Updates from Maj, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 21:23 on 14 May 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Clockwork Orange (1971,Stanley Kubrick) 

    FESTIWAL FILMÓW KULTOWYCH: Mechaniczna pomarańcza *****½

    11 maja 2012 roku (ten rok jest swoją drogą dziwny i niezwykły z wielu powodów) wybrałem się na katowicki Festiwal Filmów Kultowych, organizowany już po raz 15, i którego – jak się zdaje – podstawowa idea jest prosta i będąca spełnieniem marzeń sporej części młodych kinomanów, takich jak ja. Zobaczyć na dużym ekranie dzieła, które poznało się w zupełnie innych okolicznościach, zazwyczaj na małym ekranie domowym w towrzystwie swoim własnym lub najwyżej kilku często bliskch nam osób. Niektóre filmy – takie jak “Mechaniczna pomarańcza” Stanleya Kubricka – zasługują na więcej. 

    Niemal po brzegi wypełniona sala, jakieś 200-300 osób podekscytowanych przed seansem, chwilę przed zgaszeniem świateł krótka, ale rzeczowa prelekcja w wykonaniu Piotra Kletowskiego (autor kubrickowej monografii na polski rynek książkowy), w której padają ważne słowa: “zobaczyć ten film na dużym ekranie, to tak naprawdę zobaczyć ten film po raz pierwszy”. To prawda, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z tak niezwykłą prezentacją tego wiekopomnego dzieła: oczyszczony obraz, nowa cyfrowa jakość audiowizualna, podkręcone na cały regulator głośniki, sporych gabarytów ekran. Nikt na sali nie miał wątpliwości: to prawdziwe doświadczenie “Mechanicznej pomarańczy”.  (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 21:42 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę! Możliwość obejrzenia klasyki na wielkim ekranie to nie lada gratka. Szkoda, że na Pomorzu nie są jeszcze organizowane takie przeglądy filmowe (a przynajmniej nigdy nie słyszałem by były), bo bym się z wielką chęcią na taki festiwal wybrał.
      Pozdrawiam

      • szymalan 22:06 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dodam jeszcze, że ciekawa jest specyfika tego festiwalu: mozna na nim zobaczyć absolutnie uznane arcydzieła jak “Mechaniczna pomarańcza”, ale też jakieś vhsowe klasyki tandetnego choć mającego swoich amatorów kina klasy C, o których nikt nie słyszał, ale to nie wszystko! W tym roku mozna było zobaczyć nawet “Mrocznego rycerza” Nolana( w katalogu festiwalowym napisano “ten film nie wymaga komentarza ;)) , “Matrixa”, czy “Drive” z zeszłego roku. Przekrój tematycznie jest więc ogromny, a do tego są senase na świeżym powietrzu i kino samochodowe :) Ah żebym miał więcej czasu, to bym tam spędził parę dni na różnych pokazach. :D
        No a ja -cii! – prawodpodobnie będę za niedługo mieszkał właśnie na Pomorzu :) Więc to już dla mnie możliwe, że ostatnia edycja FFK he :)
        pozdrawiam!

        • milczacy_krytyk 23:24 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Fantastycznie brzmi ta impreza. Widać festiwal zrobiony bardzo z pomysłem, super, że takie mają miejsce i trzymają się mocno, bo jednak piętnasta edycja to już naprawdę coś. Tylko się cieszyć. I wcale się nie dziwię, na takie festiwale najwygodniej by było zawiesić bieżące życie i całkowicie oddać się kinu, na te kilka dni, by czerpać z nich jak najwięcej.
          No coś ty :D To wreszcie Pomorze wzmocni się jeśli chodzi o blogerów, bo dotychczas wszyscy jakoś tylko na południu byli zlokalizowani :) A co Cię aż na drugi koniec Polski sprowadza jeśli wiedzieć można?
          Jeśli przez Pomorze rozumieć Trójmiasto, to przed Tobą będzie kolejna (szósta już) edycja fantastycznego festiwalu All About Freedom, łączącego kino z teatrem i koncertami. Filmy z całego świata, bardzo premierowe, zdecydowanie warte zobaczenia. To z całą pewnością najciekawszy festiwal filmowy nad morzem, od trzech lat na niego chodzę i jestem zawsze bardzo zadowolony :)

          Pozdrawiam

          • szymalan 09:15 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Mozna ;) Właściwie jest kilka różnych powodów, a jednym z nich jest to, że chcę przyjechac do Trójmiasta na studia. Plan jest taki, że będę studiować w Gdańsku, a mieszkać w Gdynii :-)
            A o tym All About freedom czytałem u Ciebie już parę razy, brzmi strasznie ciekawie za każdym razem :) Bardzo chętnie się wybiorę !
            pozdrawiam

            • milczacy_krytyk 23:49 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              O, takie buty! A zamierzasz studiować coś co by się łączyło z poprzednimi studiami, czy może coś związanego z filmem?
              Jako rodzimy Gdynianin muszę napisać, że decyzja o mieszkaniu w Gdyni, zamiast w innym z miast 3city, to zdecydowanie najlepsza decyzja jaką mogłeś podjąć :D
              To na ostatni tydzień października czas sobie już rezerwuj, bo wtedy szósta edycja się będzie odbywać ;)

              • szymalan 22:44 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik

                Prawdopodobnie 2 stopień poprzednich studiów tzn. tych aktualnych, jeszcze przez jakiś miesiąc-dwa :) Patrz, pamiętałem że Ty z Gdynii jesteś! :) I cieszę się, że mam kolejne zaufane potwierdzenie, że warto tam się znaleźć ;) Co ciekawe nigdy tam nie byłem, ale z opowieści i fotografii widzę, że piękne miasto i, że ogólnie dobrze się tam żyje :) Teraz tylko trzymać kciuki żeby się udało wszystko! No i na festiwal się muszę wybrać ^^
                pozdrawiam!

    • Peckinpah 08:23 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Również zazdroszczę możliwości oglądania klasyki na dużym ekranie. Chętnie bym obejrzał w kinie jakiś stary film, który wcześniej widziałem np. w telewizji, nawet “Mechaniczną pomarańczę”, mimo że nie lubię tego filmu, bo to kino wyjątkowo męczące, nastawione na szokowanie i pełne irytującego kiczu. Dla porównania, znacznie lepiej pokazał przemoc Sam Peckinpah w zrealizowanych w tym samym roku “Nędznych psach”. Z filmów Kubricka zdecydowanie lepsza jest “Odyseja kosmiczna”, chociaż też nie jest to mój ulubiony film tego twórcy (wolę “Full Metal Jacket”).

      • szymalan 09:19 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Kicz moim zdaniem i cała w ogóle teatralność to chyba część ogólnego zamysłu: ten film to jedna spora prowokacja artystyczna. Oczywiście, nie wszystkim musi pasować, wiadomo, ale na mnie zrobiło wrażenie. Sam Peckinpah też ciekawie pokazywał w kinie przemoc, tu się zgodzę,ale jednak rozbuchane wizje Kubricka do mnie bardziej przemawiają jednak. Co do “Pomarańczy” to powiem, że za pierwszym razem mnie totalnie odrzuciło od tego filmu, uznałem go za nieciekawe dziwadło, ale potem z każdym kolejnym seansem (nie mówiąc o tym na dużym ekranie) było co raz lepiej. Co raz bardziej czułem klimat, co bardziej rozumiałem całą ideę filmu. Fakt, ciężki i mocny, ale nie zniechęcałbym się zbyt łatwo do niego. pozdrawiam!

        • Peckinpah 09:57 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Zarówno “Odyseję” jak i “Pomarańczę” widziałem dwukrotnie, by dać tym filmom drugą szansę. O ile jednak “Odyseja” za drugim razem spodobała mi się bardziej, to “Pomarańcza” wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej mnie odrzuciło od tego filmu (a do tego pojawił się wstręt do 9 symfonii Beethovena :D)
          Pozdrawiam!

          • szymalan 12:33 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            haha :D no to skoro po dwóch razach Cię nie przekonało, to już chyba faktycznie się nie uda. Fakt faktem, że ten film się dośc drażni z widzem, zmienia sposób opowiadania i tempo po wielokroć w trakcie seansu, ale jako doświadczenie całościowo ja go kupuję. Choć Beethoven i Singing in the rain już nigdy zabrzmią po tym filmie tak samo :D

    • Tom Braider 18:34 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Brzmi świetnie, zazdroszczę maksymalnie. Strasznie kiepskie, że takie klasyki żadko wracają do kin, i dziwi mnie, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł stałych seansów filmowych klasyków, bo przecież mnóstwo fanów dało by się pokroić by zobaczyć ich ukochane dzieła na wielkim ekranie. A tak btw to wiadomo, że Thieving Magpie jest pierszym dźwiękiem jaki chcemy słyszeć po Clockworku ;)

      • szymalan 20:17 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        No przecież co ja bym dał, żeby zobaczyć ODYSEJĘ na wielkim ekranie!! W każdym multipleksie powinna być jak dla mnie osobna sala przeznaczona do wyświetlania klasyków na okrągło dla chętnych.
        A thievieng magpie to po seansie siedziało mi w głowie przez godziny, nie mogłem się opędzić od tej muzyki:) pozdrawiam!

        • Tom Braider 20:48 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Z tego co wiem to “Odyseja” była ponownie grana w 2001 roku z wiadomych powodów, ale niestety wtedy to jeszcze nie ogarniałem na tyle :) A jakby istniało kino, która ma taką wspomnianą salę to chyba od razu kupiłbym karnet, mało tego coś czuję, że częściej bym tam bywał niż teraz uczęszczam do kina.

    • Klapserka 15:54 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rzeczywiście, aż czuć “w powietrzu” Twoje uwielbienie do Kubricka:) Cieszą wrażenia i emocje, tylko pozazdrościć:)

      Ja z kultowymi filmami nie mam zbyt wiele znajomości, “Mechanicznej pomarańczy”, pewnie wstyd, nie widziałam, ale brzmi zachęcająco:)

      • szymalan 22:50 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Warto, nawet jeśli tylko w domu, to i tak warto znać to dzieło :) A Kubrick jest faktycznie moim bogiem filmowym , czemu pewnie jeszcze nie raz dam wyraz na tym blogu :) pozdrawiam!

  • szymalan 17:48 on 5 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Hunger Games (Gary Ross, 2012) 

    Igrzyska śmierci ****

    Idę do kina z lekko skwaszoną miną. To co reklamują mi bowiem od kilku tygodni twórcy “Igrzysk śmierci” nie wygląda dobrze- wygląda na kolejny “Zmierzch”.  Kolejna saga dla młodzieży, kolejna produkcja fantasy, kolejna gadżetowa machina żerująca na biliardowej popularności pewnej powieści. Poza tym fabuła zapowiada przecież produkt straszny: film o młodych ludziach walczących ze sobą na śmierć i życie, podany nam jako błyszczący blouckbuster, który reklamuje się wszędzie i ma dużo zarobić? Jakby było i mało “zachęty”:  wszystko to razem trwa 2,5 godziny co razem z blokiem reklamowym daje mi niemal 3 godziny spędzone na czymś bardzo nieciekawym. Czyżby?

    Jestem więc  na tej sali, gasną światła i od tej chwili moja cyniczna twarz co raz bardziej pełna jest autentycznego zdumienia. To, co zastałem przez najbliższe 2,5 godziny nijak ma się do moich obaw i oczekiwań. Oczywiście film jest wielki, drogi i ma efekty specjalne (nawiasem mówiąc, dość kiepskawe niestety). Są gwiazdy w rolach głównych i jest happy end. Czego tu jednak – i co zaskakuje -  nie ma? Przede wszystkim nie ma hollywoodzkiego chowania dramatu za konwencją. Nie ma comic reliefów (tonacja przez większość seansu jest śmiertelnie poważna), które powinny się zgodnie z prawidłami nowoczesnej narracji co jakiś czas pojawić, nie ma scen akcji służących tylko temu, aby wyglądać cool i usprawniać tempo filmu. Nie ma wreszcie hollywoodzkiej elegancji stylu, oswajania płaską, schematyczną narracją łez, przemocy i śmierci. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 18:34 on 5 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się praktycznie ze wszystkim co napisałeś. Ogromnie zaskoczył mnie ten film, bo również spodziewałem się czegoś zwyklejszego i całe szczęście, że moja przyjaciółka wyciągnęła mnie na ten seans, bo bym teraz żałował nieoglądnięcia. Podzielam zdanie co do zbyt szybkiego zakończenia, jagódek i dziwnych zmian reguł gry, ale przy wszystkich pozostałych zaletach tego filmu, to minusy, na które można spokojnie przymknąć oko.
      A co do buntu, którego nie było widać, to podobno o nim mówią kolejne części, więc wszystko jeszcze przed nami ;)

      Pozdrawiam

      • szymalan 21:44 on 5 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        o, to mnie uspokoiłeś :) czekam na sequel w takim układzie ;) pozdrawiam

        • milczacy_krytyk 18:17 on 8 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          To teraz dla odmiany Cię trochę zaniepokoję :p
          Gary Ross nie będzie reżyserem kontynuacji. A co za tym idzie może nie być ona już tak dobra jak jedynka. Bardzo, ale to bardzo nie podoba mi się ten news :/

          • szymalan 18:42 on 8 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            no własnie już niestety słyszałem, też mnie właśnie bardzo zmartwiła ta wiadomośc :( Ross się tak sprawił i liczyłem, że saga będzie przynajmniej trzymac poziom :/

    • Agniecha 05:35 on 6 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      tak Damianie o tym będą kolejne części bowiem właśnie o tym jest ta książka, o buncie, który w Igrzyskach jest ledwo muśnięty. co prawda nie czytałam jeszcze kolejnych tytułów, ale wiem co mówię :P
      widzę, że częściowo widzisz te same wady w filmie co ja, ale i tak lepiej oceniasz tę produkcję. myślę, że ja po prostu więcej po niej oczekiwałam :)
      Pozdrawiam :*

      • szymalan 10:53 on 6 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        rozumiem :) mojemu książkowemu guru nie wypada nie wierzyć, także wyczekuję sequela , może tam już nie będzie sie udało odejśc od tych wątków :)
        no moje oczekiwania były naprawdę niskie, przed seansem zastanawiałęm się co robię na sali, ale 2,5 h później byłem naprawdę zadowolony ;) pozdrawiam :)

    • Peckinpah 11:46 on 7 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja obecnie poluję na literacki pierwowzór. Jeśli książka mi się spodoba to prawdopodobnie obejrzę ten film.

      • szymalan 17:47 on 7 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        też z chęcią przeczytałbym teraz. ale najpierw mam 3 część Millenium Larssona w kolejce :) a film oczywiście polecam. pozdrawiam!

  • szymalan 10:37 on 30 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Idi i smotri (1985, Elem Klimow) 

    Idź i patrz ******

    Rosyjski reżyser Elem Klimow (odszedł w roku 2003 w wieku 70 lat), choć przez całe swoje życie zdążył zrealizować tylko 5  pełnometrażowych filmów, to ostatnim z nich zapewnił sobie stałe miejsce w historii kina. To niezwykły “Idź i patrz”, psychologiczny dramat (choć może lepszym określeniem byłby “horror”?) o traumie, jakiej poddany zostaje nastoletni chłopiec w trakcie II wojny światowej na Białorusi w roku 1943.

    14-letni Florian Gajszun pragnie opuścić rodzinny dom i przystąpić do partyzantów walczących na terenie Białoruskich lasów i wiosek. Jednak, aby móc do nich dołączyć musi spełnić jeden warunek: posiadać broń. Dlatego Florian dużo czasu spędza na przeszukiwaniu byłych okopów w poszukiwaniu karabinu. Wbrew prośbom i zakazom matki (samotnie wychowującej jego i dwie siostry-bliźniaczki), wkrótce opuszcza rodzinę i dołącza do małego posterunku kolaborantów. Tam oczywiście, jak to najmłodszy wśród dorosłych mężczyzn – Flora traktowany jest jako “ten młody”. Coś posprząta, postoi na warcie, ale do walki wziąć go nikt nie chce. Kiedy przywódca decyduje o wyruszeniu Niemcom naprzeciw , Florian zostaje  sam na terenie obozu. Od tej chwili dla chłopaka zaczyna się przydługi etap samotnej i wyczerpującej tułaczki bez niczyjej szczególnej ochrony. Spotyka dziwnie zachowującą się dziewczynę, z którą odkrywa, że w jego byłym rodzinnym domu nikt już się nie ostał, jest świadkiem kolejnych niemieckich ataków i bombardowań, próbuje (najpierw w grupie, potem już samotnie) zorganizować małej wiosce trochę jedzenia, ale najgorsze dopiero przed nim: w pewnej chwili trafia do miasteczka, które nagle zostaje przejęte, spacyfikowane i wymordowane przez Niemców. (Więcej…)

     
    • Peckinpah 12:49 on 30 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kiedyś oglądałem ten film do połowy i pamiętam, że film mocno mnie wciągnął (nie pamiętam jednak co sprawiło, że oglądałem go tylko do połowy). Dlatego kiedy zobaczyłem ten film w TVP Kultura to nastawiłem się, że koniecznie muszę go obejrzeć. Niestety, nie przewidziałem, że zostanę przegłosowany – osoby, z którymi oglądałem telewizję wolały spektakl Teatru TV na żywo w programie pierwszym (“Szkoła żon” wg Moliera). Tak więc na film Klimowa muszę znowu poczekać. Kino wojenne nie należy do moich ulubionych gatunków, ale te rosyjskie produkcje potrafią wstrząsnąć widzem.

    • krotkoofilmie 14:39 on 30 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kino Rosyjskie potrafi wstrząsnąć, jak i władze komunistyczne po II wojnie.
      Szymalan hipnotyzujesz recenzją, więc nie pozostaje mi nic innego jak zobaczyć film. Lubię, jesli w tym przypadku można tak powiedzieć, oglądac wizję wojny w ten nie hollywoodzki sposób w ten bliższy rzeczywistości.

      • szymalan 21:13 on 30 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @Peckinpah:
        Ciesze się, że tym razem zgadzamy się w opinii, mimo, że dotyczy ona dopiero połowy filmu ;) mam nadzieję, że z resztą będzie podobnie, trzymam kciuki żeby się w końcu udało obejrzeć( ja od początku nie miałem szans na przekonanie wszystkich do oglądania, ale odkąd mam dekoder z nagrywarką problem się sam rozwiązał)

        @krótkoofilmie: cieszy mnie bardzo, że tekst podziałał zachęcająco :) będę wypatrywał jak zawsze recki na blogu ;)

        pozdrawiam!

  • szymalan 11:39 on 20 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Town (2010, Ben Affleck) 

    Miasto złodziei **** 

    Hollywood zmienia się w tempie niemal niedostrzegalnym: może Tom Cruise ośmieszać się jednym żenującym skandalem za drugim, ale za parę lat w pełni zrehabilitowac produkując wybitny film rozrywkowy,  jak czwarta część “Mission Impossible”. Może Ben Affleck przez 20 lat sprawiać wrażenie faceta, który dostaje paniki, za każdym razem kiedy ma grac główną rolę w filmie, ale wkrótce może sam zacząć reżyserować filmy, i to całkiem przyzwiote, oglądalne i cieszące się poklaskiem krytyki. Teraz, w swojej drugiej produkcji z kolei, Affleck byl w stanie jednocześnie obsadzić się i wyreżyserować sobie prawdopodobnie najlepszą rolę w swojej karierze.

    “The Town” mimo bardzo średniego scenariusza i niefortunnego montażu całości (do czego dojdziemy), jest  reżyserskim osiągnięciem, którego po Benie Afflecku nie spodziewałbym się nawet w najdziwniejszych snach. Aktor postanowił rozprawić się w pewnym sensie z demonami swojej młodości. Pokazał nam miejsce, w którym sam dorastał, czyli bodaj najbardziej przerażającą do życia dzielnicę miasta Bostonu: Charlestown (ponoć wychowywał się całkiem niedaleko). Kolebkę Bostońskiej przestępczości, w której wiedza o tym, jak okradać banki przekazywana jest z ojca na syna, a każdy kto chce przetrwać musi toczyć całkiem typowe, codzienne boje z policją i FBI. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 20:51 on 20 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film oglądałem ponad rok temu w pamięć zapada klimat, ta mała społeczność twardo tkwiąca w swoich przekonaniach i główny bohater chcący się wyrwać stamtąd. Affleck, wypada dużo lepiej jako reżyser aniżeli aktor, tutaj wyraźnie zabrakło sił na granie :)

    • Peckinpah 08:21 on 17 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pewnie gdyby film był w polskich kinach to pewnie bym go nie obejrzał, bo jeszcze rok temu nie wiedziałem o tym, że Ben Affleck reżyseruje znakomite filmy. Dowiedziałem się o tym dopiero w tym roku i teraz oczekuję z niecierpliwością jego kolejnego filmu (jeśli będzie w polskich kinach to na pewno nie przegapię, chyba że recenzje będą miażdżące ;)) “Miasto złodziei” to naprawdę kino z najwyższej półki, ja bym mu dał ocenę 8/10 (albo nawet 9). Nie powiedziałbym, że scenariusz jest średni, ale to prawda, że Affleck (mimo iż ma Oscara za scenariusz) w “The Town” lepiej sobie poradził jako reżyser niż jako scenarzysta. W filmie nie ma zbyt dużo akcji, ale jeśli już są to zrealizowane po mistrzowsku (szczególnie strzelaniny są świetnie nakręcone). Widać inspirację filmem “Gorączka” (podobno w rozszerzonej wersji jest scena, w której w tv leci “Gorączka” Manna), ale to nie jest wada, bo jeśli czerpać pomysły z innych filmów to tylko od najlepszych, a film Manna do nich należy.
      ‘krotko o filmie’ napisał, że Affleck jako aktor wypadł raczej słabo, moim zdaniem nie wypadł najgorzej z obsady, znacznie bardziej mnie przekonał niż ten, który zagrał agenta FBI (J. Hamm). Możliwe, że tak jak piszesz, szymalan, w “The Town” Affleck zagrał najlepszą rolę w swojej karierze.

  • szymalan 11:50 on 9 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Road (2009, John Hillcoat) 

    Droga ****

    Kino science fiction zdążyło już na mnóstwo sposobów odzwierciedlić jeden z największych lęków XX wieku: apokalipsę,  ale też post-apokalipsę, czyli wizję świata po zagładzie. W rozumieniu Hollywood oznacza to przeważnie nie tylko drogie, bombastyczne efekty specjalne, przejmującą, pełną rozmachu scenografię, ale też sporo tłumaczeń, wyjaśnień i przerysowań  (no i oczywiście gwiazdy:  np. perfekcyjnie wyglądającego Willa Smitha, w obsadzie). Niezależna ekranizacja głośnej powieści Cormaca McCarthy’ego (autora “To nie jest kraj dla starych ludzi”) , czyli  ”Drogi” stoi w zupełnej opozycji do typowych blockbusterów. Bohater nie tylko z wyglądu jest totalnie brzydki, brudny, nieogolony i ogólnie niezadbany o siebie, ale też bardzo niesympatyczny, nieufny wobec wszystkich i nieskory do kompromisów czy negocjacji. Jedyną osobą, o którą szczerze dba i której ufa, jest jego jedyny syn, którego matka a jego żona, pewnego dnia po prostu odeszła i już nie wróciła.

    Teraz czasy są naprawdę piekielne: roślinność ginie, lasy padają same z siebie, a krajobrazy spowijają szarości i bezkresne pustkowia zniszczonej ziemi. Jakby tego było i mało, są poważne problemy ze znalezieniem żywności, a po ulicach grasują zorganizowane gangi kanibali i bandytów. Reżyser kreuje rzeczywistość, która (znów: w przeciwieństwie do atrakcyjnych, uwodzących swoją stroną wizualną superprodukcji) jest autentycznie odrzucająca, straszna, i w której nie ma chwili  na to, aby móc się poczuć naprawdę bezpiecznym. Ale przede wszystkim – co uważam za najważniejszą różnicę w stosunku do filmów w rodzaju “I am Legend” – nikt ani przez chwilę nie próbuje wytłumaczyć co się tak naprawdę stało, a w samym filmie pada tylko jedno zdanie we wstępnej narracji głównego bohatera:  coś o ciemności i błysku światła, ale żadnych detali. Ale czyż tak by to nie wyglądało naprawdę? – jedna chwila i nikt nie wie co tak naprawdę się stało? Stało się i tyle.  (Więcej…)

     
    • Mikser 15:05 on 12 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Czy trudno wytrwać do końca? Raczej nie. Film dobry, nieźle obsadzony w czasie, konkretnie zmontowany. Fakt, smutny. Pozycja godna uwagi chociaż trochę swego czasu rozdmuchana. Kino raczej nieobowiązkowe ale wartościowe, z pewną głębią. Dlaczego jednak nie chcesz do niego kiedyś wrócić? Tego nie rozumiem.

      • szymalan 16:09 on 12 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Trudno się o to spierać, bo to nie są fakty, tyle indywiduwalne odczucia: dla mnie film jest depresyjny, powolny, męczący i w dużej mierze nużący. Inna sprawa, że czułem się po seansie wynagrodony za swoją cierpliwość, stąd taka a nie inna ocena. Nie zgodziłbym się tylko z tym montażem: dla mnie jest trochę niewydarzony w tym filmie. Myślę, że wycięcie dobrego kwadransa nie popsułoby głównej myśli całości.

  • szymalan 18:13 on 27 February 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Artysta (2011, Michel Hazanavicius) 

    Artysta ***½

    Kino nieme w wersji all-inclusive.  Olśniewający  croud-pleasure skrojony pod młodą widownię, która nie ogląda filmów niemych oraz dla widowni starszej, która podda się sentymentalnym emocjom (średnia wieku członków Akademii Filmowej to około 62 lata). Nakręcony w wysokiej rozdzielczości, zapisany na cyfrowej taśmie pastisz kina niemego z czasów Złotej Ery kina hollywoodzkiego – przyswajalny dla każdego, atrakcyjny, czytelny, pozbawiony oryginalnej historii i konfliktu dramatycznego. W czasach depresji i kryzysów trudno sobie wręcz wyobrazić, żeby poważniejsze i dojrzalsze kino zdobywało laury, które są wynikiem głosowania przez tak ogromne gremium  ekspertów.

    “Artysta” ma na pewno dużo obiektywnych zalet: jest to z pewnością majstersztyk techniczny. Ma znakomity montaż (ale słusznie przegrał z wirtuozerskim montażem nowego filmu Finchera) , świetne wyczucie rytmu (pod tym względem jest na pewno bardziej równy niż “Hugo”) , jedną absolutnie genialną rolę i jeden z najlepszych soundtracków roku 2011. Te ostatnie dwa elementy, to zresztą wszystkie, w których ten film winien był wygrać wczorajsze Oscary. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 21:05 on 27 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No nie mogę się zgodzić :p
      Zaczarował mnie ten film, od początku do samego końca, ani przez chwilę się na nim nie nudziłem i z coraz większym zachwytem przeżywałem ten seans. Nie zgodzę się, że nie czuć tu magii, bo znajduje się ona w każdej minucie tej produkcji, wylewa się z niej nieustannie. Dawno żaden film mnie tak nie porwał, nie wciągnął w swój świat jak właśnie “Artysta”.
      Co więcej, tak jak nigdy nie przepadałem za niemym kinem, tak jak nigdy nie potrafiłem docenić tych filmów, tak “Artysta” jako pierwszy pokazał mi co mogło być takiego niezwykłego w tych dziełach, zaczarował je dla mnie.
      Nie zgodzę się, że “Hugo” lepiej oddaje lepiej ducha tamtych filmów. “Hugo” to moim zdaniem zachwyt kinem jako takim, obojętnie jakie ono by nie było. Tęsknotą za starym, ale i fascynacją tym co nadchodzi. Uwielbieniem do srebrnego ekranu, tego miejsca, które przenosi nas w zupełnie inny świat. A “Artysta” ukazuje kino nieme, w taki sposób, że aż chce się jak najszybciej sięgnąć po tego typu obraz, by zasmakować tej zapomnianej niezwykłości.
      A cudownie wariackie występy Cohena, najchętniej wyciąłbym w całości z filmu Scorsese, bo nie potrafiłem ich znieść i nadal robi mi się słabo jak tylko sobie o nich przypomnę…

      Pozdrawiam
      PS. Podejrzewam, że gdybyś napisał o Oscarze dla Meryl, faktycznie byłoby zdecydowanie zbyt wiele kontrowersji. Szczególnie dla mnie ;)

      • szymalan 20:16 on 28 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “Nie zgodzę się, że “Hugo” lepiej oddaje lepiej ducha tamtych filmów. “Hugo” to moim zdaniem zachwyt kinem jako takim, obojętnie jakie ono by nie było. Tęsknotą za starym, ale i fascynacją tym co nadchodzi. Uwielbieniem do srebrnego ekranu, tego miejsca, które przenosi nas w zupełnie inny świat.”

        Ale właśnie na tym moim zdaniem polega cały ten paradoks. Moim zdaniem Hugo o wiele lepiej oddaje ducha kina niemego (zachwyt na kinem w ogóle również, to prawda ) , bo jest pełen ruchu, bohaterowie nie są tak wykalkulowani, nic nie sprawia wrażenia, że jest tak chirurgicznie dokładnie zaplanowane. Dlatego własnie Cohen zostaje ciągnięty przez kawałek peronu przez pociąg, (ja zresztą go jako komika uwielbiam, ludzie się też śmiali na moim pokazie z jego dowcipów w Hugonie) dlatego jest tyle tego biegania po dworcu (co w pierwszej połowie sprawia wrażenie niekontrolowanego przez reżysera) i całej tej wariackiej dzikości i żartów. To jest właśnie ruch, ta kinetyczna energia , jaką znam z kina niemego (którego jestem zdecydowanie fanem) i dlatego czułem się jak w domu. “Artysta” ma genialne koncepty jak scena z wkładaniem ręki do marynarki, ale to nie ta energia- widać, że przyszedł ktoś i ten moment co do sekundy wyliczył i ustawił pod odpowiednią choreografię. I to jest dla mnie problem Artysty: ten film chce być magiczny za wszelką cenę, ale robi to po łebkach i grubą krechą, podczas gdy w Hugo dopiero na końcu się wruszyłem i poczułem, ile magii jest w świecie filmu Scorsese (bo u Scorsese są najpierw bohaterowie, potem koncepty i gadżety). “Artysta” chce widownię powalić już w pierwszych momentach: wyrzuca mu przed twarz wszystko co ma, i w drugiej połowie już nic nie ma do zaoferowania poza naiwną dramą, która jest zrzynką z “Bulwaru zachodzącego słońca” i “Deszczowej piosenki”. I to niestety, zrzynką nieporównywalną jeśli chodzi o dramatyzm, napięcie, pomysłowość, dowcip , aktorstwo itd.
        pozdrawiam ;-)

    • ktrya 22:03 on 27 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      W sumie strona techniczna “Dziewczyny z tatuażem” (przepraszam, ale Artysty nie widziałam, więc się nie wypowiem) to jedyna mocna strona tego filmu, więc dobrze, że jak musiała już dostać oscara to za montaż. Ani aktorzy (nie wiem skąd ta nominacja dla Rooney Mary, która na tle szwedzkiej odtwórczyni tej roli wypada naprawdę słabo i mdło), ani fabuła, która z pierwowzorem ma nie wiele wspólnego, a nawet jako sam thriller się nie broni, nie są elementami, dla którego ten film warto obejrzeć.
      W sumie z nominowanych widziałam jeszcze “O północy w Paryżu”. Szkoda, że nie dostał za scenografię, naprawdę bajkowa ;-)
      Pozdrawiam

      • szymalan 20:20 on 28 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Tylko, że na tym polegał cały pomysł (zresztą jak dla mnie wierniejszy książce), że Lisbeth jest w tej wersji słabszą jednostką, która czasem po prostu niekontroluje swoich agresywnych reakcji na to co się jej przytrafia. A fabuła ma moim zdaniem o wiele więcej wspólnego z książką niż wersja szewedzka: jest znacznie wierniejsza postaciom ksiązkowym, co widać zwłaszcza w ostatniej scenie całego filmu. Jako thriller moim zdaniem się broni, Fincher jest wg mnie genialny w te klocki, ale to już co kto lubi ;) W szedzkiej nie było takich cudownie groteskowych rarytasów jak Enya w scenie w piwnicy ;-) pozdrawiam

        • ktrya 21:14 on 19 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Tylko, że w sumie tytuł sugeruje, że główną bohaterką jest Salander, kiedy o niej faktycznie dowiadujemy się nie wiele, a przynajmniej o wiele mniej niż w szwedzkiej produkcji. Znowu niekompetentne tłumaczenie tytułu na polski? A co do thrilleru to zdecydowanie bardziej włos mi się jeżył przy szwedzkiej produkcji, było bardziej brutalna… a tu taka groteskowość, że z thrillera wyszła jakaś parodia, szczególnie w tej ostatniej scenie. W ogóle mam wrażenie, że Fincher kpił sobie ze szwedzkiej produkcji, szkoda tylko, że nie pokazał lepszej wersji, skoro tamta mu najwyraźniej nie odpowiadała. Doprowadził jedynie do tego, że wróciłam z kina szczerze wkurzona i jedynie co mnie pociesza, że nie musiałam płacić za bilet za takie wrobienie mnie w jajo ;/. Pozdrawiam

          • szymalan 22:03 on 19 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Tytuł nic nie sugeruje, tytuł to tylko tytuł. Po prostu jest. Czy o Salander dowiadujemy się niewiele? Nie odniosłem takie wrażenia.
            Ważne dla mnie jest to, że ta postać działa na każdym poziomie. Poza tym jak dla mnie chemia na linii Craig-Mara jest nieporównywalna do pary z wcześniejszej ekranizacji.
            Parodii thrillera w tym filmie nie widziałem, nie rozumiem za bardzo tego wątku, zwłaszcza jeśli chodzi o ostatnią scenę, z której dowiadujemy się, że Salander z smutkiem godzi się, że nie zasługuje na związek z kimś takim jak Mikael. Jest to identyczne zakończenie jak w powieści i jak dla mnie zachwoujące wierność tej znakomitej postaci. Podczas, gdy w szwedzkiej w ogóle ten wątek nie jest pociągnięty, a film kończy się jakimś ekstrawaganckim wyjściem z samochodu na dużych obcasach, jakbyśmy mieli do czynienia z naśladowaniem jakiegoś Bonda (tak więc sprawę dowiadywania się o postaci różnych reczy mamy już chyba wyjaśnioną :P).
            Co do wkurzenia i innych emocji to powiem tak: historia nie raz pokazała, że tak własne rodzi się zazwyczaj wielka sztuka – okrzykami radości jednych i niezadowoleniem drugich ;) pozdrawiam!

    • Peckinpah 09:23 on 28 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Lubię nieme kino, zarówno Bustera Keatona (“Rozkosze gościnności”, “Generał”), jak i Chaplina (np. “Dzisiejsze czasy”), ale mimo to wcale nie uważam aby “Artysta” był filmem gorszym. Bo niby dlaczego? Bo nie było efektownych scen kaskaderskich (jak u Keatona) czy może pomysłowej sceny z domkiem wiszącym nad przepaścią (jak w “Gorączce złota”)? Było za to w tym filmie dużo więcej. “Artysta” to szczery hołd dla starego kina, reżyser nie miał zamiaru robić arcydzieła, nie próbował udawać, że to tylko bezpretensjonalna rozrywka, która jednak wciąga, poprawia humor, ale także zmusza do zastanowienia, czy aby na pewno nowe jest lepsze oraz czy słowa w filmie są niezbędne do opowiedzenia historii. Nie mam filmowi nic do zarzucenia, wszystko stoi na wysokim poziomie – realizacja, scenariusz, pojedyncze sceny, oprawa wizualna, muzyka i fenomenalne aktorstwo Dujardina i Berenice Bejo. Jak na rozrywkowe kino to i tak bardzo dużo :)

      • szymalan 20:32 on 28 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        “Bo niby dlaczego? Bo nie było efektownych scen kaskaderskich (jak u Keatona) czy może pomysłowej sceny z domkiem wiszącym nad przepaścią (jak w “Gorączce złota”)?”

        Tym, że te filmy niezależnie od popisów kaskaderskich lub ich braku, opowiadają dobre, angażujące historie swoich głównych bohaterów. To jest ta różnica i tego moim zdaniem brakuje “Artyście”, który opowiada w 100% przewidywalną, naiwną historyjkę, która ginie w natłoku cytatów i nawiązań do innych filmów i eksploatowania znanych wątków. Dla przykładu “Brzdąc” to kilkudziesiąciomunitowy filmik bez jakichkolwiek efektów, czy popisów, ale jak wzrusza do dzisiaj ;)

        Tu mnie historia w ogóle nie interesowała, bo reżysera moim zdaniem również nie . On chciał zrobić film niemy w XXI wieku, pokazać że ktoś ma taką odwagę. No i ok, tylko, że mnie sam hołd nie wystarczy, bo takich hołdów nawet na youtube jest pełno, przeróżnych zmiksowanych fragmentów z starych filmów niemych zrobionych przez fanów. Ja chcę filmu: postaci, fabuły, emocjonalnego zaangażowania. Najpierw to, potem hołdy i jesteśmy kwita z reżyserem ;)

        • Peckinpah 09:58 on 29 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Film jest naiwny, ale nie bardziej niż wiele filmów niemych. Na przykład “Brzdąc” jest moim zdaniem bardziej naiwny i mnie nie zaangażował. “Artysta” opowiada ciekawszą historię i nie popełnia błędów typowych dla kina niemego, jak np. nadużywanie plansz z napisami. Na przykład Chaplin w “Gorączce złota” stosował zbędne napisy opisowe typu “Nadchodzi burza”, “Nastał spokojny poranek”, “Po długiej i trudnej podróży” itp, albo np. przed pojawieniem się postaci kobiecej umieścił napis “Georgia” (dobrze, że nie “A Girl” ;)). “Artysta” jest filmem bardziej przemyślanym, dzięki ograniczeniu plansz z napisami widz może się skupić na opowiadanej historii, mimice twarzy aktorów, dzięki temu film bardziej angażuje. But this is just my opinion :)

          • szymalan 21:56 on 29 Luty 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Ale taką teorię to by można łatwo obalić: w Artystę mimo jego braku “błędów” związanych z napisami to ja się nie wciągnąłem zbyt szczególnie, podczas gdy w “gorączkę złotą” totalne i bez reszty. Więc nie rozumiem czemu plansze z napisami miałyby mi jakoś wadzić lub pomagać w seansie . W “Portierze z hotelu z Atlantic” nie ma wcale napisów, a nie powiem, żeby to było jakieś mega arcydzieło, choć na pewno ciekawa rzecz i chwilami dośc wzruszająca. Jak dla mnie napisy dużo nie zmieniają . I w sumie wydaje mi się, że nie dojdziemy w tej dyskusji do żadnego wniosku: trudno się w sumie spierać o to, czy kogoś angażuje dana historia czy nie. Mnie nie, Ciebie tak, każdy powiedział na swoją obronę co miał do powiedzenia. We agree to disagree :-)

            • Peckinpah 08:25 on 1 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              To ja tylko dodam, że jednak mimo wszystko “Gorączka złota” mnie wciągnęła, bardziej niż “Brzdąc”, ale nie bardziej niż “Artysta” czy np. “Dzisiejsze czasy”. Oglądając “Gorączkę złota” nie zwróciłem w ogóle uwagi na to nadużywanie plansz z napisami, dopiero po obejrzeniu “Artysty” to zauważyłem ;)

    • krotkoofilmie 20:59 on 1 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wypowiem się o tym co widziałem. Panowi wspominacie “Gorączkę złota” gdzie niby za duże jest plansz z napisami. Podczas mojego seansu, nie widziałem ani jednej, więc nie wiem czego sie czepiać. Wspominałem, że oglądałem wersje z lektorem? :P “Brzdąc” mnie zagiął, to ten film sprawił, że zainteresowałem się Chaplinem i niemym kinem. Ktokolwiek obsadziłę tego małego w roli brzdąca wykonał świetną robotę. Dziecko ujmuje w każdej sekundzie pojawiania się na ekranie i nie jest ani odrobinę przesłodzone, mając buźkę słodziaka.
      Na Artystę jeszcze nie dotarłem, ale wrócę tu po seansie i pewnie się z Tobą szymalan nie zgodzę :)

      • szymalan 00:47 on 2 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ja też stoję po stronie obrońców “Brzdąca” :) Co do ARTYSTY , zobacz koniecznie a potem się poniezgadzamy – przynajmniej na to można u mnie liczyć na pewno ;) pozdrawiam!

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.