Mroczny rycerz- recenzja DVD *****

Po kilku miesięcznym oczekiwaniu “Mroczny Rycerz” trafia nareszcie na półki sklepowe. Niezwykle ciężko jest zliczyć wszystkie możliwe rekordy i osiągi, jakie zdobył ten film począwszy od dnia premiery w sierpniu. Nie wspomnieć, że jak dotąd światowe wpływy z tego filmu zbliżają się powoli do okrągłego miliarda dolarów, w tym połowa z tego w samym USA, w polskich kinach film ten zobaczyło pół miliona ludzi, miał on rekord otwarcia podczas światowej premiery, jest najchętniej piraconym filmem roku, jego zwiastun widział chyba w internecie każdy, a jeśli wejdziemy w szczegóły takie jak rola zmarłego Heatha Ledgera, to mamy pewność, że żaden film tego roku nie wzbudził większego zainteresowania. Sam to wiem- uniwersum Batmana było mi równie obojętne, co 5000 odcinek ‘mody na sukces”- po tym filmie zauważyłem, że “Spider man” to w gruncie rzeczy bajka dla przerośniętych dzieci.
Chritopher Nolan, reżyser obrazu, sprytnie dokonał paru zabiegów, które sprawiły, że “Mroczny..” to rzecz nowej świeżości. Na pierwszy plan wysunął postać Jokera, na drugim Batmana i Harveya Denta- ten trójkąt i ich relacje to najważniejszy wątek całego filmu. Każdy z nich w zasadzie jest niemożliwy do prostego sklasyfikowania- dobry, czy zły. No dobra, Joker jest zły, ale w pewnym momencie widz przestaje to kontrolować. Nolan dokonał rzeczy niezwykłej: zafundował widzom jazdę bez trzymanki, efektowną pojechankę na komiksowym patosie, zanarchizował świat znany nam z kart komiksu z Batmanem.Sprawił, że Joker nas wciąga.
Nie jest to opowieść o dobrym, który musi pokonać złego. To opowieść o Gotham, w którym zatraciła się kontrola rzeczywistości, ktoś wywrócił ją do góry nogami. W ostatnich scenach serce nam podchodzi do gardła, czujemy niespotykane dotąd napięcie, jakbyśmy znajdowali się na krawędzi. W “Spider Manie”, czy w starych “Batmanach” jest zachowany chociażby pozór rzeczywistości. Tak naprawdę wygląda to zwykle tak, że miasto (otoczenie i mieszkańcy) są tylko areną i widownią spektakularnego pojedynku pomiędzy Dobrem, a Złem. Tutaj sprawa ma się znacznie ciekawiej: Joker angażuję w swoją chorą grę z prawem i porządkiem wszystkich: zaczynając od policjantów i prokuratorów najwyższych szczebli, burmistrza, sędziów, przejmuje lokalne gangi niewiedzące co z sobą zrobić, ale i tak jego uwaga skupia się głównie na Batmanie, którego absolutnie nie chce zabić. To tak jak gra w kotka i kotka lub myszkę i myszkę. Obydwoje są jakby na jednym poziomie: żaden nie może żyć, jeśli drugi umrze. Są do siebie stworzeni, niemalże przeznaczeni.
“Co ja bym robił bez ciebie?”- mówi Joker do Mrocznego Rycerza. “Banki rabował?? Nie, nie. Ty uzupełniasz mnie(…) nie zabijesz mnie dla jakiegoś nonsensownego poczucia sprawiedliwości. Ja nie zabiję Ciebie, bo jest z tobą zbyt dobra zabawa”. Joker jak sam mawia, jest człowiekiem o prostym guście- lubi ogień, wybuchy i inne formy zniszczeń. Rabowanie go nie interesuje, uważa że tak zepsute miasto w końcu zasłużyło na przestępcę z klasą. W końcu świat filmu się rozsypuje na kawałki. Film urywa się, dając nam coś na kształt fałszywego zakończenia.

Nolan wyniósł gatunek na wymiar nieco filozoficzny, pokazał że w kinie superbohterskim jest miejsce na poważne myślenie o poważnych rzeczach. Przecież Joker reprezentuje terrorystę, jest anarchistą stuprocentowym. jak pokonać zło, które nie zna lęku, litości, zasad i jak to ładnie ujął Alfred- “chce tylko patrzeć, jak świat płonie”? Dodajcie jeszcze skorumpowaną policję, która traci wszystkie morale, kiedy dochodzi do poważnej sytuacji. Musze przyznać, że dawno tak mocno nie trafiły do mnie post wrześniowe komentarze w hollywoodzkim filmie, jak tutaj. “Mroczny rycerz” wyraźnie uderza w system demokracji- co raz bardziej pozorny i fasadowy, zbliżający się w swojej sztuczności do groteski.
Reszta w większym skrócie: wizualna (a właściwie i audiowizualna) uczta od początku do końca, kapitalny motyw muzyczny duetu Zimmer-Newton Howard, świetne kreacje na miarę najlepszych nagród, montaż na Oscara, ogólnie jazda bez trzymanki przez 146 minut.
No to teraz pora na parę słów o wydaniu DVD. Żeby nikogo nie denerwować to w dużym skrócie. Taki film kupić oczywiście zawsze warto, to jasne. Jednak jak już się dodaje płytę specjalną z dodatkami, to może lepiej to zrobić z sensem. Choć Nolan wielokrotnie zarzekał się, że chce wszystko zrobić z jak największym realizmem, to jednak o nowinkach technicznych już chwali się na lewo i prawo. Imax, imax, imax – zrobił 6 scen, które nieliczni mogli zobaczyć, a połowa dodatków specjalnych skupia się na tym, że sie mówi jaki ten IMax jest super, duper i wogóle elooo. Merytorycznie nie ma tam czego szukać. Nie dowiemy sie ani o tym, jak wyglądała charakteryzacja Harveya two-face’a, ani nie usłyszmy co mają do powiedzenia na temat produkcji aktorzy, czy inni twórcy. Wszystko skupia się na scenach akcji. Średnio interesujące. Sceny w oryginalnym kadrowaniu Imaxu i tak nic nie dają, jak sie ogląda w domu na kompie lub średniej jakości telewizorze. Uważam, że taki film zasługuje na lepsze wydanie (ech, te dodatki z “Władcy pierścieni”, czy “Piratów z Karaibów” -po prostu wciągały). Co do jakości dźwięku i obrazu samego filmu, to jest w porządku.
Generalnie: film 9/10, dźwięk 9/10. obraz 8/10, dodatki: 3/10.
Pędźcie do sklepów. :D
szymalan
menetheris 16:25 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
I znowu się w pewnych kwestiach z tobą nie zgodzę. Mnie ten film oglądało się pierwszorzędnie- to w przypadku “Mrocznego rycerza”, rozglądałem się czasami po pokoju, choć i tak uważam tego Batmana za niemal wybitnego.
Snyder nie musiał wykazywać większej inicjatywy, wystarczy,że zrobił najbardziej klimatyczną ekranizację komiksu jaką do tej pory widziałem, aż przechodzą ciarki. Scenografia, wizualność, muzyka…powalają. Naprawdę zahipnotyzowali mnie “Strażnicy”.
A to,że trudno się utożsamić z bohaterami..sorry, ale z Darthem Vaderem też chcesz się utożsamić? To skurwiele, ja akurat widziałem w nich najwięcej człowieczeństwa, a nie w irytującym Brucie- bogaczu który ma problemy z koleżanką sprzed lat i jest tylko dodatkiem do genialnego Jokera.
Kryminalna zagadka też mnie tak nie interesowała,ale nadal oglądało się to dobrze, poza tym rozwiązanie mimo licznych przypuszczeń jeszcze w trakcie seansu jest szczerze zaskakujące(odnośnie samych pobudek, a nie przeciwnika-jako władcy zła, karła z kotkiem na kolanach ;D).
Tak czy siak, widzę,że ocena pozytywna, a więc coś cię tam ruszyło.
Widziałeś wersje kinową czy reżyserką(3h)? Reżyserska nie jest specjalnie godna polecenia, ma zaledwie kilka scen, które i tak nie były specjalnie potrzebne, chyba że mówimy o “Tales of Black Freighter”, to rzeczywiście prawdziwa gratka.
Pozdrawiam
szymalan 17:03 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
1. nowego Batmana widziałem po raz pierwszy w kinie. I to był odjaaaazd na krawędzi fotela :D A przy Watchmenie się wierciłem chwilami :(
2. Nie wiem co ma Darth Vader do tego hmm , on przecież jest negatywnym bohaterem i utożsamiać się mam z Lukiem Skywalkerem i resztą ^^ A po drugie mi raczej chodziło o postacie drugiego planu (jeżeli pierwszego mają być z założenia złe)- jak w Mrocznym.. był Michael Caine, Morgan Freeman- ktoś, kto rozluźnia atmosferę, jest bliższy ziemi niż Ci wszyscy superherosi. A Bruce Wayne sie zgadzam- facet jest nudny, ale jak to bogacz w filmie :D Ale już postać Batmana jest IMHO bardzo ciekawa ;)No a Joker to wiadomo-bezdyskusyjnie chyba najfajniejszy villain ostatnich lat
3. a dla mnie to wyglądało tak: najpierw mi zapowiadają fajny wątek kryminalny i “figa z makiem”- pokażemy Ci widzu 1,5 godziny wprowadzenia postaci :D nie żeby to zaraz skreśliło film. Ale czemu tak wolno to wszystko się wlecze ?
Dla mnie to podobny syndrom jak przy “Aż poleje się krew”- film byłby arcydziełem, gdyby tu i ówdzie poprzycinać sceny.
4. Tak, ocena pozytywna, bo jednak zUy to film nie jest. A zbyt wiele dostrzegam plusów, aby to totalnie skreślić.
5. widziałem wersję kinową (163 minuty).Widziałem kajś dostępną juz reżyserską, ale jak zobaczyłem ile to trwa to mnie ciarki przeszły XDDDDDD ja Do zwykłej wersji Watchmenów robiłem dwa podejścia dzien po dniu ;/
Pozdrawiam ^^
menetheris 22:56 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
To ma Vader do tego, że bynajmniej dla mnie “Strażnicy” nie są w dużej części bohaterami pozytywnymi.
pawcio 23:49 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
Ja jestem gdzieś pomiędzy tymi grupami, które wymieniłeś, bo mnie ani komiksy nie grzeją, ani ziębią. Tak więc ten film obejrzę z pewnością, ale… kiedyś. W tym roku mam jeszcze kilka pilniejszych premier do nadgonienia ;) I trochę mnie długością przeraziłeś – prawie 3 godziny!? Nie lubię ostatnio długich filmów, bo większość można by ze spokojem zakończyć pół godziny wcześniej :P
Pozdrawiam,
p.
Micielin 20:42 on 5 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
Filmowa adaptacja “Watchmenów” aż tak wierna oryginałowi nie jest, bo jednak niemało wątków zostało usuniętych. Nie mówiąc już o zmienionym zakończeniu. Obraz został także pozbawiony istotnego tła składającego się z trzecioplanowych postaci – zwykłych mieszkańców Ameryki. Komiks “Watchmen” ma to do siebie, że jest niezwykle wielowątkowy i wielopłaszczyznowy. Zdecydowana większość czytelników uważała, że tego komiksu zwyczajnie nie można zekranizować – na pewno nie w całości. Obawiano się sprofanowania komiksu uważanego za jeden z najważniejszych, prawdziwe dzieło. Bądź co bądź, mieli rację. Snyder uprościł film pod paroma względami, skrócił (sic!) i skupił się głównie na postaciach Strażników.
Nie można też odmówić inwencji twórcom obrazu. O ile starano się całkowicie przenieść lokacje z uniwersum Watchmenów (alternatywna Ameryka; miasta, cmentarz, dom Molocha…) to np. stroje bohaterów zostały wyraźne podrasowane – tak, aby odpowiadały dzisiejszemu widzowi, który obejrzał już niejedną ekranizację komiksu o superbohaterach (X-Meni, Batman). Tym samym, film ten może spełniać tę samą rolę, co komiks w czasie swojego pojawienia się. Ma nam pokazać świat bohaterów, których myślimy, że tak dobrze znamy, z zupełnie innej strony. Świat pełen zgryzoty, rozpaczy i szaleństwa. Trudno utożsamiać się z Watchmenami, wybierać spośród nich swoich ulubieńców. To są upadli bohaterowie, a ich opowieść jest maksymalnie pesymistyczna.
Opening wyśmienity, z pewnością na plus (oczko w stronę czytelników komiksu; zaprezentowanie przedstawicieli prądów popkulturowych, czy kulturowych, które zaistniały w Ameryce tamtych lat). Poza tym, atrakcyjne zrealizowanie pewnych scen. Moje ulubione: upadek z okna Comediana, jego pogrzeb, żart o klaunie “Paliaczim”, Dr Manhattan na Marsie. Pomysłowe (świetne!) wykorzystanie muzyki pozwoliło utrzymać niektóre sceny z dala od jakiegoś patosu, czy przesadnej wzniosłości.
Fakt, film “Watchmen” jest długi. Jednak mnie cały czas trzymał w napięciu. Ba, widziałem go w kinie dwa razy. Choć, na pewno miało na to wpływ moje zainteresowanie komiksem. Obraz jako ekranizacja nie jest znakomity, ale nie jest też tragiczny (jak mogli się spodziewać fanatycy Moore’a). Można tylko polecić ludziom pierwowzór i ostrzec, że jest w nim jeszcze więcej gadania, jak i mniej walk i akcji, niż w filmie.
Agniecha 15:15 on 7 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
no mnie niewiele może odstraszyć. Mojemu tacie się nie spodobało, a ja czekam na chwilę aż sama będę mogła obejrzeć ten film. nigdy nie zapomnę tego dnia, w którym nie udało mi się dotrzeć do kina na ten film :(
Nadeszły upragnione przez wszystkich wakacje. U mnie cały lipiec upłynie pod filmami, w których występują wspaniale zbudowani mężczyźni. Dominować będą filmy z dwoma mięśniakami – Brucem Willisem i Jasonem Stathamem. Dlatego na początku lipca pojawiły się notki “Szklana pułapka” oraz “Angielska robota”. Dziś na blogu znalazły się dwie nowe notki o komiksowych mięśniakach “Hellboy” oraz “Incredible Hulk”.
Gorąco zapraszam do odwiedzin i komentowania :)))
pozdrawiam ;**