Updates from Sierpień, 2010 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 18:06 on 31 August 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Życie jest piękne **** 

    NAJWAŻNIEJSZE FILMY W HISTORII KINA:  ŻYCIE JEST PIĘKNE

    Życie jest piękne ****


    „Życie jest piękne” Roberta Benigniego trafiło na nasze ekrany chwilę po premierze „Listy Schindlera”- filmu oskarżanego o banalizację zła, komiksowy podział na czarne i białe (i nie chodzi tu wcale o warstwę zdjęciową), „hollywoodczyznę” uprawianą pod szyldem wielkiej zbrodni, tragedii, z którą trudno cokolwiek porównywać. Film Benigniego, choć trudno w to uwierzyć, idzie jeszcze krok dalej i czyni z Holocaustu komedię w czystej postaci , wręcz burleskę, farsę o pięknym życiu zawartym już w tytule.

    A przecież już z samej reguły filmy o zagładzie ocenia się dość niełatwo, bo nie wiadomo jaką właściwie miarę emocjonalną przyłożyć do takiego dzieła. Jaką postawę powinien zachować reżyser- wycofaną, wyciszoną, a może patetyczną i podniosłą, uzupełniającą filmowe luki ozdobnikami? Benignini posunął się w tym temacie naprawdę bardzo daleko i w żadnym wypadku nie zdziwią mnie pojawiające się głosy buntu, sprzeciwu wobec tego filmu.

    Pierwsze 2, czy może bardziej 1,5 aktu filmu o tragedii nie wspomina nawet słowem. Zostajemy w nich zapoznani z głównym bohaterem tej opowieści. Zakochany po uszy Żyd, Guido (ani przez moment nie eksponuje się tutaj jego pochodzenia),  wiedzie pokojowe , wypełnione radością i miłością, życie na włoskiej wsi. Dla niego nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma zła, czy pecha, które potrafi zakłócić jego spokój, nic nie jest mu straszne. Kocha żarty, kocha śmiech, ale przede wszystkim kocha “Principessę” – kobietę, którą kilka razy spotkał zupełnym przypadkiem na swojej drodze, by po pewnym czasie doprowadzić przed ołtarz. (Więcej…)

     
    • countersv 07:21 on 1 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chciałbym zauważyć, że kobieta miała na imię Dora. Principessa to po włosku księżniczka ;)

    • Peckinpah 09:24 on 1 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wszystkie trzy filmy Benigniego z lat 90. bardzo lubię – są przezabawne, pełne pomyłek, z typową dla reżysera błazenadą. “Życie jest piękne” nie jest na pewno bardziej zabawne od poprzednich jego filmów, ale to nie znaczy, że jest gorsze. Wręcz przeciwnie – film jest wybitny, bo pod postacią rozrywki ukrywa ważne przesłanie i prawdy o życiu. Bez nadmiernego moralizowania, w sposób zaskakujący i zabawny, opowiada o rodzinie i o wojnie, pokazując życie zarówno z tej lepszej jak i gorszej strony.

      • szymalan 11:00 on 1 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        właściwie się zgadzam, ale jednak w pierwszej połowie jest jak dla mnie Zbyt bajkowo. w innym wypadku ocena byłaby na pewno wyższa

    • Lola King 12:49 on 1 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Z pewnością obejrzę. Jakoś do tej pory nie po drodze było mi z tym filmem. Mimo kilkukrotnych powtórek seansów na pewnym kanale filmowym. Coś czuję, że może ten film przypaść mi do gustu. Lubię łamanie przez kino konwenansów, filmów pełnych absurdu, podanych w łagodny i przystępny sposób, a jednak skrywających pod sobą pewną mądrość i prawdę. A wyczytuję z Twojej recenzji, że film Benigniego właśnie to dostarcza. Jak dla mnie, “Życie jest piękne” to seans obowiązkowy w najbliższym czasie :)

    • Zielkq 16:28 on 1 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Moim zdaniem dobry film, to film, który potrafi wywołać wrażenia i emocje sprzeczne z tym, czego spodziewaliśmy się przed jego oglądnięciem. Oczywiście, może to być albo kompletna klapa, albo wielki przebój, który zostanie na długo w pamięci – tak też jest z powyższym – dla jednych film absurdów nie mający nic wspólnego z realiami, dla innych zaś przedstawienie tego co jest znane w całkiem odmienny, a zarazem świetny sposób. Ja osobiście należę do tej drugiej grupy ;-)

    • ajar 19:39 on 4 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film piękny. Gdyby to ode mnie zależało, to ja bym dodał jeszcze jedna gwiazdkę. Autor widmo dostał, to w tym wypadku też chyba się należy

      • szymalan 14:06 on 5 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Nie porównywałbym Autora Widmo z “Życiem…” , to kompletnie inne szufladki ;) Jeszcze z pół roku temu oceniałbym ten film na 6/6 , ale po ponownym obejrzeniu jednak irytował mnie przesadnie bajkowy charakter pierwszej połowy tego filmu, o czym pisałem już w komentarzach i powyższej recenzji :)
        pozdrawiam

    • Alek 14:31 on 5 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mi się film nie podobał. Pomimo ciekawego scenariusza wyszło infantylnie i niemrawo. Włoskie aktorstwo – nienaturalne – niszczy cały obraz powagi, która powinna tu i ówdzie nami wstrząsnąć. “Życie jest piękne” powinno poruszać kontrastem między światem prawdziwym, a tym wykreowanym przez ojca. Niestety wszelkie próby reżysera by ów cel osiągnąć kończą się klęską. Czasem przez słabość aktorów, czasem przez zbyt teatralną scenografię. Śmierć ojca powinna byc moim zdaniem pokazana na ekranie, by właśnie taki efekt uzyskać.
      Sorry za mało poukladaną wypowiedz ale czas mnie goni.
      Pozdrawiam!

  • szymalan 14:34 on 19 July 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Najważniejsze filmy w historii kina 1996-1997 

    NAJWAŻNIEJSZE FILMY W  HISTORII KINA: 1996-1997

    Przełamując fale ****


    Wszystko, czego się można spodziewać po Larsie von Trieru- czyli …właściwie nic , poza tym, że po 160 minutach seans ukończy się z emocjonalnym wycieńczeniem i towarzyszącym uczuciem, jakbyśmy dopiero co wyszli po porządnym praniu z pralki automatycznej .  “Przełamując fale” wydało mi się tak niezwykłym dziełem w swej bezpośredniości i szczerości aż “do bólu”, że przy nim nawet “Dogville” wygląda jak mainstreamowe, lekkie kino z Hollywood (tylko nakręcone z niespotykaną nigdzie wyobraźnią). “Przełamując” -rzecz nie dla każdego.

    Film, osadzony w realiach Szkocji lat 70. XX wieku, opowiada w kilku rozdziałach (jak w innych filmach Triera) historię Bess McNeill (niesamowita Emily Watson), która wychodzi za mąż za pracującego na platformie wiertniczej Jana (Stellan Skarsgard). Małżeństwo z “obcym” spotyka się z wrogością lokalnej społeczności i konserwatywnego lokalnego kościoła kalwińskiego. Głęboko religijna Bess ma jednak wrażenie, że rozmawia z Bogiem, a ten ją wysłuchuje. Pragnąc, by rozłąka z mężem trwała jak najkrócej, prosi Boga, by ten sprawił, aby Jan powrócił z pracy znacznie wcześniej, niż powinien. I tak się też staje, ale na skutek wypadku, którego doznaje , a który spowodował totalny paraliż jego ciała. Bess uznaje, że to jej wina. Od tej pory też para nie może już się razem kochać, dlatego Jan prosi swoją żonę, by ta “robiła to”  z innymi mężczyznami i przychodziła mu “zdawać relację” , bo tylko w ten sposób ona może być dalej szczęśliwa (a on być może utrzyma się przy życiu, mimo aktualnego stanu). Bess stopniowo zaczyna wierzyć, że to co robi jest życzeniem samego Boga, a oddając się prostytucji może sprawić, że Jan odzyska sprawność.

    Trier znany jest jako jeden z największych prowokatorów współczesnego kina i również i w tym filmie daje porządny upust swoim fantazjom – w zasadzie  trudno się na ten seans przygotować. Nie będę się tutaj jakoś szczególnie rozwodzić nad całością, powiem głównie o emocjach, które przeskakują od jednej skrajności w drugą – raz byłem zirytowany i wkurzony, innym razem zachwycony i poruszony. Czasem główna bohaterka była tak infantylna i irytująca, że ze złości miałem ochotę rzucić w ekran zgniłym pomidorem, ale za chwilę byłem z kolei tak wstrząśnięty sytuacją do jakiej los ją doprowadził, że czułem autentyczne współczucie.

    Kino o sensie i granicach ofiary, poświęcenia, rozpuście i świętości (czy istnieje coś takiego jak – to określenie Tadeusza Sobolewskiego- “święta dziwka”?- to pytanie zostaje z widzem jak cień), o męczeństwie, boskości i cielesności. Prowokuje, pyta, porusza- mnie ta wizja w jakimś tam stopniu bardzo przekonuje, ale nie namawiam. Kto będzie chciał, obejrzy. (Więcej…)

     
    • Lola King 16:02 on 19 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się w całości, co do “Titanica” i tego całego “obśmiewania”. Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież jest to tak emocjonalny film i poruszający (a przecież właśnie, o to w kinie chodzi), że przyczyna może leżeć tylko w zazdrości, że Cameronowi się powiodło. Choć krytycy początkowo byli bardzo na “nie”. To jest to, tylko potwierdzenie na to, że to co podoba się znawcom, nie zawsze musi spodobać się widzom i na odwrót. Na szczęście, widzowie w pełni kupili ten film, a miłość odbiorców jest o wiele ważniejsza i cenniejsza, niż krytyków. Ja ten film uwielbiam, po prostu.
      “Skandalistę…” kiedyś widziałam, nie za wiele pamiętam, było to tak dawno. A co, do “Przełamując falę” to mam ten film w swoich planach. Choć, jeszcze niedawno nie miałam pojęcia, o czym ten film jest, to Twoja recenzja mi to rozjaśniła. Mimo, że może ten film nie jest dla wszystkich, to ja z pewnością obejrzę, choćby właśnie dlatego. W kinie też czasem trzeba stawiać sobie poprzeczki i bariery i skutecznie je łamać :) Pozdrawiam.

    • Peckinpah 09:13 on 20 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wszystkie te trzy filmy ogladałem kilka lat temu, ale Przełamując fale i Skandalista Larry Flynt szybko wypadły mi z pamięci, nie zrobiły na mnie wrażenie. Titanica zaś nie sposób zapomnieć, to film dostarczający emocji i wrażeń, dający do myślenia. I chociaż w roku 1997 powstał film Tajemnice Los Angeles, bardziej zasługujący na nagrody to bez wątpienia Titanic jest filmem godnym uwagi, interesującym i trzymającym w napięciu mimo iż zakończenie jest raczej przewidywalne. Nie ma tu zbędnych scen. Jedyne co mi się nie podobało to banalne dialogi.
      Dodam jeszcze, że z filmów Camerona najbardziej podobał mi się film Otchłań (The Abyss, 1989) – to prawdziwe arcydzieło, wizualny majstersztyk, za to Prawdziwe kłamstwa uważam za najsłabszy jego film.
      Słyszeliście, że odtwórczyni roli starej Rose, Gloria Stuart, skończyła w lipcu 100 lat?

      • szymalan 18:57 on 20 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Abyss powiadasz ;) Hm..mój ulubiony od Camerona to jednak druga część “Obcego”- najlepsza część tej wspaniałej trylogii, jednej z moich ulubionych w historii (czwórkę przemilczmy :P). Potem na drugim miejscu już chyba “Avatar”, a potem na trzecim równo “Titanic” i drugi “Terminator”. A potem reszta (wszystkie mi się podobały, włącznie z dokumentem “Obcy z głębin”).

        “Słyszeliście, że odtwórczyni roli starej Rose, Gloria Stuart, skończyła w lipcu 100 lat?”

        oho to 200 lat dla madame Stuart! :), co ciekawe była najstarszą aktorką w historii nominowaną do Oscara za drugoplanową rolę.

        pozdrawiam

    • Michał 10:11 on 21 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Widziałem oczywiście “Titanica” no i “Przełamując fale”. Już od dawna mam w planach “Skandalistę Larry’ego Flynta” wiec napewno zobacze. Pozdrawiam ;)

    • Alek 22:18 on 22 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Prawda… “Titanic” to jeden z najwazniejszych filmow tych lat, ale czy az tak dobry? Uzywa tanich chwytow, tworzy proste widowisko. Ja bym podrzucil inny film Larsa “Buntownik z wyboru”.

  • szymalan 11:01 on 13 July 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Najważniejsze filmy w dziejach kina: 1995-1996 

    NAJWAŻNIEJSZE FILMY W HISTORII KINA: 1995-1996

    Underground ***


    Kolejny film Emira Kusturicy i jeszcze bardziej oddalony od normalności niż “Arizona Dream”. Prawie 3 godzinna rozprawa z historia Jugosławii – wojnami, nie wojnami, polityką, ale przede wszystkimi samymi obywatelami. I jeszcze bardziej mieszane uczucia niż poprzednio.

    Historia dwóch towarzyszy – Marko i Blacky’ego – Kusturica opowiada, w jaki sposób doszło do  pęknięcia jednego narodu na mnóstwo pomniejszych nacjonalizmów. Podczas II wojny światowej Marko angażuje Blacky’ego w handel i produkcję broni w rozległych piwnicach pod jego domem. Po wyzwoleniu produkcja nadal trwa, Blacky wraz z tłumem mieszkańców nie wie, że wojna się skończyła, a Marko utrzymuje ich w poczuciu zagrożenia. Prawdę zdradza w początkach lat 60. pijana kochanka Marko Natalia. Ostatnie sceny filmu rozgrywają się w 1991 roku podczas wojny domowej. Blacky jest dowódcą oddziału komandosów, pali wioski i morduje. Doprowadzony do obłędu trafia z powrotem do piwnicy, gdzie czas zatrzymał się pół wieku temu…

    Trudno jest recenzować tego rodzaju dziwadła- reżyser tak mocno przenika wewnątrz opisywanej społeczności, że w czasie projekcji czułem się raczej jak gość na imprezie pełnej nieznanych mi zupełnie ludzi. Chwilami to wszystko nudzi i męczy, innym razem fascynuje i porywa w międzykulturową podróż, pełną przeróżnych odcieni życia, zazwyczaj wypełnionych szaleństwem, muzyką i radością.

    Film otrzymał Złota Palmę w Cannes, ale jednocześnie był ganiony za polityczność i stronniczość (pro-serbskie spojrzenie, zdradzieckie wobec Bośni, rodzinnego kraju  reżysera).  Ale czy dla polskiego, przeciętnego widza ma to w ogóle jakieś znaczenie? Na pewno produkcja ciekawa i do wielokrotnego użytku. Ja póki co, “Undergrounda” nie pokochałem. (Więcej…)

     
    • Peckinpah 13:43 on 13 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rok 1995 to był chyba najlepszy rok dla kinematografii amerykańskiej. Powstały wtedy: Braveheart. Waleczne serce, Kasyno, Siedem, Podejrzani, Gorączka, Apollo 13 i Rob Roy.
      Twój wybór dwóch najważniejszych filmów sezonu ’95/96 jest dość zaskakujący. Trainspotting jest niezły, ale mnie nie zachwycił, Undergroundu jeszcze nie widziałem.

      • szymalan 14:17 on 13 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        rozumiem rozczarowanie :) ale to nie ja sobie dobieram tytuły, a ta lista http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=714045 która zobowiązałem się “zaliczyć” i opisać tutaj w całości. ;) podobnie jak bohaterka z filmu “Julie and Julia” , tylko że tam chodziło o przepisy z książki kucharskiej :]
        pozdrawiam

        • Peckinpah 12:33 on 15 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Teraz rozumiem, ciekawa lista. Kolejny na liście jest “Przełamując fale” Larsa von Triera. Ja nie dałęm rady tego obejrzeć do końca. Ciekawe, czy Tobie się uda:)

    • Lola King 17:09 on 13 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Eh, ten Kusturica, pozwolisz, że przejdę od razu do “Trainspotting” :) Ostry film. Oglądałam jakieś 5 lat temu, nie powalił mnie, ale tamta ocena już się nie liczy. Człowiek się na szczęście zmienia, więc w najbliższym czasie powtórzę sobie seans filmu Boyle’a. I jestem pewna, że teraz inaczej na niego spojrzę :) Choć produkcje angielskiego reżysera, jakoś nie przychodzą mi łatwo. Zazwyczaj muszę oglądać je po kilka razy, by docenić. Tak było m.in. ze Slumdogiem, Niebiańską plażą, no i właśnie z “Trainspotting”. Jak już “zaliczę” ten film, to na pewno pojawi się u mnie recenzja ;] Pozdrawiam.

    • krotkoofilmie 08:57 on 15 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Trainspotting, świetne kino z nieśmiertelnym Bornslippy http://www.youtube.com/watch?v=LvozRQ-1gdQ&feature=related
      ciekawa lista, ale najpierw muszę zobaczyć swoją :)

  • szymalan 13:23 on 8 July 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Najważniejsze filmy w dziejach kina- PULP FICTION 

    NAJWAŻNIEJSZE FILMY W HISTORII KINA: PULP FICTION

    Pulp Fiction *****

    Jest rok 1994. Francja, Cannes. Największy i najbardziej prestiżowy festiwal filmowy świata. Moment kulminacyjny. Clint Eastwood staje przed mikrofonem i otwiera kopertę. Odczytuje werdykt festiwalowej kapituły – “Pulp Fiction” – wypowiada, jakby nie do końca pewny siebie. Na sali w tylnej części rozlega się istna furia- słychać krzyki, przekleństwa i gwizdy, nie dające dojść Quentinowi Tarantino do głosu. “Nie robię filmów które łączą ludzi. Ja robię filmy dzielące publiczność”- powiedział. Co się wtedy właściwie wydarzyło?

    Oto prostacka i prymitywna rozrywka, film o gangsterach-nieudacznikach używających “fucków” jako przecinka dostaje Palme D’ Or  wygrywając tym samym z kinem  stricte artystycznym, skłaniającym do refleksji nad humanizmem i ówczesnym człowiekiem-  którego przecież ów Festiwal był dotychczasową  oazą . Ten odważny werdykt (tak, trzeba mieć jaja żeby dać takiemu filmowi Palmę) otwiera nową epokę w dziejach kina.  Okazało się bowiem, że tak jak w środowisku naturalnym, jest możliwy w X muzie recycling:  odpady odrzucone przez widownię głodną głębokich dramatów i starannie przyrządzonych rozrywek oraz przez krytyków liczących na intelektualny orgazm, mogą być użyte i przekute w coś zupełnie nowej klasy i jakości. Kilometrowe dialogi o niczym, fabuła nie mająca właściwie znaczenia, bohaterowie nakreśleni właściwie groteskowo- Tarantino zrobił przewrót, czyniąc z tych śmieciowych elementów składowe dzieła kultowego kilku następnych pokoleń. (Więcej…)

     
    • Lola King 14:24 on 8 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Powiedzieć, że to genialna recenzja, to powiedzieć za mało! Zajebista analiza dzieła, jak i umiejętności reżyserskich Tarantino, gratuluję =) Przerażające jest to, jak potraktowano reżysera w Cannes, ale pokazuje to niski poziom tych ludzi, więc nie warto tego rozpamiętywać, a nawet nie chce mi się tego komentować. Mnie do dziś zastanawia fakt, co skłoniło m.in. Travoltę, Willisa, czy Samuela L. Jacksona, do zaangażowania się w tym projekcie? Tarantino nie był wtedy znaczącym się w świecie reżyserem, dopiero po “Pulp Fiction”, jego znaczenie wzrosło, scenariusz był dość odważny, co mogło znacznie nadszarpnąć wizerunek tychże aktorów, a jednak się zdecydowali. I odnieśli sukces! Ale jedno wiem na pewno, jest to dla mnie jeden z najważniejszych filmów w historii kina, do którego zawsze z przyjemnością wracam i odświeżam sobie go co jakiś czas. Genialne dzieło :)

      • szymalan 11:30 on 9 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Pięknie dziękuję :) Co do Cannes, to wiesz- to była reakcja jakichś oszołomów, natomiast szacun zdecydowanie należy się jury za ten odważny krok.
        pozdrawiam

    • Peckinpah 18:13 on 8 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      W roku 1994 powstało w USA wiele znakomitych filmów (m.in. Skazani na Shawshank, Forrest Gump, Quiz Show), ale to właśnie Pulp Fiction zrobił na mnie największe wrażenie. Tarantino udowodnił, że można być oryginalnym, zżynając z innych filmów. Mieszając konwencje i schematy kina gangsterskiego, łącząc komedie z dramatem, przemoc z groteską, bawiąc się chronologią i dialogami reżyser prowadzi grę z widzem. Oprócz tego Tarantino jako scenarzysta potrafi świetnie konstruować zróżnicowane postacie, po których widz nie wie, czego się spodziewać. Bez wątpienia Pulp Fiction to film przełomowy, a Tarantino zasługuje na wysoką pozycję w rankingu najważniejszych reżyserów.

    • menetheris 18:53 on 9 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Hah, zgadzam się, trudno napisać o tak legendarnym filmie, coś orginalnego, tobie się udało to w pełni i czyta się to serio z zaciekawieniem, więcej taki recenzji w sieci ;)

    • pafffcio 22:56 on 12 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No i co ja tu mam napisać, jak wszystko o filmie zostało napisane w recenzji, a o recenzji w komentarzach :P? W każdym razie jedno i drugie świetne. Chociaż moim zdaniem do Pulp Fiction trzeba dojrzeć – dla mnie ten film po pierwszym obejrzeniu był tylko bardzo dobry. Teraz jednak już śmiało stawiam go w Tarantinowskiej czołówce :)

  • szymalan 14:47 on 2 July 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Przegląd najważniejszych filmów w historii kina 1993

    Fortepian *****


    “Fortepian” rzuca na kolana i zaskakuje emocjonalną dojrzałością.  Jane Campion jak już pisała na swoim blogu Lola King- to “sensual director” – świetna rzemieślniczka, która swój warsztat opanowała do perfekcji , ale też i wybitna artystka, mająca naprawdę coś w uniwersum X muzy,  ciekawego do powiedzenia.

    Akcja rozgrywa się w połowie ubiegłego stulecia, we wczesnym okresie kolonizacji Nowej Zelandii. Przybywa tam do narzeczonego młoda Angielka z dziewięcioletnią córką. Jest niema, a najważniejszym środkiem wyrażania uczuć jest dla niej przywieziony fortepian. Niedojrzały uczuciowo mąż odmawia transportu ciężkiego instrumentu, fortepian zostaje na plaży. Nieokrzesany sąsiad analfabeta stawia warunek: Ada odzyska instrument, jeśli będzie mu dawać lekcje gry. W rzeczywistości chodzi mu o coś innego. Rzekomy uczeń okazuje się namiętnym, wrażliwym i czułym kochankiem, to on uczy Adę miłości.

    Cały film można by nazwać “Szkoła uczuć” (ale niestety dostało się temu ckliwemu, kiczowatemu obrazkowi dla 15-latków), bo każdy bohater musi się czegoś w niej nauczyć i  do pewnych spraw dorosnąć- wyrażać emocje, otwierać się na drugiego, ale też- w odpowiednich chwilach zamykać się, nie eksplorować i  trzymać dystans.

    Dla Campion sceneria (words can’t describe it) to tylko i aż sceneria. Środek wyrazu pozwalający na zintensyfikowanie zmysłowych wrażeń dla widza. Historia z kolei – tyle ma wspólnego z nudnym, standardowym kostiumowym melodramaciskiem co “Avatar” z “Odyseją Kosmiczną” Kubricka . To- podobnie w jak najnowszym filmie Campion,  “Jaśniejszej od gwiazd”- opowieść bardzo współczesna, lecz  szukająca rozwiązań na współczesne miłosne zagadki,  w świecie tym  z przed 150 lat.  Nie powiem “polecam”- milczę i liczę na racjonalizm czytelników. (Więcej…)

     
    • Lola King 15:46 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Obiecuje tu wszem i wobec, że w najbliższym czasie postaram się zapoznać z dziełem Jane Campion, gdyż filmu niestety nie widziałam, nad czym ubolewam. Twoje recenzja mówi wszystko, nawet jeśli pewne rzeczy przemilczałeś, albo nie potrafiłeś nazwać, czy określić ich słowami, gdyż takie słowa nie istnieją by opisać to dzieło wiernie, to tylko świadczy o wielkości filmu. Co do filmu Kusturicy, przyznaję, że podchodziłam raz do jednego z jego nowszych filmów “Obiecaj mi”, ale nie udało mi się wytrwać do końca, przez co jestem na siebie nie lada zła i wymierzam sobie karę zapoznania się z jego twórczością, tym z Arizona Dream – strasznie dziwaczne są te jego filmy! No i koduje w pamięci, żeby obejrzeć “Listę Schindlera”. Takiego filmu nie ogląda się ot tak, poczekam na odpowiedni nastrój i moment, by zapoznać się z jednym z lepszych, jak i nie najlepszym dziełem Spielberga wg większości recenzujących :)

      • szymalan 19:17 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Nie wierzę, że nie widziałaś “Listy Schindlera” :D Ale faktycznie, lepiej sie przygotować na ten film i odpowiednio nastroić – nie dośc, że emocjonalnie wyczerpuje, to na dodatek trwa pół dnia:)
        pozdrawiam

        • Lola King 20:11 on 3 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Właśnie nie wiem, gdzie ja wtedy byłam, kiedy wszyscy oglądali “Listę Schindlera” :) Ale fakt faktem, że filmu nie widziałam, co zamierzam jak najszybciej nadrobić, choć te pół dnia mnie nieco przeraża :)

          • szymalan 21:06 on 4 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            jeżeli mogę jakoś ostudzić niepokój to powiem, że oglądałem ten film w całości już 3 razy (i to w niedalekich odstępach czasu) i zawsze mnie potrafił wciągnąć po uszy. Spielbergowi tego jednego odmówić nie można- opowiadaczem jest wybitnym :)

    • pafffcio 22:41 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Żadnego z filmów niestety nie widziałem, ale widzę że zbliża się przegląd wspaniałego roku ’94 :) Czekam z niecierpliwością :)

      • szymalan 23:57 on 2 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        cuś mi się zdaje, że się rozczarujesz tym 94 rokiem , ale na razie milczę ;]
        a tak btw: co tak ostatnio apokaliptycznie na Twoim blogu? :(

        • pafffcio 16:18 on 6 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          To teraz czekam jeszcze bardziej niecierpliwie, żeby zobaczyć czym się rozczaruję ;)
          A mój blog, że tak powiem, umarł. Zabrakło mi trochę chęci i czasu na jego prowadzenie, ale usuwać go nie mam zamiaru, może jeszcze kiedyś wrócę do niego, ale póki co się na to nie zanosi.

    • milczacy_krytyk 15:27 on 4 Lipiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Listę Schindlera” oglądałem dwukrotnie przygotowując się do prezentacji maturalnej z polskiego. Fantastyczny film, rewelacyjnie zagrany, za każdym razem przeżywałem go niesamowicie intensywnie. A sceny wjazdu do obozu, wyjazdu dzieci, lub błąkającej się dziewczynki w czerwonym płaszczu na zawsze pozostaną mi głęboko w pamięci.

  • szymalan 13:54 on 25 June 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Przegląd najważniejszych filmów w historii kina 1991-1993 

    NAJWAŻNIEJSZE FILMY W HISTORII KINA: 1991-1993

    Księgi Prospera *


    Hej, znacie te filmy, po których macie ochotę ciąć się żyletką/ zrzucić z mostu itd. ? No to różnica w przypadku filmu Petera Greenwaya była taka, że ja miałem ochotę się ciąć już w trakcie. Pierwsze pytanie-killer dla wszystkich miłośników twórczości tego pana:  GDZIE idziemy jak chcemy oglądać teatr? Do kina?!

    Bo pan Peter Greenway myśli, że do kina właśnie. Albo jednego od drugiego nie odróżnia. “Księgi Prospera” to w istocie dwugodzinny spektakl, który rozgrywa się na uginającej od dekoracji scenie, z aktorami, którzy torturują widza patetycznym słowotokiem (jak kino kocham- chciałem wziąć jakiegoś kija i zasadzić w ekran, choć nie należę do osób agresywnych), z tandetnymi efektami specjalnymi i mało chwytliwą (ale głośną, że hoho) muzyką no i z brakiem jakiegokolwiek napięcia, dramatyzmu, sensu, postaci przy których warto by być. Czegoś tak żenującego nie oglądałem już dawno.

    Film w zamyśle miał być adaptacją sztuki Szekspira “Burza”, ale ja tam żadnej fabuły nie wychwyciłem (3000 słów na minutę -  tego nie przetrwa nawet profesor filologii angielskiej).  Ani przekazu, ani głębi myślowej, ani aktorstwa, ani sensu, powodu dla którego ten cyrk został zaaranżowany. W tym filmie nie ma po prostu nic. Zero w czystej postaci. (Więcej…)

     
    • ktrya 15:07 on 25 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mam tą kolorową trylogię w planach :) a przynajmniej niebieski ;]

    • lola king 16:06 on 25 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Genialna analiza trylogii Kieślowskiego! :) Wystarczy przeczytać, żeby wiedzieć, że jest to kino warte uwagi. Ja coś tam kiedyś widziałam, ale w moim przypadku wszystko to podlega przypomnieniu i odświeżeniu – zacznę pewnie od dość specyficznego obrazu, jakim jest “Krótki film o zabijaniu”. Nie znać twórczość Kieślowskiego, to jak nie znać kina polskiego, a ja na taką ignorancję się na pewno nie zdobędę. Pozdrawiam :)

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.