Kick-Ass *****

WOOOOOW. Czy ktokolwiek się w ogóle spodziewał, że tego roku najbardziej tyłki skopie nam 11-letnia dziewczynka z warkoczykami, kilku nastolatków z kompleksami i zamiłowaniem do komiksów oraz…… Nicolas CAGE? Cud, po prostu, na takie kino czekałem od czasu ogromnego rozczarowania “Watchmenami”. “Kick-ass” w kategorii kina komiksowego przegrywa jak na razie tylko z “Mrocznym rycerzem” Nolana- choć pod pewnymi względami nad nim góruje.
Przede wszystkim nieskrępowaną, ożywczą zabawą, która wyrosła na spuściźnie “Pulp Fiction” i innych spadkobierców Tarantino, jak Guy Ritchie . Reżyser “Kick-Ass” to zresztą nikt inny, jak producent “Porachunków” i “Przekrętu”, a zatem postmodernizmie zanurzony jest po uszy i garściami czerpie z jego dorobku. “Kick-Ass” to trochę schematów młodzieżowego kina (zakompleksiony nastolatek bez dziewczyny, pocieszający go dwaj kumple zgrywający w co drugiej scenie kretynów), trochę zabawy komiksem, jego schematami i etosem, nawiązując często i wspominając konkretne tytuły; oraz wreszcie wesoła rozpierducha pomontowana dokładnie tak, jak trailery filmów akcji, bardzo często wykorzystująca charakterystyczne, szybkie cięcia niczym u twórcy “Sherlocka Holmesa”. (Więcej…)



lola king 13:00 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
O nie! Zaczynam żałować, że wybrałam jednak Crazy Heart, ale po takiej rekomendacji, będę musiała w tym tygodniu znaleźć chwilkę czasu, by Kick Ass zobaczyć w kinie. Dochodziły do mnie głosy wielkiej aprobaty, ale nie spodziewałam się, że ten entuzjazm jest tak wszechobecny. Czy aby, chcesz powiedzieć, że Nicolas Cage daje tam niezłego kopa? Muszę to zobaczyć ;]
szymalan 14:21 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
Tak! :D Dla wielkiego powrotu Cage’a go wysokiej półki aktorskiej warto to obejrzeć!
pozdrawiam i czekam na relację z seansu :)
milczacy_krytyk 13:48 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
Ja mam zupełnie na odwrót. “Kick-Ass” podobał mi się, ale bez szału, za to “Watchmenami” się zafascynowałem całkowicie. I w związku z tym oczywiście nie zgodzę się, że tamta ekranizacja komiksu jest bezużyteczna, bo historia jaką opowiada choć może wydać się napuszona i zbyt podniosła, to jednak ma coś w sobie i o czymś mówi.
Wracając do “Kick-Assa”, wg mnie najsilniejszą stroną tego filmu jest muzyka. Chyba w żadnym filmie (oczywiście prócz obrazów Tarantino) nie spotkałem się jak dotąd z tak perfekcyjnym doborem piosenek. Po prostu majstersztyk.
Pozdrawiam
szymalan 14:19 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
“jednak ma coś w sobie i o czymś mówi”
to ja chętnie poczytam, co ma w sobie i o czym mówi ;) konkretnie co ten film wniósł do gatunku i co ciekawego ma do zaoferowania miłośnikom ekranizacji komiksów.
Polecam “Iniemamocnych” Brada Birda. O wiele lepsza ekranizacja “Strażników” niż sami “Strażnicy’ Snydera. Bardziej ludzka, bliższa ziemi i nie stawiająca na komputer i cyfrowe popisy.
“Chyba w żadnym filmie (oczywiście prócz obrazów Tarantino) nie spotkałem się jak dotąd z tak perfekcyjnym doborem piosenek”
W “New Moon” był lepszy ;) Ale i tak obydwa znakomite.
pozdrawiam
milczacy_krytyk 20:49 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
Miłośnikom ekranizacji komiksów dał chociażby to, że tą niezwykłą opowieść, uznaną za jeden z najlepszych komiksów ever, mogli zobaczyć w kinie, w formie ruchomych obrazków, a Ci (w tym i ja), którzy o niej nigdy nie słyszeli mogli się nią zainteresować.
“Strażnicy” to między innym, jak również i przede wszystkim zupełnie inna historia o superbohaterach, którzy bardziej podobni są do zwykłych ludzi, niż do zamaskowanych, szlachetnych i idealnych obrońców, jakich znamy z innych komiksów. To całkowicie odmienne, nowe spojrzenie na facetów (i kobiety) w obcisłych wdziankach, narażających swoje karki dla dobra ludzi. Mają swoje problemy, swoją przeszłość, a ich obecne decyzje również nie należą zawsze do tych właściwych. To film, który wybiera zupełnie inne tory rozwoju akcji, którego nawet zakończenie jest tak odmienne od standardowych końcówek, że niektórych może zawieść. To film, który pokazuje, że ekranizacje komiksów nie muszą być tylko filmami akcji, by być interesujące. Bo przecież “Watchmeni” tak naprawdę są dramatem, ubranym w trochę inne szaty. Z pięknymi zdjęciami i fantastyczną muzyką.
Już samo to, że choć film ten oglądałem ponad rok temu, a nadal dokładnie pamiętam z niego wiele scen, świadczy o tym, jak dobra jest to produkcja.
O “Strażnikach” świetnie pisał MAXcine, ale widziałem, że jego recenzję już czytałeś, więc nie będę podsyłał linku.
Pozdrawiam
P.S. Powiedz mi, jak animacja komputerowa może mniej stawiać na cyfrowe popisy i komputer niż film, w którym zagrali prawdziwi aktorzy, bo za nic w świecie tego nie rozumiem ;)
szymalan 21:51 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
“Powiedz mi, jak animacja komputerowa może mniej stawiać na cyfrowe popisy i komputer niż film, w którym zagrali prawdziwi aktorzy, bo za nic w świecie tego nie rozumiem ”
A widzisz to proste :) W “iniemamocnych” Postacie są tak kapitalnie zbudowane i prowadzone przez cały film, że po kwadransie zapominamy o całej maestrii technicznej filmu i schodzi ona na drugi plan
“Miłośnikom ekranizacji komiksów dał chociażby to, że tą niezwykłą opowieść, uznaną za jeden z najlepszych komiksów ever, mogli zobaczyć w kinie, w formie ruchomych obrazków, a Ci (w tym i ja), którzy o niej nigdy nie słyszeli mogli się nią zainteresować.”
http://www.filmweb.pl/f499111/Watchmen,2008
Komiks w postaci ruchomych obrazków. Chciałbym wiedzieć co film Snydera do tego wnosi, poza tym że faktycznie popularyzuje komiks wśród widowni mainstreamu. Ale rzecz jasna, to jeszcze nie czyni z niego dobrego filmu.
Na temat tego, co napisałeś w środkowej części swojego komentarza to nie będę się szczegółowo wypowiadał. Dla mnie to pobożne życzenia, jakieś recenzenckie frazesy, które niewiele konkretnego znaczą, Że wolna narracja, że muzyka, że dramat, że upadli bohaterowie. Wszystko to pięknie i doniośle brzmi , ale jak dla mnie dopóki nie ma emocji i nie ma postaci, którym mam ochotę kibicować, to film jest dla mnie kiepski i bezwartościowy.
W “Iniemamocnych” Birda były konkrety- rodzina z małżeństwem na skraju rozwodu, dzieci borykające się z dorastaniem, rodzice wychowujący niemowlę, któremu trzeba załatwić opiekunkę, kłopoty ojca z pracą, kryzysem wieku średniego itd .A wszystko się toczyło “tu i teraz” w bliskich nam realiach .
Tam są postacie, którym chce się kibicować i problemy które nam są bliskie. A u Snydera ? Tabun antypatycznych, śmiesznie ubranych freaków użalających się nad sobą. I to przez bite 3 godziny.
“Mają swoje problemy, swoją przeszłość, a ich obecne decyzje również nie należą zawsze do tych właściwych”
A “The dark Knight” i “Batman Begins” Nolana? Tam są wszystkie te elementy.
pozdrawiam
milczacy_krytyk 22:46 on 1 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
A widzisz, dla mnie ten film jest przepełniony emocjami, praktycznie w każdej kolejnej scenie wylewają się one z ekranu. Najlepszym przykładem jest tutaj przepiękna scena przemiany w dr.Manhattana, która w zwolnionym tempie pokazuje jego życie sprzed i po wypadku. Prawdziwy majstersztyk, który widziałem już kilkanaście razy i za każdym razem się nim zachwycam.
W “Strażnikach” również są realne i poważne problemy, pokazane jednak nie łatwo, miło i przystępnie jak to bywa w bajkach dla całej rodziny, ale w wyciszony, powolny i często przygnębiający sposób. W ogóle dla mnie przyrównywanie tych dwóch filmów jest trochę bezsensu, bo z założenia są one różne i to co w jednym się sprawdzi, w drugim nie ma racji bytu, a co pasuje do drugiego, nie może być pokazane w pierwszym.
A tak w ogóle to przypomina mi się teraz niedawna sytuacja, gdy MAXcine wrzucił na swoim blogu recenzję “Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”, którym się oględnie powiedziawszy nie zachwycił, w przeciwieństwie do nas obu. To co jemu wydawało się nieciekawe i słabe, nam podobało się niesamowicie. To co jego zupełnie nie ruszyło, wpłynęło niesamowicie mocno na nas. I mam wrażenie, że tak samo jest z tym filmem, że to co dla mnie (i MAXcine’a) świadczy o jego sile, to co go wyróżnia spośród innych komisowych adaptacji, dla Ciebie albo nie istnieje, albo jak piszesz jest jedynie pobożnym życzeniem, recenzenckim frazesem.
Oczywiście, że w filmach o Batmanie są te elementy, dlatego też filmy Nolana, jak również i “Strażnicy” Snydera są tak dobre. ;)
Pozdrawiam :]
szymalan 00:30 on 2 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik
“W “Strażnikach” również są realne i poważne problemy”
Ja tych właśnie realnych problemów nie dostrzegam i nikt mi jeszcze nie powiedział, o które chodzi w “Strażnikach”. :D
A Posłużyłem się przykładem z filmu Pixara z dwóch powodów: a) twórcy tam bardzo wyraźnie nawiązują do komiksu Alana Moora b) film dostarczył mi o wiele większych wrażeń niż produkcja Snydera.
I nie uważam tego porównania za przesadne. Bo przecież czy to istotne jak się mówi- familijnie czy na smutno, skoro najważniejszy jest i tak efekt końcowy czyli emocje ? My mówimy tylko o konwencjach, formach, a przecież przekaz jest identyczny. Mnie zwyczajnie ta familijna “łopatologia” jest emocjonalnie bliższa niż to, co mamy w filmie Snydera.
menetheris 12:29 on 4 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
Wprawiać w dyskusję o “Strażnikach” się nie zamierzam, bo i choć przyznaję rację “milczącemu” to Szymalana się raczej nie przekona, i nie w sensie jakimś tam konkretnie negatywnym.
Po prostu czego innego oczekujesz, czy raczej cała historia i sposób jej opowiadania cię nie wziął.
I spoko, wedle gustu.
Co zaś się tyczy do “Kick..”, tak stwierdziłem, że to miła alternatywa dla tych którzy film Snydera uznali za sztywny, mało porywający i w ogóle.
Bo oto producent obrazów Ritchiego stawia na rozrywkę w 100%, ale nie głupią, napakowaną za to najróżniejszymi odniesieniami i smaczkami, co więcej, sposób w jaki to jest pokazane, również jest co najmniej orginalny.
Recenzja znakomita i w dużej mierze się zgadzam- tyle, że dla mnie gra na schematach kina dla nastolatków nie zupełnie zagrała. Nie mniej, pozytyw.
szymalan 13:16 on 4 Maj 2010 Bezpośredni odnośnik |
Nom. Te motywy z kina młodzieżowego były tu najmniej ciekawe. Ale za bardzo udaną całą resztą można wybaczyć ;)