Melancholia (2011, Lars von Trier)
Melancholia *****½

Nigdy dotąd nie potrafiłem w pełni docenić Larsa von Triera jako artysty: niedawny “Antychryst” nie wychodził poza artystyczne dziwadło, “Przełamując fale” było zaledwie dobre, a “Tańcząc w ciemnościach” to jedna z największych ekranowych manipulacji , z jaką miałem do czynienia. Ale nawet w tych lepszych jego filmach (jak ciekawy formalnie “Dogville”) zawsze czegoś mi brakowało; nie czułem katharsis, czułem za to kapitalny warsztat (Trier jest wybitnym reżyserem i będę tak twierdził bez względu na to , co myślę o jego filmach) i narcystyczną chęć zaimponowania światu (krytykom?). “Melancholia” jest dokumentnym zaprzeczeniem jego dotychczasowego toku myślenia- styl pozostał, warsztat pozostał, deprecha też wciąż jest, ale że na taką dojrzałość zdobędzie się słynny reżyser-skandalista, to się nie spodziewałem.
Jak “Antychryst” im dalej w las szedł, tym więcej kiczu widział, tak w “Melancholii” mamy do czynienia z ostentacyjnym wręcz kiczu odrzuceniem; jego wyśmianiem i sprowadzeniem do właściwej mu roli tandety. We wprowadzającej do całości , bardzo długiej (ok 10 minut), zrealizowanej w całości w slow motion, uwerturze Trier wykłada wszystkie karty na stół. Wiemy, że czeka na jakieś wesele, wiemy, że grana przez Kristen Dunst postać jest najważniejszą w całym filmie i wreszcie wiemy, że wszystko to skończy się katastrofą najgorszą z możliwych- epickim końcem świata, gdy kilkakrotnie większa od Ziemi planeta Melancholia pochłonie nas wszystkich bez reszty. (Więcej…)



marakesh 19:47 on 3 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Ten film wywołał u mnie niesamowite emocje! Żaden, ale, to żaden film nie spowodował u mnie przeszycia dreszczem na taką skalę. Szczególnie mam na uwadze ostatnią scenę. Wgniotła mnie w fotel lepiej niż rollercoasterowa siła dośrodkowa.
Wcale nie wstydzę zachwycać się artyzmem jaki pada w pierwszych 10 minutach (jak i w całym filmie). Wręcz odczuwam pewne spełnienie, delektując się użytym perfekcyjnie i bezpretensjonalnie slow-motion.
A Kirsten Dunst to dla mnie nowa twarz Hollywood, która w końcu rozpocznie solidną karierę i świat przestanie o niej myśleć wyłącznie jako dziewczyna człowieka-pająka.
BTW. Gratuluję recki. Zgadzam się w niemal 100%. Dodam jeszcze, że muzyka to nie 120-minutowe Hanszimerowskie pie*dolenie, a wyważona i dramatyczna nuta, powalająca w każdym istotnym momencie filmu. Dosłownie, krzyk ciszy…
To był mój pierwszy film von Triera. Teraz mam ogromną chęć na Dogville, Antychrysta itd. Zobaczymy co dalej nam pokaże ten “psychopata” filmu XXI wieku. ;D
Marakesh
(miałem pewne problemy z zalogowaniem na WP, więc to ja jakby co :D)
Peckinpah 16:27 on 4 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Chociaż nie przepadam za serią “Spider-Mana” to zawsze uważałem Kirsten Dunst za dobrą aktorkę, której talent nie został jeszcze w pełni wykorzystany. Wszystko wskazuje na to, że ta aktorka w końcu dostała rolę godną jej talentu i stworzyła wybitną kreację, co potwierdza nagroda w Cannes. Żadnego wcześniejszego filmu von Triera nie oglądałem do końca, ale “Melancholię” na pewno obejrzę, chociażby ze względu na Kirsten Dunst.
A z tego co piszesz, wynika, że jest w tym filmie jeszcze jedna świetna rola. Ja wprawdzie nie pamiętam żadnego tytułu filmu z Charlotte Gainsbourg, ale widziałem ją już kilkakrotnie i mogę stwierdzić, że jest ona równie utalentowaną i odważną aktorką, co jej matka, Jane Birkin.
Przyznaję, że jestem także ciekaw roli Kiefera Sutherlanda, który występem u von Triera chce się pewnie uwolnić od roli Jacka Bauera w serialu “24 godziny”.
Tak więc nawet jeśli styl von Triera mi się nie spodoba to przynajmniej mam pewność, że aktorzy nie zawiodą, bo obsada jest świetnie dobrana. Oprócz trójki wspomnianych aktorów w filmie zagrali jeszcze Udo Kier, Stellan Skarsgard, John Hurt i Charlotte Rampling. Wielu hollywoodzkich reżyserów marzy o takiej międzynarodowej obsadzie. Lars von Trier musiał mieć naprawdę świetny scenariusz i pomysłową koncepcję, żeby namówić takich aktorów na udział w tym filmie.
szymalan 20:32 on 4 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
@marakesh:
Też myślę, że po hollywoodzku rozumiana ścieżka dźwiękowa zabiłaby tylko tę niesamowitą atmosferę, jaka panuje w “Melancholii”. Trier wykazał się niezła intuicją w doborze Wagnera. A jego filmy polecam, nawet re których sam nie znoszę. Zresztą , jego reputacja mówi sama za siebie :-)
@Peckinpah:
Dobrze, że wspomniałeś o reszcie obsady, bo w sumie pisałem tylko o dwóch głównych rolach. Wszyscy, bez wyjątku, są tu rewelacyjni, a zwłaszcza Sutherland, który ma znacznie więcej do pogrania niż Hurt czy Skarsgard. W całym filmie jest ogólnie mało ról dialogowych, za to o wszystkie z nich Trier zadbał z najwyższą pieczołowitością (o czym też świadczy to o czym piszesz, czyli sama kapitalna obsada).
Dodam jeszcze , że polecam obejrzeć ten film KONIECZNIE w dobrym kinie, to jeden z bardzo nielicznych filmów ostatnich lat, który naprawdę warto przeżyć przed wielkim ekranem (tylko trzeba się bardzo mocno skupić, całość jest dość długa i niespecjalnie szybka, ale warto się nie poddawać).
pozdrawiam komentatorów:)
Alek 09:33 on 5 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Ja zobaczę dopiero na dvd, bo póki co na piątek wybrałem sobie “Drzewo życia” Mallicka.
Pozdrawiam
krotkoofilmie 07:29 on 6 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
kusisz Ty, kusi milczący, zewsząd słychać, że film jest świetny, że oscarowa rola Dunst itd, a ja kolejny raz (jak przy Incepcji) będę się obawiał podejść do filmu. Co ja poradzę, że jak się nastawię na dobre kino to musi takie być, gdy jest inaczej wiadomo co się czuje. Świetna recenzja. Pozdrawiam
szymalan 20:08 on 6 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
cóż, powiedzieć ja mimo wszystko ryzykownie zalecam iść zdecydowanie do kina. Nie pisałem o tym w recenzji, ale tak stricte zrobionego pod wielki ekran filmu nie oglądałem od dawna. To sie powinno w IMAXach wyświetlać, bo z takim walorami dźwiękowymi i wizualnymi to film jest istną petardą.
I obawiam się (może nie słusznie) , że w domu na dvd, może już dużo stracić. A sam film – jak to każde dzieło Triera- warto wysiedzieć, choćby po to aby się potem powykłócać z kimś, albo znienawidzić reżysera.
Dzięki za pochwały też :)
pozdrawiam
Lola King 10:44 on 9 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
=) Bardzo się cieszę z tej recenzji, podniosła mnie na duchu, ale też dała mi do zrozumienia, jak bardzo jestem w tyle z filmowymi nowościami. Na początku, bardzo na ten film czekałam, później emocje opadły, Lars znowu pokrzepił szanse na nagrodę dla swojego filmu, swoimi nieprzemyślanymi, a co ważniejsze, niepotrzebnymi uwagami i przemyśleniami, tym razem na świecznik biorąc samego Hitlera, co trochę mnie zdenerwowało, jako że bardzo bym chciała, żeby to o jego filmach było głośno, a nie o samym Larsie, jako niezdyscyplinowanym reżyserze. No, ale trudno. Pewnych słów nie da się już cofnąć. Najważniejsze, że film jest dobry. Ciekawe, czy najlepszy w jego karierze? Choć jeśli o mnie chodzi, trudno będzie przebić “Przełamując fale”. Nie wiem, czy uda mi się obejrzeć “Melancholię” w kinie, bardzo bym chciała, ale jak już to dopiero za 2 tygodnie. Pozdrawiam :)
szymalan 18:44 on 10 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Jak dla mnie cały ten medialny cyrk wokół Hitlera to sporego kalibru żenada, nie rozumiem po co to tak roztrząsać, Lars chciał być zabawny, gdy ogląda się dłuższy zapis konferencji prasowej to widać, że po prostu chciał zabawić jakoś dziennikarzy i gości, ok, może żarty nie okazały się wyrafinowane czy subtelne, ale czy to od razu powód aby robić taką aferę?
Tym bardziej, że film moim zdaniem jest wielki. Nie znam wszystkich filmów Larsa, ale ten póki co zrobił na mnie największe wrażenie.
Co do oglądania w kinie- jeżeli gdzieś w pobliżu Ciebie wyświetlają na wielkim ekranie ten film- nie zastanawiaj się i idź :) Może szybko zejść (u mnie widzę seansów ubywa z piątku na piątek), a powtórzę się znowu- naprawdę warto nie czekać na dvd.
pozdrawiam i wyczekuję na Twoim blogu opinii!
Lola King 13:29 on 11 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
To znaczy, ja też zrozumiałam ten żart Larsa i jak najbardziej takie słowa nie mogły urazić mojej wrażliwości, w żaden sposób, ale zdawałam sobie sprawę, że media zrobią z tego aferę (i tak się stało), choć w gruncie rzeczy, von Trier nie wypowiedział żadnych słów, które mogłyby kogokolwiek prawdziwe urazić, te słowa zostały jedynie fałszywie rozdmuchane. Sam reżyser przyznał, że te słowa był niepotrzebne, bo jak się później okazało, nikt już nie mówił o filmie, tylko o tym, co von Trier powiedział. On też się później o tym gorzko przekonał. I tylko dlatego uważam, że te słowa były niepotrzebne. Czekam na moment aż w Cannes to filmy będę głośno omawiane i interpretowane, a nie zachowania, czy słowa znanych i bardziej, czy mniej lubianych.
Z tego co wiem, u mnie “Melancholia” będzie wyświetlana jeszcze przez jakiś czas, więc nie muszę się spieszyć. Pozdrawiam :)
szymalan 20:09 on 13 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik |
Absolutnie się zgadzam. Mój zarzut był oczywiście tylko i wyłącznie w stronę dziennikarzy i władz festiwalu ;) Problem leży w tym, że atmosfera na konferencji była dośc luźna i Lars cały czas żartował próbując ją podtrzymać, jednak gdy wyrwało się z całego kontekstu zdanie o Hitlerze to rzeczywiście zabrzmiało całkiem niefajnie. Żart był słaby , ale moim zdaniem biorąc pod uwagę osobę reżysera i lekką atmosferę konferencji , przesadą było uznanie Triera za persona non grata. Niemniej dobrze, że u nas generalnie trzeźwo się o tym myśli, bo widzę, że komentatorzy/bloggerzy itd stają po stronie Triera.
To mnie cieszy, że masz możliwość obejrzenia jeszcze Melancholii, czekam co napiszesz :) pozdrawiam!