(1931) Światła wielkiego miasta

*****

Sympatyczny włóczęga (Charlie Chaplin) spotyka niewidomą kobietę, sprzedającą na ulicy kwiaty (Virginia Cheryll). Ona bierze go za bogacza, bo nie widzi jego starych łachmanów. Po tym spotkaniu bohater oddala się i spotyka kolejną osobę: milionera, który chce popełnić samobójstwo. Włóczędze udaje się powstrzymać zdesperowanego mężczyznę. Zostają wielkimi przyjaciółmi. Włóczęga chce wydobyć z niego pieniądze na leczenie wzroku kobiety, a także pomóc jej spłacić długi, bo grozi jej i jej babci eksmisja.

Jak to u Chaplina zwykło bywać: jest zabawnie i lekko, przede wszystkim poruszająco. Filmy Chaplina cechowała znakomita żonglerka nastrojami w swoich filmach, co daje efekt genialnych tragikomedii z uniwersalną prawdą życiową. “Światła..” jednak zasłynęły z innego powodu: scena w której niewidoma myli Charliego z multimilionerem, była dublowana rekordowo w historii kina- 342 razy. Chaplin ciągle narzekał bowiem, że nie przekonuje go cała ta sekwencja. Co ciekawe jeszcze, w czasie kiedy film został nakręcony, dźwięk już był wynalazkiem w kinie powszechnym i dostępnym, a Charlie Chaplin nakręcił swoje “Światła” jak film niemy, z wyjątkiem scen w której przemawia para ludzi na początku film, która jest parodią pierwszego filmu dźwiękowego “Śpiewaka Jazzbandu”. Oczywiście na tym zabiegu, film absolutnie nie stracił.

Podobnie jak “Gorączka Złota”, “Dyktator”, czy inne filmy tego legendarnego i wiecznie żywego reżysera, film ten ma wiele świetnych scen komediowych i gagów sytuacyjnych. Cała ta komedia pomyłek i nieporozumień, mówi nam o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a do cieszeni się życiem zbędne jest bogactwo. Franciszkanizm i Chaplinizn w jednym, chciałoby się powiedzieć.

szymalan

Juno

Juno , co z księżyca spadła ***

juno.jpg

Juno- wygadana i śmiała dziewczyna zachodzi w ciążę z swoim kolegą ze szkoły. Jednak jako szesnastolatka czuje ,że nie poradzi sobie z tak odpowiedzialnym zadaniem jak macierzyństwo, dlatego chce dokonać aborcji. Szybko jednak pomysł okazuje się niezbyt dobry, dlatego chwyta za gazetę i poszukuje chętnych do adopcji rodziców. Wydaje się, że znalazła idealną parę. Bogaci, chętni, kochający się, o potomka starają się od lat. Wszystko idzie piękne i ładnie, Juno zaprzyjaźnia się z przyszłym ojcem, jest w dobrych stosunkach z przyszłą matką, a także jej rodzice ( właściwie ojciec i macocha), kiedy się o wszystkim dowiadują, nie robią jej awantury. Jednak nie wszystko w przyszłej rodzinie dziecka jest takie kolorowe… Czytaj resztę wpisu »

Break up/Sztuka zrywania.

Image Hosted by ImageShack.us

Ile to razy słyszymy, że “jest wszystko przez Ciebie“, że “Ty nic nie robisz“, “Ty nigdy mi nie pomagasz“, że “nie mogę na Tobie polegać“. To samo da się zauważyć w filmowej parze Gary’ego (Vince Vaughn) i Brooke (Jennifer Aniston). Ewidentnie widzimy, że w ich związek wdziera się duch zwany wszędobylską rutyną, która demaskuje drugie twarze partnerów.

“Sztuka zrywania”, to niesztampowy film obyczajowy z elementami komedii. To zwierciadło ludzkich emocji, przyzwyczajeń, które nami rządzą, z którymi żyjemy na co dzień. Kwestia tylko tego, czy damy się zawładnąć rutyną, czy pozwolimy jej uciec. To lustro odbijające nas samych.

Główni bohaterowie od razu zawiązują więź z odbiorcą. Budzą sympatię improwizowanymi dialogami i swoimi drażliwymi zachowaniami, które (o, dziwo!) przypominają trochę nasze zachowania i perypetie ze swoimi życiowymi partnerami. Dzięki autentyzmowi i prawdopodobieństwu okoliczności film ogląda się z prawdziwą ciekawością i oczekiwaniem na dalszą kolej rzeczy.
Gary Grabowski rządzi się ironią, sarkazmem, jak i męskimi przywarami (nagminne przysiadywanie przy gierkach komputerowych, wszechobecny bałagan.. etc.); jego żona Brooke Meyers, to zapracowana kobieta, która próbuje podtrzymywać filary domu swoimi barkami ciepła i dbałości o każdy kąt.

Jak już wcześniej wspomniałem “Sztuka zrywania”, to niesztampowe kino, które odzwierciedla nas samych w codziennym życiu. Robi to całkiem przyzwoicie. Luźny, przyjemny i na pewno godny polecenia, choćby dla samego zakończenia, które stara się potwierdzać moją teorię.

Ocena: 8/10

(pumex)

Napisane w Obyczaj. 1 Komentarz »

P.S. I love you/P.S. Kocham Cię.

Image Hosted by ImageShack.us

Młoda wdowa odkrywa, że jej zmarły mąż zostawił jej 10 wiadomości, które mają ulżyć jej w bólu i pozwolić rozpocząć nowe życie…

Miałem do wyboru: albo rwanie włosów na Pokucie, albo P.S. Kocham Cię… wszelkie gwiazdy i inne zjawiska wskazały mi na tą drugą opcję, co okazało się dobrym wyborem. Film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie wiem, czy jest inny, tegoroczny film o miłości, który jest w stanie przebić w/w dziełko. Mówię dziełko, bo zaczarował mnie w pełni. Jest magiczny, prawdziwy z nutą słodko-gorzkiej lekcji życia. Mocną stroną tego filmu jest muzyka, która jest delikatna, subtelna. Dopełnienie malowniczej historii Holly i Gerry’ego. Film działa na zasadzie wahadełka: prowadzi nas za nos raz po raz w irlandzki, czysto frywolny humor, który bawi do łez a z drugiej strony ściska serducho i jakby tak powieka szybciej drga…

W bardzo prosty sposób LaGravenese (ten sam od “Zakochanego Paryża”) pokazuje, jak mało się doceniamy, jak mało ze sobą jesteśmy. Czasami wiele innych rzeczy zasłania osobę obok nas.. a gdy ją tracimy - nie możemy pozbierać się. Dopiero zauważamy pustkę po tej drugiej połówce.

“P.S. Kocham Cię” jest zbudowany na zasadzie wspomnień, przeszłości, od której Holly (Hilary Swank - bombowa rola!) nie może się oderwać. To głównie dzięki wspólnym chwilom Holly i Gerry’ego budowany jest romantyzm, sentyment a nawet i tęsknota ze smutkiem.

Ten film daje nadzieję, aby patrzeć w przód a nie za siebie, by nie odcinać się od przeszłości, ale też nie żyć nią w pełni.

Ocena: 10/10! Bez kozery.

(pumex)

Napisane w Obyczaj. Bez komentarzy

The Nanny Diaries/Niania w Nowym Jorku.

Image Hosted by ImageShack.us

Annie to młoda, ambitna studentka, która chce coś osiągnąć w życiu. Stawia sobie cele, ale wie, ile wymaga to poświęceń. Aby ukończyć studia, podejmuje pracę jako niania w bogatej nowojorskiej rodzinie. Szybko jednak się okazuje, że zajęcie, które miało jej pomóc, jest o wiele trudniejsze niż jej się wydawało. Wariacko śmieszne okoliczności sprawią, że dziewczyna odnajdzie się w nowej dla siebie roli, a swoich snobistycznych pracodawców nauczy, że szczęścia nie można kupić za pieniądze…

Obejrzałem go tylko i wyłącznie pod pretekstem Scarlett Johansson, która po raz kolejny niczym się nie popisała. Dostałem mizernej jakości filmik z denną i naiwną fabułą, który niczym się nie wyróżnia. Film bez charakteru i polotu. Wynudziłem się na nim, jak nigdy..

Ocena: 1/10

(pumex)

Napisane w Obyczaj. Bez komentarzy

Girl With a Pearl Earring/Dziewczyna z perłą.

Image Hosted by ImageShack.us

Dziewczyna z perłą” próbuje rozwikłać tajemnicę jednego z najwspanialszych, a jednocześnie najbardziej zagadkowych obrazów holenderskiego mistrza Johannesa Vermeera.
Z powodu rodzinnej tragedii 17-letnia Griet (Johansson) jest zmuszona wstąpić na służbę do rodziny Vermeer. Między służącą a jej panem narasta zażyłość, co budzi zazdrość domowników i grozi skandalem, który może zniszczyć wszystkich.

To bajeczna historia, która urzeka kolorem, grą świateł i cienia, która ukazuje niby obraz, lecz tak naprawdę, obraz ukrytego piękna skąpanego w tajemniczości i soczystości koloru. Historia, którą widzimy wypełnia również wątek miłosny dwóch, jakże dalekich osób, którzy tak bardzo się różnią pod każdym względem, a jednak piękno i kolor, malownicza dusza ich przybliża ku sobie.
Fantastyczna rola Johansson. Fantastyczne zdjęcia, które są jakby następowanym po sobie kolejnym obrazem narysowanym pastelowymi farbami.. Bardzo mi się podobał!

Ocena: 9/10

(pumex)

Napisane w Obyczaj. Bez komentarzy

9 songs/9 piosenek.

Image Hosted by ImageShack.us

Amerykanka Lisa przebywa na rocznym stypendium w Londynie. Na koncercie Black Rebel Motorcycle Club w Brixton poznaje Matta. Od tej chwili nie mogą bez siebie żyć. Ich związek jest pełen pasji, czułości i intensywnej erotyki. Rok później rozstają się na zawsze.

Jest to chyba najbardziej kontrowersyjny film 2004 roku. Budzi kontrowersje, szał przez swoją specyfikę, gdyż łamie wszelkie normy, tabu, utarte schematy; można rzec, że ociera się nawet o pornografię. Zachodzę w głowę, jakie reżyser miał przesłanie, poprzez ten film. Trudno jest mi tu wysnuć jakiś kontekst metaforyczny. Chyba, że porównamy wstawki czystej bieli Antarktydy, wielkiej przestrzennie i bezgraniczne pustej - podobnie jest z głównymi bohaterami, których życie można nazwać nader pustym, bezwartościowym.

Winterbottom stosuje prostą formę. Scenki z koncertu przeplatają się ze stosunkami seksualnymi, niezwykle wybitnymi, bo mamy tu wachlarz od stosunków waginalnych, po oralne.. Szczerze? Gdyby można było wyciąć wstawki muzyczne, wyszedłby z tego schematyczny pornol mizernej jakości.. No może, chwilowy, mimowolny zachwyt gry światła w jednej scenie, ale to nie wszystko.

Zdecydowanie nie polecam, jak już to serwuję półkę z nazwiskiem Jameson. W tym filmie nie ma co szukać. Poprzez bezpośredniość i brak lepszego przyłożenia, nie dostrzegam w nim nic konkretnego i ciekawego.

Ocena: 2/10

(pumex)

Napisane w Obyczaj. 1 Komentarz »