaje się również o tym mówić. Pokrótce o filmie: w wydziale ds. przestępczości internetowej, pracoholiczka Jennifer Marsh (Diane Lane) prowadzi dochodzenie na temat uśmiercania “na żywo” ludzi przez zwykłą stronę internetową. Perfidny morderca uzależnia szybkość zbliżania się do śmierci swoich ofiar przez liczbę użytkowników.
Ten film miał potencjał. Naprawdę. Dzięki trafnemu pomysłowi, dzięki niecodziennej reklamie, która jest dźwignią handlu - wzbudził moje zainteresowanie. Jeśli chodzi o reklamę, to zastosowano istnienie strony www.zabijzemna.com, na której widniała postać mężczyzny, który krwawił. Poza niby relacją “na żywo”, aktualnym stanem godziny, dalsza kolej rzeczy była zależna od wzrostu liczby użytkowników, którzy zniecierpliwieni zostawiali swoje komentarze… gro opinii było pokroju: “zabić skurwysyna!”, “dobić go!”…
Mamy jasny przykład zahaczenia o wynaturzone podejście do internetu. Niestety film jest tak cienki jak dupa węża. Spłycony do granic możliwości. Na dodatek wymoczony w kąpieli razem z “Piłą”, z tym że mamy tu taki gniot, że szkoda tracić swojego cennego czasu. Film od samego początku dłuży się niemiłosiernie. Nieprzyjemnie czeka się na dalsze losy historii Pani komisarz. Wielu rzeczy można się domyśleć, wiele rzeczy jest stworzonych na zasadzie naiwności i czystym infantylnym podejściem. Jeśli mówimy o społecznej moralności, która gdzieś jest wytarta, to jest to pole do popisu. Jest to ciężki i toporny temat, ale nie do pokazania przez takie g… jak “Nieuchwytny”. Nic tam nie zasługuje na uwagę, także z seansu jestem w ogóle niezadowolony. Liczyłem na coś więcej. Zwykły śmieć z Mc Donalda, który w ogóle nie jest wartościowy.
Ocena: 3/10
(pumex)





