Posts Mentioning RSS Toggle Comment Threads | Klawiaturowe skróty

  • szymalan 11:42 on 26 September 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Boski ****

    Clipboard01

    Zwycięzca nagrody jury na Cannenskim festiwalu oraz znaczek “filmweb poleca”- póki co, najważniejsze wyróżnienia dla tego filmu, jakie polski widz powinien wziąć pod uwagę. “Boski” to dobry i warty seansu obraz, który nigdy w Polsce nie uznany zostanie arcydziełem. (Więcej…)

     
    • Lola King 13:14 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Słyszałam już o tym filmie dużo dobrego. Ale wydaje mi się, że w Polsce nie zrobi furory. Andreotti jest to raczej lokalna “gwiazda”, polityk znany, przynajmniej przeciętnemu widzowi, tylko we Włoszech. Ja przynajmniej o nim wcześniej nie słyszałam. A więc, tak jak napisałeś, pewnie szybko bym się pogubiła, w tej całej historii, ale wierzę na słowo, że film ciekawy. Pozdrawiam ;]

    • menetheris 17:38 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rzeczywiście to film dosyć wyjątkowy( ach ta forma!), o dziwo nie wiem czemu w niektórych momentach przypominał mi dzieła Felliniego( bardziej “Osiem i pół), zaś w zupełnie innych kolorowy teledysk uzupełniony energiczną muzyką. Rzadko zdarzają się tak ryzykowne i godne podziwu połączenia, a mimo to trudno mi jakoś uznać “Boskiego” za obraz wybitny.
      Pozdrawiam

    • ktrya 17:52 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ale “Karol. Człowiek, który został papieżem” miał premierę jeszcze jak papież żył, w końcu cała obsada tego filmu, miała swój pokaz przedpremierowy w Watykanie.

    • pawcio 12:03 on 28 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przyznam się szczerze, że po tytule i plakacie, myślałem że to jakaś durna komedia jest :/ Dopiero po jakimś czasie doczytałem, że to może być całkiem dobry film. Ale tak jak piszesz, w Polsce na pewno arcydziełem go nikt nie okrzyknie. W tym kraju ludzie do kina chodzą przez przypadek :/
      Pozdrawiam,
      pawcio

  • szymalan 11:42 on 13 August 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Wszystko za życie ***

    Clipboard01

    Sean Penn jest znakomitym aktorem, a w niedawnym „Obywatelu Milku” otarł się o geniusz, za który słusznie otrzymał Oscara. Niestety z reżyserią u niego znacznie słabiej- „Into the Wild” to biografia młodego podróżnika Christophera McCandlessa. Biografia pretensjonalna, nieznośne długa, ckliwa i patetyczna. (Więcej…)

     
    • menetheris 15:13 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie wiem czy oglądaliśmy ten sam film. Widzę, że pojechałeś po nim ostro, sądzę, że za ostro. Dla mnie bohater wcale nie był irytujący, wręcz przeciwnie, a sceną kluczową wydaję mi się tutaj scena końcowa, kiedy widzi swych rodziców i zaczyna wszystko rozumieć.
      Nie proponował bym ci tak jednoznacznie osądzać ludzi. McCandless miał po prostu dosyć złudnego świata i chciał się z niego wyrwać.
      Nie widziałem zarówno w jego ideologii jak i życiu, nic sprzecznego. W tym się czuł dobrze, ale to też była jego nauczka.
      Zauważ, że postać ta niemal kala za swoje błędy, nie jest jeszcze doświadczony, a próby całkowicie samodzielnego losu przynoszą w większości niepowodzenia.
      Nie zgodzę się tylko co do palenie pieniędzy- mógł je w całość oddać na cele charytatywne a nie pokazywać jaki jest wyzwolony.
      Reszta mi w zupełności odpowiadała, a najbardziej spodobało mi się to, że Chris jest niesamowicie ludzki- on dla mnie ciągle czegoś poszukuję, choć jego wybory mogą się wydawać nie do końca trafne. Gdzie ty tam się dopatrzyłeś “pochwały głupoty i lekkomyślności” to ja nie wiem, widocznie( tu przepraszam jeżeli cię jakoś urażę) robiłeś zawsze w życiu dobrze i nigdy się nie pomyliłeś.
      A Sean był dla mnie niczym Herzog, a nawet lepiej. Nigdy nie sądziłem, że w oparach hollywood da się zrobić tak piękny, powolny film, którym, może zależy to od mojego usposobienia, ja się wprost delektowałem i z którego z pewnością wiele kadrów czy sekwencji pozostanie w mojej głowie na długo.
      Po obejrzeniu chodziłem 3 dni do tyłu. Bardzo mnie poruszył.

    • menetheris 15:19 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      PS: Muzyka to majstersztyk, zawsze kiedy sobie ją włączam powraca ten stan paraliżu, prawie alienacji. Tylko ty i dźwięki, chociażby na parę minut.

    • szymalan 16:03 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Widzę, że pojechałeś po nim ostro, sądzę, że za ostro.” a ja sądze, że jednak mam prawo do własnej opinii, moze jestem dziwny , ale u mnie na fw wyświetla sie przy tym mozliwosc oceny od 1-10, moze u Ciebie tylko od 7 do 10. :)))
      “Nie proponował bym ci tak jednoznacznie osądzać ludzi. McCandless miał po prostu dosyć złudnego świata i chciał się z niego wyrwać.”
      Ech, moze pozwolisz, że nie bedziesz mnie uczył jak oceniac ludz, a jak nie (wpier zdradź ile masz lat, jak jestes dużo dużo starszy to mozemy pogadac w innym tonie) . Myślisz, ze kaŻdego tak oceniam, zarówno w filmach , jak i na żywo? no to nie mamy o czym gadać.
      Jak bym zobaczył na filmie bohatera z krwi i kości, to bym go ocenił kompletnie. Dla mnie pozostaje on fałszywy i niewiarygodny od początku do końca. Miał mnóstwo okazji aby sie wykazac z lepszej strony, nie on idzie zaparte w swoje i wędruje na Tą Alaskę. No i fajnie, ale co mnie jako widza tak szczezrze mówiac obchodzi, ze jakis aspołeczny, pozbawiony wyobraźni i zdrowego rozsądku chłopiec izoluje sie od świata?
      Jasne, ze każdy czlowiek popełnia błędy, ale inna sprawa błędy, a inna sprawa podejmować tak niedojrzałe idiotyczne decyzje, pozostawić samych sobie rodziców (których reżyser perfidnie pokazuje jak w ngorszym świetle), siostrę, ignorowac wszystkich ludzi, których poznaje po drodze. Dla mnie to gloryfikacja głupoty, Penn nie ma za grosz dystansu do swojego bohatera, który jest nadęty i bezkompromisowy. I jeszcze to patetyczne zakończenie, te patetyczne teksty jakie wyglasza, te napisy na ekranie jakby widz był skończonym debilem i nie kumał co sie na ekranie dzieje. Ok. chodziłes 3 dni do tyłu i Cie poruszył. Ja ide naprzód, nie ruszają mnie takie przestylizowane historie o nastolatku, który ma same piątki w szkole, a nie potrafi w życiu zrozumieć najprostszych rzeczy. Jaki mądry, taki głupi.
      PS Muzyka jest ok,zgadzam się.

    • menetheris 18:50 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Sądzę, że wiek nie ma tu nic do rzeczy szymalanie- nie mam zamiaru się tu z tobą bić na noże, po prostu po raz kolejny mamy odmienne zdanie na temat filmu. Tyle, i tak wątpię żebym cię w kwestii “Into the wild” jakoś przekonał. Ty to widzisz tak, ja to widzę inaczej, ale spotykało się i w życiu i na ekranie o wiele większych łotrów niż ten cały “bezczelny” Chris.
      Co do oceny bohatera-Penn sypie ogólnikami z jego życia, bo inaczej by się to nie zmieściło. Wiadomo, że rodzice byli źli a dzieci chciały jak najlepiej. Nie mam zamiaru zasadniczo jakoś McCandlessa usprawiedliwiać czy wchodzić w jego psychikę, ale dla mnie wydaję się po prostu logiczne, że środowisko w którym żyjesz kształtuje ciebie i wywiera na tobie traumę, aż przychodzi czas kiedy jesteś dorosły i możesz o tym decydować czy chcesz być z nim związany czy nie. Nie wiemy o tym co się działo dokładnie w ich domu, lecz z pewnością nie działo się dobrze.
      Wybór co do odłączenia się całkowitego od opiekunów był związany ( co może wydać się naciągane) z ideologią, ale owa ideologia również nie do końca sprawdzała się w życiu jako coś całkowicie szlachetnego.
      Owszem, był egoistą, ale wciąż nie zgadzam się co do negatywnego postrzeganie jego osoby. Rodziców, czego jestem pewien kochał, lecz prawdopodobnie zrozumiał, że to nie na nim spoczywa ciężar odbudowywania rodziny, a na samych opiekunach.
      Czy chcieli wcześniej coś z tym zrobić? Nie. Trwali ze sobą, ciągle się kłócąc, zachowując jakąś tam iluzje szczęścia i spokoju. Układali mu życie-jak to rodzice, ale i oni musieli dojść do wniosku, że tak się nie da.
      Wg mnie ta cała historia pełna jest ofiar. I siostry-zaniedbanej zarówno przez jedną jak i przez drugą stronę, i nieszczęśliwych rodziców, i Chrisa, który przytłoczony próbował gdzieś się wyrwać.
      Dawniej, kiedy jeszcze nie był pełnoletni, taką możliwością były książki, teraz mógł to spełnić. I postanowił, że liczy się on, tylko on.

      • szymalan 20:03 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Twoja argumentacja jest niezła, tylko, że ciągle obracamy sie wokół tematu jego rodziców- gdyby chciał zerwac z nimi kontakt wystarczy wyjechac do zupełnie innego miasta gdzies daleko, gdzie go nie znajdą zbyt łatwo. I juz po kłopocie. Natomiast on izoluje sie od całego społeczenstwa i to wg mnie nie tylko głupota, ale i łatwizna. Po co radzic sobie z codziennością jak można wyjechac w dzicz i po sprawie, niech nikt mną sie nie przejmuje?
        Nie wiem w którym momencie wyszło , ze kocha rodziców, przecież wyzywał ich od głupich.
        Dla mnie egoista to jednoznacznie osoba nie zasługująca na szacunek, skoro owym szacunkiem nikogo innego nie darzy. I jego kwieciste z brązu wykute mowy, tym bardziej mnie od niego odrzucają. Tym samym dla mnie to słabo wyreżyserowany film, w którym Penn źle poprowadził postacie.
        No i racja, zdania nie zmienię co do filmu, ale i tak chodzi o krótką wymianę poglądów, wiec nasze wywody jakiś tam sens mają ;)

    • menetheris 21:11 on 13 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Co do ucieczki-Chris poszedł tropem swoich idoli jak między innymi Thoreau, który napisał “Waldena”-książkę o życiu w dziczy.

    • MAXcine 00:56 on 15 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja to widzę tak. Każdy ocenia innych przez pryzmat własnej osoby, własnych doświadczeń i poglądów. Przynajmniej ja tak to widzę, czego shymalan sam jesteś przykładem. Ja tez nie chce się bić :P, ale wskazujesz głupotę bohatera, wymieniasz jego głupie decyzje, pouczasz “wystarczy wyjechać i juz po kłopocie”, a także sam przyznajesz ze nie interesuje Cię taki typ bohatera (pozbawionego wg Ciebie wyobraźni itp). Rozumiesz go przez siebie – ty byś tak nie postąpił.. (ja tez nie… pojechałbym na południe bo cieplej :Dhehe). Problem jego rodziny scharakteryzował mu zasady dzisiejszej cywilizacji – pogoń za pieniądzem, bezwzględność, dwulicowość, przebiegłoś, obłuda itp itd. On nie uciekał tylko od rodziny (bo rodzice się kłócili i miał beznadziejne dzieciństwo), on uciekał od złudnego świata, chciał się wyrwać i odnaleźć swoje obsesyjne marzenie, które w obliczu rodziny kiełkowało w nim przez całe życie.. Owszem, mógł wyjechać na drugi koniec miasta itp. ale to nie to, dalej tkwiłby “w tej rodzinie”…
      I co z tego, ze korzystał z kolei?? Nie dostrzegam tej gloryfikacji głupoty… to ze McCandless był niedojrzałym, głupim egoista tylko działa na + jeżeli chodzi o jego człowieczeństwo. Jego świat był wyidealizowany, czuł się w nim jak ryba w wodzie, ale rzeczywistość go nie opuszczała, ciągle płacił za swoje błędy… To nie Penn nie miał dystansu do bohatera, tylko bohater nie miał dystansu do swojej ideologii przez co padł ofiarą własnego wyidealizowanego i, co ciekawe, złudnego marzenia. Penn wykonał kawał dobrej roboty, nakręcił piekły film, bajkę nie pozostawiająca złudzeń – nie wszystko jest takie jakie sie wydaje. McCandless zrozumiał to, ale odrobinę za późno.

      Nie wiem czy udało mi sie opisać to, co chciałem opisać bo polonista i myśliciel ze mnie żaden :P (pewnie wyszlo maslo maślane), ale wiem, że film jest godny polecenia. Mi sie bardzo podobał, a zdjęcia i rewelacyjny soundtrack (jeden z najlepszych) + leniwe tempo całego filmu sprawia, ze można sie zapomnieć. 8/10

  • szymalan 13:43 on 19 July 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Obywatel Kane *****

    Clipboard01

    Film-przełom, film-dzieło sztuki, film- koszmar studentów filmoznawstwa. Ale i wieczny okupant kolejnych list „najważniejszych filmów w historii” i to zwykle znajdujący się na ich szczycie. Oto „Obywatel Kane” Orsona Wellesa- prawdziwa legenda amerykańskiego kina z roku 1941. Czy rzeczywiście jest się czym dziś wciąż ekscytować? (Więcej…)

     
    • menetheris 13:37 on 20 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ten film nadal robi wrażenie, ale jednak jest dosyć długi, chyba nieco za długi. “Velvet Goldmine” jest zrobiony w podobnej formie, ale to zupełnie inne kino( jak dla mnie lepsze). Polecam, o ile jesteś tolerancyjny w stosunku do homoseksualistów ;)

  • szymalan 00:10 on 7 March 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Piękny umysł ***

    3c4f17b77909409bec824113b2ada3c71011

    Niestety, “Piękny umysł”, biografia genialnego matematyka Johna Nasha, to tylko hollywoodzka wydmuszka. Zbyt dobrze się zapowiada, zbyt mocno się rozkręca psychologicznie i zbyt mocno intryguje, aby mieć tak cholernie banalny finał. Ron Howard okazał się tym razem jedynie rzemieślnikiem. Tylko Crowe jest tutaj na piątkę.

    (Więcej…)

     
    • ly. 13:47 on 7 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No to czekam na ciąg dalszy, choć już teraz powiedzieć mogę, iż film ten darzę dużą sympatią :)

    • elan 14:46 on 7 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      finał narzuciła chyba prawdziwa historia// moja “miłość” do Russella zaczęła się po tym filmie, więc nawet nie pisze za jak świetny go uwazam ;]

  • szymalan 23:49 on 28 February 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Popiełuszko. Wolność jest w nas ****

    clipboard011

    Prawdę mówią gazety, które piszą, że nie jest to film wielki, choć już głosy, że to “katolicka propaganda”, “chała dla mas” itd. są już zdecydowanie przesadzone. “Popiełuszko. Wolnośc jest wśród nas” ma owszem sporo swoich mniejszych grzeszków, lecz ma niezaprzeczalną zaletę- głównego bohatera, świetnie granego przez  Adama Woronowicza. I dla jego wkładu w ten projekt warto wybrać się do kina.

    (Więcej…)

     
    • Huge 08:50 on 1 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nareszcie jakiś film, który widziałem :D
      W pierwszych 15-20 minutach film nie zapowiadał się dobrze, jednak później się rozkręcił. Nie żałuję wydanych pieniędzy na bilet.

      Aha, wczoraj obiecałem ci pewien komentarz: “łiiiiii, kocham szymalana” :D:D

    • ly. 13:29 on 1 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jeśli mam być szczera to nudzą mnie już filmy o ‘świętych’ wypełnione mszami i przemądrowanym moralizatorstwem. Filmu nie widziałam, więc nie wykluczam, że moje uprzedzenie może być mylne.

    • krecik 18:58 on 1 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      zgadzam się z “Ly” , takich filmów jest za dużo…najpierw kilka wersji o papieżu, potem coś o Dziwiszu, teraz Popiełuszko. Mimo tego, że nie widziałam jeszcze tego filmu to sądzę, że będzie podobne do papieży….

    • Martin 22:35 on 24 sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Bardzo dobry film. Nie zgadzam się z przedmówcami. Dobrze jest, że kręci się filmy traktujące o ważnych wydarzeniach i szlachetnych postaciach – taką właśnie szlachetną postacią był wg mnie Popiełuszko. Warto wybrać się na ten film nie li tylko ze względu na znakomitą rolę Adama Woronowicza, ale również ze względu na znakomitą reżyserię Rafała Wieczyńskiego. Warto dodać, że Pan Rafał i jego żona w realizację tego filmu włożyli bardzo, ale to bardzo dużo serca i pracy: m.in. sami zbierali fundusze…

  • szymalan 14:34 on 1 February 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Obywatel Milk ****

    1203591

    “Tu nie chodzi tylko o sprawę. Tu chodzi o nasze życie”- mówi Harvey Milk do Dana White’a, swojego politycznego przeciwnika w radzie miasta San Francisco. Najnowszy film Gus Van Santa to biografia pierwszego geja , który miał odwagę “wyjść z szafy” i walczyć na politycznym polu bitwy o własną godność i prawa. Reżyser, prywatnie także homoseksualista, kreśli paradokumentalny portret człowieka, którego w 1978 roku zamordowano za to, jaką walkę podjął dla środowiska gejów.

    Poznajemy Harveya Milka w momencie, w którym w metrze w dniu swoich urodzin poznaje swojego wielkiego kochanka Scotta Smitha, z którym zwiąże się na kilka lat, nie tylko emocjonalnie, ale i we wspólniczych interesach (prowadzili sklep) , także razem założyli ruch walczący o prawa gejowskie i prowadzili kampanie wyborcze Milka, który chciał jako radny przytrzeć nosa krzyczącym głośno o “prawach boskich i moralności” Anicie Bryant (była piosenkarką) a także Danowi White’owi.

    Nowy film Gus Van Santa wyróżnia sie na tle innych w jego filmografii. Bardziej hollywoodzki, głośny, pozbawiony tej jego maniery, spowolnionych do granic możliwości celebrowanych ujęć.Ale nie jest też tylko paradokumentem, zapisem wydarzeń i postaci: to też obraz o wnętrzu człowieka. Film wzięty jest w ramę cichych scen, w których bohater w  samotności nagrywa na kasety magnetofonowe swoim głosem coś jak osobistą spowiedź- wszystkie najważniejsze zdarzenia z jego życia. I tak jak przez cały film kreuje nam się bohater żywiołowy, energiczny, pełen charyzmy, uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do otoczenia (wcale nie był tak radykalny w swoich poglądach, chciał tylko godności, równości), tak w tych spokojnych scenach spowiedzi to człowiek świadomy, że jego sprawa jest przegrana, jest skupiony, sprawia wrażenie lekko zaniepokojonego. Owe nagrania odbył na dzień swoją niespodziewaną śmiercią.

    Ogromna zasługa w tym widowisku Seana Penna, już tyle razy wychwalanego za tę rolę, że cóż dodać można? Jego kreacja nie ma słabych stron i jeśli mam być szczery, to ona wynosi ten film na zupełnie wyższy poziom. Z pewnością jest godna Oscara, aczkolwiek ja chyba zostanę przy Mickeyu Rourkim, który bardziej niż warsztatem aktorskim popisał się emocjami w znakomitym “Wrestlerze”.

    Gus Van Sant miał sporo pomysłów na ten film i jego konstrukcję i się naprawdę udało. Pomógł mu znacząco Sean Penn, ludzie od montażu, czy od zdjęć (uchwycono esencję lat 70. bez żadnego przerysowania) . Ale mimo wszystkich zalet “Milk” pozostaje dla mnie mnie obrazem zanadto propagandowym, aby być dziełem wybitnym (jak “Tajemnica Brokbeck Mountain”)- nie wiem, który bardziej trafiłby do homofobów, bardziej obawiam się, że chyba jednak żaden.Także to ważny film, który może jednak (także dzięki polskiemu dystrybutorowi, który wpuścił film do kin w malutkiej liczbie kopii) nie spełnić swojej roli. Ludziom tolerancyjnym ten film nic nowego do świadomości nie wniesie. Co pozostaje? Pomnik ku pamięci  niezwyczajnego człowieka.

    szymalan

     
    • ly. 20:05 on 1 luty 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Do homofobów nie dotrze nic, a jednak motyw homoseksualizmu pojawiający się w kinie oswaja ludzi z czymś, co wydaje się być dewiacją najgorszą z najgorszych, a w rzeczywistości jest sprawą naturalną, choć o wiele mniej częstą niż tzw. ‘normalność’. Chętnie obejrzę :]

    • Saranake 18:35 on 2 luty 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      strasznie ciekawy jestem tego filmu – dzisiaj zobacze. zobacze jak wypadnie w porownaniu z Tajemnica Brokeback Mountain, ktory widzialem w sobote i bardzo mi sie podobal. zobaczymy, czy przebije w moich oczach Zaklinacza slow [to tak pod katem Oscarow ;P]. a tak btw: popraw sobie te wszystkie ‘Gust’ na ‘Gus’ ;D

    • Catalina 15:06 on 10 marzec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się z tym,ze do homofobów nie dotrze nic, a wręcz przeciwnie- wzmocni się ich wrogość i niechęć. Film odebrałam bardzo pozytywnie, nie pozwolił na chwile nudy, wg mnie dobrze zrobiony, A Penn w rolę wczuł się idealnie.
      Co ważne, film ukazuje ciągły problem, jakim jest niechęć wobec ludzi innej orientacji. Dlaczego ludzie do tego stopnia są w stanie nienawidzić i zatruwać innym życie? wciąż brakuje nam tolerancji… Bądźmy sobą i pozwólmy na to samo innym, a wtedy świat będzie bardziej znośny dla każdego z nas.

  • szymalan 16:20 on 15 November 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz |  

    Świadectwo ***

    b2b0cecdfd0db5f008b4b3d8c95caa35101

    Kolejny film o Karolu Wojtyle w naszych kinach i po raz pierwszy dokument. Oparty został na bestsellerowej powieści kardynała Stanisława Dziwisza “Świadectwo”, która jest intymnym zwierzeniem się autora z emocji, jakie towarzyszyły mu podczas sprawowania funkcji papieskiego sekretarza przez cały pontyfikat. Film w polskich kinach wchodzi w kopiach niepoprzedzonych reklamami.

    Nie należę do zwolenników poprzednich filmów o Janie Pawle II. Zarówno obydwa “Karole” Giacomo Battiato, jak i telewizyjny “Jan Paweł II” są filmami, które odrzucają swoją nachalnością. Nachalnością próby umieszczenia wszystkich najważniejszych wątków z życia papieża w jednym spójnym, artystycznym filmie. Efekt był gorzej niż słaby często- chaos, hagiografia na siłę, olbrzymia ilość uproszczeń i powierzchowności a z dwu i półgodzinnych dzieł nic wynieść nie sposób. “Świadectwo” przyjmuję z większym uznaniem.

    Przede wszystkim dlatego, że koniec już z problemem grania papieża. Nikt nie udaje, że imituje idealnie Ojca Świętego, żadni charakteryzatorzy nie męczą się nad zmianami fizycznymi Karola, zwłaszcza pod koniec życia, również nikt nas nie zaskoczy dziwną czy oryginalną interpretacją Wojtyły. Nareszcie mamy do woli naszego rodaka na ekranie, prawdziwego, szczerego, autentycznego. Sporo fragmentów archiwalnych, nawet takich, których nikt jeszcze publicznie nie wyświetlał.

    Narratorem filmu jest Andrzej Seweryn, który głównie zajmuje się tłumaczeniem tekstów angielskiego aktora Michaela Yorka, który wcielił się w rolę coś na kształt publicysty-dziennikarza, który komentuje rozwój akcji na ekranie. “Świadectwo” opowiada de facto tą samą historię, co wszystkie obrazy o Janie Pawle II, ale z tą różnicą, że z punktu widzenia Stanisława Dziwisza.

    Ta perspektywa sprawiła, że film ogląda się o wiele lżej (tak , tak- niż “Karole” i “Jany Pawły II” wszystkie, nie unikniemy tych nieustannych porównań), nie ma tu rozmachu, widowiskowych scen, podniosłości, mającej na siłę wzruszyć nas. Za to z pojedynczych słów Dziwisza wypływają emocje- szczere i chwytające za serce. Dla którego Wojtyła nie był świętym, mądrym księdzem, surowym teologiem, przywódcą duchowym mas- był przyjacielem.

    No cóż, ale szkoda, że jednak mimo wszystko- to film niezbyt udany. Przede wszystkim nic z tego filmu się szczególnego nie dowiadujemy, nie ma tu niczego co pokazałoby Wielkiego Rodaka w innym świetle niż to, które znamy. No może, poza jednym- papież lubił jeść rzeczy słodkie :) No ale tak na poważnie -nie widzę powodu ekranizacji takich powieści.

    Oczywiście wszyscy będą zadowoleni. Dzieci nie pójdą do szkoły, nauczyciele zabiorą uczniów na mądry film, starsi, wierzący ludzie nareszcie odnajdą coś dla siebie w repertuarze. No a producent widząc zyski również z pewnością ułoży pyszczek do uśmiechu. Krytyk, czy recenzent jest w takim przypadku absolutnie zbędny- albo ktoś podejdzie do tego filmu z wiarą i przyjmie całość, albo uzna film Pawła Pitera za kolejny skok na kasę. Strona artystyczna tu nie istnieje jako taka.

    Zatem czy warto, ktoś zapyta. Hm…biorąc pod uwagę fakt, że film o wiele lepiej się ogląda niż wszystkie fabularne poprzedniki (ten film też ma w sobie sporo fragmentów fabularyzowanych, ale to już nie to samo)  – z pewną refleksją i pewnym osobistym podejściem- bez globalnego myślenia o papieżu jako świętym, to trzeba przyznać że warto. Ale nie w kinie. Film szybko trafi na DVD, albo nawet do telewizji. I w taki sposób radzę do tej produkcji zajrzeć. Aczkolwiek nie odradzam na siłę. Kwestia woli, wiary.

    szymalan

     
    • ly. 14:56 on 16 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Odniosłam wrażenie chaosu w filmie, nie trzymania się chronologii.. Chyba, że to tylko moje omamy.
      Pozdrawiam :]

    • krecik 17:06 on 16 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie “Ly” , to nie są Twoje omamy, ja także odczułam brak chronologii. Poza tym, uważam, że to co zostało przedstawione w kinie, wcale nie powinno być wyświetlane w kinie lecz na programie TVP Historia bądź przy jakiejkolwiek okazji w innej stacji telewizyjnej. Dla mnie, ten film sprawiał wrażenie zwykłego reportażu jak np. z programu Sprawa dla reportera bądź Uwaga. Niestety, nie moge zgodzić z Szymalanem, iż ta wersja jest dużo lepsza od poprzednich ukazujących życie Papieża.
      Film o Janie Pawle II, gdzie główną rolę grał Piotr Adamczyk była najlepsza. Zapytasz , “dlaczego? ” Po pierwsze, to był film, który naprawdę nadawał się na wyświetlanie w kinach, po drugie ukazywał życie Papieża od lat dziecięcych aż po śmierć. W “Świadectwie” Dziwisza są tylko fragmenty, urywki. W tamtych filmach było więcej emocji i ukazywania uczuć, przede wszystkim Papieża, a nie kardynała Stanisława Dziwisza, bo w końcu to miał być film o Dziwiszu czy o Papieżu?

    • ly. 19:56 on 16 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      O papieżu w oczach Dziwisza :]

    • bless 17:36 on 17 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ja byłem na tym w kinie, ale doszedlem do wniosku że dziwisz ma fajną kiete :D

    • Huge 17:59 on 17 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jak dla mnie film raczej słaby, 2/5
      Może i bym dał wyższą ocenę gdyby nie powstało tyle filmów o Janie Pawle II… najpierw “Karol…”, potem “Jan Paweł II”, po jakimś czasie naczyna to już nudzić…

    • maecin 15:24 on 24 listopad 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      macie może najważniejsze wątki z tego filmu

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
previous post/previous comment
r
odpowiedz
e
edytuj
o
pokaż/ukryj komentarze
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
esc
anuluj