Świadectwo ***

Kolejny film o Karolu Wojtyle w naszych kinach i po raz pierwszy dokument. Oparty został na bestsellerowej powieści kardynała Stanisława Dziwisza “Świadectwo”, która jest intymnym zwierzeniem się autora z emocji, jakie towarzyszyły mu podczas sprawowania funkcji papieskiego sekretarza przez cały pontyfikat. Film w polskich kinach wchodzi w kopiach niepoprzedzonych reklamami.
Nie należę do zwolenników poprzednich filmów o Janie Pawle II. Zarówno obydwa “Karole” Giacomo Battiato, jak i telewizyjny “Jan Paweł II” są filmami, które odrzucają swoją nachalnością. Nachalnością próby umieszczenia wszystkich najważniejszych wątków z życia papieża w jednym spójnym, artystycznym filmie. Efekt był gorzej niż słaby często- chaos, hagiografia na siłę, olbrzymia ilość uproszczeń i powierzchowności a z dwu i półgodzinnych dzieł nic wynieść nie sposób. “Świadectwo” przyjmuję z większym uznaniem.
Przede wszystkim dlatego, że koniec już z problemem grania papieża. Nikt nie udaje, że imituje idealnie Ojca Świętego, żadni charakteryzatorzy nie męczą się nad zmianami fizycznymi Karola, zwłaszcza pod koniec życia, również nikt nas nie zaskoczy dziwną czy oryginalną interpretacją Wojtyły. Nareszcie mamy do woli naszego rodaka na ekranie, prawdziwego, szczerego, autentycznego. Sporo fragmentów archiwalnych, nawet takich, których nikt jeszcze publicznie nie wyświetlał.
Narratorem filmu jest Andrzej Seweryn, który głównie zajmuje się tłumaczeniem tekstów angielskiego aktora Michaela Yorka, który wcielił się w rolę coś na kształt publicysty-dziennikarza, który komentuje rozwój akcji na ekranie. “Świadectwo” opowiada de facto tą samą historię, co wszystkie obrazy o Janie Pawle II, ale z tą różnicą, że z punktu widzenia Stanisława Dziwisza.
Ta perspektywa sprawiła, że film ogląda się o wiele lżej (tak , tak- niż “Karole” i “Jany Pawły II” wszystkie, nie unikniemy tych nieustannych porównań), nie ma tu rozmachu, widowiskowych scen, podniosłości, mającej na siłę wzruszyć nas. Za to z pojedynczych słów Dziwisza wypływają emocje- szczere i chwytające za serce. Dla którego Wojtyła nie był świętym, mądrym księdzem, surowym teologiem, przywódcą duchowym mas- był przyjacielem.
No cóż, ale szkoda, że jednak mimo wszystko- to film niezbyt udany. Przede wszystkim nic z tego filmu się szczególnego nie dowiadujemy, nie ma tu niczego co pokazałoby Wielkiego Rodaka w innym świetle niż to, które znamy. No może, poza jednym- papież lubił jeść rzeczy słodkie :) No ale tak na poważnie -nie widzę powodu ekranizacji takich powieści.
Oczywiście wszyscy będą zadowoleni. Dzieci nie pójdą do szkoły, nauczyciele zabiorą uczniów na mądry film, starsi, wierzący ludzie nareszcie odnajdą coś dla siebie w repertuarze. No a producent widząc zyski również z pewnością ułoży pyszczek do uśmiechu. Krytyk, czy recenzent jest w takim przypadku absolutnie zbędny- albo ktoś podejdzie do tego filmu z wiarą i przyjmie całość, albo uzna film Pawła Pitera za kolejny skok na kasę. Strona artystyczna tu nie istnieje jako taka.
Zatem czy warto, ktoś zapyta. Hm…biorąc pod uwagę fakt, że film o wiele lepiej się ogląda niż wszystkie fabularne poprzedniki (ten film też ma w sobie sporo fragmentów fabularyzowanych, ale to już nie to samo) – z pewną refleksją i pewnym osobistym podejściem- bez globalnego myślenia o papieżu jako świętym, to trzeba przyznać że warto. Ale nie w kinie. Film szybko trafi na DVD, albo nawet do telewizji. I w taki sposób radzę do tej produkcji zajrzeć. Aczkolwiek nie odradzam na siłę. Kwestia woli, wiary.
szymalan
Lola King 13:14 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Słyszałam już o tym filmie dużo dobrego. Ale wydaje mi się, że w Polsce nie zrobi furory. Andreotti jest to raczej lokalna “gwiazda”, polityk znany, przynajmniej przeciętnemu widzowi, tylko we Włoszech. Ja przynajmniej o nim wcześniej nie słyszałam. A więc, tak jak napisałeś, pewnie szybko bym się pogubiła, w tej całej historii, ale wierzę na słowo, że film ciekawy. Pozdrawiam ;]
menetheris 17:38 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Rzeczywiście to film dosyć wyjątkowy( ach ta forma!), o dziwo nie wiem czemu w niektórych momentach przypominał mi dzieła Felliniego( bardziej “Osiem i pół), zaś w zupełnie innych kolorowy teledysk uzupełniony energiczną muzyką. Rzadko zdarzają się tak ryzykowne i godne podziwu połączenia, a mimo to trudno mi jakoś uznać “Boskiego” za obraz wybitny.
Pozdrawiam
ktrya 17:52 on 26 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Ale “Karol. Człowiek, który został papieżem” miał premierę jeszcze jak papież żył, w końcu cała obsada tego filmu, miała swój pokaz przedpremierowy w Watykanie.
pawcio 12:03 on 28 wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik |
Przyznam się szczerze, że po tytule i plakacie, myślałem że to jakaś durna komedia jest :/ Dopiero po jakimś czasie doczytałem, że to może być całkiem dobry film. Ale tak jak piszesz, w Polsce na pewno arcydziełem go nikt nie okrzyknie. W tym kraju ludzie do kina chodzą przez przypadek :/
Pozdrawiam,
pawcio