Updates from Lipiec, 2011 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 10:13 on 6 July 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Konklawe ***

    Jest rok 1458.  5 lat po przejęciu Konstantynopola przez wyznawców Islamu umiera papież Kalikst III,  pozostawiając Tron Piotrowy do dyspozycji aktualnych hierarchów Kościoła Katolickiego. 18 najważniejszych kardynałów z różnych stron świata zbiera się na tajnym konklawe, aby wybrać następcę “boskiego wikariusza” i “władcy królów i książąt” , czyli krótko mówiąc, nowego papieża. Wśród nich jest młody, 27-letni Hiszpan Rodriego de Borgia, który pozostał we Włoszech tylko ze względu na swoją kochankę, sam zaś jako Aleksander VI pełnił papieską posługę pod koniec XV wieku (za którą do dzisiaj wspominany jest bardzo niepochlebnie; choć to już materiał na inny film). W trakcie Konklawe 1458 roku, to właśnie Rodriego  okaże się  jednym z najistotniejszych graczy, mających największy wpływ na jego końcowy wynik.

    Do filmu nieznanego mi Christopha Schrewe, podchodziłem  ze sporą nadzieją:  historia , dziejowe teorie spiskowe, konstrukcja dramaturgiczna przypominająca  jeden z najlepszych  “gadanych” filmów w historii – “Dwunastu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta. Myślę sobie:  będzie dobrze.  Niestety, film mnie jednak rozczarował : jest porządny, poprawny i daje się  obejrzeć bez znużenia, ale trudno skryć fakt, że spokojnie można było z tego wycisnąć coś więcej. (Więcej…)

     
    • ktrya 11:32 on 6 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Od kilku wieczorów zabieram się za obejrzenie tego filmu, bo brzmi intrygująco, tylko ta Twoja recenzja napawa mnie sceptyzmem.
      Pozdrawiam :)

  • szymalan 15:13 on 30 January 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Jak zostać królem *****

    Tegoroczny sezon na filmowe nagrody to w dużej mierze produkcje eksperymentalne, bawiące się formą i narracją, niejednokrotnie przełamujące ekranowe stereotypy. Mieliśmy już wizjonerską „Incepcję” obdarzonego niesamowitą wyobraźnią Christophera Nolana, „Social Network”, który w warstwie fabularnej był jedną wielką retrospekcją, „Czarnego Łabędzia”, czyli Tour De force jazda bez trzymanki od Aronofsky’ego”, kaptalnie napisane i porażające emocjonalnie „Toy story 3″ Pixara, a przed nami wciąż jeszcze „127 godzin” Boyla  , czyli opowieść o człowieku, który utknął w skale na 5 dni oraz western a la Coen Brothers, czyli „Prawdziwe męstwo”. W całym tym towarzystwie film Toma Hoopera o angielskim królu-jąkale wydaje się najbardziej konwencjonalny, najbardziej klasyczny formalnie i w dużej mierze na jakieś kosmiczne  fabularne czy realizacyjne zaskoczenia, nie ma co liczyć.  I być to właśnie ta „staroświeckość”, „oldschoolowość” i przyziemność tego filmu, przekłada się na seans, który w trakcie swoich dwóch godzin po prostu czaruje, hipnotyzuje i sprawia absolutnie fizyczną przyjemność z oglądania.

    Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia opowiedziana w tym filmie nie jest jakoś szczególnie poplątana, dlatego opis fabuły potraktuję tu raczej skrótowo, ograniczając się do zarysowania wszystkich jej głównych punktów. No więc wszystko ma miejsce w latach 20,30,40 XX. wieku w świecie brytyjskiej rodziny królewskiej, kiedy to punktem zwrotnym w historii państwa kazało się objęcie tronu przez Jerzego VI Windsora (Firth) , ojca dzisiejszej królowej Wielkiej Brytanii, Elżbiety II. Kiedy jego własny brat Edward abdykował, Albert (nazywany przez rodzinę Berttiem) objął tron bardzo niechętnie. Mężczyzna miał bowiem gigantyczne wprost problemy z wygłaszaniem publicznych mów i sam uważał, że do roli przywódcy całego narodu się po prostu nie nadaje. Jąkał się, zacinał w połowie słowa, a sklecenie jedno zdania w jego wykonaniu to był kolosalny wprost wysiłek fizyczny. Na szczęście w jego królewskiej (a wcześniej książęcej) posłudze towarzyszy mu pewna niezwykła osoba- jego osobisty logopeda Lionel, (Rush) , pierwszy specjalista, który po seriach terapeutycznych katastrof, był w stanie zmusić bohatera do prawidłowego mówienia. (Więcej…)

     
    • LinkaMariJuana 16:47 on 30 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      musza to widzieć :D

    • Lola King 18:57 on 30 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Amen. Nic dodać, nic ująć. Twoja recenzja tylko dopełnia rewelacyjności tego filmu w moich oczach. Wspomniałeś, że już w trzeciej scenie, kiedy to Albert wychodzi, by przemówić do narodu podczas inauguracji stadionu Wembley, chciało ci się płakać z nieporadności głównego bohatera. Ja dokładnie odczułam to samo, bo już w drugiej scenie, gdy zobaczyłam Alberta podenerwowanego całą sytuacją, oraz przerażonego nieuchronną katastrofą, jaka miała wkrótce nadejść wraz z jego przemową i której książę był w pełni świadom, udało mi się go szczerze polubić, a więc moja empatia była tu w pełni uzasadniona. Co więcej, już w pierwszej scenie, kiedy widzimy pana konferansjera, z czułością dopełniającego, jak sądzę swojej codziennej czynności, a mianowicie przeczyszczającego gardło, by jego zapowiedź była jak najbardziej profesjonalna, udało się twórcom mnie szczerze rozbawić. Podsumowując, tak w przeciągu 10 minut filmu, zostałam całkowicie zauroczona i kupiona tym filmem. Późniejsza konfrontacja aktorska Rusha i Firtha tylko dopełniła ten stan (mogłabym tak patrzeć na nich godzinami). Jak słusznie zauważyłeś, brak tu przepychu czy nadętości. I to powoduje, że trudno nie polubić tego filmu. Ewentualne wady również mnie nie interesują, nawet nie chce mi się słuchać głosów malkontentów, którym i tak nie dogodzisz. Nic, ani nikt nie jest w stanie obrzydzić mi tego filmu. Głęboki szacun dla Hoopera (mam nadzieję, że to zapowiedź przyszłego wielkiego twórcy), dla scenarzysty (który nie musi mieć żadnych kompleksów), a Rush i Firth zyskali tak wiele, że nawet udział obu panów w kolejnej części (jeśli taka nastąpi) “Ostatniego władcy wiatru” nie przekreśli ich zasług w moich oczach.
      Być może “Incepcja” nie ma już szans na Oscarach, być może, że ta główna walka rozegra się pomiędzy “Czarnym łabędziem”, a “The Social Network”, ja jednak liczę na przekorność Akademii i wybór “Jak zostać królem”. To byłby wspaniały oscarowy wieczór.
      Pozdrawiam :)

      • szymalan 19:19 on 31 Styczeń 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dzięki za miłe słowa:) Tez tak miałem, że przyszło mi do głowy , że z nimi samymi (Rush, Firth) ten film mógłby trwać tak z 5 godzin, a jego wartość mogłaby proporcjonalnie tylko rosnąć.
        a w sprawie oscarów: Mnie się jednak cały czas wydaje, że ‘Czarny łabędź’ nie ma większych szans na najważniejsze statuetki, w sumie z tych samych powodów co “Incepcja”- to nie są filmy dla wszystkich, są zbyt eksperymentalne i nieoczywiste, żeby przekonać taką ilość zgredów z Akademii :D co do “king’s Speech” to on co prawda, cały czas przegrywał sukcesywnie z filmem Finchera wszystko co się tylko dało, niemniej ostatnio trend się jakby odwrócił i niesamowicie ważne wyróżnienia (Gildia Producentów , Gildia Reżyserów) poszły do dzieła Hoopera.
        Także jest jeszcze nadzieja, że to właśnie ten film zatriumfuje na Oscarach (a biorąc po uwagę fakt , że często jak jest dwóch faworytów i jeden zdobywa Globa, to wtedy drugi zazwyczaj dostaje Oscary- te szanse się więc jeszcze bardziej zwielokrotniają).
        Tak czy inaczej, jestem niesamowicie ciekawy , i na tą chwilę ucieszy mnie chyba każdy werdykt, oprócz ‘Social Network”, a to właśnie między tym filmem a filmem Hoopera, rozegra się wg mnie cała Oscarowa noc.
        pozdrawiam serdecznie ;)

    • Agnieszka Borzęcka 11:45 on 4 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ta… mam zamiar dziś zobaczyć ten film bo bardzo mnie intryguje. a jeżeli jest naprawdę tak dobry jak wszyscy twierdzą to pewnie będę chodzić zafascynowana przez kilka dni :P

      pozdrawiam :*

    • Szymon 18:26 on 8 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      film naprawdę godny uwagi.. myślę, że Firth zgarnie statuetkę

    • tercc 13:07 on 9 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nawet nie wiedziałam, że scenariusz do tego dramatu pisał człowiek, który także miał problemy z wyrażaniem słów ;) Fajna ciekawostka.
      Zgadzam się, że pan Rush zasługuje na duuże pochwały. Nie tylko ze względu na grę, ale także na to, że nie pozostał w cieniu głównej postaci. Mogło się tak zdarzyć, ale Colin Firth go nie przyćmił.

      Dla mnie jest to kino inteligentne i wyborne. Moim oscarowym faworytem jest jednak inny film, chociaż pewnie i tak nie zdobędzie statuetki.
      Pozdrawiam i zapraszam na moją najnowszą recenzję :)

      • szymalan 02:02 on 11 Luty 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Słuszna uwaga- co do Rusha- mimo genialności Firtha, dalej pozostał pełnoprawną, pełnowartościową postacią , która trafia do widza.
        Moim faworytem Oscarów od 30 lipca 2010 jest “Incepcja”, ale patrząc na sytuację bardziej realnie (dzieło Nolana oscarów nie dostanie, z wielu konkretnych przyczyn), na tą chwilę kibicuję filmowi Hoopera , chociaż się tego nie spodziewałem :)
        pozdrawiam!

  • szymalan 14:10 on 25 October 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Robin Hood ***(*)


    Ach, gdyby nie ten Nolan…gdzie byłby dzisiejszy prequel, gdyby nie jego “Batman- Początek” ?  To właśnie twórca “Memento” wydeptał ścieżkę , którą zdążyli już podążyć m.in. Jason Bourne oraz James Bond.  Dzięki Nolanowi legendarni bohaterowie odradzają się na nowo- obserwujemy ich korzenie, psychologiczne motywacje do przemiany, ale jednocześnie całkiem nieźle się bawimy (Nolan ma szacunek do wartości atrakcji) . Zasiadając do “Robin Hooda”  Ridleya Scotta, trzeba mieć świadomość, że nie jest to film o Robin Hoodzie, a o średniowiecznym wybitnym łuczniku, który w finale  dopiero Robin Hoodem się staje- inaczej przez cały film możecie być troszkę nerwowi: “o ku*** ten film zamierza trwać 9 godzin czy jak?!” (Więcej…)

     
    • Peckinpah 11:39 on 27 Październik 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Oczywiście nie mogłeś się powstrzymać i musiałeś po raz kolejny pochwalić Nolana :)
      Miałem iść na “Robin Hooda” do kina, ale liczne krytyczne recenzje mnie odstraszyły od seansu. Nie przepadam za filmami Scotta i to też miało wpływ na to, że nadal zwlekam z obejrzeniem filmu.
      Bardzo lubię stare wersje tej historii, zarówno zabawna wersja z Flynnem jak i efektowna wersja z Costnerem to solidna porcja rozrywki, poprawiająca humor. Nawet nieco przygnębiająca wersja z Connery’m i Hepburn ma dobre momenty. Nie widziałem jeszcze osławionego i wszędzie chwalonego serialu z lat 80.

      • szymalan 15:31 on 27 Październik 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “Oczywiście nie mogłeś się powstrzymać i musiałeś po raz kolejny pochwalić Nolana :)”
        ogólnie to co 2 recenzent nawiązywał przy “Robinie” Scotta , do “Batmana Początku” :) ale ok obiecuje się ograniczać :D

        co do robina, to ja też lubię wersję z lat 30. , choć już tej z Kostnerem nie jestem wielkim miłośnikiem :)
        a wersję Scotta wg mnie warto spróbować , choć chyba lepiej tę kinową niż nieocenzurowaną , bo 15 minut krótsza jednak.
        pozdrawiam

    • Alek 21:28 on 27 Październik 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mnie tam odpowiada chwalenie Nolana :)
      A co do RH to uważam ze dobrze prorokuje na sequel (ktory chyba jednak powstanie). Czegos rzeczywiscie tu brakowalo. Solidny R. Crowe nie mial godnego siebie przeciwnika, a jego spor z Godfreyem (czy jak tam sie zwal) byl pozbawiony osobistej pretensji (a szkoda…). RH mogl byc o duzo lepszy, a tak otrzymalismy przecietniaka z sladowym charakterem.
      Pozdr

    • ajar 07:24 on 31 Październik 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mi film nie przypadł do gustu. Wszak nie opowiadał on nam o przygodach Robin Hooda.

      • szymalan 13:15 on 1 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        no zgadza się, ale takie raczej było założenie Scotta- że nie kręcimy filmu o Robin Hoodzie. A film nazwali “Robin Hood” zapewne z pobudek czysto marketingowych.

    • Lola King 15:42 on 31 Październik 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Tak, chwalenie Nolana ci się chwali i nie musisz się powstrzymywać :)
      Mnie też odstraszyły liczne niepochlebne recenzje o Robin Hoodzie, po w pierwotnym zamyśle miałam wybrać się na ten film do kina. To ten przyciężki klimat, o którym większość pisała, miał swój decydujący wpływ. Choć samą historię Robin Hooda uwielbiam i nie kryje się z tym, że jako mały kajtek oglądałam kultowy już serial z lat 80. produkcji bbc, i może dzisiaj nie jest to powód do dumy, to jednak pewien sentyment pozostał. A wersję Scotta obejrzę sobie kiedyś przy okazji :)

  • szymalan 17:47 on 25 August 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Różyczka ***

    To dziwne , ale już chyba od dobrych 7 lat nie oglądałem ani jednego filmu nagrodzonego główną nagrodą na festiwalu w Gdyni, do którego chciałbym rzeczywiście wrócić, który by zachwycił, powalił na kolana.

    Koszmarkiem był zeszłoroczny “Rewers” (choć ogólnie dosyć ciepło przyjęty), nudną sztampą “Mała Moskwa”, a utworem na jeden raz niezłe “Sztuczki” . I co ciekawe – to, że  ktoś uznał te filmy jako najlepsze z całego roku, wcale nie oznacza, że cała reszta już w ogóle się nie nadawała do oglądania. Wręcz przeciwnie- bywały produkcje lepsze, a nawet o wiele lepsze niż te uhonorowane, jak “Tatarak” Wajdy , “Wojna Polsko Ruska” Żuławskiego , czy tegoroczny znakomity obraz Jacka Borcucha “Wszystko, co kocham”.

    Festiwal Gdynia AD 2010, upłynął w oparach jeszcze większej żenady. Zaplanowany na kilka miesięcy wcześniej niż zwykle,  wymusił na filmowcach żwawsze ukończenie swoich dzieł i tym samym, do konkursu trafiły ponoć filmy nieskończone, niedopracowane, kiepskie. Krytyk Łukasz Maciejewski wręcz wprost stwierdził, że nie oglądał tam ani jednego obrazu, który by zasługiwał na nagrodę główną. Natomiast prawdziwą farsą okazał się dopiero ostateczny werdykt jury- pośród tej masy przeciętności i niewydarzenia było kilka filmów wyróżniających się (wspomina się: Erratum, Chrzest, Wenecja, Matka Teresa od Kotów), a jednak  wybrano oto obraz tak poprawny, tak szkolny, niemal akademicki w swej treści i formie, że pisano w gazetach później “ten werdykt cofa nasze kino do zaścianka”. Że zwyciężyły układy, wzajemne sympatie, a nie sztuka. Nie kino.

    Taka właśnie jest zwycięska  “Różyczka” Janusza Kidawy Błońskiego (Więcej…)

     
    • Lola King 20:35 on 25 Sierpień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Szczerze mówiąc, tego się właśnie obawiałam – nieustającego umoralniania i niepotrzebnej nam już dzisiaj martyrologii, a na pewno nie w tak częstych dawkach, w jakich serwuje nam to polskie kino. Przychylam się ku wypowiedzi Łukasza Maciejewskiego, choć to smutna diagnoza – nasze filmy po prostu nie zachwycają, a jak już jakiś zdobędzie uznanie widowni – jak choćby wspomniane przez Ciebie “Wojna polsko-ruska” i “Wszystko, co kocham”, to i tak nie daje się im szans, nagradzając tym samym słabsze filmy – daje się również wtedy sygnał, że takie filmy są dziś potrzebne i powinno się je robić, ale tak szczerze to dla kogo? Dla festiwali? Niektórych krytyków? A zapomina się o widzach, tych którzy dla twórców powinni być najcenniejsi. “Różyczkę” obejrzę z obowiązku, ale jakoś nie cieszę się na ten seans, ani nie pałam entuzjazmem. Pozdrawiam :)

    • milczacy_krytyk 17:18 on 26 Sierpień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Długo się zastanawiałem czy oglądać ten film czy nie i w końcu się jednak do kina nie wybrałem. Ale jak widzę (a raczej czytam) nic nie straciłem…

  • szymalan 12:43 on 23 March 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Agora ***

    Można się złapać za głowę czytając recenzje i komentarze dotyczące nowego filmu Alejandro Amenabara w internecie : że atak na chrześcijaństwo, że studium fanatyzmu, że przejmujące i wzruszające widowisko? itd.   Gdzie to wszystko? To, co widać w “Agorze” to jest po prostu tłum. Tłum krzykaczy, którzy obrzucają się bezmyślnie inwektywami , z łatwością przechodząc do rękoczynów i rozlewu krwi przy użyciu kamieni lub mieczy.  Mnie w związku z ‘”Agorą” frapuje coś zupełnie innego:  co stało się z tym Amenabarem od skromnych, ale świetnych filmów w rodzaju “Innych”? No ale po kolei.

    Film opowiada losy historycznej postaci- filozofki i matematyczki Hypatii z Aleksandrii (Rachel Weisz), której życie na moment brutalnie skrzyżowało się z historią. W upadającym Imperium rzymskim toczą się bowiem boje religijne. Chrześcijanie organizacją burdy i dążą do wyplenienia pogaństwa i nauki (której symbolem jest biblioteka aleksandryjska), sami poganie również krzywo patrzą na tych chodzących z symbolem krzyża Chrystusa (właściwie oni zaczęli rzeź) , a na domiar wszystkiego są też tu Żydzi, których jak zwykle nie lubi nikt- wszyscy ci niczym zwierzęta biegają po ulicach i z twarzami pełnymi nienawiści (ale i prostactwa) zamierzają siłą pokazać, kto jest lepszy i zdobędzie wpływy głupiego ludu. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 15:14 on 23 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      :D
      W większości się nie zgadzam, a już w szczególności z tym co napisałeś o “Źródle” Aronofsky’ego, które jest dla mnie jednym z najpiękniejszych i najlepszych filmów ostatnich lat. Gdybym budował ołtarzyki dla filmów które rzuciły mnie na kolana, to “Źródło” miało by jeden z największych ;)
      Pozdrawiam

    • lola king 15:30 on 23 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Z każdą kolejną recenzją jest mi coraz trudniej, bo sama nie wiem, czy chce ten film zobaczyć, czy jednak nie warto. Chyba najlepiej zrobię, gdy przekonam się na własnej skórze, abym ostatecznie mogła stanąć po którejś ze stron. Nie da się ukryć, że film wzbudza wielkie emocje. Z jednej strony się podoba i jest wychwalany, z drugiej natomiast nie pozostawia się na nim suchej nitki. Jeżeli jednak dorównuje choć w małym stopniu “Innym”, czy też “W stronę morza”, to być może nie jest aż tak źle. Pozdrawiam ;]

    • Josh 21:57 on 23 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Trudno powiedzieć czy zachęcasz, czy wręcz przeciwnie.
      Ale nie to najbardziej zapamiętałem z Twojej recenzji. Napisałeś, że “Fountaint” to gniot – oj nie mogę się z tym zgodzić – mnie ujął znakomitym obrazem i jak dla mnie to pozycja, o której można sporo podyskutować, a to jest wielka zaleta filmu.

      • szymalan 19:53 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ani zachęcam, anie zniechęcam :) Nie należę do tych, co piszą recenzję w celu zachęty lub ostrzeżenia, bo nie po to służy krytyka filmowa ;) Bardziej zachęcam do dialogu i polemiki ;)

    • maxcine 00:09 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jeszcze nie widziałem, ale wkrótce przekonam się, czy rzeczywiście jest to film tak wyjątkowy czy tylko przeciętny – wolałbym to pierwsze, więc na tą chwile bardziej ufam recenzji Milczącego :) (nawiasem mówiąc chyba troszkę zaspojlerowałeś..)
      “Źródło” nie jest gniotem.

      • szymalan 20:05 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wiedziałem, że moja opinia o “Zródle” wzbudzi kontrowersje :) Dla mnie gniot, jakich w s.f. naprawdę mało , a wchłaniam wszystko z gatunku, co mi wpadnie w ręce :)

        • milczacy_krytyk 20:14 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Ale “Źródło” przecież nie było wcale filmem sci-fi :|

          • szymalan 20:20 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            • milczacy_krytyk 21:03 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Łatka, łatką, wiele filmów ma w serwisach filmowych dobrane gatunki w zupełnie niezrozumiały sposób, co najbardziej widać np. przy lekkich filmach opowiadających o miłości i związkach, które z założenia otrzymują w dzisiejszych czasach dopisek “komedia romantyczna”, a mają z nimi niewiele wspólnego. Podajesz jako przykład Onet w którym “Źródło” podpisane jest równie dziwacznie jako thriller. W którym momencie ktoś dopatrzył się w filmie Aronofsky’ego tego gatunku nie mam pojęcia, bo jego film jest przepiękną mieszanką dramatu, romansu, nawet filmu psychologicznego, a to, że pewne jego fragmenty rozgrywają się (teoretycznie) w kosmosie nie czyni z niego od razu sci-fi.
              Pozdrawiam

              • szymalan 21:45 on 24 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik

                Heh, ale skoro piszesz część akcji tego filmu rozgrywa się nie tyle W kosmosie, co TEORETYCZNIE w kosmosie, to już jest fantastyka naukowa jak w mordę strzelił. . Poza tym tezy zawartej w tym filmie też nikt jak dotąd naukowo nie udowodnił, więc mamy kolejny powód , aby akurat tak przyporządkować gatunek tego filmu. A już forma “Źródła” i narracja chyba nie pozostawia najmniejszych wątpliwości z czym mamy do czynienia .
                Ale, prawdę powiedziawszy jakie to ma głębsze znaczenie? ;) możemy używać terminu “filozoficzny”, możemy “s-f” (które jest ogromnie szerokim pojęciem) , możemy fantasy, a możemy poprzestać na dramacie lub wymieszać wszystko na raz. Punkt widzenia zależy od itd.
                Zapewniam Cię, że to słabość treści i formy jest dla mnie problemem tego filmu- a nie fakt, że oceniałem go jak hard s.f. ;)
                pozdrawiam

              • milczacy_krytyk 00:30 on 25 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik

                Teoretycznie żadnego, praktycznie całkiem spore, bo jeśli patrzysz na “Źródło” tylko jako na film sci-fi to faktycznie może on się wydać dziwny i przekombinowany. Jeśli jednak rozszerzy się tą ramę gatunkową, to zaczyna on nabierać sensu, a jego niezwykłość jest tylko i wyłącznie jego atutem.
                Tezy? Jakiej tezy?
                Słabość formy? Proszę Cię. A przecudowne złote zdjęcia Matthew Libatique z trzech różnych epok, które różnią się od siebie, a jednocześnie są ze sobą powiązane, a (ten nieszczęsny) kosmos wygenerowany ze zdjęć reakcji chemicznych obserwowanych pod mikroskopem? A powalająca muzyka Clinta Mansella, która gra na wszystkich zmysłach i jest chyba najlepszą jego kompozycją? Słabość treści? Dla mnie “Źródło” jest przepełnione treścią, wręcz powala ilością zawartych w nim symboli i spostrzeżeń. To jeden z nielicznych obrazów do którego idealnie pasuje określenie “uduchowiony”. To film o miłości, o śmierci, o życiu, o godzeniu się z losem, o cudowności świata, jego niezwykłości, niepowtarzalności i tak mógłbym wymieniać bez końca.
                Pozdrawiam

              • szymalan 01:04 on 25 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik

                Ależ ja właśnie to dokładnie robię- patrzę na Źródło jak na dramat ubrany w s.f.
                Co do formy- i tu się pojawiają największe jak widzę nasze rozbieżności. Dla wielu to pięknie zrobiony film , ale dla mnie straszliwy kicz. Brzmi niewiarygodnie, ale tak jest. Nie podobały mi się ani oślepiająco jasne zdjęcia, ani pompatyczna muzyka Mansella. . Cała stylistyka tego filmu kompletnie nie pasowała mi do intymności podejmowanego przez reżysera tematu.
                Co do treści- prawdę mówisz- film jest pełen symboli, przepełniony treścią. No ale i to mnie nie przekonuje. Wymieszany New Age, buddyzm i co kto jeszcze woli, tylko by opowiedzieć bądź co bądź jak dla mnie ckliwą historyjkę o miłości. Tysiące starych jak świat motywów (których cześć wymieniłeś powyżej) reżyser przekazuje tu jak prawdę objawioną. W efekcie zamiast opowiadać głęboko rezyser snuje banały opakowane w piękne obrazki.
                Przez swoją przeszarżowaną symbolikę, rozbuchaną stronę wizualną i rozbudowaną narrację film wg mnie jest pretensjonalnym emocjonalnym szantażem- nie podobało Ci się, to sie nie znasz, jesteś nie wrażliwy, nie zrozumiałeś tego filmu itd
                sam patrząc po forach czuję, że stwarza się dość nie przyjazny klimat, w którym lepiej pod żadnym pozorem nie krytykować “Źródła”.
                pozdrawiam

              • milczacy_krytyk 11:38 on 28 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik

                To ciekawe ale to co dla mnie było najmocniejszą stroną “Źródła” i czym się zachwycam, dla Ciebie jest jego największą wadą. Rozumiem Twoje argumenty na nie, choć nadal nie mam pojęcia jak to jest, że Ciebie ten film nie pochłonął tak jak mnie ;) Ale znając życie, pewnie za niedługi czas zdarzy się sytuacja na odwrót, gdy to ja będę kręcić nosem na obraz, który Tobie się spodobał. Ile filmów, tle zdań o nich. :]
                A co o tej nieprzychylnej atmosfery to niestety jest ona coraz częstsza na forach i dotyczy praktycznie każdego dużego filmu.
                Pozdrawiam

    • pafffcio 13:08 on 27 Marzec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Co osoba, to opinia, ostatnie o tym filmie właśnie słyszałem, że jest super. Mnie jednak trochę tematyka odstrasza. Nie moja bajka. Do kina chyba jednak nie pójdę na to.
      Pozdrawiam,
      Pawcio

    • ajar 06:25 on 4 Kwiecień 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Właśnie obejrzałem ten film. Jest przeciętny. To prawda. Ale nazywanie gniotem “Źródła”, to chyba nieporozumienie.

  • szymalan 13:45 on 5 December 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Rewers *** 

    Rewers  ***


    Ten sam przypadek co “Biała wstążka” – film nieźle zrobiony i mający ciekawy koncept fabularny, ale jego chłodna kalkulacja i nadęte poczucie wyższości na innymi dają wynik wielkiego fałszerstwa. Nie śmieszny, nużący, słabo zagrany- taki jest w kilku słowach “najlepszy polski film roku”. (Więcej…)

     
    • lola king 14:53 on 5 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wydaję mi się, że jeszcze trochę sobie poczekamy na ten genialny polski film. Borys rzeczywiście dotknął jakiejś innej materii, ale przecież nie możemy kogoś jedynie chwalić, za to, że nie poszedł za innymi, a zrobił coś znacznie innego. Filmu jeszcze nie widziałam, ale słyszałam od kliku osób podobne oceny do twojej. Dużo hałasu o nic! Zobaczymy jak film poradzi sobie na Oskarach, albo jak sobie nie poradzi. Pozdrawiam ;]

    • ktrya 15:44 on 5 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A więc jednak nie jest aż takie cudowne. Mnie jakoś do niego nie zachęca, mimo ,że lubię polskie kino, mimo, że coraz częściej produkuje coraz bardziej żenujące filmy.

    • marakeshpl 23:19 on 5 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mam strasznie wielką ochotę zobaczyć ten film. Z twojej opinii nie wynika nic dobrego, ale wg. mojego motto co się źle zaczyna to się dobrze kończy. Tym bardziej, że z technicznej strony widać cos niekonwencjonalnego. Do tego Janda (zobaczymy czy taka nadmuchana) i Buzek. Zobaczymy.
      Pozdrawiam

    • menetheris 16:26 on 7 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wydaję mi się, że te 3 gwiazdki, przynajmniej sądząc po recenzji są nieco naciągane i w sumie się tobie jako tako nie dziwię,.
      Moja opinia , przynajmniej początkowo zbyt entuzjastyczna nie była i nawet teraz, tym bardziej po obejrzeniu “Domu złego” stwierdzam, że to wcale “najlepszy polski film roku” nie był.
      Sporo braków “Rewers” ma, ale ja kupuję przede wszystkim jego klimat i koncept..
      Pozdrawiam

    • Pumex 14:08 on 11 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie popadajmy w skrajności. “Rewers” jest dobrym filmem i doceniajmy filmy, takimi jakie są. Wiadomo, że nie urosną do pułapu Tarantinowskiego czy wysmakowanego noir. Dziełko Borysa trzyma poziom. Ma swój klimat. Obsada jest dobrze dobrana. Nie można jej nic zarzuć a w szczególności Annie Polony ani Krystynie Jandzie – bo zagrały kapitalnie. Mnie rozbawiły do łez. Samteż jestem zawiedziony zakończeniem acz naszym już przyzwyczajeniem jest to, że lubimy narzekać. O tak! Może do niektórych filmów trzeba dojrzeć? Nie wszystkie filmy muszą wybuchać jak fajerwerk. Rewers nie jest dla wszystkich. O!

      • Pumex 14:15 on 11 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        O właśnie! Co to znaczy dobre kino popularne? Może Szym szedłeś ze złym nastawieniem, ale dobre kino popularne, to można obejrzeć wieczorem w telewizji. Chylę czoło Borysowi za to, że pokazuje, że jednak można coś innego nakręcić i doceniajmy, i oceniajmy, i zauważajmy. Nie podoba mi się to, że nie doceniamy możliwości. Wiadomo, że ciężko nam się wspiąć na dobry poziom, ale staramy się. Pokazujemy, że można. Rewers to jest coś. Klimat. Pomysł. Potencjał aktorski. Zdjęcia. Muzyka. Czarny humor. To nie film do popcornu.

        • szymalan 14:46 on 11 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          “Nie popadajmy w skrajności. “
          Nie popadłem w skrajnośc. Dałem 3/6, a nie 1 ;)

          Rewers” jest dobrym filmem i doceniajmy filmy, takimi jakie są”.

          A co ja właściwie innego powyżej zrobiłem? Oceniłem , takim jaki Rewers jest. of course, z mojej perspektywy. Nie ma obiektywnych opinii, panie Kolego!

          “Może do niektórych filmów trzeba dojrzeć?”

          Czyli albo się lubi ten film, albo się jest niedojrzałym? Nie wiem, czemu akurat ten miałby być wyznacznikiem dojrzałości. O.O

          “Może Szym szedłeś ze złym nastawieniem, ale dobre kino popularne, to można obejrzeć wieczorem w telewizji”

          Czyżby? Dla mnie dobre kino popularne to jest i “Ciekawy Przypadek benjamina Buttona” , i “Wojna Polsko Ruska”, ale i “Bękarty wojny”. Wiec nie wiem o co chodzi. Bo ja wcale nie mam na myli jedynie jakiegoś wąskiego zakresu prostych hollywoodzkich bajek. Proponuję zajrzeć do moich ulubionych na filmwebie :]

          “Chylę czoło Borysowi za to, że pokazuje, że jednak można coś innego nakręcić i doceniajmy, i oceniajmy, i zauważajmy. Nie podoba mi się to, że nie doceniamy możliwości. Wiadomo, że ciężko nam się wspiąć na dobry poziom, ale staramy się. Pokazujemy, że można.”

          A ja Pumexie, nie chylę czoła przed Lankoszem, bo pomysł to jedno, ale co innego końcowy wynik dzieła. Zauważyłem pomysł i oryginalność tego filmu , co przecież wyraźnie napisałem w recenzji (akapit 2). I same możliwości, jakie ma polskie kio nie są dla mnie powodem do tego, aby się zachwycać. Chcę zobaczyć na ekranie gotowe, kompletnie dzieło, które wywoła we mnie emocje. Tu nie odczułem nic, bo nie dałem rady przebić się przez ten nadęty, nadmuchany balon narcyzmu (“oo paczcie, jakie zrobiliśmy wielkie kino, złote lwy, 6 gwiazdek od recenzentów, film jakiego u nas nie było łooo..”), który skutecznie zabił mi cały film. Tak to jest jak się filmy kalkuluje, a nie podchodzi do nich z pasją i miłością do dużego ekranu.
          I nie pamiętam słabszej Jandy. W tym filmie jest potwornie teatralna. Tylko faceci się bronią ;]
          A popcornu w kinie nigdy nie jadam. O!
          pozdrawiam

    • pawcio 18:12 on 13 Grudzień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pierwsze zdanie o poziomie aktorstwa przeczytałem dwa razy, bo zwątpiłem, czy dobrze widzę :P Akurat tercet aktorski wszyscy chwalą, więc dlatego mnie to zaskoczyło. Zresztą cała recenzja jest trochę na przekór krytykom, ciekaw jestem, po której stronie ja stanę gdy w końcu Rewers obejrzę.
      Pozdrawiam,
      Pawcio

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.