Updates from Marzec, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 11:39 on 20 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Town (2010, Ben Affleck) 

    Miasto złodziei **** 

    Hollywood zmienia się w tempie niemal niedostrzegalnym: może Tom Cruise ośmieszać się jednym żenującym skandalem za drugim, ale za parę lat w pełni zrehabilitowac produkując wybitny film rozrywkowy,  jak czwarta część “Mission Impossible”. Może Ben Affleck przez 20 lat sprawiać wrażenie faceta, który dostaje paniki, za każdym razem kiedy ma grac główną rolę w filmie, ale wkrótce może sam zacząć reżyserować filmy, i to całkiem przyzwiote, oglądalne i cieszące się poklaskiem krytyki. Teraz, w swojej drugiej produkcji z kolei, Affleck byl w stanie jednocześnie obsadzić się i wyreżyserować sobie prawdopodobnie najlepszą rolę w swojej karierze.

    “The Town” mimo bardzo średniego scenariusza i niefortunnego montażu całości (do czego dojdziemy), jest  reżyserskim osiągnięciem, którego po Benie Afflecku nie spodziewałbym się nawet w najdziwniejszych snach. Aktor postanowił rozprawić się w pewnym sensie z demonami swojej młodości. Pokazał nam miejsce, w którym sam dorastał, czyli bodaj najbardziej przerażającą do życia dzielnicę miasta Bostonu: Charlestown (ponoć wychowywał się całkiem niedaleko). Kolebkę Bostońskiej przestępczości, w której wiedza o tym, jak okradać banki przekazywana jest z ojca na syna, a każdy kto chce przetrwać musi toczyć całkiem typowe, codzienne boje z policją i FBI. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 20:51 on 20 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film oglądałem ponad rok temu w pamięć zapada klimat, ta mała społeczność twardo tkwiąca w swoich przekonaniach i główny bohater chcący się wyrwać stamtąd. Affleck, wypada dużo lepiej jako reżyser aniżeli aktor, tutaj wyraźnie zabrakło sił na granie :)

    • Peckinpah 08:21 on 17 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pewnie gdyby film był w polskich kinach to pewnie bym go nie obejrzał, bo jeszcze rok temu nie wiedziałem o tym, że Ben Affleck reżyseruje znakomite filmy. Dowiedziałem się o tym dopiero w tym roku i teraz oczekuję z niecierpliwością jego kolejnego filmu (jeśli będzie w polskich kinach to na pewno nie przegapię, chyba że recenzje będą miażdżące ;)) “Miasto złodziei” to naprawdę kino z najwyższej półki, ja bym mu dał ocenę 8/10 (albo nawet 9). Nie powiedziałbym, że scenariusz jest średni, ale to prawda, że Affleck (mimo iż ma Oscara za scenariusz) w “The Town” lepiej sobie poradził jako reżyser niż jako scenarzysta. W filmie nie ma zbyt dużo akcji, ale jeśli już są to zrealizowane po mistrzowsku (szczególnie strzelaniny są świetnie nakręcone). Widać inspirację filmem “Gorączka” (podobno w rozszerzonej wersji jest scena, w której w tv leci “Gorączka” Manna), ale to nie jest wada, bo jeśli czerpać pomysły z innych filmów to tylko od najlepszych, a film Manna do nich należy.
      ‘krotko o filmie’ napisał, że Affleck jako aktor wypadł raczej słabo, moim zdaniem nie wypadł najgorzej z obsady, znacznie bardziej mnie przekonał niż ten, który zagrał agenta FBI (J. Hamm). Możliwe, że tak jak piszesz, szymalan, w “The Town” Affleck zagrał najlepszą rolę w swojej karierze.

  • szymalan 14:43 on 22 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Kret (2011, Rafael Lewandowski) 

    Kret ***

    (ta recenzja jeszcze nie jest usunięta przez ACTA)

    Niezmiernie mnie cieszy, że dożyliśmy w końcu czasów, w których chwalenie w polskim kinie tzw. porządności realizacji filmu, czyli tego, że wiemy o czym jest dana historia, jaki jest mniej więcej gatunek w przestrzeni którego się obracamy oraz kto jest głównym bohaterem opowieści, jest wyrazem albo jawnego lenistwa recenzenta, albo jego wyraźnego przespania kilku ostatnich lat. Wystarczy szybki rzut oka na filmy z tegorocznego festiwalu PFF w Gdyni: świetny “Esssential Killing”, który okazał się istną poezją pisaną przy pomocy kamery filmowej, trzymający cały czas za gardło i w napięciu “Czarny czwartek. Janek Wiśniewski Padł”, który precyzyjnie odtwarza horror wydarzeń, z dni, o których opowiada, czy wreszcie brawurowa w swej formie i odważna w treści “Sala Samobójców” , w której znalazło się miejsce nawet na coś tak niespotykanego u nas jak animacja komputerowa. Polskie kino dalej jest istotne, jeśli chodzi o treść i podejmowane tematy, ale jednocześnie  staje się coraz bardziej atrakcyjnie podane (wybaczcie fani, ale filmów Jana Jakuba Kolskiego – poza “Wenecją” – po prostu nie potrafię strawić, choćby nie wiem co). Dziś trudno mówić o tym, co jest na poziomie technicznym zrobione w polskim filmie źle, a co dobrze- chętnie za to dyskutuje się o treści filmu. Takim przypadkiem jest właśnie zeszłoroczny “Kret” Rafaela Lewandowskiego.

    Forma tego obrazu nie budzi najmniejszych wątpliwości: zdjęcia są wspaniale wykadrowane i z lekkością nadają całości klimatu, montaż jest zrobiony ze znakomitym wyczuciem tego, kiedy w scenę należy “wejść”, a kiedy ją skończyć odpowiednią puentą, aktorski duet Szyc/Dziędziel (a właściwie tercet wraz z Magdaleną Czerwińską) wydaje się prawdziwy i przejmujący niemal przez cały seans. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, a jednak w ostatecznym rachunku zawodzą sprawy najważniejsze: scenariusz i reżyseria. Choć pojedyncze sceny są świetnie, to trudno niestety mówić o spełnionym dziele w całości.  (Więcej…)

     
    • Alek 17:20 on 22 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przede wszystkim filmowi brakuje zdecydowania, treści bądź co bądź. Zresztą spodziewałem się większej dawki akcji i ciekawszej intrygi. Niestety “Kret” ogranicza się do lustracyjnych banałów i zarysowania problemów rodzinnych Szyca i Dziędziela. Jak dla mnie 5/10 i ani grama więcej :)
      Pozdrawiam

    • papryczka 21:52 on 25 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą w zupełności. Do połowy film jest kompletny na wszystkich poziomach, ale w drugiej części się boleśnie rozjeżdża:( Końcowe sceny w konwencji thrillera i morderstwem zupełnie pomieszało wszystko. Po przeczytaniu kilku wywiadów z reżyserem skłaniam się emocjonalnie bardziej w stronę zakończenia, ale nie biorę tego do końca.
      Plakat jest już zupełnie nieporozumieniem. Nie ogarniam tego garniaka!:)
      Ostatecznie film dobry.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  • szymalan 15:38 on 30 December 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Mission Impossible Ghost Protocol (2011, Brad Bird) [IMAX] 

    Mission Impossible. Ghost Protocol *****

     

    Jakie to Hollywood jest dziwne: nieznany nikomu Brad Bird najpierw robi sobie niszową, prostą, ale świetną animację o gigantycznym robocie, który zaprzyjaźnia się z małym chłopcem (“Iron Giant”, 1999) , potem tworzy jeszcze kolejne dwie animacje (ale tym razem to już gigantyczne superprodukcje dla studia Pixar) i deklasuje nimi całą konkurencję odbierając  za obydwa Oscary od Akademii Filmowej (Iniemamocni 2004, Ratatuj 2007). A teraz, kiedy wydaje się, że Bird już na zawsze będzie hollywoodzkim Miyazakim, jeden mały SMS od J.J. Abrahmsa (reżyser Star Treka, Super 8 i trzeciej odsłony Mission Impossible) sprawia, że ów specjalista od wybitnych filmów animowanych, kręci głośny, popisowy i bezczelny do granic w swej brawurze,  pierwszorzędny film akcji, który jest niczym mniej i niczym więcej jak tylko trzecim sequelem do wspomnianego wyżej “Mission Impossible”, w którym to jak powszechnie wiadomo lśni i zachwyca amerykański gwiazdor-scjenatolog Tom Cruise. I co? I to:  Bird znowu to zrobił. Znowu.

    Oglądałem niedawno wywiad z Birdem (będę to nazwisko powtarzał , zapamiętajcie skubańca jakby był nowym samym Spielbergiem -  na co się zresztą zanosi) , który przyznał się, że nie bardzo był zainteresowany wchodzeniem w dorosłe życie. Chciał znaleźć sobie taką pracę, która umożliwi mu pozostanie pełnym pasji dzieckiem, przedłużeniem tej dziecięcej zabawy i żarliwości w tworzeniu. No i znalazł: praca przy filmach animowanych. To, co w “Iniemamcnych” oraz “Ratatuju” mnie tak dobitnie zachwyciło, to poczucie, że Bird nie podchodzi do swoich dzieł, jak do filmow familijnych, czy kreskówek, w których liczy się tylko, żeby było słodko i kolorowo. Bird dbał o sensowne postacie (o wszystkie z danego filmu), a jego podejście do narracji było kompatybilne z narracją prawdziwych aktorskich filmów (retrospekcje, dbanie o pacing i  swoistą symfoniczność opowiadania, montaż równoległy, najazdy, przybliżenia, oddalenia, epickie panoramy w formacie 2.35:1). Bawił się kinem na swój sposób, ale jednocześnie szanował widza: nie podsuwał mu tandetnie napisanych postaci, infantylnego humoru, nie odpuszczał sobie żadnej  sceny i  dbał o wrażeniometr widza w najważniejszych momentach filmu (akcentowane: kulminacja, otwarcie, ostatnie ujęcie). (Więcej…)

     
    • Alek 13:18 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Niby nie chciałem zobaczyć tego filmu, ale tą recenzją potrafiłeś mnie zachęcić. Widziałem “Iniemamocnych” i “Ratatuj” – pierwszy to najlepsza animacja Pixara moim zdaniem, a drugi film ma niezwykly urok. Oba warte uwagi. Jednak do Spielberga cały czas daleko Birdowi, oj daleko :)
      Pozdrawiam

    • Agniecha 14:30 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      filmu jeszcze nie widziałam, ale ogólnie lubię MI więc i pewnie ten obejrzę :)

      Co do Sztukatera to nie wiem czy dostałeś nowy regulamin, który będzie od nowego roku obowiązywał. Zmieniamy szatę graficzną i programowanie, przez co szybciej będziemy mogli wrzucać teksty, także i Twoje jeżeli zechcesz z nami pozostać. Jednakże, aby tak mogło się stać musisz podesłać nam oświadczenie i formularz zgłoszeniowy. Dlatego jak nie dotarł do Ciebie nowy regulamin, który słałam jakoś w grudniu to daj cynka na maila info@sztukater.pl bądź do mnie na gg 4836679.

      Pozdrawiam :*

    • marakesh 18:30 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film totalnie wgniótł mnie w IMAXowy fotel. Poczułem się jak dziecko nucące sobie motyw główny z MI i udające Ethana Hawka :D Nie spodziewałem się aż takiego sukcesu, nie spodziewałem się, że film zrobi na mnie takie wrażenie. Jest lekki, zabawny, szybki, nie mdli od nadmiaru wrażeń i wciąż chce się do niego powracać. Kupuję MI:GP w całości

      IMHO, świetne zakończenie roku 2011 roku.
      BTW: Tobie Szymalan jak i czytelnikom życzę Szczęśliwego Nowego Roku 2012!

    • krotkoofilmie 12:34 on 8 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Proszę mi wytłumaczyć jak to było z kodami dostępu. Zdjęcia zrobione “oczami” i drukowane w walizce miały mieć przestawiony ciąg cyfr, więc miały być złe. Okazały się jednak dobre, jak?

      pozdrawiam

      • szymalan 16:39 on 8 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        oj, zagiąłes mnie :) przykro mi, nie mogę pomóc, trochę minęło już odkąd oglądałem i nie kojarzę szczegółów :)
        pozdrawiam!

  • szymalan 16:47 on 15 January 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Północ – Północny Zachód ******

    - Kim jesteście? – Chłopcami na posyłki z bronią za pazuchą. On celuje akurat w twoje serce,więc, bardzo proszę, nie popełnij błędu – Ale o co chodzi? To jakiś żart czy co?- Tak, żart. Chodź, Pośmiejemy się w samochodzie.

    Wbrew własnej woli, bohater ponad 50-letniego arcydzieła Alfreda Hitchcocka (w arcymistzowskiej interpretacji Cary’ego Granta) wychodzi z nowojorskiego hotelu Plaza i pakuje się  w szpiegowsko-sensacyjny spisek, w ramach którego w mgnieniu oka z niewinnego obywatela Ameryki  (choć nie bez grzechów zachłanności i niedbalstwa w ludzkich relacjach) staje się wrogiem publicznym numer 1. Pijanym kierowcą rozbijającym się nocami po ulicach (na dodatek kradzionym samochodem!)  a szybko też i domniemanym mordercą ważnego polityka ONZ. Od tej pory czeka go już tylko iście bondowska przeprawa – ucieczka przez pół kraju w “butach” zupełnie nieznanego mu człowieka, walka o przetrwanie, rozwiązanie całej zagadki (kim lub czym jest ten cholerny Kaplan)  oraz oczywiście romans z niejednoznaczną w swych zamiarach  femme fatale. (Więcej…)

     
    • maxcine 19:39 on 15 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Do tej pory obejrzałem dwa filmy Hitchcocka – Okno na podwórze i M jak Morderstwo. A dzisiaj rano, zarażony już Hitchcockiem, obejrzałem film, który zrecenzowałeś: Północ – Północny Zachód. Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś i w pełni popieram wysoką ocenę (chociaż u mnie póki co 9+). Wg mnie każdy kto lubuje się w obecnym kinie przygodowym/akcji/sensacji/thrillera powinien obejrzęc “Północ…” aby przekonać się, że to już wszystko było, że było to hen hen dawno temu, i pomimo braku efektów komputerowych, 3D i innych bajerów, było (no i nadal jest) 10x lepsze od tego co mamy teraz. Świetny film, pełen genialnych dialogów, “trzeźwego” myślenia bohaterów, a co za tym idzie napięcia oraz nagłych i ciągle zaskakujących zwrotów akcji (a przecież obecnie trudno widza czymkolwiek zaskoczyć bo wydaje się, że wszystko już było..). Jak dla mnie obowiązkowy.
      Pozdr :)

    • krotkoofilmie 10:51 on 16 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ja widziałem Okno na podwórze oraz Złapać złodzieje i cieszę się, że jeszcze tyle emocji przede mną.
      Dobry tekst, jak zawsze z resztą :)

      pozdrawiam

    • Tom Braider 13:48 on 16 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      W zeszłe wakacje zrobiłem sobie maraton z Hitchcockiem i North By Northwest zdecydowanie jest moim ulubionym filmem reżysera. Niesamowite tempo i zakręcona intryga i genialny Cary Grant (eyes sensitive to questions :D). Nie ma tu co prawda wielu psychologicznych wstawek, jak w Vertigo, czy Psycho. Niemniej dla współczesnych widzów karmiących się durnym 3D i akcją ten film powinien najprędzej podejść z hitchcockowskiej klasyki

    • Peckinpah 19:30 on 16 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Widziałem bardzo dużo filmów Hitchcocka i mogę potwierdzić, że “Północ, Północny Zachód” to jeden z jego najlepszych filmów i wystawianie maksymalnej oceny jest jak najbardziej uzasadnione. Świetne sceny akcji, niezły humor, dobre dialogi, mnóstwo napięcia – nawet po 50. latach świetnie się ogląda. Oprócz tego jest w filmie bardzo dobre aktorstwo oraz czołówka świetnie wprowadzająca w klimat filmu, co jest także zasługą kompozytora Bernarda Herrmanna. Niezwykle sprawna realizacja i brak jakichkolwiek wad powoduje, że chyba żaden współczesny reżyser nie odważy się zrobić remake’u tego filmu, bo zostałby za to “potępiony”.

      Podobno James Stewart bardzo chciał zagrać w tym filmie, ale reżyser stwierdził, że aktor jest za stary do tej roli. Co ciekawe, Cary Grant jest 4 lata starszy :) Nieoficjalnie mówiło się jednak, że Stewart był zbyt poważny do tej roli i dlatego zatrudniono aktora komediowego, Cary’ego Granta, chociaż wytwórnia wolała Gregory’ego Pecka.

      Ciekawe, czy planujesz teraz recenzję “Vertigo”, w której wyjaśnisz, dlaczego uważasz ten film za przekombinowany :) Ja uważam go za równie dobry, jest wprawdzie nieco inny i momentami wydaje się słabszy, ale nie potrafię wskazać żadnych wad, poza wolno toczącą się akcją. Nie jest to jednak film akcji, tylko thriller psychologiczny, więc wolne tempo nie jest tu raczej wadą, wręcz przeciwnie – świetnie buduje klimat i pozwala się skupić na bohaterach i opowiadanej historii.
      Pozdrawiam.

  • szymalan 23:25 on 13 April 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Harry Brown ***

    Współczesne angielskie miasto. Emerytowany żołnierz Harry Brown wiedzie samotne życie. Mieszka w ponurym blokowisku, na osiedlu opanowanym przez młodociane gangi, który szerzą przemoc i strach wśród mieszkańców. Gdy pewnego dnia jego najbliższy przyjaciel zostaje zamordowany, Brown postanawia zareagować i na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość zabójcom, którzy bezkarnie dopuszczają się kolejnych przestępstw. Doświadczony w walce mściciel wchodzi tym samym w konflikt z inspektorami policji, prowadzącymi śledztwo w sprawie morderstwa jego przyjaciela i bandy chuliganów…

    Nasz bohater wie, że niewiele ma do stracenia: jest stary i właściwie sam na tym świecie, stąd  jego przemiana jest radykalna- co prawda po ludzku waha się przez moment czy pociągnąć za spust , ale i tak  szybko okazuje, że jest w pełni zdolny do tego, aby zabijać z zimną krwią.  Szczęściem dla nas- widzów,  jest fakt, że tytułową postać gra aktor tej klasy, co Michael Caine. Do niezbyt ciekawej postaci wlewa odrobinę doświadczenia, smutku, potrafi wzbudzić empatię, a sama przemiana Harry’ego wydaje się dzięki właśnie niemu o wiele bardziej naturalna i prawdziwa. (Więcej…)

     
    • lola king 15:50 on 15 Kwiecień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A mnie się film spodobał ;] Przede wszystkim dzięki świetnemu występowi Caina, a po drugie za niezakłamany obraz Londynu. Mało kto wie, że angielska stolica może tak wyglądać, a prawda jest taka, że szczególnie wschodnia część miasta jest narażona na takie, czy inne aspołeczne zachowania. Ja jestem wyrozumiała co, do debiutu reżyserskiego Barbera i czekam na jego kolejne filmy ;] Pozdrawiam ;]

  • szymalan 18:50 on 19 October 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Public Enemies *** 

    Wrogowie publiczni ***

    Clipboard01

    Michael Mann ma swoją renomę, oddanych fanów i dotychczas naprawdę świetną prasę. Niestety nadszedł moment, kiedy reżyser uwielbianej “Gorączki” popełnił film nieudany. Jego “Wrogowie Publiczni” są bodaj największym hollywoodzkim rozczarowaniem wakacyjnego sezonu na blouckbustery 2009 roku. Są tu przebłyski wielkiego kina, ale co nam po nich, skoro tego lata mieliśmy pełniejsze, bardziej wyraziste i bardziej wciągające produkcje? (Więcej…)

     
    • ly. 20:59 on 19 Październik 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      przynajmniej TA piosenka wymiata

    • Lola King 16:49 on 20 Październik 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja też po Wrogach publicznych spodziewałam się czegoś więcej. Christian Bale wypadł marnie, bo jego rola została do granic normy okrojona. A więc nie ma się co dziwić. No i zgadzam się z tym co działo się pod koniec filmu, scena w komisariacie jest mistrzowska, a śmierć Dellingera wywołuje takie emocje, jakich brakowało przez ponad 2 godziny filmu. Z biografią to chyba jednak nie ma nic wspólnego. Pozdrawiam :]

    • pawcio 14:36 on 21 Październik 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ej, a gdzie zdanie o tym jak wypadła Marion Cotillard?! :P Liczyłem, że napiszesz że zagała cudownie, ratuje film, dla niej te 3 gwiazdki, a tu nic :P Ale na poważnie, właśnie ona i wspomniany przez Ciebie Depp sprawiają, że choćbym nie wiem co przeczytał obejrzę ten film w tym roku.
      Pozdrawiam,
      pawcio

    • Agniecha 17:27 on 22 Październik 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      a ja i tak obejrzę. muszę go tylko zdobyć bo coś ciężko z jego dystrybucją ;P

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.