Updates from Kwiecień, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 12:22 on 28 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Cabin in the Woods (2012, Drew Goddard) 

    Dom w głębi lasu ***½

    “Krzyk”, “Zombieland”, “Grindhouse”, “Straszny film”, czy niedawno recenzowana na tym blogu “Opona” – gatunek horroru musiał najwyraźniej dotrzeć do ściany, skoro szukanie pełnoprawnych jego przedstawicieli we współczesnym kinie przypomina pracę mitycznego Syzyfa, za to coraz częściej dostajemy bardziej lub mniej błyskotliwe metahorrory, które charakteryzuje potężna doza samoświadomości własnej konwencji. W podobnym postmodernistycznym duchu utkany jest “Dom w głębi lasu” (debiutancka reżyseria Drew Goddarda przy szeroko zakrojonej współpracy twórcy wchodzących za niedługo “Avegnersów”, Jossa Whedona). Horror którego fabularne podłoże jest aż za dobrze znane z miliona podobnych slasherów. Piątka dobrych znajomych wybiera się do lasu odwiedzić mały, opuszczony domek, który należy do kuzyna jednego z nich. Po drodze dalszy kierunek wskazuje im właściciel stacji benzynowej z dziobatą twarzą złoczyńcy (a jakże by inaczej), a kiedy w końcu dotrą na miejsce…szybko zaczynają się dziać Dziwne i Niepokojące Rzeczy.

    Może po kolei: “Dom w głębi lasu” spotkał się z wyśmienitym przyjęciem w Stanach i na świecie. 8,0/10 średnia głosów na portalu imdb, ponad 90% pozytywnych recenzji na ZgniłychPomidorach, a u nas sporo pozytywnych opinii i  (dla jednych bardziej, dla drugich mniej prestiżowy) znaczek jakości od redakcji filmweb.pl. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z aż takim wydarzeniem w historii kina grozy? (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 20:23 on 28 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A ja, jak to ja, w przypadku takich filmów, oczywiście się nie zgadzam!
      Oj nie zgadzam i to bardzo… z hiper optymistycznymi opiniami, jakie napływają zza granicy. ;) Bo co do Twojej opinii, to podpisałbym się pod każdym jej słowem. Zawieść się co prawda nie zawiodłem, ale również niczym specjalnym ten film mnie niestety nie zachwycił. Ciekawe, pomysłowe toto, ale bez przesady z tym mówieniem o dekonstrukcji gatunku i byciu najlepszym horrorem ostatnich lat. Tak jak piszesz, to film, który chciałby być czymś wielkim i myśli, że tym właśnie jest, ale niestety trudno się z tym samozadowoleniem zgodzić.
      Pozdrawiam!

    • tercc 21:11 on 28 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kurcze, nigdy bym się nie spodziewała takiego przyjęcia podobnego filmu. Naprawdę, nigdy. Czytając podobne historie mam po prostu wrażenie, że pokazane mi będzie coś, z czym już się kiedyś spotkałam (zresztą, choćby samo Twoje wyliczenie filmów na początku recenzji, choć dorzuciłabym jeszcze np. Piątek 13-go). Tymczasem zarówno Ty jak i milczacy film oceniacie nie najgorzej. Wiec pewnie zaczekam na wydanie DVD i obejrzę. Poza tym fajna piosenka na końcu:)
      Pozdrawiam,
      tercc

      • szymalan 09:37 on 29 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wiesz, od biedy z nudów nawet warto zajrzeć na ten film do kina. Jest tam trochę porządnego widowiska zwłaszcza pod koniec, a to zawsze będzie lepiej się prezentowało na dużym ekranie. Ale szczególnie też nie namawiam, bo film faktycznie mnie nie urzekł :) pozdrawiam:)

    • Tom Braider 18:40 on 1 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chciałem obejrzeć, ale jakoś się nie wybrałem, a teraz się nie składa. Z kilku źródeł słyszałem o dobrych dialogach i to mnie zainteresowało najbardziej (dialogi w horrorze?). Cóż chyba kino już sobie odpuszczę, ale myślę, że do “Domu…” prędzej czy później zawitam. A poza tym tak jak mówisz – ostatnio straszna posucha w tym gatunku.

      • szymalan 09:04 on 2 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wiesz, dialogi nie są złe, są na pewno o wiele lepiej napisane niż w przeciętnym slasherze. Zresztą warsztatowo się nie da tu właściwie do żadnego elementu przyczepić – problemem jest to, że twórców przerosły własne ambicje.

    • Kyś 20:44 on 2 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dla mnie to żadne objawienie, żaden film który odświeża gatunek, dla mnie to jest świetne podsumowanie gatunku horroru. A ostatnie 15-20 minut – no jak dla mnie to można by zrobić z tego serial :D Mam nadzieję że nikt nie wpadnie na jakieś sequele czy prequele tej produkcji, spin off (chociaż nie wiem czy ta nazwa w tym wypadku pasuje) w postaci serialu – no jak najbardziej.

  • szymalan 17:20 on 16 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Rubber (2010, Quentin Dupieux) 

    Opona ***½

    Czarna i przerażająca. Nieustępliwa i bezwzględna. Niebezpieczna i cwana. Poznajcie oponę – (w tej roli niezawodna opona o imieniu Robert) – bohaterkę  horroru nowej generacji , która przy pomocy swych parapsychologicznych zdolności potrafi zmienić – dosłownie – mózgoczaszkę człowieka w jeden, soczysty flak. Wpierw bohaterka (?) budzi się do życia na małym pustynnym wysypisku, podnosząc się z kurzu i śmieci, następnie  dziarsko pokonuje wszystkie przeszkody jakie znajdzie na swojej drodze (jak np. dybiące zewsząd butelki czy skorpiony) , a wreszcie  pod wpływem bliżej niezidentyfikowanych motywacji,  bierze się za przerobienie homo sapiens na pudding.

    Ale sam film zaczyna się inaczej: w pobliżu odludnej międzystanowej drogi znajduje się grupka ludzi zwanych “widzami”. Za chwilę mają na tej pustyni zobaczyć  film (choć  ekranu nie widzimy) – film opowiadający o przygodach opony, która zabija. Każdy z nich otrzymuje do tego celu jedną lornetkę, zaś tuż przed samym pokazem,  na ulicy, na której znajdują się nieregularnie poukładane krzesła z których nikt nie korzysta (tak, zwyczajne krzesła), pojawia się samochód. Pojazd bezceremonialnie rozjeżdża krzesła, które  stoją mu na drodze, podjeżdża blisko kamery i z wnętrza – a dokładniej, z bagażnika – wysiada policjant, który zaczyna wygłaszać do nas ciekawy monolog na temat znanych filmów i tego, jak często, nawet w wielkich dziełach, różne rzeczy pojawiają się zupełnie bez powodu (kultowe już “no reason”). Już rozumiecie? (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 19:52 on 16 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Widzę, że film w sam raz na piątkowy wieczór. Aż mnie zachęciłeś do wstawienia posta u siebie, tyle, że obraz nie jest aż tak absurdalny :)
      I czy sugerujesz, że już najwyższy czas na zmianę opon? Jak będę miał okazję to zobaczę, aczkolwiek mam pewne obawy.

      • szymalan 10:56 on 17 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        hehe, ciesze się, że zainspirowałem do napisania postu :) Z tą zmiana opon to lepiej uważać :D Zwłaszcza po tym filmie ma się wrażenie, że każda opona na Ciebie PACZY (!) pozdrawiam!

    • ajar 19:58 on 24 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Właśnie obejrzałem ten film. Podszedłem do niego z dużą rezerwą. Myślałem – głupota jakaś, ale zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Pomysł i wykonanie uważam za bardzo dobre.

    • Mikser 22:02 on 2 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Świetna recenzja ;) Film widziałem jakoś zaraz jak pokazał się na DVD – również podchodziłem z dystansem do produkcji, ale niepotrzebnie. Szału nie robi bo jak sam pisałeś czasem nudzi. Jednak dla miłośników kina coś jako odskocznia – świetne. Z całą pewnością film inny i chyba to właśnie jest jego mocną stroną. Mimo średniej oceny całokształtu wydaje mi się że końcowe odczucia są raczej pozytywne ;)

      • szymalan 08:58 on 3 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        dzięki :)
        Raczej pozytywne ;) Sam pomysł jest świetny, a film jednak warto obejrzeć choćby dla paru fragmentów i kapitalnego otwarcia.

  • szymalan 21:33 on 13 October 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Gwoemul (2006, Joon-ho Bong) 

    The Host Potwór *****

    Pierwsza scena z tego filmu wydarzyła się naprawdę: w roku 2000 w Seulu, stacjonujący w Korei amerykańcy żołnierze rzeczywiście wypuścili do rzeki Han spore ilości zapasów formaldehydu . Nielegalnie, wbrew jakimkolwiek protokołom i rzecz jasna, z dużą nieostrożnością i zagrożeniem poważnego skażenia środowiska. Co robią amerykańcy ignoranci w koreańskim filmie katastroficznym(?))? Dlaczego najazd kamery na stół z butelkami formaldehydu zaczyna się dłużyć w nieskończoność a w końcu też i bawić (ile to będzie tych butelek w końcu – tysiąc, milion?)?

    Ten groteskowo wręcz komediowy horror polityczny, szybko przeradza się w dalekiego prawnuka największego klasyka gatunku monster movie w historii – “Godzilli: Króla Potworów” (1954) . Oglądamy fantazję na temat ekologicznych skutków skażenia,  czyli mogło zrobić się z małej kijanki, która najwyraźniej pożarła  spore ilości wspomnianej substancji z rzeki i przez kilka ładnych miesięcy zdążyła porządnie wyrosnąć. Teraz, zmutowana poczwara ma jakieś 10 kończyn, dobre 10 metrów długości i paskudny pysk, który lubi połykać ludzi, zaczynając wpierw od tych odpoczywających spokojnie na brzegu rzeki i rzucających na początku weń puszki z colą na znak dobrej zabawy.

    Historię niespodziewanego ataku na obywateli koreańskiej stolicy oglądamy w tym – zdumiewającym z każdą chwilą – filmie  z perspektywy dysfunkcjonalnej,  ekscentrycznej i przy okazji kompletnie rozbitej rodziny, przypominającej bohaterów nominowanego do Oscarów “Little miss Sunshine” z tego samego roku. Podobnie jak tamci bohaterowie, nasi kochani Koreańczycy muszą się porozumieć i zjednoczyć właśnie przez wzgląd na najmłodszą kobietę w rodzinie: juniorka została bowiem porwana przez potwora i brutalnie uprowadzona do jego małej siedziby: ponurego kanału, w którym tytułowy bohater przytrzymuje co lepsze kąski na później. (Więcej…)

     
  • szymalan 16:38 on 31 August 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Don’t be afraid of the Dark (2010, Troy Nixey) 

    Nie bój się ciemności **

    Z namaszczeniem samego Guillermo Del Toro na promocyjnym plakacie, można by się po filmie Troya Nixeya spodziewać nawet horroru na miarę “Sierocińca” (najlepszego i najdojrzalszego filmu grozy z ostatnich wielu lat) – czyli dramatycznej i wiarygodnej opowieści psychologicznej, która jednocześnie sama w sobie jest świetnym straszakiem: zaspokaja popyt na adrenalinę i sensownie dawkuje widzowi standardowe tricki montażowo-dźwiękowe,  mające mu szarpać nerwy. Amerykańsko-Australijski “Nie bój się ciemności”,  pomimo pięknej muzyki i gotyckiej oprawy wizualnej, nie potrafi ani jednego ani drugiego: dramat jest niezły, ale łez nie wyciska, a horror…no cóż. Tu już znacznie gorzej.

    Bo “Nie bój…” to właściwie nie horror, ale  mocno plastyczna, atmosferyczna baśń fantasy przeznaczona dla młodego widza (może poza sekwencją łamania zębów na żywca- tu lepiej zasłonić oczy, bo brzydka jest , tak jak być powinna), która garściami kradnie wszystkie najbardziej oklepane klisze horroru. Jest zatem nieszczęśliwa, rozbita rodzina, która przeprowadza się do nowego domu, dziecko-medium z wyimaginowanymi (lub nie) przyjaciółmi, i sam wspomniany dom wyglądający jak  wiktoriańskie ponure zamczysko, wreszcie ogród w postaci labiryntu a także obowiązkowa piwnica, pełna kurzu, pajęczyn i rzecz jasna,  tajemnic.  “Sierociniec”  korzystał z tych schematów sukcesywnie: tam również pojawiały się legendy, które okazywały się prawdziwe, tam także obecny był motyw historii zataczającej koło (coś zdarzyło się w przeszłości; teraz nastąpi powtórka) oraz konflikt dorosłych z dziećmi poszukujący odpowiedzi na pytanie zasadnicze : kiedy ci pierwsi uwierzą tym drugim? (Więcej…)

     
  • szymalan 21:43 on 26 March 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Turistas *

    Autokar pełen turystów mknie z zawrotną prędkością po krętej , brazylijskiej drodze na odludziu. Na wskutek nieuwagi kierowcy, nagle dochodzi do poważnego wypadku i pojazd roztrzaskuje się na jednym z zakrętów o skały. Ocalonym pasażerom nie pozostaje wiele- czekać kilka dni na następny kurs tej linii albo jakoś sobie poradzić o własnych siłach i bez niczyjej pomocy. Dla młodych i pięknych amerykanów ta nieprzyjemna sytuacja to początek wyzbywającej ich z samoświadomości zabawy- plaża, bajkowa sceneria, przystojniacy i piękne dziewczyny wszędzie dookoła, a na głośnej imprezie alkohol, narkotyki, seks i głośna muzyka. Trudno o lepsze warunki do bycia prawdziwe niegrzecznym i w pełni wolnym.

    Komuś jednak dosyć mocno zależy na zakłóceniu  spokoju naszych gringo – najpierw , nad ranem, okradają ich z całego dobytku, a później podstępnie zwabiają do tajemniczego domu, gdzie mają stać się przymusowymi dawcami ludzkich narządów. A wszystko to rzekomo w  ramach kary za kulturową ignorancję ich oraz ich rodaków. Bad Americans are bad? (Więcej…)

     
  • szymalan 14:29 on 22 January 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Czarny Łabędź *****


    Darren Aronosfky jest niepoprawny. Dalej bawi go proste szokowanie publiczności i owijanie banałów w bawełnę rozbuchanej do granic możliwości formy. Jego aktorzy z grobową powagą biorą udział w campowym teatrzyku, wygłaszają kwestie, które publiczność czasami głośno wyśmiewa, a reżysersko na jakiekolwiek subtelności ze strony twórcy „Requiem dla snu” , znów nie ma co liczyć. Wchodzący od wczoraj na polskie ekrany „Czarny łabędź” jest dokładnie tym , czego można się było po takim twórcy spodziewać…

    …ale tylko teoretycznie, bo w praktyce dostajemy jeden z najbardziej szalonych filmów ostatnich lat, co przekłada się na bodaj (moim zdaniem) najlepszy film tego reżysera w karierze. Po rozlazłym „Źródle” i wyciszonym „Zapaśniku”, „Łabędź” z ekranu lśni, powala, zachwyca i wgniata w fotel. I  sprawia, że kiedy płyną napisy końcowe, trudno się podnieść przez dłuższą chwilę.

    Koncept tego filmu jest prosty jak budowa cepa. Ambitny, pretensjonalny reżyser teatralny , zamierza wystawić na deskach nowojorskiego teatru  uwspółcześnioną, niekonwencjonalną wersję baletu „Jezioro Łabędzie” Czajkowskiego. Właśnie odbywają się castingi do głównej roli , a kandydatki są dwie. Wyuczona do perfekcji rzemiosła, wiecznie zestresowana Nina oraz wyluzowana, wolna (Ninę trapi osoba zbyt ambitnej, nadopiekuńczej matki) i niesamowicie ponętna młoda Lilly, która początkowo pojawia się tu i ówdzie jak cień, dybiąc na rolę  królowej łabędzi. Z czasem konkurencyjne relacje między bohaterkami dramatycznie się zacieśniają i osiągają zupełnie nowy, nieprzewidywalny dla nich poziom.  (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 19:04 on 22 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A mnie niestety nie wgniotło. Wcale, a wcale i z kina wyszedłem ze sporym niedosytem, uczuciem niespełnienia i pewnego zawodu. Dobry to film, chwilami nawet bardo, ale mnie jakoś nie porwał. Doceniam świetną reżyserię, fantastyczną Portman i piękną muzykę Mansella, która z oczywistych względów nie mogła być nominowana do Oscarów. Ale coś mi w tym filmie nie leży. Może te horrorowe wstawki, których pod koniec jest tak wiele, że zapomniałem o dramacie bohaterki i o niej samej? Może to, że jej obsesja na punkcie roli i perfekcji wydała mi się przesadzona? A może wymagałem od tego filmu za wiele? Nie wiem. A szkoda, bo uwielbiam kino Aronofskiego i byłem bardzo ciekawy co tym razem upichcił.
      Pozdrawiam

      P.S. O jakiej scenie pomyślałeś?

      • szymalan 20:09 on 22 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        ale no to gdzie ta świetna reżyseria, skoro film nie wbija w fotel?
        PS Xvrql Angnyvr Cbegzna jlebfłl cvóen łnoęqmvn ceml cbzbpl PTV.

        • milczacy_krytyk 00:06 on 23 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Chociażby w tym, że się nie rozjechał pod koniec choć z dramatu przekształcił się w rozbuchany horror.

          • szymalan 00:51 on 23 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Ale powyżej napisałeś, że horror-owe wstawki budzą u Ciebie pewne wątpliwości pod koniec i że zapomniałeś o dramacie.

            • milczacy_krytyk 10:29 on 23 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Tak, bo w moim odczuciu jest ich trochę za dużo. Ale to nie znaczy, że reżyser sobie z nimi nie poradził i że kompletnie nie pasują do pierwszej części filmu. Co prawda trochę spychają one samą bohaterkę na bok, ale ta zmiana klimatu nie wydaje się być totalną bzdurą, czy nieporozumieniem. A to, że nie wbiła mnie w fotel, to już inna sprawa. Po prostu nie poczułem tego filmu, tak jak inni.
              Pozdrawiam

    • Lola King 21:22 on 22 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Całkiem niedawno wróciłam z projekcji “Czarnego łabędzia” i jeszcze nie jestem w stanie przekalkulować tego filmu na chłodno. Emocje nadal trzymają, dlatego recenzja na moim blogu pojawi się w przeciągu kilku dni, kiedy już ochłonę po tym, co zobaczyłam.
      Mnie również wgniotło w fotel. Co więcej, fizycznie współodczuwałam wraz z główną bohaterką. Do teraz czuję ból w palcach, zważywszy na to, jak mocno je zaciskałam podczas seansu. Nie ma co ukrywać, Aronofsky zaserwował nam jazdę na maksa bez trzymanek. Aż trudno wyrazić swoje uczucia względem tego filmu. Nie chcę tu rzucać pustymi hasłami typu “jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam” itp. Niech każdy obejrzy ten film i przeżyje go na własny sposób. Puste frazesy nie wchodzą tu w grę. Dla Michała Oleszczyka to może być “bzdura roku” (choć znam tę wypowiedź jedynie z Twojej recenzji, nie znam całego kontekstu), ale fakt faktem, że podczas gdy byłam w kinie zaobserwowałam, że nikt nie wyszedł z sali przed napisami końcowymi. Każdy siedział do końca. Życzę panu Oleszczykowi z całego serca, by był w stanie tak zahipnotyzować i tak porwać ludzi swoją recenzją, czy czymkolwiek innym, jak Darren Aronofsky swoim filmem. Na szczęście, to czas i widzowie zweryfikują wartość “Czarnego łabędzia”!
      Zgadzam się z tym, że Natalie Portman jest murowanym kandydatem do zwycięstwa w tegorocznych Oscarach – dla mnie nie ma innego wyjścia, każda inna decyzja byłaby uznana przeze mnie za kpinę i porażkę roku. I z tego jej zwycięstwa będę się szczerze cieszyć. Żałuję tylko tego, że ulubieniec krytyków David Fincher i jego “The Social Network” (choć to bez wątpienia dobry film) zostanę najpewniej ogłoszeni zwycięzcami podczas Oscarów. Mam tylko nadzieje, że w opiniach widzów i w sercach widzów zwycięży “Czarny łabędź” i to będzie najdrogocenniejsze zwycięstwo, jakie film mógłby odnieść.
      Pozdrawiam i dzięki za tę szczerą i rzetelną recenzję :)
      P.S. Podpisuję się obiema rękoma pod hasłem “Take it or leave it”!

      • szymalan 00:51 on 23 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        O, nie moge się doczekać recenzji w takim układzie :)
        A co do Oscarów to absolutnie się zgadzam. Mieliśmy taki świetny rok (mówiąc o premierach amerykańskich w tej chwili) w kinie, że faworyzowanie jednego tytułu już na kilka miesięcy przed sezonem nagród wydaje mi sie niepoważne. Przed nami jeszcze premiery innych świetnie przyjętych filmów (127 Hours, King’s Speech, True grit), za nami już świetny Aronofsky, Pixar i Nolan, a i tak wszystko najwyraźniej zgarnie Social Network. Po cichu liczę na przekorność Akademii i że nas czymś jednak zaskoczy.
        pozdrawiam i dzięki za miłe słowa :)

    • ly. 17:08 on 24 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      <3

    • Agnieszka Borzęcka 14:37 on 25 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ech :D chyba się wściekliście wszyscy :D gdzie wchodzę tam recenzja łabędzia… a ja czekam, aby mieć czas, żeby film obejrzeć.

      zapraszam do mnie na pierwszą w mojej karierze recenzję serialu – “The Walking Dead”.

      buziak ;*

    • tercc 12:11 on 30 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “bohaterka na moment diabolicznie spogląda na kamerę”. Dokładnie w tym momencie oddałabym serce dla Natalie Portman. Była świetna! Po prostu niesamowita!
      Cały film stał się pięknym, ale zarazem koszmarnym odbiciem wizji Aronofsky’ego. Jest mocny i wyrazisty. Szaleństwo w najczystszej postaci.
      Pozdrawiam i zapraszam na zapoznanie się z moją opinią o tym filmie :)

      • szymalan 15:44 on 30 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wyrazisty- to jedno z najlepszych określeń podsumowujących ten film, jakie czytałem ;)
        pozdrawiam i idę się zapoznać z opinią na Twoim blogu:)

    • Peckinpah 11:42 on 21 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Cytat: “Michał Oleszczyk nazywa „Czarnego łabędzia” „bzdurą roku” i zapewne dlatego dla wielu widzów będzie to nic innego jak czystej wody kicz, pseudoartystyczny melodramat i intelektualna pustota w jednym.”

      Zgadzam się z Oleszczykiem. Dla mnie też jest to “bzdura roku” i poza odważną rolą Natalie Portman nie ma się czym zachwycać. Główna bohaterka dostaje rolę, bo ugryzła reżysera, przygotowując się do roli masturbuje się, a potem popada w obsesję, która pokazana jest jako nie pasujące zupełnie do całości fantazje seksualne oraz wyjęte z jakiegoś horroru halucynacje. Do tego bezsensowny finał. Ten film nie zasługuje na więcej niż 4/10 (po dwa punkty za zdjęcia i rolę Natalie Portman).

      • szymalan 19:16 on 21 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ale to, że ugryzła reżysera o czymś jednak świadczyło, o przemianie jej charakteru i stawiam, że jednak raczej dla tego dostała, a nie tylko przez sam fakt ugryzienia reżysera. Dlaczego finał uważasz za bezsensowny?

        • Peckinpah 13:14 on 22 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Tak, wiem, że dostała rolę dlatego, że pokazała iż potrafi być drapieżna i brutalna, ale to jednak było nieco dziwne, bo nie musiała długo walczyć o rolę, dostała ją zbyt szybko, po jednym spontanicznym ugryzieniu.
          A finał był bezsensowny, bo [S P O I L E R] główna bohaterka tańczyła ze szkłem wbitym w brzuch i nawet nie zauważyła, że zabiła samą siebie.

        • Peckinpah 10:02 on 23 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Po dłuższym zastanowieniu podwyższam ocenę do 6/10, ale co do zakończenia nie zmieniam zdania – rozumiem, że jest to surrealizm i nie należy wymagać logiki, ale surrealizm w nadmiarze szkodzi, a tutaj było go zdecydowanie za dużo.

          • szymalan 14:21 on 23 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            No to jest właśnie cały Arronosfky. On przesadza i stąd wzbudza tak skrajne reakcje, od zachwytów po wielkie rozczarowania. Cóż, mnie ten jego surrealistyczny 3 akt filmu przypadł do gustu (choć gdy przeszło pierwsze oszołomienie , to dostrzegłem, że to wszystko ukartowane i przesadzone), ale jak mówisz, że dla Ciebie to było zdecydowanie za dużo, to ok .
            Mnie po prostu ten film porwał , totalnie wciągnął do ostatniej sceny , chociaż zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim taka zabawa na pograniczy kiczu musi odpowiadać.
            pozdrawiam

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.