Uaktualnienia od lipiec, 2009 Ukryte wątki | Klawiaturowe skróty

  • Watchmen **** 

    szymalan 03:03 on 4 July 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Watchmen. Strażnicy ****

    g-23

    Ekranizacji komiksów ciąg dalszy. Po gigantycznym sukcesie „Mrocznego Rycerza” w tym roku przy chodzi pora na komiks, który znawcy nazywają jednym z najlepszych w historii- na „Strażników”. Za kamerą stanął twórca „300”- Zack Snyder. Efekt jest podobny- raczej przerost formy nad treścią. (Więcej…)

     
    • menetheris 16:25 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      I znowu się w pewnych kwestiach z tobą nie zgodzę. Mnie ten film oglądało się pierwszorzędnie- to w przypadku “Mrocznego rycerza”, rozglądałem się czasami po pokoju, choć i tak uważam tego Batmana za niemal wybitnego.
      Snyder nie musiał wykazywać większej inicjatywy, wystarczy,że zrobił najbardziej klimatyczną ekranizację komiksu jaką do tej pory widziałem, aż przechodzą ciarki. Scenografia, wizualność, muzyka…powalają. Naprawdę zahipnotyzowali mnie “Strażnicy”.
      A to,że trudno się utożsamić z bohaterami..sorry, ale z Darthem Vaderem też chcesz się utożsamić? To skurwiele, ja akurat widziałem w nich najwięcej człowieczeństwa, a nie w irytującym Brucie- bogaczu który ma problemy z koleżanką sprzed lat i jest tylko dodatkiem do genialnego Jokera.
      Kryminalna zagadka też mnie tak nie interesowała,ale nadal oglądało się to dobrze, poza tym rozwiązanie mimo licznych przypuszczeń jeszcze w trakcie seansu jest szczerze zaskakujące(odnośnie samych pobudek, a nie przeciwnika-jako władcy zła, karła z kotkiem na kolanach ;D).
      Tak czy siak, widzę,że ocena pozytywna, a więc coś cię tam ruszyło.
      Widziałeś wersje kinową czy reżyserką(3h)? Reżyserska nie jest specjalnie godna polecenia, ma zaledwie kilka scen, które i tak nie były specjalnie potrzebne, chyba że mówimy o “Tales of Black Freighter”, to rzeczywiście prawdziwa gratka.
      Pozdrawiam

      • szymalan 17:03 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        1. nowego Batmana widziałem po raz pierwszy w kinie. I to był odjaaaazd na krawędzi fotela :D A przy Watchmenie się wierciłem chwilami :(
        2. Nie wiem co ma Darth Vader do tego hmm , on przecież jest negatywnym bohaterem i utożsamiać się mam z Lukiem Skywalkerem i resztą ^^ A po drugie mi raczej chodziło o postacie drugiego planu (jeżeli pierwszego mają być z założenia złe)- jak w Mrocznym.. był Michael Caine, Morgan Freeman- ktoś, kto rozluźnia atmosferę, jest bliższy ziemi niż Ci wszyscy superherosi. A Bruce Wayne sie zgadzam- facet jest nudny, ale jak to bogacz w filmie :D Ale już postać Batmana jest IMHO bardzo ciekawa ;)No a Joker to wiadomo-bezdyskusyjnie chyba najfajniejszy villain ostatnich lat
        3. a dla mnie to wyglądało tak: najpierw mi zapowiadają fajny wątek kryminalny i “figa z makiem”- pokażemy Ci widzu 1,5 godziny wprowadzenia postaci :D nie żeby to zaraz skreśliło film. Ale czemu tak wolno to wszystko się wlecze ?
        Dla mnie to podobny syndrom jak przy “Aż poleje się krew”- film byłby arcydziełem, gdyby tu i ówdzie poprzycinać sceny.
        4. Tak, ocena pozytywna, bo jednak zUy to film nie jest. A zbyt wiele dostrzegam plusów, aby to totalnie skreślić.
        5. widziałem wersję kinową (163 minuty).Widziałem kajś dostępną juz reżyserską, ale jak zobaczyłem ile to trwa to mnie ciarki przeszły XDDDDDD ja Do zwykłej wersji Watchmenów robiłem dwa podejścia dzien po dniu ;/
        Pozdrawiam ^^

    • menetheris 22:56 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      To ma Vader do tego, że bynajmniej dla mnie “Strażnicy” nie są w dużej części bohaterami pozytywnymi.

    • pawcio 23:49 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja jestem gdzieś pomiędzy tymi grupami, które wymieniłeś, bo mnie ani komiksy nie grzeją, ani ziębią. Tak więc ten film obejrzę z pewnością, ale… kiedyś. W tym roku mam jeszcze kilka pilniejszych premier do nadgonienia ;) I trochę mnie długością przeraziłeś – prawie 3 godziny!? Nie lubię ostatnio długich filmów, bo większość można by ze spokojem zakończyć pół godziny wcześniej :P
      Pozdrawiam,
      p.

    • Micielin 20:42 on 5 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Filmowa adaptacja “Watchmenów” aż tak wierna oryginałowi nie jest, bo jednak niemało wątków zostało usuniętych. Nie mówiąc już o zmienionym zakończeniu. Obraz został także pozbawiony istotnego tła składającego się z trzecioplanowych postaci – zwykłych mieszkańców Ameryki. Komiks “Watchmen” ma to do siebie, że jest niezwykle wielowątkowy i wielopłaszczyznowy. Zdecydowana większość czytelników uważała, że tego komiksu zwyczajnie nie można zekranizować – na pewno nie w całości. Obawiano się sprofanowania komiksu uważanego za jeden z najważniejszych, prawdziwe dzieło. Bądź co bądź, mieli rację. Snyder uprościł film pod paroma względami, skrócił (sic!) i skupił się głównie na postaciach Strażników.

      Nie można też odmówić inwencji twórcom obrazu. O ile starano się całkowicie przenieść lokacje z uniwersum Watchmenów (alternatywna Ameryka; miasta, cmentarz, dom Molocha…) to np. stroje bohaterów zostały wyraźne podrasowane – tak, aby odpowiadały dzisiejszemu widzowi, który obejrzał już niejedną ekranizację komiksu o superbohaterach (X-Meni, Batman). Tym samym, film ten może spełniać tę samą rolę, co komiks w czasie swojego pojawienia się. Ma nam pokazać świat bohaterów, których myślimy, że tak dobrze znamy, z zupełnie innej strony. Świat pełen zgryzoty, rozpaczy i szaleństwa. Trudno utożsamiać się z Watchmenami, wybierać spośród nich swoich ulubieńców. To są upadli bohaterowie, a ich opowieść jest maksymalnie pesymistyczna.

      Opening wyśmienity, z pewnością na plus (oczko w stronę czytelników komiksu; zaprezentowanie przedstawicieli prądów popkulturowych, czy kulturowych, które zaistniały w Ameryce tamtych lat). Poza tym, atrakcyjne zrealizowanie pewnych scen. Moje ulubione: upadek z okna Comediana, jego pogrzeb, żart o klaunie “Paliaczim”, Dr Manhattan na Marsie. Pomysłowe (świetne!) wykorzystanie muzyki pozwoliło utrzymać niektóre sceny z dala od jakiegoś patosu, czy przesadnej wzniosłości.

      Fakt, film “Watchmen” jest długi. Jednak mnie cały czas trzymał w napięciu. Ba, widziałem go w kinie dwa razy. Choć, na pewno miało na to wpływ moje zainteresowanie komiksem. Obraz jako ekranizacja nie jest znakomity, ale nie jest też tragiczny (jak mogli się spodziewać fanatycy Moore’a). Można tylko polecić ludziom pierwowzór i ostrzec, że jest w nim jeszcze więcej gadania, jak i mniej walk i akcji, niż w filmie.

    • Agniecha 15:15 on 7 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      no mnie niewiele może odstraszyć. Mojemu tacie się nie spodobało, a ja czekam na chwilę aż sama będę mogła obejrzeć ten film. nigdy nie zapomnę tego dnia, w którym nie udało mi się dotrzeć do kina na ten film :(
      Nadeszły upragnione przez wszystkich wakacje. U mnie cały lipiec upłynie pod filmami, w których występują wspaniale zbudowani mężczyźni. Dominować będą filmy z dwoma mięśniakami – Brucem Willisem i Jasonem Stathamem. Dlatego na początku lipca pojawiły się notki “Szklana pułapka” oraz “Angielska robota”. Dziś na blogu znalazły się dwie nowe notki o komiksowych mięśniakach “Hellboy” oraz “Incredible Hulk”.
      Gorąco zapraszam do odwiedzin i komentowania :)))
      pozdrawiam ;**

  • Spider Man 3 ***** 

    szymalan 14:45 on 30 April 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Spider-Man 3 *****

    986311

    Trzecia część opowieści o przygodach Człowieka-Pająka to film najdłuższy z serii. Oraz najlepszy. Sam Raimi, zaczynający od tandetnych horrorów klasy B, ujawnia “Spider Manem 3″ klasę, artystyczną wrażliwość i autorską wizję spojrzenia na komiks Stana Lee. (Więcej…)

     
    • unnami 15:20 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Za bardzo prorodzinne, nie podobał mi się zbytnio, ale efekty świetne.

    • ly. 19:10 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przez Twój zachwyt filmem aż chce się go zobaczyć, choć nie widziałam dwóch poprzednich części.
      Jak powiesz, że warto to pewnie zabiorę się za wszystkie trzy.

      • szymalan 19:54 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        w sumie jak wolisz. Bo ja najpierw widziałem po raz pierwszy trzecią część w kinie (i wszystko da się zrozumieć) , a potem “dooglądałem” w domu dwie pierwsze. Wszystkie są dobre, choć każda następna jest (o wiele) lepsza niż poprzednia.

    • ly. 20:16 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      każda następna od tyłu, czy od przodu? ;p

    • ly. 21:26 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      i w obie strony każda następna jest lepsza? ;)

    • szymalan 21:32 on 30 kwiecień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      eeyyyy :D wróć do mojego pierwszego posta, bo sam sie zaczynam gubić xD

    • ly. 08:12 on 1 maj 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ;)

    • Agniecha 11:26 on 6 maj 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      hmm wszyscy twierdzą, że trzecia część filmu jest tą najlepszą. Mnie osobiście trudno jest to stwierdzić. Byłyśmy na filmie w kinie wraz z przyjaciółkami, bo od pierwszej części jesteśmy fankami pająka. Film mi się spodobał, bardzo nawet. Było dużo mroku za sprawą Venoma. Podobały mi się efekty- to jak ten cały pasożyt odrywał się od ciała było dość ciekawe pod względem wizualnym. To samo dotyczy Sandmana o którym wspomniałeś i innych ciekawych scen. Myślę, że może być lepszym filmem od pozostałych dlatego, że jest po pierwsze więcej przeciwników, a po drugie Peter staje się niedobrym chłopcem- chociaż jego twarz w tym image`u totalnie mi nie pasowała.

    • Ken.G 18:23 on 14 maj 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Hm… Ja się tak zastanawiam… Muszę rzec, że chyba z części na część Spiderman coraz mniej mi się podobał. Nie pamiętam już, czy to w tej części uratował ludzi z pociągu, a potem oni przenosili go na rękach nad swoimi głowami? Ta scena mnie urzekła ;D Klękajcie narody, hihi. Ech, nie żebym była złośliwa. Pozdrawiam!

    • szymalan 19:46 on 14 maj 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ken G. jak zawsze : anty-USA i anty-patos :D ale inaczej sie nie da, moja droga! Welcome to Hollywood or go back :)

  • Mroczny Rycerz 

    szymalan 11:25 on 6 December 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Mroczny rycerz- recenzja DVD *****

    0727681QAr5.qxd

    Po kilku miesięcznym oczekiwaniu “Mroczny Rycerz” trafia nareszcie na półki sklepowe. Niezwykle ciężko jest zliczyć wszystkie możliwe rekordy i osiągi, jakie zdobył ten film począwszy od dnia premiery w sierpniu. Nie wspomnieć, że jak dotąd światowe wpływy z tego filmu zbliżają się powoli do okrągłego miliarda dolarów, w tym połowa z tego w samym USA, w polskich kinach film ten zobaczyło pół miliona ludzi, miał on rekord otwarcia podczas światowej premiery, jest najchętniej piraconym filmem roku, jego zwiastun widział chyba w internecie każdy, a jeśli wejdziemy w szczegóły takie jak rola zmarłego Heatha Ledgera, to mamy pewność, że żaden film tego roku nie wzbudził większego zainteresowania. Sam to wiem- uniwersum Batmana było mi równie obojętne, co 5000 odcinek ‘mody na sukces”- po tym filmie zauważyłem, że “Spider man” to w gruncie rzeczy bajka dla przerośniętych dzieci.

    Chritopher Nolan, reżyser obrazu, sprytnie dokonał paru zabiegów, które sprawiły, że “Mroczny..” to rzecz nowej świeżości. Na pierwszy plan wysunął postać Jokera, na drugim Batmana i Harveya Denta- ten trójkąt i ich relacje to najważniejszy wątek całego filmu. Każdy z nich w zasadzie jest niemożliwy do prostego sklasyfikowania- dobry, czy zły. No dobra, Joker jest zły, ale w pewnym momencie widz przestaje to kontrolować. Nolan dokonał rzeczy niezwykłej: zafundował widzom jazdę bez trzymanki, efektowną pojechankę na komiksowym patosie, zanarchizował świat znany nam z kart komiksu z Batmanem.Sprawił, że Joker nas wciąga.

    Nie jest to opowieść o dobrym, który musi pokonać złego. To opowieść o Gotham, w którym zatraciła się kontrola rzeczywistości, ktoś wywrócił ją do góry nogami. W ostatnich scenach serce nam podchodzi do gardła, czujemy niespotykane dotąd napięcie, jakbyśmy znajdowali się na krawędzi. W “Spider Manie”, czy w starych “Batmanach” jest zachowany chociażby pozór rzeczywistości. Tak naprawdę wygląda to zwykle tak, że miasto (otoczenie i  mieszkańcy) są tylko areną i widownią spektakularnego pojedynku pomiędzy Dobrem, a Złem. Tutaj sprawa ma się znacznie ciekawiej:  Joker angażuję w swoją chorą grę z prawem i porządkiem wszystkich: zaczynając od policjantów i prokuratorów najwyższych szczebli, burmistrza, sędziów, przejmuje lokalne gangi niewiedzące co z sobą zrobić, ale i tak jego uwaga skupia się głównie na Batmanie, którego absolutnie nie chce zabić. To tak jak gra w kotka i kotka lub myszkę i myszkę. Obydwoje są jakby na jednym poziomie: żaden nie może żyć, jeśli drugi umrze. Są do siebie stworzeni, niemalże przeznaczeni.

    “Co ja bym robił bez ciebie?”- mówi Joker do Mrocznego Rycerza. “Banki rabował?? Nie, nie. Ty uzupełniasz mnie(…) nie zabijesz mnie dla jakiegoś nonsensownego poczucia sprawiedliwości. Ja nie zabiję Ciebie, bo jest z tobą zbyt dobra zabawa”. Joker jak sam mawia, jest człowiekiem o prostym guście- lubi ogień, wybuchy i inne formy zniszczeń. Rabowanie go nie interesuje, uważa że tak zepsute miasto w końcu zasłużyło na przestępcę z klasą. W końcu świat filmu się rozsypuje na kawałki. Film urywa się, dając nam coś na kształt fałszywego zakończenia.

    1160961

    Nolan wyniósł gatunek na wymiar nieco filozoficzny, pokazał że w kinie superbohterskim jest miejsce na poważne myślenie o poważnych rzeczach. Przecież Joker reprezentuje terrorystę, jest anarchistą stuprocentowym. jak pokonać zło, które nie zna lęku, litości, zasad i jak to ładnie ujął Alfred- “chce tylko patrzeć, jak świat płonie”? Dodajcie jeszcze skorumpowaną policję, która traci wszystkie morale, kiedy dochodzi do poważnej sytuacji. Musze przyznać, że dawno tak mocno nie trafiły do mnie post wrześniowe komentarze w hollywoodzkim filmie, jak tutaj. “Mroczny rycerz” wyraźnie uderza w system demokracji- co raz bardziej pozorny i fasadowy, zbliżający się w swojej sztuczności do groteski.

    Reszta w większym skrócie: wizualna (a właściwie i audiowizualna) uczta od początku do końca, kapitalny motyw muzyczny duetu Zimmer-Newton Howard, świetne kreacje na miarę najlepszych nagród, montaż na Oscara, ogólnie jazda bez trzymanki przez 146 minut.

    No to teraz pora na parę słów o wydaniu DVD. Żeby nikogo nie denerwować to w dużym skrócie. Taki film kupić oczywiście zawsze warto, to jasne. Jednak jak już się dodaje płytę specjalną z dodatkami, to może lepiej to zrobić z sensem. Choć Nolan wielokrotnie zarzekał się, że chce wszystko zrobić z jak największym realizmem, to jednak o nowinkach technicznych już chwali się na lewo i prawo. Imax, imax, imax – zrobił 6 scen, które nieliczni mogli zobaczyć, a połowa dodatków specjalnych skupia się na tym, że sie mówi jaki ten IMax jest super, duper i wogóle elooo. Merytorycznie nie ma tam czego szukać. Nie dowiemy sie ani o tym, jak wyglądała charakteryzacja Harveya two-face’a, ani nie usłyszmy co mają do powiedzenia na temat produkcji aktorzy, czy inni twórcy. Wszystko skupia się na scenach akcji. Średnio interesujące. Sceny w oryginalnym kadrowaniu Imaxu i tak nic nie dają, jak sie ogląda w domu na kompie lub średniej jakości telewizorze. Uważam, że taki film zasługuje na lepsze wydanie (ech, te dodatki z “Władcy pierścieni”, czy “Piratów z Karaibów” -po prostu wciągały). Co do jakości dźwięku i obrazu samego filmu, to jest w porządku.

    Generalnie: film 9/10, dźwięk 9/10. obraz 8/10, dodatki: 3/10.

    Pędźcie do sklepów. :D

    szymalan

     
    • ly. 12:00 on 6 grudzień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Owiane sławą ‘why so serious?’ :)
      Kino nie w moim guście, aczkolwiek jak zawsze miło się czyta :)

  • Batman Rycerz Gotham 

    szymalan 17:30 on 11 October 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Batman: rycerz Gotham ****

    “Batman: Rycerz Gotham” to film animowany, który wychodzi na świecie na DVD niemal równo z wchodzącym do kin “Mrocznym Rycerzem”. I zgodnie z zapowiedziami, film sytuuje się fabularnie pomiędzy “Batmanem Początekiem” a właśnie filmem “The Dark Knight”. Krótko mówiąc zobaczymy jak wyglądały pierwsze kroki Człowieka Nietoperza jako Rycerza-strażnika miasta Gotham.

    Zwykle podchodzę ze sporym dystansem do tego, co wchodzi od razu na DVD,ale tej produkcji warto sie przyjrzeć. Ostetcznie film wydało studio Warner Brother a współproducentem jest DC Comics, więc ma się co bać, że to jakaś podróbka. Warto się przyjrzeć- aczkolwiek mam mieszane uczucia.

    Na obraz składa się 6 nowelek, każda autonomiczna, opowiadająca zupełnie inną historię. Jedne lepsze, inne gorsze, ale w zasadzie żadna nie powala. Zresztą nierówności to największy grzech kina nowelowego Jeszcze gorzej z szukaniem w tym wszystko jakiegoś wspólnego mianownika. Obserwujemy jak Batman obala kolejne mity na swój temat, jak w młodości odczuwał swoje pierwsze moce, po raz 18546245 oglądamy scenę śmierci rodziców młodego Bruce’a Wayna, spotkamy też Alfreda- lokaja Waynów. Każdy filmik trwa od 10-15 minut. W takim czasie niestety nie ma szans na porządnie rozkręcenie akcji i utrzymanie napięcia. Ledwie się wkręciłem w parę naprawdę dobrych scen akcji- ekran szybko ciemniał i pojawiał się tytuł nowej historyjki. Ech.Ale gdzie w tym wszystkim jakaś głębsza, ogólna myśl??

    Sama animacja jest chwilami bardzo ładna i efektowna- pełna detali i mroku. Choć z samym komiksem wspólnego wiele nie ma. To raczej autorska wariacja na temat świata Batmana. Samych aluzji do filmów aktorskich Nolana też ciężko tu szukać. Animacja ta w zasadzie do świata Batmana nic szczególnego nie wnosi. Bez wyrazistych postaci i bez konkretnych zdarzeń. Tylko dla fanów.

    szymalan

     
  • szymalan 20:52 on 20 September 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Superman: powrót ***

    Nie należałem nigdy do fanów Supermana, ale na dobrą porządną filmową rozrywkę mogłem chyba liczyć, prawda? Taką, jaką był na przykład “Superman” z Christopherem Reevesem z 1976 roku. Niestety, “Superman Powrót” już w chwili, kiedy wyszedł, był obrazem trudnym do połknięcia, a teraz, kiedy na ekranach gości “Mroczny rycerz”, a za nami seanse “Spider Mana 3″ i “Wanted”, to już naprawdę film trudny do wytrzymania.

    Z plątaniny wątków wyciśnijmy główny. Superman, pochodzący z Kryptonu człowiek o nadludzkiej sile, powraca po 5 latach nieobecności na Ziemię, do swojego miasta, gdzie mieszkał, do Metropolis. Tam znów zatrudnia się w redakcji Daily Planet, spotyka starych przyjaciół, odnawia kontakty z piękną Lois Lane, a także zmierzy się z zagrażającym Ziemi szalonym Lexem Luthorem, który ma plany wybudowania własnego, idealnego kontynentu, co ma się skończyć śmiercią miliardów ludzi. Czy połączy wątki swojego na nowo składanego życia z ważną misją ratowania ludzi przed złem?

    Po dzisiejszych obchodach święta mojej szkoły czuje się trochę zmęczony, także o filmie krótko. “Superman” nie tylko nie wpasował się w obecne czasy- czasy zagrożenia ze strony terroryzmu i bezlitosnych korporacji, ale przede wszystkim nie oferuje nam nawet jako takiej rozrywki na poziomie. Trwający ponad 2,5 godziny film owszem ma swoje wielkie chwile, ale czymże to jest wobec tej nieznośnej nudy, który swój początek ma mniej więcej w połowie filmu? Efekty specjalne są okazałe, całość realizowana z rozmachem, nie pozostawia wiele do życzenia. Jednak nad resztą elementów filmu to tylko płakać: aktorzy przeważnie drewniani snują się po ekranie tylko przeszkadzając (Barndon Routh, Kate Bosworth są tutaj mdli aż do przesady), istotny dla takiego kina motyw romansu tonie w natłoku wątków, podobnie zresztą walka z głównym antagonistą Supermana- Luthorem (jedyny atut aktorski filmu – Kevin Spacey). No i przede wszystkim zabrakło tu emocji- tego, co ja uważam za najważniejszy element każdego filmu . W mojej opinii poza świetną muzyką i dobrymi efektami, to nic w tym filmie nie ma godnego zapamiętania .A sequel już ponoć w drodze.

    szymalan

     
    • ly. 21:28 on 20 wrzesień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą – emocje w filmie są najważniejsze.
      A takie techniczne pytanie, to nowy film jest całkiem?

    • szymalan 22:32 on 20 wrzesień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      recenzowany film ma 2 lata. To mało,ale to właśnie ostatnie miesiące i lata to boom filmów z gatunku filmu komiksowego, które wypadły znacznie, znacznie lepiej niż Superman Returns, co go jeszcze bardziej dziś pogrąża

    • ly. 22:36 on 20 wrzesień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      no właśnie tak myślałam, że sprzed paru lat jest :] dziękuję za odpowiedź ;)

  • Iron man 

    szymalan 16:23 on 6 September 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Iron Man ****

    Mody na ekranizacje komiksów ciąg dalszy. Ten powstał w stajni Marvela, narysowało go kilku utalentowanych gości, a wśród nich takie gwiazdy jak Stan Lee, który również pojawia się jako ciekawostka w samym filmie. Ten zaś traktuje o multimilionerze Tonym Starksie, który zajmuje się pokoleniowym interesem w fabryce nowoczesnej broni obronnej dla armii USA. Kiedy jednak pewnego razu nasz bohater zostaje porwany przez terrorystów i zmuszany do budowy swojej rakiety o nazwie Jerycho, wpada na pomysł, żeby zbudować pancerz, który uczyniłby z niego nadnaturalnie silnego tytana, który chętnie pomoże w potrzebie. Kiedy wróci z powrotem cudownie ocalały do firmy, już nie chce budować broni. Koniec z byciem posłańcem śmierci. Teraz będzie już tylko udoskonala swój metalowy kostium i wkrótce jako Iron man zmierzy się z swoim pierwszym wielkim przeciwnikiem.

    Nic specjalnego, a jednak warto obejrzeć. I dla bardzo dobrze obsadzonego w roli Starksa Roberta Downeya Jra, i dla ciekawego podejścia do superbohatera, który niemal co chwilę obrywa i głównie dzięki kogoś pomocy wychodzi cało. Zresztą Starks to człowiek na co dzień dosyć cyniczny, sporo pije i nie wie, kiedy zażartować. W sumie, gdyby nie on sam, byłoby dosyć nudno. jak bohaterowie drugiego planu, czy główny antagonista Iron Mana. Stąd też finałowa,typowa dla konwencji “walka tytanów”, jest tutaj nużąca i pozbawiona napięcia. Co z tego, że efekty specjalne są porządne , co z tego, że w tle przygrywa Black Sabbath, czy AC/DC- filmowi daleko do “Spider Mana”, czy “Transformersów”. Przyznam się bez bicia- bawiłem się całkiem nieźle, czas zleciał w miarę szybko, w życiu nie nazwałbym “Iron Mana” filmem nieudanym. Ale mimo to, nie jest to dzieło, do którego chciałbym szybko wrócić.

    szymalan

     
  • szymalan 10:24 on 27 August 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Hellboy: Złota Armia ***

    Hellboy po czterech latach od premiery pierwszego aktorskiego filmu powraca w kolejnym obrazie Guillermo Del Toro. Tylko po co?

    Ongiś ludzie zawarli z fantastycznymi stworami pakt pokojowy, kiedy korona Władcy Złotej Armii(armia to niezniszczalna, nieznająca głodu i zmęczenia) została podzielona pomiędzy ludzi i elfów. Pakt zostaje zerwany, kiedy książę Nuada pragnie zdobyć władze nad Ziemią. Czoła stawi mu Hellboy i i inni znajomi z biura ds. Zjawisk Paranormalnych.

    I to w zasadzie było by tyle. Cała fabułka, sklecona jakby na kolanie, jest tutaj tylko i wyłącznie pretekstem do kolejnych, długich scen akcji, w których nasz czerwony super heros używa argumentów siły, aby złe potwory zostawiły matkę Ziemię i poleciały w kosmos.

    Ok. Obejrzałem pierwszą część “Hellboya”. Przymknąłem oko na dziwaczny scenariusz, pozbawiony płynności. Przymknąłem oko na bardzo dziwną konwencję, która jakoś nie pozwala się wciągnąć w świat filmu. Uznałem, że to pierwszy film i Del Toro wie co robi, że tak wprowadza postać Hellboya na duży ekran. Niał pokazać jego niespotykaną siłę, luz i cięty dowcip, a także jego sferę uczuciową- zrobił to. Udało się przekonać widzów do polubienia tej postaci. Tylko, że: co dalej?

    Jeszcze więcej żartów, jeszcze więcej potworów, jeszcze więcej walk i jeszcze więcej wystawnych efektów, a sam Chłopak z piekła stoi wciąż w miejscu? To już można było sobie całkowicie podarować ten film. Postaci drugiego planu są tu zwykle tak nudne i jednowarstwowe, że roboty z “Tranformersów” są o wiele ciekawsze psychologicznie. A jak już jesteśmy przy filmie Michaela Baya, to powiem, że przydałby się ktoś z jego lekkością do kręcenia scen akcji. Bo przy całym szacunku jaki żywię do Guillermo Del Toro- on nie nadaje się do kręcenia tego rodzaju widowisk. Co zresztą już pokazał w “Labiryncie Fauna”, który najsłabszy jest w scenach walk, a najlepszy w wyciszonych scenach dramatycznych. Podobnie jest z “Hellboyem”. A przecież od superprodukcji za ..a ja wiem 100 baniek(?), nie wiem jaki mógł być budżet..oczekujemy chyba czegoś co nas porwie w wir akcji, nie?

    Owszem, mydli nam czasem oczy ten del Toro i pokazuje, jak ważnym dla niego wątkiem jest życie prywatne jego herosa. Pokazuje nam typowy , kłótliwy amerykański związek wyzwolonej kobiety z facetem-macho, który ogląda tv, bałagani i objada się słodyczami. I o tę relację niby ma walczyć Hellboy do samego końca…..

    W “Spider-Manie 3″ też wszystko szło o babę. Ale jak to było wyważone, jak akcja była zrównoważona z scenami bez niej, jak scenariusz był świetnie rozpisany na 4 główne postacie! W “Hellboyu: Złotej Armii” liczy się jedynie, żeby było efekciarsko i na luzie. W moim wieku ma się już większe wymagania wobec filmów.

    szymalan

     
c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
previous post/previous comment
r
odpowiedz
e
edytuj
o
pokaż/ukryj komentarze
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
esc
anuluj