Krótka histeria czasu *
Naprawdę nie mam nic do Dominika Matwiejczyka. Nie mam nic do faceta, który kręci offowe kino przyzwoitej jakości, zdobywa na odpowiednich festiwalach pokaźne wyróżnienia, a raz na jakiś czas dorabia pisaniem scenariuszy do popularnych telenoweli w rodzaju “Pierwszej miłości”. Nie mam nic do niego, w końcu człowiek może sobie kręcić i pisać co mu się żywnie podoba. Problem zaczyna się z chwilą , gdy Matwiejczyk uruchamia tą swoją amatorską machinę produkcyjną i wkracza z nią z buciorami na mój teren. Może reżyser nie chodzi do kina i nic w życiu nie ogląda, a może po prostu świadomie zaśmiał się widzom w twarz, ale kiedy 1,5 godzinne amatorskie coś nazywa filmem, okradając mnie z czasu, zdychających komórek mózgowych i łącza internetowego (rzecz do obejrzenia w iplexowym systemie vod), to w tym momencie widzę już tylko jedną opcję: wojna i płomienie piekielne (a od czego ma się bloga).
Dlatego też nie mam wyboru i muszę się (niejako z obowiązku) rozprawić z tym tworem, które podkopuje za jednym zamachem ponad 100 lat kinowej tradycji i wypracowanych standardów. Poczynając od fabuły, która w pierwszym akcie dosłownie nie ma miejsca (ot, Damięcki opowiada przez 30 minut jak to mu się podoba koleżanka ze studiów), zaś w kolejnych żadnego sensu (żeby się babrać w czymś takim jak cofnięcie się w czasie trzeba ustalić wpierw reguły gry, panie Reżyserze), poprzez wszystko inne. Okropne dialogi (na każdy monolog z offu głównego bohatera reagowałem jak rodzice Fiony, gdy przyprowadziła im Shreka), jeszcze słabsze aktorstwo (Damięcki będzie dla mnie od tej pory jak sygnał ostrzegawczy), żenujące kadrowanie i praktycznie zupełny brak montażu (w podejrzanych ongiś jednym okiem odcinkach “M jak miłość” realizacja zdradzała większy profesjonalizm) – wszystko tu leży i kwiczy. (Więcej…)






Zielkq 15:57 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Nie oglądałem i po takiej recenzji widzę, że nie warto ;-) Ale napiszę jedno: już się przyzwyczaiłem do tego, że jeżeli na jakiś reklamach polskich filmów ciągle widzę, w kółko tych samych aktorów i te same nazwiska, to nie ma sensu ‘iść’ na seans licząc na coś ambitnego, ba, pozwalającego na zapomnienie o świecie… Polskich dobrych filmów niestety nie ma zbyt wiele… A szkoda… :-|
szymalan 22:43 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Nie ma aż tak źle:-). Niedawna “Sala Samobójców” ma dużo błędów, ale całościowo daje radę i przede wszystkim jest świeża pod każdym względem. Parę tytułów z tegorocznej Gdyni też ponoć jest wartych uwagi jak Róża , czy Młyn i Krzyż :) Ale niestety z drugiej strony są też wciąż takie potworki jak “Weekend” Pazury :(
W każdym bądź razie ogólnie idzie ku lepszemu z tego, co widzę.