[REC] ****

No cóż. I znów mam problem, jak ocenić film. [REC] z jednej strony sprawia wrażenie tylko i wyłącznie kinowego eksperymentu, ale przecież z drugiej- takie rzeczy już były (thriller kręcony amatorską kamerą, pozbawiony cech filmu fabularnego). Mamy tu więc do czynienia z jakby przekształceniem się tego co jest próbą, w zupełnie nowy gatunek filmowy.
Niełatwo jest wystraszyć dzisiejszego widza. Mnie wystraszyło “oko” azjatyckie, “Teksańska masakra” z 2003 roku (ale tylko w wyobraźni, sam film nie powoduje u mnie napięcia na jakąś niewyobrażalną skalę), “Sierociniec” chwilami też był mocny. Dziś więc odchodzi się od tradycyjnej formy robienia horrorów. Proszę zresztą popatrzeć, że to się przestaje nawet opłacać, kina na horrorach pustoszeją. Dzisiaj trzeba widzem potrząsnąć. Dać mu w kinie wrażenia tak ekstremalne, żeby długo o nich nie zapomniał. Pierwszy krok: kręć amatorską, szarpaną, aby film wyglądał jak reportaż na żywo, kamerą.
Takich filmów już trochę powstało. Był “Blair witch project”, który widzów wręcz poraził jak prąd. Kto wie, czy nie ostatnia scena “Blair” nie jest najbardziej przerażającą w historii kina? Można by się wspierać. Ale o tym filmie kiedyś indziej. Potem był mało znany, ale chwilami jeszcze straszniejszy “My little eye-morderstwo w sieci” opowiadający o internetowym show połączonym z snuff movies. Ostatnio absolutnym hitem kinowym był tajemniczy “Projeklt Monster” z angielska “Cloverfield”. Ten okazał się w moim odczuciu zwyczajną spektakularną klapą.
Teraz pora na [REC]. Uwaga- film nie amerykański, a hiszpański, jednak o wiele mniej treściwy, o wiele bardziej efektowny od ostatnich filmów grozy tamtego kraju: “Sierocińca” i “Labiryntu Fauna”. Ten film o dzieciństwie, czy w ogóle o życiu nic do powiedzenia nie ma. Jest za to kolejną próbą wciągnięcia nas w dobrze znaną nam już z poprzedniego akapitu grę. Czy to się udało? No, mam wątpliwości, aczkolwiek, poleciłbym ten film, ale TYLKO widzom o bardzo mocnych nerwach.
Najpierw obalmy tezę. Na plakacie z dumą ktoś pisał o przełomie w historii gatunku, że niby “czegoś takiego jeszcze nie było”. Bzdura. Kamera amatorska była, pojawiające się z nikąd abstrakcyjne jak na naszą szarą codzienność zagrożenie było (Projekt monster jak choćby), liczba bohaterów walczących o przetrwanie maleje wraz z upływem czasu- było. Wszystko było. Tu nie zobaczycie nic nowego. Ten sam pan z kamerą , który filmuje wszystko jak leci, ta sama panika ludzi krzyczących na całe gardło, wołających o pomoc.
No dobra, ale o czym to? No więc młoda dziennikarka wraz z operatorem (też młodym) w ramach kolejnego odcinka super-zajebistego-programu telewizyjnego “Kiedy śpisz”, mają spędzić całą noc w remizie strażackiej i podglądać życie tych, którzy kojarzą nam się z ratowaniem ludzi od ognia i dymu, oraz kotów od dybiących na nich drzew. No dobra- cała noc, jest miło i sympatyczne, rozmowy luzackie, wszystko pójdzie rachu ciachu. Nagle alarm. Podekscytowana korespondentka i jej kamerzysta zabierają się do wozu strażackiego wraz z całym strażackim odziałem. Mają wezwanie do coś jakby kamienicy, gdzie…no własnie- co tam się stało?
Nic więcej nie zdradzę. Nie byłoby sensu iść do kina albo włączać film w domu. Jest krótki, szybki zmontowany w teledyskowym tempie, także 80 minut mija jak z bicza strzelił. Pytanie tylko: Czy warto kupować ten produkt, skoro nie jest już on zbyt pierwszej świeżości. A czy ja to wiem?
Z pewnością Pumex, który postawił filmowi dziewiątkę, byłby za. Ja nie wiem. Ja zawsze mam jakieś problemy z takimi eksperymentami. Bo tak: nie jest dzieło zbyt wyrafinowane, nie jest tak treściwie jak inne hiszpańskie horrory (zresztą treści tu w ogóle nie uświadczysz). Aktorstwa też trudno tu szukać- wszyscy muszą zachować 100% realizmu, stąd o czymś takim jak postać filmowa, to możemy zapomnieć. Grupka ludzi zlewa się w jedną masę. Scenariusz? Nie ma szans, trzeba by analizować każdą sekundę, a wszystko dzieje się tu w takim tempie, że możliwe to raczej nie jest. Liczy się wrzask, panika, tempo.
No ale nawet nie o to chodzi, że film wykazuje cechy mało filmowe: po prostu nie da się go zakwalifikować ani do ambitnych filmów, ani do tych rozrywkowych. No bo czy można się dobrze bawić na czymś takim? Hm….? Może niektórzy się dobrze bawią. Ja odczuwam obcowanie z czymś niebezpiecznym, jakbym z własnej woli chodził po jakichś około-menelskich terenach. Do jakiego momentu można się właściwie posunąć, kręcąc taki film, jaki poziom realizmu osiągnąć?
Na to wszystko się całkiem ciekawie patrzy. [REC] wciąga nas w bardzo niebezpieczne tereny naszej wyobraźni- pokazuje rzeczy, których na żywo nigdy zobaczyć byśmy nie chcieli, a możliwe że i naszym wrogom byśmy nie życzyli takich widoków. Chwilami czuć dreszcze, a ostatnie sceny to już pradziwa próba odwagi. Mogło być jeszcze bardziej ciekawe, lepiej rozwiązane (w sumie połowa naszej ciekawości nie zostaje zaspokojona) i dłużej przerażające niż tylko ostatnie minuty. Ale w ostatecznym rozrachunku wiele można wybaczyć, bo w końcu [REC] należy to tego już gatunku filmów, o których należy tuż po seansie jak najszybciej zapomnieć.
14 sierpnia [REC] wchodzi na polskie ekrany.
szymalan