Updates from Czerwiec, 2011 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 01:19 on 22 June 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Krótka histeria czasu *

    Naprawdę nie mam nic do Dominika Matwiejczyka. Nie mam nic do faceta, który kręci offowe kino przyzwoitej jakości, zdobywa na odpowiednich festiwalach pokaźne wyróżnienia, a raz na jakiś czas dorabia pisaniem scenariuszy do popularnych telenoweli w rodzaju “Pierwszej miłości”. Nie mam nic do niego, w końcu człowiek może sobie kręcić i pisać co mu się żywnie podoba. Problem zaczyna się z chwilą , gdy Matwiejczyk uruchamia tą swoją amatorską  machinę produkcyjną i wkracza z nią z buciorami na mój teren. Może reżyser nie chodzi do kina i nic w życiu nie ogląda, a może po prostu świadomie zaśmiał się widzom w twarz, ale kiedy 1,5 godzinne amatorskie coś nazywa filmem, okradając mnie z czasu, zdychających komórek mózgowych i łącza internetowego (rzecz do obejrzenia w iplexowym systemie vod), to w tym momencie widzę już tylko jedną opcję: wojna i płomienie piekielne (a od czego ma się bloga).

    Dlatego też nie mam wyboru i muszę się (niejako z obowiązku) rozprawić z tym tworem, które podkopuje za jednym zamachem ponad 100 lat kinowej tradycji i wypracowanych standardów. Poczynając od fabuły, która w pierwszym akcie dosłownie nie ma miejsca (ot, Damięcki opowiada przez 30 minut jak to mu się podoba koleżanka ze studiów), zaś w kolejnych żadnego sensu (żeby się babrać w czymś takim jak cofnięcie się w czasie trzeba ustalić wpierw reguły gry, panie Reżyserze), poprzez wszystko inne. Okropne dialogi (na każdy monolog z offu głównego bohatera reagowałem jak rodzice Fiony, gdy przyprowadziła im Shreka), jeszcze słabsze aktorstwo (Damięcki będzie dla mnie od tej pory jak sygnał ostrzegawczy), żenujące kadrowanie i praktycznie zupełny brak montażu (w podejrzanych ongiś jednym okiem odcinkach “M jak miłość” realizacja zdradzała większy profesjonalizm) – wszystko tu leży i kwiczy.  (Więcej…)

     
    • Zielkq 15:57 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie oglądałem i po takiej recenzji widzę, że nie warto ;-) Ale napiszę jedno: już się przyzwyczaiłem do tego, że jeżeli na jakiś reklamach polskich filmów ciągle widzę, w kółko tych samych aktorów i te same nazwiska, to nie ma sensu ‘iść’ na seans licząc na coś ambitnego, ba, pozwalającego na zapomnienie o świecie… Polskich dobrych filmów niestety nie ma zbyt wiele… A szkoda… :-|

      • szymalan 22:43 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Nie ma aż tak źle:-). Niedawna “Sala Samobójców” ma dużo błędów, ale całościowo daje radę i przede wszystkim jest świeża pod każdym względem. Parę tytułów z tegorocznej Gdyni też ponoć jest wartych uwagi jak Róża , czy Młyn i Krzyż :) Ale niestety z drugiej strony są też wciąż takie potworki jak “Weekend” Pazury :(
        W każdym bądź razie ogólnie idzie ku lepszemu z tego, co widzę.

  • szymalan 13:10 on 3 September 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Wciąż ją kocham **

    In The immortal words of ancient people : Veni, Vidi, Vomit. Przybyłem, zobaczyłem, zwymiotowałem. Bo przecież nic tak dobrze nie podsumuje filmu o twardzielu z marinies, którego muskuły eksponuje się tutaj w co trzeciej klatce, jak krótkie, żołnierskie  i zdecydowane słowa. Prawdopodobnie gdyby przyszło mi to oglądać w kinie, okazji do ewakuacji szukałbym już w połowie seansu. I pomyśleć, że za takiego knota odpowiedzialny jest twórca “Co gryzie Gilberta Grape’a”!

    Tytułowy (bo w oryginale film się zwie “Dear John”) John Tyree, żołnierz elitarnych “zielonych beretów”, podczas przepustki odwiedza swego ojca w Karolinie Południowej. Przypadkowo spotyka na plaży Savannah Curtis, spędzającą w domu ferie wielkanocne. Choć pochodzą z różnych środowisk  (ona jest pełną ideałów studentką z bogatej rodziny z Południa, on zamkniętym w sobie samotnikiem) , kiedy poznają się, budzi się w nich wzajemne uczucie.  Kiedy John musi wracać do jednostki, a Savannah do college’u, obiecują sobie, że będą kontynuować znajomość listownie. (Więcej…)

     
    • countersv 13:59 on 3 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mam atawistyczną awersję do Amandy Seyfried. Nawet jak uda jej się zagrać w dobrym filmie, to jej fizjonomia strasznie mnie odpycha. I w zasadzie nie wiem do końca czemu, bo przecież to niebrzydka dziewczyna.
      Ostatnio obejrzałem z nią Chloe i mi wystarczy. Dear John odpuściłem. I, jak czytam, słusznie.

    • Lola King 10:43 on 4 Wrzesień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dopiero z Twojej recenzji dowiedziałam się, że za “Wciąż ją kocham” odpowiada Lasse Hallstrom – szok i niedowierzanie. Jakoś nigdy wcześniej nie zgłębiałam się w tajniki realizacyjne tego filmu. I mimo, że cenię Szweda, to obiektywnie przyznaję, że od “Kronik portowych” nie udało mu się stworzyć filmu godnego jego umiejętności. Nawet “Casanova” z 2005r. jakoś specjalnie nie zachwyca. “Dear John” tylko potwierdza jego słabą kondycję ostatnimi czasy. Dlatego do obejrzenia filmu jakoś się specjalnie nie kwapię. Może kiedyś :) Pozdrawiam =)

  • szymalan 17:47 on 25 August 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Różyczka ***

    To dziwne , ale już chyba od dobrych 7 lat nie oglądałem ani jednego filmu nagrodzonego główną nagrodą na festiwalu w Gdyni, do którego chciałbym rzeczywiście wrócić, który by zachwycił, powalił na kolana.

    Koszmarkiem był zeszłoroczny “Rewers” (choć ogólnie dosyć ciepło przyjęty), nudną sztampą “Mała Moskwa”, a utworem na jeden raz niezłe “Sztuczki” . I co ciekawe – to, że  ktoś uznał te filmy jako najlepsze z całego roku, wcale nie oznacza, że cała reszta już w ogóle się nie nadawała do oglądania. Wręcz przeciwnie- bywały produkcje lepsze, a nawet o wiele lepsze niż te uhonorowane, jak “Tatarak” Wajdy , “Wojna Polsko Ruska” Żuławskiego , czy tegoroczny znakomity obraz Jacka Borcucha “Wszystko, co kocham”.

    Festiwal Gdynia AD 2010, upłynął w oparach jeszcze większej żenady. Zaplanowany na kilka miesięcy wcześniej niż zwykle,  wymusił na filmowcach żwawsze ukończenie swoich dzieł i tym samym, do konkursu trafiły ponoć filmy nieskończone, niedopracowane, kiepskie. Krytyk Łukasz Maciejewski wręcz wprost stwierdził, że nie oglądał tam ani jednego obrazu, który by zasługiwał na nagrodę główną. Natomiast prawdziwą farsą okazał się dopiero ostateczny werdykt jury- pośród tej masy przeciętności i niewydarzenia było kilka filmów wyróżniających się (wspomina się: Erratum, Chrzest, Wenecja, Matka Teresa od Kotów), a jednak  wybrano oto obraz tak poprawny, tak szkolny, niemal akademicki w swej treści i formie, że pisano w gazetach później “ten werdykt cofa nasze kino do zaścianka”. Że zwyciężyły układy, wzajemne sympatie, a nie sztuka. Nie kino.

    Taka właśnie jest zwycięska  “Różyczka” Janusza Kidawy Błońskiego (Więcej…)

     
    • Lola King 20:35 on 25 Sierpień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Szczerze mówiąc, tego się właśnie obawiałam – nieustającego umoralniania i niepotrzebnej nam już dzisiaj martyrologii, a na pewno nie w tak częstych dawkach, w jakich serwuje nam to polskie kino. Przychylam się ku wypowiedzi Łukasza Maciejewskiego, choć to smutna diagnoza – nasze filmy po prostu nie zachwycają, a jak już jakiś zdobędzie uznanie widowni – jak choćby wspomniane przez Ciebie “Wojna polsko-ruska” i “Wszystko, co kocham”, to i tak nie daje się im szans, nagradzając tym samym słabsze filmy – daje się również wtedy sygnał, że takie filmy są dziś potrzebne i powinno się je robić, ale tak szczerze to dla kogo? Dla festiwali? Niektórych krytyków? A zapomina się o widzach, tych którzy dla twórców powinni być najcenniejsi. “Różyczkę” obejrzę z obowiązku, ale jakoś nie cieszę się na ten seans, ani nie pałam entuzjazmem. Pozdrawiam :)

    • milczacy_krytyk 17:18 on 26 Sierpień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Długo się zastanawiałem czy oglądać ten film czy nie i w końcu się jednak do kina nie wybrałem. Ale jak widzę (a raczej czytam) nic nie straciłem…

  • szymalan 23:43 on 27 December 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Avatar *****


    James Cameron to jedno z tych dorosłych dzieci, które wiecznie fantazjują i mają ciągotki wyraźne skierowane w stronę technologicznych nowinek. Cameron nie należy do tych reżyserów, którzy trzaskają produkcyjniaki dwa razy do roku, aby liczyć na łaskawość Akademii Filmowej, aby ta przyznała choć jedną nominację oraz na publicznośc, która bez względu na efekt, pójdzie do kina i zwróci kase za budżet. O , nie. On idzie na całość. Na nowy film kinowy sławetnego twórcy “Terminatorów”  i drugiego “Obcego” czekaliśmy wszyscy 12 lat. Bo tyle czasu potrzebowała technologia aby dojrzeć do realizacji kolejnej wizji Jamesa. Koniec pogłosek, zwiastunów, tuzinów klipów, doniesień i plotek. “Avatar” u nas już w kinach. Oto moja relacja na gorąco z pokazu w katowickim IMAXIE. Zapraszam. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 00:13 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mam podobne odczucia. Efekty zjawiskowe i prawdziwie rewolucyjne, ale reszta niestety przeciętna. Co jednak (i to bardzo ciekawe) nie oznacza, że “Avatara” źle się ogląda.

      Pozdrawiam

    • dziurawe ly. 00:14 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      to jest film robione stricte pod 3d?
      chętnie poszłabym zobaczyć, swego czasu bardzo lubiałam pocahontas

    • dziurawe ly. 00:22 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ale puszczany w normalnym kinie? bo wg Twojej recki to w sumie bez sensu..

      • szymalan 00:29 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Tak. Można zobaczyć go w wersji 2d, 3d digital (jak Odlot, czy Krwawe Walentynki), ale i 3d IMAX. Każda następna opcja jest o wiele lepsza od poprzedniej, acz oglądania tego w 2d sobie nie wyobrażam. To faktycznie bez sensu.

    • maxcine 04:22 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wiedziałem, że w Twojej recenzji pojawią się smurfy i Pocahontas.
      Dzisiaj byłem po raz drugi, tym razem z rodzinką, i wszystkich konkretnie wgniotło w fotel. Nie spodziewałem się, że wyjdą tak przejęci i na ten temat rozgadani (zwłaszcza Ci starszym wiekiem). Nikt nie uskarżał się na banalny scenariusz, wszyscy byli zachwyceni tym “jak ten film się ogląda!”. Ja mam podobne odczucia. I chociaż zdaje sobie sprawę, że fabularnie jest to kumulacja wszystkich schematów ostatnich lat i można ten film punktować na wiele wymyślnych drwiąco-irytyjących sposobów, to ja nie widzę w tym większego sensu. Mi ta banalność nie przeszkadzała, bawiłem się znakomicie i szczerze film polecam. Doskonała rozrywka, 9/10

      pozdrawiam

      • szymalan 11:02 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “można ten film punktować na wiele wymyślnych drwiąco-irytyjących sposobów” Ale to chyba akurat nie do mnie uwaga, tak?

        • maxcine 12:35 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Ogólnie w odniesieniu do wszystkich opinii/recenzji, więc siłą rzeczy także i Twojej :)
          Z tą postawą o której wspomniałem u siebie na blogu odpiszę Ci tutaj, bo jestem w pracy i dodawanie komentarzy na bloggerze mam zablokowane :) Chodziło mi o Twoją reakcję na ten film, spodziewałem się tego, że podejdziesz do filmu bardziej krytycznie niż ja.

          • szymalan 15:39 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Ale ja wcale nie miałem zamiaru drwić z tego filmu. Po co miałbym drwić z filmu., który mi sie przecież podobał? Nie padnąłem na kolana jak grupka fanboyów z filmwebu uważających film za arcydzieło, zachowałem do niego pewien (zdaje sobie sobie sprawę, że sprawiający wrażenie frywolnego) dystans i wymieniłem powyżej co mi w tym obrazie nie pasowało lub zabrakło. Ale jak dałem do zrozumienia w ostatnim akapicie- te wady mi Avatara jako widowiska nie przekreślają.
            I wcale nie miałem zamiaru podejśc bardziej/mniej krytycznie do Avatara niż Ty. Bardzo lubię Camerona i jego perfekcjonizm rzemiosła i wchodziłem do kina z lekkimi obawami. Wyszedłem usatysfakcjonowany. Choć nieukrywam, że pewien posmak, że “mogło być lepiej” pozostaje. Stad 4*, a nie więcej ;)

            • maxcine 16:21 on 29 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Luuuuzik :) Co prawda, czytając Twoją recenzje odniosłem małe wrażenie… hmm… takiego naśmiewania się, ale to tylko moje, subiektywne (może naciągane, i czepialskie) wrażenie nie podważającego tego, że masz racje w swoich spostrzeżeniach. Mi te mankamanty w ogóle nie przeszkadzały w oglądaniu filmu, dlatego nie są dla mnie istotne (chociaż skłoniłeś mnie do ponownego obejrzenia Apocalyto – poza statkiem na końcu filmu nic z niego nie pamiętam). Tak więc luzik :) Swoją drogą, obecną wersje recenzji czyta mi się znacznie lepiej (a przeca merytorycznie, poza wyższą oceną, nic się nie zmieniło :) co też nie zmienia faktu, że poprzdnia wersja była dla mnie równie bardzo dobra.
              Ja, podobnie jak człowiek poniżej, uważam Avatara za doskonałą rozrywkę i przygodę. Po filmie miałem trochę inne wrażenie niż Ty, tzn. nie “mogło być lepiej” (chociaż nie ma się co oszukiwać, mogło byc lepiej), a “mogło być więcej” :). Oby wkrótce pojawiła się wersja reżyserska, najlepiej w kinach (co mi po dvd czy blu-ray). Pandora jeszcze “we mnie siedzi” i mam szczerą ochotę wybrać się do kina 3 raz. Do tej pory tylko na Władku byłem w kinie 3-krotnie (pierwsza część).
              pozdrawiam :)

              • szymalan 23:13 on 29 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik

                Właściwie większośc z tego, co napisałeś powyżej to juz nieaktualne. We mnie Pandora nie, że “wciąż siedzi”. Ona powraca jak bumerang ze zdwojoną siłą niemal z dnia na dzień. Owszem moje początkowe argumenty mogły byc odebrane jako nazbyt prześmiewcze , czy czepialskie ale zaraz..to samo mógłbym napisać o Twoich w stosunku do Star Treka :D Więc zostawmy to dla świętego spokoju . :D
                Recenzje porządnie przeredagowałem (i zmieniłem ocenę) bo uznałem, że nie ma dlatego filmu właściwie skali. Nie można go mierzyć ani skalą arcydzieł s.f. , ani skalą dorobku samego Camerona, ani jakąkolwiek inną, oprócz skali po prostu wrażeń z samego seansu. A te, ze względu na pionierskość technologii, były unikatowe. Stad ocena wyższa i zmiana tekstu, aby już nie “brzmiał” tak stanowczo. Uznałem, że nie ma co walczyć z kinem familijnym, które od lat przecież korzystało z archetypów kulturowych i schematów. Wiec czemu nie tu. Po prostu zbyt poważnie potraktowanego filmu się chyba początkowo spodziewałem. Dostałem rodzinną bajkę.
                I sam mam wielką ochotę na ripley Avatara. Ale to moze jak sie fala ludu w IMAXIE uspokoi już.
                pozdrawiam ;)

    • lola king 11:22 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      O, najlepsza recenzja, jaką do tej pory przeczytałam o “Avatarze”. Myślałam już, że wszyscy powariowali, i nie potrafią obiektywnie spojrzeć na ten film. A tu proszę, nie dość, że do rzeczy, to jeszcze z uwzględnieniem wszystkich błędów i niedoskonałości. Gratuluje tego obiektywizmu, też czasami by mi się przydał. Ja się trochę obawiam tych 160 minut w 3D, oczy mi chyba wyskoczą na wierzch, znając ich uwielbienie do tego rodzaju technologii. A co do Sigourney Weaver to też ją uwielbiam, ta babka to dopiero ma jaja! Pozdrawiam ;]

      • szymalan 15:43 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        o, Dziękuje :)
        Jeszcze co do seansu w 3D- miałem te same obawy, czy wzrok wytrzyma 160 minut. O dziwo w IMAXIE, a wytrzymał i to bez żadnych problemów po drodze :) Polecam sie wybrać, koniecznie 3D! .
        a co do Weaver: od początku była dla mnie najjaśniejszym punktem tej produkcji. Ma Cameron gest, że królową s.f. zaprosił do milowego dzieła gatunku, czyż nie? :)

        • lola king 17:32 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Ja na pewno film zobaczę w 3D, ale nie w Imaxie, niestety!
          Zatrudnienie Sigourney to takiego filmu to oczywistość! Ktoś musi w końcu trzymać poziom, Cameron to doskonale wie! Chociaż słyszałam, że młodsi aktorzy też wypadają nieźle. Jednak to nie to samo, Weaver, to tak jak sam powiedziałeś – królowa s.f.!

    • Łukasz 18:55 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Witaj szymalan! Chyba lepszej recenzji przeczytać nie mogłem! Serio, gdybym pokusił sie o recenzję “Avatara”, którego miałem przyjemność obejrzeć w dniu premiery, również w “Imaxie”, brzmiałaby ona niemal identycznie! (no, może poza tak ciekawym doborem słów- gratulacje za elokwentność). Słowem- warto było obejrzeć obraz w “IMAXie”, też zastanowiłem sie nad drugim razem, jednak nie uznaję filmu za arcydzieło rodzaju “Terminator 2″, “Braveheart”, “Dystrykt 9″ czy dla mnie “Matrixa”. Zabrakło przede wszystkim… muzyki. Bylejakość pod tym względem (choć z początku nadzieję niosły te plemienne nuty, to jednak z rozrzewnieniem wspominam “Misję”- z pewnością kojarzysz ten wspaniały soundtrack:) Aha! Pisałeś o “Władcy Pierścieni”, że nawiązania. Owszem, miałem dokładnie te same skojarzenia. I “Apocalypto”. “To jest odpowiedź Camerona na Petera Jacksona- pomyślałem w trakcie seansu (żeby nie napisać “zerżnięcie”). Ale mi szybko skojarzyły sie jeszcze dwa filmy: “Matrix Rewolucje” (maszyny ) i “Dystrykt 9″ (bad people i te niespotykane dotąd zoomy podczas scen akcji. To tyle, dziękuje za rewelacyjną recenzję i pozdrawiam. matreeves (moviepilot).

      • szymalan 21:26 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dzięki wielkie :) W sumie wciąż wprowadzam pewne kosmetyczne lub większe zmiany do tej recenzji, co wynika z tego, iż co raz lepiej go oceniam w miarę upływu czasu od ukończenia seansu (nie chcę brzmieć tak surowo i stanowczo)
        pozdrawiam serdczenie :)

    • marakeshpl 19:23 on 28 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No cóż, dla mnie tego typu filmy powinny spełniać podstawową rolę: “ROZRYWKA”. Ja tak się rozerwałem, że prawie musiałem szukać moje członki po całej sali IMAXU. Banalność, owszem, ale bez przesady. Film cudnie bajeczny i ogląda się go z zapierającym tchem w piersiach. Po więcej zapraszam na mojego bloga, tam również recka :).

    • milczacy_krytyk 00:25 on 29 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Czy mi się tylko wydaje, że przy ocenie pojawiła się jeszcze jedna gwiazdka, czy dobrze pamiętam, że na początku były “tylko” cztery?

    • marakeshpl 01:53 on 29 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Aż się boję, że jutro zobaczę tu: ****** :D

    • Elenoir 19:23 on 1 Styczeń 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja poszłam do kina tylko na efekty specjalne i 3D, więc byłam zachwycona. Fabuła była kiepska, ale i tak lepsza, niż się spodziewałam. Teraz się zastanawiam, czy by tego nie obejrzeć jeszcze raz:)

    • pafffcio 14:29 on 3 Styczeń 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zaskoczony jestem, że mimo tylu spostrzeżeń tak wysoko Avatara oceniłeś. Chociaż może nie jesteś tak uprzedzony do Apocalypto jak ja ;) Bo jeśli faktycznie mi się nasuną takie skojarzenia podczas seansu, to będzie gruba krecha. Fabułę w stylu Pocachontas przeżyję, ale w stylu Apocalypto już nie.
      Pozdrawiam,
      Pawcio

    • swider8814 12:19 on 5 Styczeń 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dla mnie film się bardzo podobał. Może nie ma tak jak pisaliście jakiejś super fabuły ale i tak mimo to cały film ogląda się z zapartym tchem. Efekty 3D pierwsza klasa i co ważne nie męczą się przy tym oczy mimo tak długiego filmu.
      Teraz planuję ponownie się wybrać do kina, ale tym razem do IMAXu.

      Co do porównywania Avatara do Pocachontas to tutaj fajny obrazek ;)
      http://9gag.com/photo/16103_full.jpg

    • ata 13:03 on 17 Styczeń 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      może i ja się wypowiem na temat tego filmu.
      Mnie się on bardzo podobał, była akcja i reakcja ,coś się działo, było radośnie i smutno, miłość i namiętność mieszały się z rozpaczą i poczuciem zdrady. Czy widziałam efekt 3D ? Chyba nie, z racji astygmatyzmu chyba nie byłam w stanie dostrzec trójwymiaru. Ale to nieważne . Film oceniam bardzo wysoko.

    • RouletteFB 00:03 on 13 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Great idea, thanks for this post!

  • szymalan 23:59 on 14 November 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Klasyka kina 1964-66 

    Grek Zorba ****

    30-letni Basil wraca na rodzinną Kretę po edukacji w brytyjskich szkołach. Postanawia uruchomić odziedziczoną po ojcu kopalnię węgla brunatnego. W drodze na wyspę spotyka Alexisa Zorbę, szalenie towarzyskiego chłopa greckiego, który oferuje mu swoje usługi jako kucharz i górnik. Między sfrustrowanym i zakompleksionym intelektualistą, a pełnym optymizmu i radości wieśniakiem zawiązuje się niezwykła przyjaźń. (Więcej…)

     
  • szymalan 14:54 on 21 July 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Casablanca (1942) ***** 

    Casablanca *****

    Clipboard01

    „Casablanca” realizowana była na początku lat 40. jako kolejny, jeden z dziesiątków filmów Hollywood- nie miała być szczególnym arcydziełem, czy filmem, który miał wejść do historii kina. A jednak dziś mamy już prawie 70 lat od powstania, a obraz wciąż jest żywy- obecny w telewizji, na krążkach DVD, w rankingach na „filmy wszechczasów”, a nawet we wrześniu tego roku wchodzi do polskich kin. (Więcej…)

     
c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.