Updates from Luty, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 00:45 on 5 February 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Róża (2011, Wojciech Smarzowski) 

    Róża *****

    Kiedy po premierze “Róży” na Festiwalu w Gdynii czytałem recenzje najnowszego filmu Smarzowskiego (“Wesele”, “Dom zły”) , zauważyłem, że każda z nich wyglądała mniej więcej tak samo. Zachwyty nad warsztatem wręcz tonęły w sugestywnych opisach poseansowej deprechy i konieczności oglądania okrutnych scen gwałtów i wojennej przemocy.  Smarzowski to reżyser, który lubuje się w naturalizmie, dlatego nie dziwne, że idąc do kina spodziewałem się  kolejnej  “Pasji”  - 1,5 h rzeźni ,  festiwalu tortur i okrucieństwa doprowadzonych  na granice dobrego smaku. Tymczasem film Smarzowskiego  zaskakuje:  “Róża” nie jest histeryczna, ale  zadziwiająco subtelna, w jakiś dziwny sposób oczyszczająca i bardzo po ludzku szlachetna. No ale od początku. 

    Pierwsze minuty nie pozostawiają wątpliwości, że nie będzie to łatwy seans. Znakomity opening: absolutna cisza na napisach początkowych  i nagły ogłuszający atak  z pola bitwy, na którym na oczach głównego bohatera żołnierz najpierw gwałci jego żonę, a następnie strzela jej w tył głowy. Jednak im dalej, tym film się jakby uspokaja, koloryzuje  wydarzenia lekkim poczuciem humoru, jednocześnie pozostając szarpiącym co jakiś czas nerwy czyms w rodzaju historycznego thrillera dla dorosłych. Niezmienny pozostaje jednak ton filmu: warstwa zdjęciowa jest przez cały czas wyblakła, ziarnista i zabrudzona, jakby zupełnie nie przystająca do epoki cyfrowych multipleksów.  (Więcej…)

     
    • momo 12:59 on 9 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Odebrałam ten film w taki sam sposób, myślę o nim kolejny dzień, teraz kojarzy mi się ze… “Znachorem”:) W jednym i drugim jest dobro, które porusza.

    • Peckinpah 18:03 on 18 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Róży” jeszcze nie widziałem, ale obejrzałem ostatnio “Dom zły” i jestem ogromnie rozczarowany. Jak dla mnie film płytki, stronniczy, pozbawiony napięcia (a podobno miał to być thriller), nie dostarczający emocji (a podobno miał to być dramat). Film nudny, prostacki, a momentami żenujący i głupi. Jedynie aktorstwo jest na wysokim poziomie. O ile “Wesele” Smarzowskiego było w miarę udane to jednak “Dom zły” okazał się filmem po prostu złym. Takie jest moje zdanie. “Róży” raczej nie obejrzę w kinie. Domyślam się, że w tym filmie będzie podobnie – aktorzy dali z siebie wszystko po to, by reżyser mógł zaszokować widzów kolejnym brudnym i nieprzyjemnym obrazem polskiej wsi i zaludniającej ją zboczeńców i degeneratów.

      • szymalan 18:40 on 18 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Też nie lubię “Domu złego”, i tak samo obawiałem się groteskowej jatki po “Róży”. Rozczarowałem się bardzo pozytywnie: dla mnie to najbardziej ludzki film Smarzowskiego. Proste love story z mocnym tłem (zaznaczam; tłem) historycznym. Wszyscy piszą w recenzjach, jaki to horror nie dowytrzymania, ten film, a ja widziałem historię o miłości dwojga ludzi. I nie miałem wrażenia , że przemocy jest jakoś specjalnie dużo czy że Smarzowski jedzie po bandzie w pokazywaniu co bardziej obrzydliwych detali. Naturalistyczny ok, ale tez ludzki i szczerze poruszający. Ja polecam bardzo, film poza tym naprawdę pięknie wygląda na dużym ekranie , ale to już zrobisz co zechcesz :P ja tylko powiem, że to o kilka klas lepsze kino niż Dom Zły.

  • szymalan 11:58 on 25 August 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The New World (2005, Terrence Malick) 

    Podróż do Nowej Ziemi ***

    Mój drugi film Terrence’a Malicka i drugie niestety rozczarowanie (zostały jeszcze 3 szanse oraz  nadzieja na kolejne projekty). Moje wrażenia są co prawda nieco lepsze niż po tragicznym “Drzewie życia” (2011) , ale wnioski i tak podobne.

    Tym razem amerykański filozof transcendentalista opowiedział po swojemu historię o Indiance Pocahontas (co jest dość jasne, nawet jeżeli nikt tej bohaterki tu tak nie nazywa). Historię, którą wszyscy znamy już z wielu filmów (w tym ciekawych jej wariacji w rodzaju “Avatara” i “Tańczącego z wilkami”) ;  popularny archetyp wielkiej miłości łączącej przedstawicieli dwóch skrajnie różnych cywilizacji z XVII wieku.  Jednak w stosunku do odnoszącej sukcesy musicalowej  animacji Walta Disneya,  Malicka nie interesuje wymiar przygodowy tej opowieści. Przygody w jego filmie nie ma wcale – są za to typowe dla jego twórczości wyciszone ujęcia przyrody, muzyka poważna wielkich mistrzów, (Wagner! WAGNER!) uduchowione dialogi z offu oraz zaburzające tempo montaże. Od razu widać, że jest to wizja niepodporządkowana żadnym oczekiwaniom: w pełni autorska, własna, bezkompromisowa, w swej marketingowej nieopłacalności wręcz brawurowa (bo mimo wszystko, jest to kawał sporej produkcji zrobionej z rozmachem). (Więcej…)

     
    • Peckinpah 14:51 on 25 Sierpień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Malick jest dla mnie “mistrzem nudy”, bo nawet najciekawszą historię potrafi przedstawić w najnudniejszy z możliwych sposobów :) Domyślam się, że obejrzałeś ten film wczoraj na TVN 7, bo ja też go wczoraj oglądałem i wynudziłem się strasznie. Trudno mi znaleźć jakąś zaletę tego filmu, bo przez długi czas myślałem tylko o tym, kiedy się wreszcie skończy.

      • szymalan 15:19 on 25 Sierpień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Tak, oglądałem też na TVN7:) Pierwsza połowa mnie dosyć zahipnotyzowała, ale niestety Malick popełnia ten sam błąd: zamiast odpuścić po jakimś czasie te swoje dziwne montażowe zagrywki i zacząć wreszcie normalnie rozwijający się film, rozciąga te swoje pocztówkowe pokazy plenerów na cały metraż. Druga połowa była już trudna do zniesienia dla mnie, choć nigdy na szczęście nie było tak źle jak na ‘Drzewie życia”. I stąd dałem aż 3 gwiazdki.

  • szymalan 00:52 on 20 September 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Seks w wielkim mieście 2 **
    To jeden z najsmutniejszych filmów tego roku, zupełnie jak “Nostalgia Anioła” Petera Jacksona. Doprawdy przykro patrzeć jak wielomilionowe środki pakuje się w coś tak  kiepskiego, tak złego i tandetnego. Jak dzieło, które mogło być wielkie, staje się katastrofą na wszystkich frontach- paradą butów i sukienek,  fajerwerkiem kiczu i festiwalem obciachu. Film, który ma dodawać skrzydeł i unosić nad ziemię- sprowadza wzrok na podeszwy butów widza, który nie chce już dłużej w tym uczestniczyć. A film , co trzeba zaznaczyć, długi.

    Dlaczego trwa tyle co “Transformers” i “Incepcja” (ponad 140 MINUT!) ? Odpowiedź uzyskałem szybko;  od znajomej, miłośniczki oryginalnego serialu (wierzę całym sercem, że dobrego- biorę się za niego za kilka dni!) – “bo to jest 5 odcinków w jednym”. Możecie więc sobie wyobrazić co się dzieje, gdy 30 minutowe odcinki próbuje się rozciągnąć na dzieło , które chce być najwyraźniej i filmem, i serią odcinków w jednym. Fabuła próbuje nas przez cały czas koncentrować na pewnych problemach głównych bohaterek, jednocześnie rozbijając się na odrębne, zamknięte w sobie epizody.

    Pierwszy z nich, rozgrywający się podczas gejowskiego ślubu, przebrnąłem prawie z uszczerbkiem na psychice. Niech mi ktoś jak krowie na rowie wytłumaczy o co tu chodzi: Nowy York, miasto tolerancji i kultury, XXI wiek, moda, niezależność, bohaterowie bez kompleksów, a tu nagle scena z gejami o skrzekliwych głosikach, żenującym chórkiem śpiewającym im pieśni z “Skrzypka na dachu” i stadem homofobów używających słowa “gay” 30 razy na minutę (“Can this wedding be more GAY?”). Reżyser potraktował swoich bohaterów najgorzej jak się da – jako laleczki do szydzenia przez publiczność. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 12:17 on 20 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      podziwiam, że chciało Ci się to coś oglądać
      serial oglądany przez ramię żony czasami zabawny ale oglądanie w całości bym sobie odpuścił
      wrzesień, premiery serialowe wiec będzie co oglądać plus oczywiście powracające seriale z D. Morganem na czele! :)

      • szymalan 15:30 on 20 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        no ba, aż dumny byłem , że obejrzałem caluśki aż do napisów końcowych :D
        A na Dextera też czekam z niecierpliwością! :-)

    • Lola King 11:48 on 21 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A ja zawsze byłam uważana za trochę dziwną, bo nie widziałam ani jednego odcinka tego serialu. Raz zdarzyło mi się obejrzeć, może 10 minut, aż do reklamy, bo wtedy zaspałam na kanapie. Akurat główna bohaterka zastanawiała się które buty od Manolo Blahnika wybrać. Iście egzystencjalny problem. I założę się, że na tym oparty jest cały serial – zakupy, mężczyźni, zakupy i jeszcze raz buty od manolo blahinka. Nie moja bajka. Może film obejrzę, jak będę miała ochotę komuś coś pozazdrościć. Sam plakat wskazuje, że czego, jak czego, ale luksusu w tym filmie nie brakuje ;) Pozdrawiam i miłego dnia ;-]

    • ly. 14:40 on 21 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      *po pierwsze – 5 odcinkow w jednym filmie tyczyło się pierwszej części, druga to już całkiem inna bajka
      *po drugie – kajś Ty widział homofobów na weselu? xD wszyscy tam uwielbiają tą uroczą ‘młodą parę’, gdyż są ich bliskimi przyjaciółmi ;f choć faktycznie słowo ‘gay’ sie powtarza niczym ‘bijcie masterczułki’ w moim ulubionym filmiku z youtube ;f
      *co do rozchichotanych idiotek – zdecydowanie tak – dlatego właśnie druga część to masakra, bo zdeptała ich wizerunek budowany przez całe sześć sezonów serialu!
      *soudntrack podnosi na duchu w czasie seansu ;f
      *suma sumarum zaskoczyłeś mnie aż dwoma gwiazdkami O.O

      • szymalan 15:10 on 21 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        *po pierwsze – czy ja wiem, mnie to dalej wygląda jak kilka odcinków w jednym (ślub, życie codzienne, wyjazd, pobyt, powrót)
        *po drugie- ja jednak odniosłem wrażenie sporego dystansu do tego iwentu , i to nie tylko dystansu postaci- przede wszystkim samego reżysera. Zresztą już sobie to omówiliśmy :D
        co do soundtracku – pełna zgoda.
        summa summarum – sam jestem zaskoczony , że aż 2 gwiazdki, ale to może dlatego , że oglądałem ongiś takie arcydzieła komedii romantycznej jak “Dlaczego Nie!” i “Ja Wam pokażę”. Takie rzeczy zmieniają perspektywę :D
        pozdrawiam!

    • Alek 19:18 on 22 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Serial ogladalem i pomimo faktu ze nie zaczarowal mnie jakos szczegolnie to i tak lubie go ogladac od czasu do czasu. Ale film “Sex and the city” (czesc pierwsza) zanudzil mnie nieludzko. Dwojki nie widzialem, bo slyszalem ze jest gorsza od jedynki. A w takim razie oznacza to takie dno, ze od spodu juz nic nie puka.
      Pozdr

    • ratyzbona 22:34 on 23 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mnie podobnie jak ciebie ten film zasmucił – serial był naprawdę fajny i niekiedy podejmował naprawdę ważne problemy z pogranicza antropologii i randkowania w XX wieku. Bohaterki żyły oczywiście w lekko wyimaginowanym świecie ale na dłuższą metę można było uznać ich życie za zamożne ale bez przesady. Przede wszystkim jednak serial był w wielu miejscach feministyczny. Tymczasem w filmach bohaterki są jakoś nieziemsko bogate po drugie kompletnie straciły rozum. W drugiej części Carrie która była sympatyczną i przede wszystkim inteligentną postacią zamienia się w jakąś koszmarną zrzędę której nie da się lubić. Martwi mnie że dobry serial skończył jak film który bardziej przypomina reklamę niż dzieło kinematografii

      A co do ślubu – mieć Lizę Minnelli i kazać jej śpiewać piosenkę Beyonce? To powinno być zabronione

      • szymalan 13:47 on 24 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        O, dziękuję za odwiedziny i witam na blogu :)
        co do komentarza , z wszystkim się zgadzam, oprócz kwestii dotyczących serialu, bo jeszcze go nie oglądałem :) Ale wygląda na to, że będzie znacznie lepiej niż w przypadku filmów.
        pozdrawiam

  • szymalan 14:21 on 4 September 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Ich Noce ***** 

    Cover of

    Cover of It Happened One Night

    Ich Noce *****

    Każda szanująca się komedia romantyczna na świecie usiłuje nam wmówić, że świat jest zbudowany dość prosto. W jego centrum jesteśmy My i nasze Ego, a dookoła nas dokładnie dwa typy ludzi:  ci, którzy usiłują przeszkodzić nam na drodze do szczęścia i spełnienia oraz – ta jedna jedyna osoba, od początku nam przeznaczona, z którą miłość, przetrwa wszystko. Trudno powiedzieć, że ten film jest owej tradycji wierny- “It happened one night“  Franka Capry należy do tych klasyków, które same owe zasady – dobrego kina gatunków – tworzyły.

    Ego znajdujące się w centrum właśnie tej fabuły, należy do Ellie Andrews- rozpieszczonej córki znanego milionera, który zamierza przekreślić jej świeże małżeństwo z Kingiem Westleyem. Dziewczyna nie wytrzymuje presji i buntowniczo skacze za burtę statku ojczulka. Tak się zaczyna jej szalona ucieczka do Nowego Yorku- do męża, Westleya. W czasie desperackiej podróży autobusem do “Miasta, które nigdy nie śpi” spotyka dziennikarza, Petera Warne’a. Początkowa kłótnia o miejsce stanie się zalążkiem ciekawej znajomości, wpierw opartej na konkretnych korzyściach (dziewczyna przy mężczyźnie nie zginie, ale za to on oczekuje od niej możliwości spisania całej historii w postaci artykułu) , a później na rodzącym się uczuciu, które obydwu bohaterów zaskoczy…. (Więcej…)

     
    • Lola King 16:16 on 4 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      I to jest właśnie magiczne, że ogląda się takie filmy po tylu latach, a one nadal są bardzo aktualne, i swoją świeżością i bystrością dyskwalifikują niejeden współczesny obraz. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze “Ich nocy” nie widziałam, ale mam ten film na uwadze od dłuższego czasu, także z pewnością się z nim zapoznam. Na pewno warto. Jeżeli ten film, jest chociaż po części tak magiczny, olśniewający i angażujący, co “To wspaniałe życie”, to czeka mnie kolejna filmowa uczta :)

    • Peckinpah 16:09 on 6 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Z filmów Franka Capry wolę jednak komedię You Can’t Take It with You (1938) także wyróżnioną Oscarem oraz pełną czarnego humoru farsę Arsenic and Old Lace (1944). Film Ich noce jest dopiero na czwartym miejscu (po filmie Pan z milionami).
      Ich noce ma przede wszystkim świetne aktorstwo, ale sceny znakomite przeplatają sie ze scenami beznadziejnymi, jak np. bezsensowne dialogi o noszeniu na barana czy o namaczaniu.
      W roku 1934 powstał lepszy film – komedia kryminalna Pościg za cieniem, która bardziej zasługiwała na Oscary. Ich noce bardzo mi się podobały przy pierwszym oglądaniu, ale przy częstych powtórkach na TVP Kultura film zaczął mnie coraz bardziej irytować.

      • szymalan 17:15 on 6 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ale przecież wspomniane przez Ciebie sceny trwały tu może z 1,5 minuty, a ileż to takowych (ba, o wiele, wiele gorszych) idiotycznych dialogów trzeba się godzinami nasłuchać w dzisiejszych komediach romantycznych.
        Arszenik i stare koronki za niedługo obejrzę i zdam relację :)
        pozdrawiam

        • Peckinpah 10:27 on 7 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Pewnie masz rację, ja unikam współczesnych komedii romantycznych – wierzę, że są gorsze.
          Jeśli chodzi o Ich noce to z całą pewnością scen znakomitych jest znacznie więcej niż tych słabszych, ale jednak ten film przegrywa u mnie z trzema wyżej wymienionymi filmami Capry, co nie znaczy oczywiście, że film uważam za zły, wręcz przeciwnie. Jedynym filmem Capry, który mi się nie podobał jest film Pan Smith jedzie do Waszyngtonu (w sumie oglądałem jego 6 filmów fabularnych i znakomitą serię dokumentalną Dlaczego walczymy).

  • szymalan 14:17 on 28 June 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Ondine ****


    Wyłowił ją z wody. Była nie tylko zziębnięta i przestraszona, ale okazała się być też uwodzicielsko piękna, niemal jak nie z tego świata. On- długowłosy rybak i nie pijący alkoholik, babrający się z połowem od wielu lat, próbując wiązać jakoś koniec z końcem. Jej przybycie coś zmienia- mała irlandzka mieścina nagle nabiera jakiejś magii. Odżywają stare legendy- czy przedstawiająca się jako Ondine kobieta, jest wcieleniem mitycznej nimfy-  pół-kobiety, pół-foki nazwanej przez miejscowych jako selkie?

    Specjalista od historyjek balansujących w konwencji realizmu magicznego, reżyser Neil Jordan (“Wywiad z wampirem”) wbrew zapewne oczekiwaniom widzów- zaprasza do gry. Przez cały seans trudno jest właściwie stwierdzić kim Ona jest. Dlaczego potrafi mówić po angielsku? Dlaczego śpiewem przyciąga ławice ryb i homarów, za które rybak dostaje całkiem niezłą dniówkę? Reżyser ma chyba niezły ubaw z nieustannego wkręcania nas- to raz byłem przekonany o magiczności świata filmu, uwiedziony pięknem Alicji Bachledy wyłaniającej się z wody w spowolnieniu oraz zauroczony niewiarygodnym pięknem irlandzkiej prowincji, to znowu za chwilę widziałem tragedie szarego życia, chore na nerki dziecko bohatera, matkę alkoholiczkę, czy czającego się w okolicy kolesia z nożem, najwyraźniej dybiącego na naszą syrenkę. (Więcej…)

     
    • lola king 15:33 on 28 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Z pewnością obejrzę. Choćby dla irlandzkiej prowincji, o której wspomniałeś. Ja jak najbardziej jestem fanką skromnych, bajkowych i szczerych filmów, więc na pewno odnajdę w nim coś dla siebie. Nie zważając na opinie polskich recenzentów :) Pozdrawiam :)

    • m. 22:09 on 28 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Oj, oj. Aż napiszę komentarz. Owszem – magia, bajka, rzeczywiście to by mogło przyciągnąć.

      Ale z drugiej strony po co tyle tej nachalnej golizny. I to mówię ja – facet. Nie podobało mi się to, a miejscami po prostu bywało na granicy żałości. Wg mnie Alicja grała sztucznie i dlatego z bajkowej atmosfery nici.

    • kazulka 15:46 on 29 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dla mnie ten film był wprost urzekający, a momentami nawet bardzo zabawny. Zastanawiam się, jak jeszcze można opisać atmosferę tego filmu… Delikatny? Przyjemnie oglądać obraz, który nie odstręcza bezpruderyjnością a jednocześnie porusza poważne problemy. Brawo! :)

    • pafffcio 09:16 on 1 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Odpycha mnie od tego filmu ta cała otoczka, że to właśnie na jego planie wybuchła wielka szalona miłość Colina i Alicji. Ale prędzej czy później go obejrzę, bajkowe opowieści raczej lubię :)
      Pozdrawiam,
      Pawcio

      • szymalan 19:14 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        zależy od tego co kto chce zobaczyć. Kto patrzy z perspektywy pudelka ten zobaczy romans aktorów, kogo interesuje film, ten będzie pochłonięty przez film ;)

        pozdrawiam

        • pafffcio 22:44 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Mnie jak najbardziej film interesuje, tylko że na ogół o Ondine usłyszeć można właśnie w kontekście pudelkowym. Stąd ja wolę unikać takich cudów, bo na ogół jak o jakimś filmie jest głośno z powodów innych, niż że jest dobry, to znaczy że jest słaby ;)

          • szymalan 00:07 on 3 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            no cóż- gdyby to była komedia romantyczna to może i bym pomyślał to samo. na szczęście ten film jest naprawdę o czymś- warto się lepiej przekonać samemu :)

    • ly. 09:39 on 1 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      zachciewa się zobaczyć

  • szymalan 00:26 on 18 March 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Saga Zmierzch Księżyc w Nowiu *** Na… 

    Saga “Zmierzch”. Księżyc w Nowiu ***

    Na początku było słowo, czyli globalny bestseller Stephenie Meyer, którego utopijna wizja czystej, nieśmiertelnej miłości pobudziła do histerii miliony nastolatek na całym globie. Wytwórnia Summit Entertainment zakupiła prawa do ekranizacji i tak powstał przyzwoity w gruncie rzeczy, wyreżyserowany przez kobietę- Catherine Hardwick- film, który dla fanek był arcydziełem, a dla dorosłych widzów i nastoletnich chłopców- koszmarkiem i idealnym obiektem regularnych kpin.  Ślamazarne tempo, bez-emocjonalny poważny ton i przewidywalność akcji to były podstawowe błędy Hardwick.

    Na szczęście reżyserowanie drugiej odsłony sagi “Zmierzch” powierzono mężczyźnie, a konkretniej Chrisowi Weitzowi (specjalista od przyzwoitych komedii w rodzaju “Był sobie chłopiec”, mający na koncie małą wpadkę- kiepską ekranizację fantasy, czyli “Złoty kompas”). Dzięki jego zdyscyplinowaniu film nabrał rumieńców, tempa, emocji, a przede wszystkim nieoczywistego poczucia humoru. Oczywiście nie jest to dzieło na miarę najnowszego “Pottera”, ale i tak jestem pozytywnie zaskoczony, bo spodziewałem się po sequelu najgorszego.

    (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 17:19 on 18 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Aż 4 gwiazdki? o_O

    • lola king 20:01 on 18 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wow, świetna recenzja, chyba najbardziej obiektywna, jaka mogłaby powstać. Nie widziałam tej części, ale cieszę się, że są ludzie, którzy nie ulegli presji, że film trzeba wykpić, ale potrafią znaleźć w nim też dobre strony. Gratuluje! Dla mnie w pierwszej części tą najmocniejszą stroną był przede wszystkim klimat i zdjęcia, reszta wiadomo, poziom w sam raz dla nastoletnich dziewcząt. My często zapominamy do kogo ten film jest adresowany, wymagając od niego, żeby stał się arcydziełem. Saga stała się trochę, jakby kozłem ofiarnym, filmem, który w samym swoim założeniu ma być prymitywny. Ale dam sobie rękę uciąć, że co roku powstaje mnóstwo jeszcze gorszych i żałosnych produkcji. Pozdrawiam :]

    • ly. 21:42 on 18 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      heh też mnie 4 gwiazdki zaskoczyły. ale widzę, że co do filmu i soundtracka się zgadzamy :)

    • menetheris 18:47 on 19 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Widzę, że miłe zaskoczenie z twej strony ;)
      Wreszcie spotykam kogoś, kto nie tylko nie narzeka na soundtrack do “New Moon”, ale bardzo go chwali.
      No i sam film, podobnie w mej opinii, jest naprawdę wart uwagi, dowodzi chyba także, że nie trzeba zbyt pochopnie wieszać psów na ekranizacjach książek Meyer.
      Pozdrawiam

    • pafffcio 15:58 on 20 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ostatnio widziałem pierwszą część i na długi czas mam dosyć tej serii. Muszę odpocząć, tym bardziej że ostatnio dobiła mnie mała dziewczyna w białej koszulce, z różowym napisem ‘Everyone nedds an Edward’ xD Jednym słowem Zmierzch atakuje z każdej strony. Chociaż na pewno prędzej czy później drugą część obejrzę, ale póki co mi się do tego nie pali.
      Pozdrawiam,
      Pawcio

    • unnami 15:45 on 4 Kwiecień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pierwsza część mi się strasznie podobała, druga też była znośna. Po prostu oglądając zapomnijcie o całym tym rynsztoku, tej nienawiści do tego filmu i tego co owi aktorzy robią po za planem i zobaczycie, że takie złe to to nie jest. Po prostu przez to że pudelki itp. zrobiły z Kristen i Pattisona nie wiadomo co, rzutuje to na odbiór tego filmu.

      • szymalan 15:48 on 4 Kwiecień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “Po prostu oglądając zapomnijcie o całym tym rynsztoku, tej nienawiści do tego filmu i tego co owi aktorzy robią po za planem i zobaczycie, że takie złe to to nie jest”

        Amen.

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.