Updates from Maj, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 21:05 on 17 May 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Dziewczyna z tatuażem – analiza. 

    Śledztwo nad “Dziewczyną z tatuażem”

    W ręku przeciętnego reżysera-rzemieślnika “Dziewczyna z tatuażem” byłaby “Mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet” Opleva – prostą, fachową robotą filmu telewizyjnego, którą można by wyświetlić na głównym szwedzkim kanale w porze największej oglądalności,  i o którą nikt by się specjalnie nie czepiał, że jest taka, a nie inna. Gatunek kryminału czy thrillera (a w Szwecji to już ostatnio nagminnie, wspomnieć “Wallandera” czy ekranizacje powieści Camilli Lackberg) stał się już chyba na dobre gatunkiem telewizyjnym i jeżeli szukać dziś czegoś dobrego w tym zakresie, to właśnie na antenie, a nie w kinie (vide popularność “Dextera”, którego oglądał nawet taki anty-serialowy gośc jak ja). Bierze się to przede wszytkim z tego, że kryminał nie jest tak naprawdę gatunkiem kinowym: w kinie liczy się, zwłaszcza dzisiaj, energia, ruch, akcja, ale też nowoczesny, brawurowy sposób opowiadania. Kryminały często popadają w niewygodną dla oglądania 5cio aktową strukturę, a poza tym mają niekrzystne rozciągnięcie w czasie, bo w końcu żadnej wielkiej zagadki nie rozwiąże się ot tak, w dwa dni . Dzisiaj trafiamy w tendencję skracania filmów, upraszczania struktury i podawania widzowi tylko to, co jest konieczne.

    Fincher już w “Seven”, ale przede wszystkim w mistrzowskim “Zodiaku” udowodnił (w pewnym sensie tworząc swój własny nurt w kinie), że kryminał w wersji wielkoekranowej trzeba opowiedzieć w specyficzny sposób, z oddaniem czasu, miejsca i samej akcji. Najważniejsze jednak, że wie w jaki sposób oddać charakter samych postaci, które muszą w tym świecie żyć, mimowolnie oddychać, sprawiać wrażenie czegoś więcej niż prostych filmowych stylizacji, kostiumów, czy makijażu. Jak to zrobić, jeżeli kryminały mają praktycznie zakodowane tendencje do szybkich cięć montażowych,  oznaczających złożoność tajemnicy? (Więcej…)

     
    • marakesh 22:57 on 17 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Świetna analiza… choć dłuuuuuuga, to bardzo wyczerpująca temat i czyta się jednym tchem tylko wyobrażając sobie i przypominając sobie magiczne sceny z “Dziewczyny z tatuażem”
      Aż zazdroszczę wydania DVD…
      Pozdrawiam ;)

    • Peckinpah 14:20 on 18 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chętnie bym sobie obejrzał ten film raz jeszcze, tym razem na DVD, bo jak widać po Twojej analizie można w filmie odkryć znacznie więcej niż podczas kinowego seansu. Chociaż nie jestem pewien, czy oglądałeś ten film na dvd, bo w jednym nawiasie piszesz “o ile pamiętam”, co sugeruje że piszesz z pamięci :D Też chciałbym obejrzeć kolejne adaptacje “Millennium” dokonane przez Finchera.

      • szymalan 16:31 on 18 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @marakesh:
        dzięęki ;) nie wiem czy napisałem tu kiedyś coś dłuższego i czy nie pobiłem rekordu świata w ilości nawiasów na jeden tekst :D ale ważne, że widac w nim treść jakąś :)

        @Peckinpah: oglądałem na dvd, oglądałem :) Nie byłbym w stanie tak rozłożyć tego filmu na czynniki pierwsze po 5 miesięcznej przerwie od pierwszego oglądania :) ale sprawdziłem ten szczegół przed chwilą i faktycznie cięzko powiedzieć co to, widać tylko przez moment, jakaś zupka chińska chyba z makaronem w kształcie spaghetti :D Niestety nie wiadomo czy doczekamy się kolejnych części, Fincher teraz pracuje nad serialem House of cards, a Sony twierdzi, że “Dziewczyna” przyniosła porażkę finansową w box office (mimo, że zysk ponad 230 mln na to nie wskazuje, przy 90 mln budżecie) więc nie wiadomo czy w ogóle jest jeszcze szansa na kontynuowanie sagi.

        pozdrawiam!

  • szymalan 11:59 on 21 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Znajdź mnie (2012, Damian Halicki) 

    Znajdź mnie

    Gliwicki Festiwal Filmowy “Drzwi” to miejsce przede wszystkim przeznaczone dla młodych, entuzjastycznych filmowców-amatorów pochodzących ze Śląska. Fabuły, dokumenty, shorty i długie metraże: to ponoć jedyny taki festiwal w całym kraju. W pierwszym dniu tegorocznej edycji znalazłem się na sali projekcyjnej Centrum Kultury Stucenckiej (Politechniki Śląskiej) i udało mi się zobaczyć parę krótkometrażowych dokumentów (wśród których, nadmienię, zdecydowanie najlepszy okazał się ujmujący i uroczy film “Jutro” Bartosza Kruhlika o pewnej starszej pani, która w krótkiej wypowiedzi rozlicza się niemal z całym światem przedstawiając nam dzień z swojego życia), ale tutaj chciałbym przede wszystkim skupić się na filmie mojego kolegi z roku, Damiana Halickiego, który zaprezentował swój pełnometrażowy debiut – kryminalny thriller ‘Znajdź mnie” . I – choć nie bez potknięć – okazał się w gruncie rzeczy najbardziej profesjonalnym obrazem wieczoru.

    Fabuła startuje mniej więcej w chwili,w której grupka młodocianych bohaterów wybiera się do lasu (zdjęcia kręcone w Zabrzu), aby zagrać w chowanego. Jednocześnie rozwija się druga linia fabularna, w której mamy coś na wzór quasi-sensacyjnego kina grozy, w którym zamaskowany morderca (nieco przypominający sposobem zachowania Jasona z “Piątków 13-tego”) , tajemnicza walizka i kilku niesympatycznych znajomków, splatają się razem w przedziwnej intrydze. Kto zginie, a raczej kto zginie pierwszy i w jaki sposób te dwie historie się skrzyżują? (Więcej…)

     
  • szymalan 11:59 on 14 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Girl with the Dragon Tattoo (2011, David Fincher) 

    Dziewczyna z tatuażem *****

    Po obejrzeniu szwedzkiej wersji ekranizacji “Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” przyszła mi do głowy  taka myśl, że być może nie da się w ogóle przenieść cegły Larssona na język filmu. Rozległa, epicka, rozciągnięta w czasie, wielowarstwowa intryga, w dodatku z przedziwaczonym finałem,  który jawnie kpi z prawideł kina  (całość ma coś w rodzaju struktury 4 aktowej: po klajmaksie czeka nas jeszcze dobre kilkadziesiąt stronic domykania wątków).  W skandynawskiej wersji filmu z przed kilku lat,  dostaliśmy niestety nieprzemyślany, niedbały produkt, składający się z biegunki scen, pierdołowatego Mikaela Blomkvista jako głównego bohatera oraz z brakiem czegokolwiek (na poziomie realizacyjnym czy merytorycznym) co usprawniało by intrygę, czy pomogło przetrwać seans. Wczoraj, 13-tego w styczniowy piątek, (kiedy wreszcie w Polsce spadł porządnie śnieg!), na ekrany trafił film, który unieważnił moją tezę z pierwszego zdania właściwie jednym , lekkim ruchem. Da się, tylko tu trzeba twórcy, który rozumie jak się powinno  to zrobić. 

    David Fincher („Siedem”) musiał niestety odbić się od początkowych, żenujących argumentów mówiących , że tworzy swój film tylko w jednym celu: aby amerykańscy widzowie nie musieli czytać napisów (nazywając zresztą ordynarnie jego wersję “remake’m” wersji z kraju Ikei) . Tak jednak powiedzą tylko ci, którzy nie rozumieją kina Davida Finchera. Choć sam reżyser rzeczywiście nie odkrywa tu dla siebie żadnej Ameryki (raczej Europę hehe), jego “Dziewczyna z tatuażem” to ekspercki thriller, w którym są wszystkie elementy świadczące o tym, że jest to film Davida Finchera (jestem zdumiony, że niektórzy recenzenci piszą, że nie ma w tym filmie nic odautorskiego). (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 13:42 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Najpierw Ania na bezpopcornu mnie zachęciła do tego filmu, teraz ty swoją wysoką oceną. Szwedzka produkcja mi się podobała, ale jeśli ta adaptacja powieści Larssona sprawuje się jeszcze lepiej, to będę musiał to jak najszybciej sprawdzić. Choć i tak pewnie bym się wybrał na ten film, bo to Fincher. A tak mam tylko jeszcze większą motywację do seansu ;)

      Pozdrawiam

      • szymalan 16:03 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Fincher i wszystko jasne :-)

      • Alek 16:12 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Też widziałem szwedzką wersję i bardzo mi się podobała. Jednak Fincherowi udało się przebić wersję z Rapache, a jego “dziewczyna z tatuażem” to jeden z najmocniejszych thrillerów roku. Mara odnajduje się w roli Lisbeth świetnie. Moja recenzja na blogu już wkrótce :)

    • ajar 19:34 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przeczytałem całą trylogię. Byłem zachwycony. Obejrzałem też skandynawską wersję filmową. Nie była najgorsza. Co prawda do zachwytów trochę brakowało, ale jakoś uszło. Co do wersji amerykańskiej miałem obiekcje. Po Twoim jednak wpisie już nie mam. Film na pewno obejrzę. Zachęciłeś mnie porządnie, a i zwiastun tez jest intrygujący.

      • szymalan 22:13 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        O to się cieszę, że uspokoiłem przed seansem, bo sam miałem duże obawy wchodząc na salę. Tak jak pisałem – mnie szwedzka wersja nie przekonała, a książkę uwielbiam, więc chciałem jak najlepszej ekranizacji, oddającej jej sprawiedliwość. pozdrawiam :-)

    • Peckinpah 12:03 on 15 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Powieści Larssona trafiły w moje ręce przypadkowo. Moja siostra pożyczyła ten cykl od koleżanki, więc i ja postanowiłem skorzystać. No i mnie wciągnęło. Cieszę się, że zdążyłem całą trylogię przeczytać przed premierą filmu Finchera, dzięki czemu mam motywację, by obejrzeć ten film i przekonać się, czy można tę historię przedstawić lepiej niż zrobili to Szwedzi (uważam, że szwedzka adaptacja pierwszej części “Millennium” to całkiem niezły kryminał, zaś adaptacje drugiej i trzeciej części są już słabsze). Ciekawym pomysłem obsadowym jest obsadzenie szwedzkiego aktora Stellana Skarsgarda w roli Martina Vangera – dziwne, że Szwedzi na to nie wpadli ;) A postać Henrika była chyba pisana z myślą o Christopherze Plummerze, bo chyba nie ma obecnie w Hollywood znanego aktora, który pamięta lata 50-te ;) O tych dwóch aktorów się nie martwię, na pewno sobie poradzili, największą niewiadomą dla mnie są odtwórcy głównych ról, na razie nie wyobrażam sobie innej aktorki w roli Lisbeth niż Noomi Rapace. Film Finchera postaram się obejrzeć w przyszłym tygodniu.

      • szymalan 12:11 on 15 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Fincher podszedł w ogóle bardzo profesonalnie do tego projektu: spora część obsady to właśnie Szwedzi, i w Szwecji też tworzone byly zdjęcia :)

        “A postać Henrika była chyba pisana z myślą o Christopherze Plummerze, bo chyba nie ma obecnie w Hollywood znanego aktora, który pamięta lata 50-te ;)”

        Hehe, popieram, jak dla mnie jest świetny tutaj :-)

        Co do roli Lisbeth , to może ja się teraz mocno narażę fanom szwedzkiej wersji głosząc herezje , ale ja o Noomi zapomniałem jak tylko obejrzałem film Finchera. Jak dla mnie: Mara vs Rapace 1:0
        pozdrawiam i czekam na recenzję :-)

  • szymalan 18:22 on 25 September 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Drive (2011, Nicolas Winding Refn) 

    Drive ***

    No i , jak co roku, doczekałem się tego momentu , kiedy wszyscy padają na kolana przed nowym filmem, a ja zamiast posłusznie dołączyć się do zachwytów, tylko wzruszam ramionami i wracam do normalności jakby się nic nie stało. O nagrodzonym (w kategorii, w której zasłużył najmniej: za reżyserię) w Cannes , “Drive” Nicolasa Windinga Refna napisano już wiele,  często nie szczędząc słów typu “arcydzieło”, “wizjonerski”, czy “kultowy”.  Większość z nich jest w moim odczuciu zbytnio przesadzona: “Drive” to porządne kino, interesująca ciekawostka ale kinomańska frajda właściwie żadna.

    Od razu uprzedzam: nie, nie oczekiwałem kina akcji.  Nie widziałem (ponoć) kiepskiego zwiastuna, który (z tego co wszyscy mówią) zapowiadał zupełnie inne kino  niż się później okazało. W najmniejszym stopniu nie interesowało mnie przed oglądaniem, czy film Refna będzie thrillerem, sensacją, horrorem, kryminałem, romansem, musicalem, czy 3 godzinnym duńskim dramatem psychologicznym. Nie zależało mi ani na pościgach odbywających się co każde 5 minut, ani na  tym, aby przez cały czas bohaterowie patrzeli sobie w twarz i stroili miny. Wszystko było mi obojętne – chciałem tylko dobrego filmu. A dopóki pościgi są ekscytujące, historia jest ciekawa, a miny jakie stroją aktorzy wyrażają dynamiczne emocje , dopóty film jest w absolutnym porządku. Reżyser opowiada, bawi, a że przy okazji (jak w tym wypadku robi Refn) tu postylizuje, tam spowolni, tam przyśpieszy, tam podkręci muzykę , czy wreszcie nada całości charakteru podróży w kinowym czasie (w tym wypadku cofamy się do mrocznych miejskich kryminałów lat 80 i Michaela Manna) – nie mam z tym problemu (tak jak nie mam problemu ze stylizacjami braci Coen, Almodovara czy Quentina Tarantino).  (Więcej…)

     
    • Peckinpah 20:21 on 25 Wrzesień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja miałem zamiar iść na to do kina, ale jednak coraz bardziej negatywne opinie mnie odstraszają. Nie przepadam za serią Szybkich i wściekłych, bo nie lubię nadmiaru pościgów samochodowych, ale jednak po filmie Drive spodziewałem się, że będzie przynajmniej jeden dobry pościg w stylu Bullitta, dobrze wkomponowany w ciekawą fabułę. Jak się jednak okazuje nie dość, że nie ma takiej sceny pościgu to i fabuła jest ponoć przewidywalna i mało ciekawa. Obsada też mnie jakoś nie zachęca do obejrzenia. To raczej film do oglądania na małym ekranie, w domu :)

    • Peckinpah 17:52 on 28 Wrzesień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Już jestem po seansie. Mimo wątpliwości postanowiłem obejrzeć ten film. Spodziewałem się filmu dobrego, ale nie rewelacyjnego. Jednak jestem pozytywnie zaskoczony. Moim zdaniem to rewelacyjny film, więc się nie zgadzam z Twoją recenzją. Nie ma w nim może jakiejś głębi, co sugerowałaby nagroda w Cannes, ale dla mnie to przede wszystkim bardzo klimatyczny, świetnie zrealizowany film akcji, który zaskakuje i szokuje brutalną przemocą oraz przemianą bohatera ze spokojnego drivera we wściekłego mordercę. Tylko zakończenie mnie rozczarowało (S P O I L E R – jak się spaceruje z gangsterem to głupotą jest odwracać się do niego plecami).

      • szymalan 18:07 on 28 Wrzesień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        A mnie właśnie nie zaskoczyła ta wszędzie omawiana przemiana bohatera. Przecież już w scenie w restauracji z początku gdzieś Driver wyraźnie komuś grozi i to całkiem serio. Poza tym od razu skojarzyłem sobie sytuacje z westernami Eastwooda, kiedy pojawia się anonimowy człowiek znikąd i okazuje się później “szlachetnym zabijaką” . Ale cóż, ja jestem chyba jedyną osobą na świecie , której się ten film nie podobał :) (choć na pewno mu dam 2 szansę kiedyś). Jak dla mnie za dużo stylu, skupiania się na dziwnych ruchach kamery i slow motion, czy głośnej muzyce w trakcie dialogów, a za mało fabularnego mięsa i konkretnych bohaterów. Mimo wszystko dzięki za ozdew! :)

    • KowalskiBros 08:41 on 2 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mi w “Drive” podobał się klimat, świetna scena otwierająca (szkoda, że potem film regularnie schodzi na coraz to niższe poziomy) i eastwoodowska postać Goslinga. Niestety spodziewałem się czegoś o wiele lepszego, a już na pewno nie tak…. nudnego

      Pozdrawiam
      Alek

      • szymalan 15:23 on 2 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Cieszy mnie, że jest jeszcze ktoś kto uważa, że król jest nagi. Dla mnie też im dalej w las, tym gorzej było. również pozdrawiam!

    • ajar 07:22 on 8 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No cóż. Muszę przyznać, że zgadzam się z Tobą. Film niezły, ale to naprawdę nie jest wielkie kino. A co mi się w nim najbardziej podobało? Carey Mulligan. Ładna.

      • szymalan 18:00 on 8 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ładna, ładna, ale wolałbym, żeby zagrała tu nieco konkretniejszą rolę, bo na co dzień jest naprawdę świetną aktorką (patrz chociażby: “Never le me go”), a tu wydaje się niemal na siłę słaba , krucha i nieciekawa jako postać. W ogóle moim zdaniem rola kobiet w tym filmie to spora porażka. pozdrawiam!

        • Peckinpah 10:31 on 9 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Chociaż co do filmu “Drive” mamy różne zdanie, to w przypadku “Never Let Me Go” jesteśmy zgodni. Wspomniany wyżej w komentarzu i polecany przez Ciebie u mnie na blogu film bardzo mi się podobał. Akcja toczyła się nieśpiesznie, a klimat był mocno depresyjny, jednak film był czymś oryginalnym, niesztampowym, co raczej rzadko się spotyka we współczesnym kinie. I aktorstwo też bardzo dobre, zarówno Carey Mulligan jak i Keiry Knightley.

          • szymalan 21:44 on 9 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            o, obejrzałeś , cieszę się :) Mnie “Never let me go” zaskoczył mocno: film wyprany zupełnie z poczucia humoru, do samego końca poważny i trzymający jak słusznie określiłeś “depresyjny klimat”. Początkowo bałem się, że będzie to nudny na siłę wyciskacz łez, ale z czasem film wygrał mój szacunek. I to rzeczywiście, ze świetnym aktorstwem młodych (Garfielda też pochwalę, dorównywał żeńskiej części obsady).

  • szymalan 22:13 on 10 May 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Oczy szeroko zamknięte ****

    Ostatni film w karierze Stanleya Kubricka, człowieka , którego myślenie o kinie miało rozmach TOTALNY, i twórcy , który podarował nam na zawsze arcydzieła w rodzaju “Odysei Kosmicznej” i “Lśnienia”. Oddane do wytwórni na krótki czas przed śmiercią reżysera ,  “Oczy szeroko zamknięte” wyświetla się w polskiej telewizji dziś późno w nocy (jak ostatnio na Ale kino!), po to aby absolutnie żaden niedojrzały widz nie miał jakiegokolwiek kontaktu z wszystkim, co dzieje się w kulminacyjnej scenie filmu- sekwencji seksualnej orgii, która jednocześnie wsysa widza bez reszty, przeraża, prowokuje i estetycznie zachwyca. To jeszcze jeden raz , ten jedyny ostatni, kiedy wielki Kubrick zagrał z widzem o wszystko. Czy udanie?

    No cóż, nie wszyscy tak myślą. “Oczy” (uznawane często za najsłabszy film Kubricka, paradoksalnie sam reżyser-perfekcjonista cenił ten film najwyżej) były pierwotnie krytykowane jako film za długi (prawie 170 minut) , za bardzo erotycznie wyuzdany, czy mający problemy z długimi dialogami i niepłynną narracją . Sam nie widzę tu jakiejś wpadki, czy katastrofy, ale z  jednym mogę się zgodzić na pewno – przede wszystkim jest to jednak film nierówny, ma niesamowicie dziwną strukturę (która nie pozwala mi jej ani skreślić, ani w pełni docenić) i niecodzienny antyklajmaks, całkowicie przeczący zasadom filmowej dramaturgii. Mimo 4 gwiazdek za całościowy efekt (to jednak mało jak na moje oceny dla Stanleya) -  uważam, że to jednak jest wielki film. Uważam, że jest to w dalszym ciągu kino formatu, którego nie doścignął jeszcze prawdopodobnie nikt w historii, i które w pewnym sensie stanowi zupełnie nową jakość dla współczesnej sztuki (filmu). Podczas, gdy wielu twórcom wydaje się niejednokrotnie , żę mówią w kinie coś ciekawego i ważnego o seksie czy pożądaniu, to jednak żaden z nich jeszcze nie posunął się  aż tak daleko, i żaden z nich nie zabrał widzów w tak undergroundową , pozbawioną trzymanki podróż, tak jak to uczynił Kubrick. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 22:25 on 10 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Oglądałem ten film bardzo, bardzo dawno temu. Wtedy nie byłem jeszcze na tyle świadomym widzem, by móc go w pełni docenić i zrozumieć, ale zrobił na mnie spore wrażenie i (co prawda już przez mgłę ale jednak) pamiętam go do dziś. Chyba będę musiał sobie zafundować jego powtórkę, by zobaczyć jak odczytam go po latach.
      A poza tym to mam do niego ogromny sentyment, bo to w nim po raz pierwszy usłyszałem przepiękny walc Szostakowicza, w którym zakochałem się od pierwszych nut i który do teraz uwielbiam ponad wszystko . Niesamowite dźwięki.
      Pozdrawiam

    • Peckinpah 13:58 on 11 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dla mnie ostatnim wielkim filmem Kubricka pozostanie na zawsze “Full Metal Jacket”, gdyż “Oczy szeroko zamknięte” mnie nie przekonały i wolałbym o nim zapomnieć. Mogę o nim powiedzieć to samo, co napisałem pod recenzją “Gorzkich godów”, więc nie będę się powtarzał. Nie dziwię się, że wielu widzów było rozczarowanych, gdyż po filmie “Full Metal Jacket” Kubrick długo zwlekał z realizacją kolejnego filmu, więc widzowie oczekiwali mistrzowskiego, przemyślanego dzieła, będącego pożegnaniem Kubricka w wielkim stylu, a zamiast tego dostali takie “nie wiadomo co”, ni to dramat, ni to thriller, tylko jakaś pornografia :)

      • szymalan 14:40 on 11 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @Milczący: widziałem film 3 razy, za każdym razem było lepiej, więc powtórzyć jak najbardziej warto.

        @peckinpah: jeśli ktoś widzi w tym filmie tylko pornografię, to moim skromnym zdaniem, to jest raczej jego problem, a nie tego filmu :). napisałem o “Oczach” 8 akapitów treści, więc jak widać można zobaczyć w tym dziele coś więcej.

        pozdrawiam

        • Peckinpah 20:58 on 11 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Być może miałem zbyt duże oczekiwania – w leksykonie “100 thrillerów” film “Oczy szeroko zamknięte” ma swoje miejsce jako jeden z najlepszych thrillerów i autor leksykonu, Rafał Syska, też napisał 8 akapitów o tym filmie. Ja ten film oglądałem dwa razy, jakieś emocje były, ale nie takie, jakie powinny towarzyszyć thrillerowi, dlatego poczułem się oszukany :) Znacznie lepszy thriller erotyczny zrobił Paul Verhoeven, mam tu na myśli oczywiście “Nagi instynkt”.

          • szymalan 21:36 on 11 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            tylko , że pamiętaj, że to Kubrick. Nie wiem czy da się tak łatwo zamknąć jego filmy w gatunkowych szufladkach i oczekiwać identycznych emocji po “Oczach szeroko..” , jak po innych typowych thrillerach , jakie w historii powstały. Tutaj Kubrick sięgnął bardziej do psychoanalizy, a thriller to bardziej otoczka, tło tworzące specyficzny nastrój. “nagiego instynku” nie widziałem w całości, więc się nie wolno mi wypowiadać :)

            • Peckinpah 11:04 on 12 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Ja za stylem Kubricka nie przepadam, jego filmy w większości mnie rozczarowywały. Wolę kino bardziej konwencjonalne. Doceniam “Odyseję kosmiczną”,ale nie zaliczam do najlepszych filmów sci-fi, “Lśnienie” uważam za zbyt przekombinowaną i nieudaną adaptację świetnej książki Stephena Kinga, “Mechaniczna pomarańcza” to przesadnie prowokacyjny kicz, a “Dr Strangelove” to nudna i nieśmieszna satyra.

              Jedynie “Full Metal Jacket” to najlepszy film w swoim gatunku – dramat wojenny o Wietnamie, mimo że wojna występuje dopiero w drugiej połowie filmu. Udany jest również “Spartakus”, ale podobno Kubrick nie miał tu dużego wpływu na efekt końcowy, więc nie jest to w stu procentach jego film.

              Podsumowując, nie uważam Kubricka za geniusza i mam wrażenie, że ludzie na siłę doszukują się w jego filmach jakichś głębszych treści, ukrytej symboliki itp. Kiedy ja oglądam jakiś film, nawet film akcji, to staram się znaleźć w nim coś więcej niż akcję, a jednak w filmach Kubricka zwykle nie znajduję nic albo bardzo niewiele.

              Pewnie powiesz, że to mój problem. I będziesz miał rację. Już od 10-ciu lat próbuję rozwiązać ten problem, ale za cholerę nie mogę zrozumieć, co Kubrick chciał powiedzieć przez swoje filmy. W swojej recenzji wprawdzie całkiem nieźle próbujesz to wyjaśnić, szczególnie ten fragment „Czy nie widzisz, że patrzysz szeroko na ekran, a jednocześnie udajesz, że zamykasz oczy?” jest doskonałą puentą i na pewno jest w tym jakaś prawda. Ale na pewno można ją było przedstawić na ekranie znacznie lepiej.

              Pozdrawiam.

              • szymalan 11:17 on 13 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik

                Ale to Ci się w sumie chwali- masz swoje zdanie, nie idziesz za resztą. Masz w końcu prawo nie widzieć tyle w filmach Kubricka, co reszta. Ja sam mam wątpliwości, czy ja i wszyscy czasem nie nad-interpretujemy filmów Stanleya w sposób przesadny.
                Tylko, że tak naprawdę u mnie jego filmy zawsze będą wysoko nie przez treść, ale głównie przez formę. Zachwyca mnie jego obraz, przywiązanie do detalu, długie, misternie budowane sekwencje. Dla mnie to jest właśnie magia jego kina, siła jego obrazu, nawet jeśli czasem perwersyjnego, ocierającego się o prowokacyjny kicz, ale zawsze intensywnego i pozostającego w pamięci.
                pozdrawiam!

    • Lola King 12:10 on 13 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jest to jeden z tych filmów Kubricka, którego jeszcze nie widziałam, choć dużo o nim słyszałam. Jak choćby to, że jest to najsłabszy jego film. Tak przynajmniej twierdzi spora część fanów reżysera. Dla mnie po “Odysei kosmicznej” i “Full Metal Jacket”, a także “Lśnieniu”, który widziałam dawno temu, Kubrick jest bogiem kina. Uwielbiam jego przywiązanie do detalu, bo wtedy chłonę każdy kadr, delektuje się nim, a one tkwią w mojej głowie jeszcze przed długi czas. “Oczy szeroko…” na pewno obejrzę. Skoro Ale kino teraz pokazuje, to jeszcze będę miała okazję załapania się na jeden z seansów. Pozdrawiam :)

      • szymalan 12:41 on 14 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dla mnie również Kubrick jest bogiem kina :-) Jeśli dostałbym przy urodzeniu prezent w postaci talentu do robienia filmów, to moje produkcje wychodziłyby od podobnych (lub identycznych) założeń co filmy Kubricka. Ten facet myślał o kinie w sposób totalny i bez ograniczeń, a takich twórców uwielbiam i szanuję najbardziej.
        pozdrawiam :-)

    • Alek 12:31 on 17 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kubrick zachwycił mnie Lśnieniem, obecnie nadrabiam jego twórczość, ale np. Full Metal Jacket nie podobał mi się jakoś szczególnie.
      “Oczu…” nie widziałem jeszcze, chociaż na Ale KINO na ten film czyhałem to niestety coś mi wypadło i muszę czekać na kolejną okazję. Wtedy się wypowiem :)
      Pozdr

      • szymalan 15:43 on 18 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “Lśnienie” to dzieło totalne , widziałem ten film z 8 razy i ciągle mi mało :) Recenzja za niedługo, podobnie zresztą jak “FMJ”, do którego właśnie niedawno się w pełni przekonałem i uważam, że jest bliski arcydziełu.
        No i czekam co powiesz na “Oczy szeroko zamknięte” :-)
        pozdrawiam

  • szymalan 21:48 on 26 March 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Essential Killing ****

    Uff, zobaczyłem nareszcie “Essential Killing” ,  prawdopodobnie największy sukces polskiego kina od wielu lat, film obsypywany laurami na światowych festiwalach, wielki zwycięzca Złotego Orła dla najlepszego polskiego filmu roku,  a także kandydat do tegorocznych Oscarów (m.in. za scenariusz oryginalny).

    Przede wszystkim jednak najoryginalniejszy, najbardziej enigmatyczny i najchętniej dyskutowany polski film roku (“Wszystko co kocham” podobało się wszystkim- zero dyskusji, “Różyczkę” większość uznała za średnią – również zero dyskusji).

    Film Skolimowskiego wyraźnie  stworzył wyłom wśród widzów- dla jednych ‘Essential Killing” to pretensjonalna, przeszarżowana symboliką porażka , dla drugich wielki triumf reżyserii i skuteczności w realistycznym prowadzeniu akcji . Mówię zawczasu: wg mnie ani ci  nieustający w zachwytach, ani ci wieszający psy, nie mają do końca racji.  “EK” to rodzaj eksperymentu- film, który sprawia, że oczy widza raz po raz w trakcie seansu dramatycznie się powiększają (like: WHAAAAAT?!) i w czasie którego wiele rzeczy może nie  mieć dla niego sensu (miałem tak w finałowym akcie) ale za to po samym filmie ten dziwny ekranowy twór będzie chodził za nim tygodniami.  Chodził i dręczył mózgownicę.

    Reżyser przyjął sobie za cel do końca poprowadzić swój film w konwencji cinema verite- pierwsze sceny przypominają znane dokumenty wojenne (jak świetna, niedawno nominowana do Oscara “Wojna Restrepo”), w których kamera trzymana jest w ręce operatora, wykonuje gwałtowne ruchy w ciasnych przestrzeniach , a oddalone panoramy wyraźnie naśladują ujęcia nagrane z widoku lecącego helikoptera. To samo z bohaterami – tutaj to grupka anonimów- jacyś żołnierze, helikoptery i czołgi,  i  jacyś więźniowie prowadzeni do tajnej bazy.  Strzały, wybuchy a za chwilę porażające sceny tortur i przesłuchań. Skolimowskiego wyraźnie nie interesuje żaden faktyczny kontekst przedstawionych wydarzeń. Nie nazywając nikogo  po imieniu i nie prowadząc widza za rączkę wyświetlając mu daty, miejsca i nie wiadomo co jeszcze, pozwala nakarmić jego wyobraźnię. (Więcej…)

     
c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.