
Parodia dokumentu wykonana przez komika zwanego Sacha Baron Cohen przedstawiająca Borata, „szóstego co do popularności człowieka” w Kazachstanie i dziennikarza państwowej telewizji, który dla zwiększenia dobrobytu swojego narodu chce u samych źródeł zaczerpnąć wiedzy o kulturze amerykańskiej. Borat pokazuje się zawsze w asyście swojego otyłego producenta, rzuca się znienacka na nowojorczyków na ulicy, aby ich całować na powitanie zgodnie z kazachskim zwyczajem. Udaje mu się też spotykać miłość swojego życia – CJ Parker ze „Słonecznego Patrolu”, czyli Pamelę Anderson. Zamierza poślubić swą boginię w stylu kazahskim (co się wiąże, między innymi z użyciem jutowego worka).
Jest to beczka śmiechu, niewątpliwie, ale pozostawiająca niedosyt. Pod pretekstem podróży, główny bohater na każdym kroku w postaci chamskiego, rasistowskiego i homofobicznego humoru wyśmiewa Amerykę, ludzi, którzy tam mieszkają.
Pod przykrywką satyry wylewa się cała ta niewiedza, duma i buta Amerykanów. Oni we wszystko wierzą, co powie im Borat. We wszelkie zmyślone obyczaje i prawa. Myślą, że tylko Ameryka istnieje na świecie, no i gdzieś tam na wschodzie jest Irak. Po prostu wychodzi na jaw, jak Amerykanie są napuszeni przez swoją ‘poprawność polityczną’. Borat ubiera to w humor. Ale i tak prawda jest gorzka.
Humor w filmie stylizowany jest na ten z “Jackassa” czy “Dirty Sancheza” – niesmaczny, bezkompromisowy, często łamiący pewne granice. Można zrywać boki, ale bez przesady. Są sytuacje ewidentnie pozorowane, ale są też takie, które imitują naturalne zachowania. Najbardziej chyba rozbawił mnie motyw z Pamelą Anderson. Padłem ze śmiechu..
Powtarzam się: Borat, to beczka śmiechu, która wybucha tuż po zakończeniu reklam w kinie. Polecam!
Ocena: 8/10
(pumex)
Lola King 13:14 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Słyszałam już o tym filmie dużo dobrego. Ale wydaje mi się, że w Polsce nie zrobi furory. Andreotti jest to raczej lokalna “gwiazda”, polityk znany, przynajmniej przeciętnemu widzowi, tylko we Włoszech. Ja przynajmniej o nim wcześniej nie słyszałam. A więc, tak jak napisałeś, pewnie szybko bym się pogubiła, w tej całej historii, ale wierzę na słowo, że film ciekawy. Pozdrawiam ;]
menetheris 17:38 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Rzeczywiście to film dosyć wyjątkowy( ach ta forma!), o dziwo nie wiem czemu w niektórych momentach przypominał mi dzieła Felliniego( bardziej “Osiem i pół), zaś w zupełnie innych kolorowy teledysk uzupełniony energiczną muzyką. Rzadko zdarzają się tak ryzykowne i godne podziwu połączenia, a mimo to trudno mi jakoś uznać “Boskiego” za obraz wybitny.
Pozdrawiam
ktrya 17:52 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Ale “Karol. Człowiek, który został papieżem” miał premierę jeszcze jak papież żył, w końcu cała obsada tego filmu, miała swój pokaz przedpremierowy w Watykanie.
pawcio 12:03 on 28 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Przyznam się szczerze, że po tytule i plakacie, myślałem że to jakaś durna komedia jest :/ Dopiero po jakimś czasie doczytałem, że to może być całkiem dobry film. Ale tak jak piszesz, w Polsce na pewno arcydziełem go nikt nie okrzyknie. W tym kraju ludzie do kina chodzą przez przypadek :/
Pozdrawiam,
pawcio