Nieznajomi

Nieznajomi *

Poznajcie “Nieznajomych”- niezwykłą, niesamowitą kapitalną produkcję made in USA, która podbije szybko serca widzów całego świata, a może i w kosmosie ją pokochają. Nie przegap jej drogi widzu, drugi raz taka okazja może się nie powtórzyć. No chyba, że kiedy powstanie sequel.

UWAGA! Oparte na faktach. Dwoje kochających się młodych ludzi, wraca do domu, gdzie spędzają markotny wieczór bez konkretnych rozmów, nawet bez …ech…. Więc jeśli widz ma już nadzieję, że do czegoś ciekawego jednak dojdzie, film robi gwałtowną przewrotkę, jakby reżyser chciał nam rzucić: “Halo! To jest przecież horror”. No dobra. No to oglądamy horror. Siedzi sobie para, nagle już jedna osoba. Po cholerę jeden z milusińskich wychodził?- nawet mnie nie pytajcie, bo sensownej odpowiedzi i tak Wam nie udzielę. No to dalej oglądamy. Siedzi sobie już jedna osoba. Stuk, STUK, STUK jej w drzwi. Nic. Czekamy. Niech żywi nie tracą nadziei w końcu, może jeszcze się z zrobi z tego normalne kino.

I tak klupią im w te drzwi, a czas widzowi mija nieubłaganie. Błyskotliwa zabawa jak w kotka i myszkę? jak w “Motelu”? Nie ma szans. Napięcie rośnie jak w “Psychozie”? Zapomnijcie o tym. Reżyser “Nieznajomych” jest przecież o wiele mądrzejszy od Hitchcocka i jego naukę sobie woli wsadzić, a film nakręcić po swojemu.

“Nieznajomi” to film bez stylu, bez scenariusza, bez sensu, bez strachu i całkowicie położony aktorsko. Miałem wrażenie, że kazano wejśc Liv tayler i Scottowi Speedmanowi na plan i improwizować. Snują się beznamiętnie po tym ekranie, że widz dostaje odruchów wymiotnych.

Wyobraźcie sobie państwo, że staram się śledzić akcję jak mogę. I wiem, że w domu jak na razie były tylko dwie osoby. I nagle się dowiaduję, że jakiś czasu temu był już tam ktoś trzeci! Dlaczego ja- szanowny widz ,wielki krytyk i ideolog kina popularnego mam się o takich rzeczach dowiadywać jako ostatni! Protestuję!

Jeżeli “Nieznajomi” to tylko hollywoodzki żart, to jego reżyser ma naprawdę kiepskie poczucie humoru. Reklamowanie tego czegoś jako horror to cynizm najczystszej postaci. Wideo werbunkowe dla Talibu to z pewnością o wiele bardziej pasjonująca rozrywka.

Straszliwa wiocha.  Drżyjcie, Złote Maliny!

szymalan

Czarna owca

Czarna owca ***

No więc mamy eksperyment na owcach (z farmy w Nowej Zelandii), który się nie powiódł, mamy szaleńca, który chce na owym teście zbić fortunę,mamy bohatera- jego brata, który panicznie boi się owiec i mamy też obrońców przyrody, z których jeden zamienia się w gigantycznego owcołaka. No tak…..

“Czarna owca” to horror, ale na wesoło, w stylu “Martwicy mózgu” Petera jacksona. Scenarzyści jadą po bandzie. Potulne owieczki sa krwiożerczymi bestiami, krew się leje, flaki fruwają na lewo i prawo, ludzie zmienią się w owce…

Trochę w tym groteski,trochę napięcia, a trochę czystego śmiechu. Szkoda tylko, że pomysłów starczyło powiedzmy jakby tak zebrać z całego filmu-to wyszłoby jakieś 30-40 minut. Reszta granie na czas.  i wypełnianie luk czasowych, choć i tak finalny produkt trwa jakieś 80 minut. Najbardziej irytuje jednak przesadne moralizatorstwo fabuły, która protestuje przeciwko modyfikowaniu kodu genetycznego zwierząt. A mogło być z tego niegrzeczne kino o niczym, ociekające krwią i humorem przez cały seans.Polecam tylko fanatykom gatunku.

szymalan

Napisane w Horror. Bez komentarzy

Teksańska masakra piłą mechaniczną

Teksańska masakra piłą mechaniczną ****

Choć wydawałoby się, że to niemożliwe, jak się okazuje, dziś tez można nakręcić dobry amerykański horror, który jest w stanie przebić oryginał, na którym sie wzoruje. “Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną” Marcusa Nispela to rzadki przykład porządnego, bezpretensjonalnego filmu grozy.

Fabuła niczym nas nie zaskoczy.  Czworo dobrych znajomych wybiera się w podróź z Meksyku do Dallas, gdzie wybierają sie na wielki koncert zespołu Lynyrd Skynyrd (lata 70, w mini-vanie rozbrzmiewa piosenka “Sweet Home Alabama”). Podróżują drogą międzystanową numer 17 przez Teksas. W pewnym momencie zabierają dziwną autostopowiczkę- zakrwawioną i roztrzęsioną. Zaczyna się teksańska masakra piłą mechaniczną…..

Nie ma sensu nic więcej zdradzać. Kto widział, ten wie. A kto jeszcze nie zobaczył “teksańskiej…” temu nie zepsuję seansu. I tak fabuła wydaje się raczej minimalistyczna. Bo tu chodzi o Teksas i jego dzikie klimaty, o piłę, która pracuje pełna parę i o oczywiście masakrę, która skrojona jest wg dość banalnych reguł- co jednak nie przeszkadza w oglądaniu.

Ten film można zaliczyć do udanych ponieważ jest przykładem jak choćby świetnej roboty operatorsko-reżyserskiej. Świetne zdjęcia i dobry montaż budują przez pierwsze pół filmu dość skutecznie nastrój osaczenia i zaszczucia. Przez 45 minut wszystko to urasta, by w końcu wybuchnąć kiedy w widowiskowej scenie Leahtherface po raz pierwszy pojawia się na ekranie z swoją zabawką.

W drugiej połowie mamy pomysłowe sztuczki na wystraszenie widza i dalsze podtrzymanie napięcia. Nie przasadza się tu z efektami specjalnymi (bo też kasy nie było na to, bo budżet to zawrotne 9 mln dolarów), czy scenograficznym rozmachem. Krwi też jest z umiarem, mimo iż ogólnie dawka brutalności zdecydowanie nie dla widzów młodszego pokolenia.

Wiele temu filmowi wybaczam. I pewne ewidentne pójścia na skróty, i pewne jawne nonsensy, i pewne głupiutkie niedopatrzenia. Przy tym wszystkim, “Teksańska masakra”- film trzymający w niepokoju, mówiący o sile losu, który może zmienić nawet beztroskie popołudnie w koszmar, to dość spore “horrorowe” osiągnięcie.

szymalan

Napisane w Horror. Bez komentarzy

Nieodebrane połącznie

Nieodebrane połączenie *

Kolejny niepotrzebny amerykański remake azjatyckiego horroru. Tej fali chyba nic nie powstrzyma, to jest napędzane siłą rozpędu. Po raz kolejny mamy wrażenie, że oglądamy kolejny odcinek tego samego serialu. Tym razem nie kaseta atakuje, ani duchy ze zdjęcia, tylko najbardziej użytkowany przedmiot na świecie- telefon komórkowy. Dzwoni telefon, słyszysz swój głos, który Ci mówi, kiedy i o której umrzesz. Ale straszne….nie zasnę dzisiaj….buuu.

To powoli przestaje bawić. Co gorsza przestaje straszyć, o ile w ogóle straszyło kiedykolwiek. Najpierw tajemnicza śmierć nastolatka. Potem kolejna. Potem główna bohaterka, skromna dziewczyna, próbuje rozwiązać zagadkę, przy pomocy jakiegoś serdecznego faceta. Potem i ona dostaje sygnał, że umrze. I zanim to się stanie, musi poznać prawdę, dlaczego tamci pozostali zginęli.

Tandetne schematyczne zagrania, zerowe aktorstwo i kompletny brak atmosfery. Trudno w ogóle się rozdrabniać nad tym dziełem, skoro praktycznie wszystko jest tu położone. Do tego nuda zaiste śmiertelna, jedyne co mogłoby moim zdaniem wyratować ten film, to motyw tajemniczej śmierci ludzi, którzy bezczelnie używają telefonów komórkowych w kinach. A tak w ogóle, to tego nie uratowałaby nawet Meryl Streep.

szymalan

Napisane w Horror. Bez komentarzy

Zdarzenie

Zdarzenie *

Oczywiście, że nie trzeba w horrorach, thrillerach i im podobnych gatunkach filmowych tłumaczyć co zaszło, że źle się dzieje. Udowodnił to jak choćby Alfred Hitchcock, który w “Ptakach” nie odpowiedział na pytanie, dlaczego mewy atakują ludzi. M. Night Shyamalan również postanowił tego uniknąć. Wątpię jednak czy tym razem stosował się do zaleceń mistrza. Raczej wyszedł mu po prostu knot. Jego “Zdarzenie” jest chyba największym rozczarowaniem ostatnich miesięcy.

W normalnych thrillerach mamy na początku sielankę, wprowadzenie bohaterów, wszystko jeszcze jest cool, nikomu nie dzieje się krzywda. Zwyczajne życie po amerykańsku. Shyamalan jest mądrzejszy- on w pierwszej minucie pokaże nam jak kobieta przebija sobie spinką do włosów gardło. Od razu przechodzi do sedna. W trzeciej minucie trupów już mamy z tuzin. W “John Rambo” nie było tak dobrego wyniku. Główny bohater, ekscentryczny i mdły na przemian nauczyciel fizyki- Elliot Moor (Mark Wahlberg) ucieka wraz z żoną i córką przyjaciela, który pojechał do swojej żony, ucieka przed “czymś” co sprawia, że ludzie masowo popełniają samobójstwa. To coś wisi jakby w powietrzu i porusza się przez wiatr. Co to jest? I czy jest szansa na ucieczkę.

No więc najpierw zostajemy wplątani w intrygujący thriller, który nie odsłania tajemnic. Pomniejsze wpadki na początku wybaczamy. Z czasem sytuacja się zmienia. Robi się nudno i głupkowato. Cały film jest tak źle pomyślany, że aktorzy nie wiedzą za bardzo w czym biorą udział i sami wariują. To właśnie aktorstwo w dużej mierze odpowiada za fatalny odbiór “Zdarzenia”. Na samym końcu dalej nie wiadomo co się tak naprawdę stało i dlaczego, i jak w gruncie rzeczy. No więc co pozostaje? Naiwna, rodem z tandetnej produkcji klasy B, opowieść o rozpadającym się małżeństwie głównych bohaterów, którzy pokochają siebie tylko kiedy światu grozi niebezpieczeństwo. Wystarczy na film? A gdzie napięcie? Brak.

Shyamalan jak gdzieś przeczytałem w jednym z wywiadów uwielbia straszyć ludzi. Potrafił koczować pod łóżkiem kuzynki kilka godzin, aby swoją ręką ożywiać lalki i mówi “Come and play with me…”. Czy on jest normalny to pozostawiłbym już psychiatrom. Ale mam wrażenie, że właśnie na poziomie tamtego żartu z kuzynką, jest ten film. Dla mnie to kpina w żywe oczy, aby wpuszczać coś takiego do kin.

szymalan

Napisane w Horror. Bez komentarzy

Ruiny

Ruiny **

Jakże odważni są ci amerykańscy yuppies. Beztroskie wakacje na meksykańskiej plaży chcą zakończyć wycieczką do starych, niebezpiecznych ruin, których nawet nie ma mapie, a gdzie ponoć Niemcy dokonują tajnych wykopalisk w majańskich piramidach. Szóstka naszych bohaterów (troje dziewcząt i ich chłopacy) poznaje Mattiasa, którego brat pracuje przy piramidzie wraz z żoną i może ich tam zabrać. Takie małe kulturalne zwiedzanie, bo przecież amerykanie nie tylko na wakacjach seks uprawiają i drinki piją. Tylko czemu tam? Nawet kiedy utrudniony tam jest dostęp, kiedy taksówkarz odradza tamto miejsce, bo jest not good?

No i się naważyli. Tam zastają sporą grupkę rdzennych mieszkańców Meksyku, którzy zabijają jednego z męskiej części wycieczki. Przy pomocy łuku i pistoletu. Potem jest gorzej. Ratują się ucieczką na piramidę, jednak nikt za nimi nie goni. Tylko przypatrują się im groźne z dołu. Otoczeni ze wszystkich stron młodzi ludzie myślą, że na górze są bezpieczni. I że wystarczy poczekać aż ktoś przyjedzie do nich i zabierze do domu. Tak łatwo nie jest! Bo małego tego- na szczycie budowli atakuje ich…….uwaga…..bądźcie gotowi….moi drodzy atakuje ich roślina. Tak, tak- dobrze czytacie. Zła, skręcająca się, przypominająca rosnący środek odurzający roślinka. Która atakuje ich ciała, ba, nawet umysły!

No nie jest to dobry horror. Nie może być, jeśli zbudowany jest na tak bzdurnych podstawach. Cała akcja rozgrywa się niemal tylko na szczycie piramidy, co daje efekt monotonii, obnaża nam wszystkie braki inwencji scenarzysty. Prawie nie istnieje w tym filmie mrok, dramatyczne sytuacje bohaterów udaje się zwykle szybko rozwiązać. Mimo to, film dość długo nie zdradza, że będzie kolejnym kiepskim horrorem made in USA. Wręcz przeciwnie, początkowo scenarzyści wiedzą jak zamienić schematy w atut, potrafią wytworzyć na ekranie atmosferę zagrożenia, impas. Szybko popadają w chaos i serwują nam nudny i na siłę krwawy pseduopsychologiczny film o ludziach, których niczym owa roślina, pochłania stopniowo szaleństwo. Im dalej tym w zasadzie gorzej. Bez sensu i napięcia. Zakończenie w zasadzie nam kompletnie jest obojętne. No i co to wszystko ma być z tymi Majami, tą śmieszną roślinką, która gwiżdże, dzwoni, mówi i porywa?

Tylko zdjęcia ładne.

szymalan

Napisane w Horror. Bez komentarzy

[REC] -tym razem z punktu widzenia szymalana

[REC] ****

No cóż. I znów mam problem, jak ocenić film. [REC] z jednej strony sprawia wrażenie tylko i wyłącznie kinowego eksperymentu, ale przecież z drugiej- takie rzeczy już były (thriller kręcony amatorską kamerą, pozbawiony cech filmu fabularnego). Mamy tu więc do czynienia z jakby przekształceniem się tego co jest próbą, w zupełnie nowy gatunek filmowy.

Niełatwo jest wystraszyć dzisiejszego widza. Mnie wystraszyło “oko” azjatyckie, “Teksańska masakra” z 2003 roku (ale tylko w wyobraźni, sam film nie powoduje u mnie napięcia na jakąś niewyobrażalną skalę), “Sierociniec” chwilami też był mocny. Dziś więc odchodzi się od tradycyjnej formy robienia horrorów. Proszę zresztą popatrzeć, że to się przestaje nawet opłacać, kina na horrorach pustoszeją. Dzisiaj trzeba widzem potrząsnąć. Dać mu w kinie wrażenia tak ekstremalne, żeby długo o nich nie zapomniał. Pierwszy krok: kręć amatorską, szarpaną, aby film wyglądał jak reportaż na żywo, kamerą.

Takich filmów już trochę powstało. Był “Blair witch project”, który widzów wręcz poraził jak prąd. Kto wie, czy nie ostatnia scena “Blair” nie jest najbardziej przerażającą w historii kina? Można by się wspierać. Ale o tym filmie kiedyś indziej. Potem był mało znany, ale chwilami jeszcze straszniejszy “My little eye-morderstwo w sieci” opowiadający o internetowym show połączonym z snuff movies. Ostatnio absolutnym hitem kinowym był tajemniczy “Projeklt Monster” z angielska “Cloverfield”. Ten okazał się w moim odczuciu zwyczajną spektakularną klapą.

Teraz pora na [REC]. Uwaga- film nie amerykański, a hiszpański, jednak o wiele mniej treściwy, o wiele bardziej efektowny od ostatnich filmów grozy tamtego kraju: “Sierocińca” i “Labiryntu Fauna”. Ten film o dzieciństwie, czy w ogóle o życiu nic do powiedzenia nie ma. Jest za to kolejną próbą wciągnięcia nas w dobrze znaną nam już z poprzedniego akapitu grę. Czy to się udało? No, mam wątpliwości, aczkolwiek, poleciłbym ten film, ale TYLKO widzom o bardzo mocnych nerwach.

Najpierw obalmy tezę. Na plakacie z dumą ktoś pisał o przełomie w historii gatunku, że niby “czegoś takiego jeszcze nie było”. Bzdura. Kamera amatorska była, pojawiające się z nikąd abstrakcyjne jak na naszą szarą codzienność zagrożenie było (Projekt monster jak choćby), liczba bohaterów walczących o przetrwanie maleje wraz z upływem czasu- było. Wszystko było. Tu nie zobaczycie nic nowego. Ten sam pan z kamerą , który filmuje wszystko jak leci, ta sama panika ludzi krzyczących na całe gardło, wołających o pomoc.

No dobra, ale o czym to? No więc młoda dziennikarka wraz z operatorem (też młodym) w ramach kolejnego odcinka super-zajebistego-programu telewizyjnego “Kiedy śpisz”, mają spędzić całą noc w remizie strażackiej i podglądać życie tych, którzy kojarzą nam się z ratowaniem ludzi od ognia i dymu, oraz kotów od dybiących na nich drzew. No dobra- cała noc, jest miło i sympatyczne, rozmowy luzackie, wszystko pójdzie rachu ciachu. Nagle alarm. Podekscytowana korespondentka i jej kamerzysta zabierają się do wozu strażackiego wraz z całym strażackim odziałem. Mają wezwanie do coś jakby kamienicy, gdzie…no własnie- co tam się stało?

Nic więcej nie zdradzę. Nie byłoby sensu iść do kina albo włączać film w domu. Jest krótki, szybki zmontowany w teledyskowym tempie, także 80 minut mija jak z bicza strzelił. Pytanie tylko: Czy warto kupować ten produkt, skoro nie jest już on zbyt pierwszej świeżości. A czy ja to wiem?

Z pewnością Pumex, który postawił filmowi dziewiątkę, byłby za. Ja nie wiem. Ja zawsze mam jakieś problemy z takimi eksperymentami. Bo tak: nie jest dzieło zbyt wyrafinowane, nie jest tak treściwie jak inne hiszpańskie horrory (zresztą treści tu w ogóle nie uświadczysz). Aktorstwa też trudno tu szukać- wszyscy muszą zachować 100% realizmu, stąd o czymś takim jak postać filmowa, to możemy zapomnieć. Grupka ludzi zlewa się w jedną masę. Scenariusz? Nie ma szans, trzeba by analizować każdą sekundę, a wszystko dzieje się tu w takim tempie, że możliwe to raczej nie jest. Liczy się wrzask, panika, tempo.

No ale nawet nie o to chodzi, że film wykazuje cechy mało filmowe: po prostu nie da się go zakwalifikować ani do ambitnych filmów, ani do tych rozrywkowych. No bo czy można się dobrze bawić na czymś takim? Hm….? Może niektórzy się dobrze bawią. Ja odczuwam obcowanie z czymś niebezpiecznym, jakbym z własnej woli chodził po jakichś około-menelskich terenach. Do jakiego momentu można się właściwie posunąć, kręcąc taki film, jaki poziom realizmu osiągnąć?

Na to wszystko się całkiem ciekawie patrzy. [REC] wciąga nas w bardzo niebezpieczne tereny naszej wyobraźni- pokazuje rzeczy, których na żywo nigdy zobaczyć byśmy nie chcieli, a możliwe że i naszym wrogom byśmy nie życzyli takich widoków. Chwilami czuć dreszcze, a ostatnie sceny to już pradziwa próba odwagi. Mogło być jeszcze bardziej ciekawe, lepiej rozwiązane (w sumie połowa naszej ciekawości nie zostaje zaspokojona) i dłużej przerażające niż tylko ostatnie minuty. Ale w ostatecznym rozrachunku wiele można wybaczyć, bo w końcu [REC] należy to tego już gatunku filmów, o których należy tuż po seansie jak najszybciej zapomnieć.

14 sierpnia [REC] wchodzi na polskie ekrany.

szymalan