Updates from Wrzesień, 2009 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 11:42 on 26 September 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Il Divo **** 

    Boski ****

    Clipboard01

    Zwycięzca nagrody jury na Cannenskim festiwalu oraz znaczek “filmweb poleca”- póki co, najważniejsze wyróżnienia dla tego filmu, jakie polski widz powinien wziąć pod uwagę. “Boski” to dobry i warty seansu obraz, który nigdy w Polsce nie uznany zostanie arcydziełem. (Więcej…)

     
    • Lola King 13:14 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Słyszałam już o tym filmie dużo dobrego. Ale wydaje mi się, że w Polsce nie zrobi furory. Andreotti jest to raczej lokalna “gwiazda”, polityk znany, przynajmniej przeciętnemu widzowi, tylko we Włoszech. Ja przynajmniej o nim wcześniej nie słyszałam. A więc, tak jak napisałeś, pewnie szybko bym się pogubiła, w tej całej historii, ale wierzę na słowo, że film ciekawy. Pozdrawiam ;]

    • menetheris 17:38 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rzeczywiście to film dosyć wyjątkowy( ach ta forma!), o dziwo nie wiem czemu w niektórych momentach przypominał mi dzieła Felliniego( bardziej “Osiem i pół), zaś w zupełnie innych kolorowy teledysk uzupełniony energiczną muzyką. Rzadko zdarzają się tak ryzykowne i godne podziwu połączenia, a mimo to trudno mi jakoś uznać “Boskiego” za obraz wybitny.
      Pozdrawiam

    • ktrya 17:52 on 26 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ale “Karol. Człowiek, który został papieżem” miał premierę jeszcze jak papież żył, w końcu cała obsada tego filmu, miała swój pokaz przedpremierowy w Watykanie.

    • pawcio 12:03 on 28 Wrzesień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przyznam się szczerze, że po tytule i plakacie, myślałem że to jakaś durna komedia jest :/ Dopiero po jakimś czasie doczytałem, że to może być całkiem dobry film. Ale tak jak piszesz, w Polsce na pewno arcydziełem go nikt nie okrzyknie. W tym kraju ludzie do kina chodzą przez przypadek :/
      Pozdrawiam,
      pawcio

  • szymalan 11:42 on 13 August 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Into the wild *** 

    Wszystko za życie ***

    Clipboard01

    Sean Penn jest znakomitym aktorem, a w niedawnym „Obywatelu Milku” otarł się o geniusz, za który słusznie otrzymał Oscara. Niestety z reżyserią u niego znacznie słabiej- „Into the Wild” to biografia młodego podróżnika Christophera McCandlessa. Biografia pretensjonalna, nieznośne długa, ckliwa i patetyczna. (Więcej…)

     
    • menetheris 15:13 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie wiem czy oglądaliśmy ten sam film. Widzę, że pojechałeś po nim ostro, sądzę, że za ostro. Dla mnie bohater wcale nie był irytujący, wręcz przeciwnie, a sceną kluczową wydaję mi się tutaj scena końcowa, kiedy widzi swych rodziców i zaczyna wszystko rozumieć.
      Nie proponował bym ci tak jednoznacznie osądzać ludzi. McCandless miał po prostu dosyć złudnego świata i chciał się z niego wyrwać.
      Nie widziałem zarówno w jego ideologii jak i życiu, nic sprzecznego. W tym się czuł dobrze, ale to też była jego nauczka.
      Zauważ, że postać ta niemal kala za swoje błędy, nie jest jeszcze doświadczony, a próby całkowicie samodzielnego losu przynoszą w większości niepowodzenia.
      Nie zgodzę się tylko co do palenie pieniędzy- mógł je w całość oddać na cele charytatywne a nie pokazywać jaki jest wyzwolony.
      Reszta mi w zupełności odpowiadała, a najbardziej spodobało mi się to, że Chris jest niesamowicie ludzki- on dla mnie ciągle czegoś poszukuję, choć jego wybory mogą się wydawać nie do końca trafne. Gdzie ty tam się dopatrzyłeś “pochwały głupoty i lekkomyślności” to ja nie wiem, widocznie( tu przepraszam jeżeli cię jakoś urażę) robiłeś zawsze w życiu dobrze i nigdy się nie pomyliłeś.
      A Sean był dla mnie niczym Herzog, a nawet lepiej. Nigdy nie sądziłem, że w oparach hollywood da się zrobić tak piękny, powolny film, którym, może zależy to od mojego usposobienia, ja się wprost delektowałem i z którego z pewnością wiele kadrów czy sekwencji pozostanie w mojej głowie na długo.
      Po obejrzeniu chodziłem 3 dni do tyłu. Bardzo mnie poruszył.

    • menetheris 15:19 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      PS: Muzyka to majstersztyk, zawsze kiedy sobie ją włączam powraca ten stan paraliżu, prawie alienacji. Tylko ty i dźwięki, chociażby na parę minut.

    • szymalan 16:03 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Widzę, że pojechałeś po nim ostro, sądzę, że za ostro.” a ja sądze, że jednak mam prawo do własnej opinii, moze jestem dziwny , ale u mnie na fw wyświetla sie przy tym mozliwosc oceny od 1-10, moze u Ciebie tylko od 7 do 10. :)))
      “Nie proponował bym ci tak jednoznacznie osądzać ludzi. McCandless miał po prostu dosyć złudnego świata i chciał się z niego wyrwać.”
      Ech, moze pozwolisz, że nie bedziesz mnie uczył jak oceniac ludz, a jak nie (wpier zdradź ile masz lat, jak jestes dużo dużo starszy to mozemy pogadac w innym tonie) . Myślisz, ze kaŻdego tak oceniam, zarówno w filmach , jak i na żywo? no to nie mamy o czym gadać.
      Jak bym zobaczył na filmie bohatera z krwi i kości, to bym go ocenił kompletnie. Dla mnie pozostaje on fałszywy i niewiarygodny od początku do końca. Miał mnóstwo okazji aby sie wykazac z lepszej strony, nie on idzie zaparte w swoje i wędruje na Tą Alaskę. No i fajnie, ale co mnie jako widza tak szczezrze mówiac obchodzi, ze jakis aspołeczny, pozbawiony wyobraźni i zdrowego rozsądku chłopiec izoluje sie od świata?
      Jasne, ze każdy czlowiek popełnia błędy, ale inna sprawa błędy, a inna sprawa podejmować tak niedojrzałe idiotyczne decyzje, pozostawić samych sobie rodziców (których reżyser perfidnie pokazuje jak w ngorszym świetle), siostrę, ignorowac wszystkich ludzi, których poznaje po drodze. Dla mnie to gloryfikacja głupoty, Penn nie ma za grosz dystansu do swojego bohatera, który jest nadęty i bezkompromisowy. I jeszcze to patetyczne zakończenie, te patetyczne teksty jakie wyglasza, te napisy na ekranie jakby widz był skończonym debilem i nie kumał co sie na ekranie dzieje. Ok. chodziłes 3 dni do tyłu i Cie poruszył. Ja ide naprzód, nie ruszają mnie takie przestylizowane historie o nastolatku, który ma same piątki w szkole, a nie potrafi w życiu zrozumieć najprostszych rzeczy. Jaki mądry, taki głupi.
      PS Muzyka jest ok,zgadzam się.

    • menetheris 18:50 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Sądzę, że wiek nie ma tu nic do rzeczy szymalanie- nie mam zamiaru się tu z tobą bić na noże, po prostu po raz kolejny mamy odmienne zdanie na temat filmu. Tyle, i tak wątpię żebym cię w kwestii “Into the wild” jakoś przekonał. Ty to widzisz tak, ja to widzę inaczej, ale spotykało się i w życiu i na ekranie o wiele większych łotrów niż ten cały “bezczelny” Chris.
      Co do oceny bohatera-Penn sypie ogólnikami z jego życia, bo inaczej by się to nie zmieściło. Wiadomo, że rodzice byli źli a dzieci chciały jak najlepiej. Nie mam zamiaru zasadniczo jakoś McCandlessa usprawiedliwiać czy wchodzić w jego psychikę, ale dla mnie wydaję się po prostu logiczne, że środowisko w którym żyjesz kształtuje ciebie i wywiera na tobie traumę, aż przychodzi czas kiedy jesteś dorosły i możesz o tym decydować czy chcesz być z nim związany czy nie. Nie wiemy o tym co się działo dokładnie w ich domu, lecz z pewnością nie działo się dobrze.
      Wybór co do odłączenia się całkowitego od opiekunów był związany ( co może wydać się naciągane) z ideologią, ale owa ideologia również nie do końca sprawdzała się w życiu jako coś całkowicie szlachetnego.
      Owszem, był egoistą, ale wciąż nie zgadzam się co do negatywnego postrzeganie jego osoby. Rodziców, czego jestem pewien kochał, lecz prawdopodobnie zrozumiał, że to nie na nim spoczywa ciężar odbudowywania rodziny, a na samych opiekunach.
      Czy chcieli wcześniej coś z tym zrobić? Nie. Trwali ze sobą, ciągle się kłócąc, zachowując jakąś tam iluzje szczęścia i spokoju. Układali mu życie-jak to rodzice, ale i oni musieli dojść do wniosku, że tak się nie da.
      Wg mnie ta cała historia pełna jest ofiar. I siostry-zaniedbanej zarówno przez jedną jak i przez drugą stronę, i nieszczęśliwych rodziców, i Chrisa, który przytłoczony próbował gdzieś się wyrwać.
      Dawniej, kiedy jeszcze nie był pełnoletni, taką możliwością były książki, teraz mógł to spełnić. I postanowił, że liczy się on, tylko on.

      • szymalan 20:03 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Twoja argumentacja jest niezła, tylko, że ciągle obracamy sie wokół tematu jego rodziców- gdyby chciał zerwac z nimi kontakt wystarczy wyjechac do zupełnie innego miasta gdzies daleko, gdzie go nie znajdą zbyt łatwo. I juz po kłopocie. Natomiast on izoluje sie od całego społeczenstwa i to wg mnie nie tylko głupota, ale i łatwizna. Po co radzic sobie z codziennością jak można wyjechac w dzicz i po sprawie, niech nikt mną sie nie przejmuje?
        Nie wiem w którym momencie wyszło , ze kocha rodziców, przecież wyzywał ich od głupich.
        Dla mnie egoista to jednoznacznie osoba nie zasługująca na szacunek, skoro owym szacunkiem nikogo innego nie darzy. I jego kwieciste z brązu wykute mowy, tym bardziej mnie od niego odrzucają. Tym samym dla mnie to słabo wyreżyserowany film, w którym Penn źle poprowadził postacie.
        No i racja, zdania nie zmienię co do filmu, ale i tak chodzi o krótką wymianę poglądów, wiec nasze wywody jakiś tam sens mają ;)

    • menetheris 21:11 on 13 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Co do ucieczki-Chris poszedł tropem swoich idoli jak między innymi Thoreau, który napisał “Waldena”-książkę o życiu w dziczy.

    • MAXcine 00:56 on 15 Sierpień 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja to widzę tak. Każdy ocenia innych przez pryzmat własnej osoby, własnych doświadczeń i poglądów. Przynajmniej ja tak to widzę, czego shymalan sam jesteś przykładem. Ja tez nie chce się bić :P, ale wskazujesz głupotę bohatera, wymieniasz jego głupie decyzje, pouczasz “wystarczy wyjechać i juz po kłopocie”, a także sam przyznajesz ze nie interesuje Cię taki typ bohatera (pozbawionego wg Ciebie wyobraźni itp). Rozumiesz go przez siebie – ty byś tak nie postąpił.. (ja tez nie… pojechałbym na południe bo cieplej :Dhehe). Problem jego rodziny scharakteryzował mu zasady dzisiejszej cywilizacji – pogoń za pieniądzem, bezwzględność, dwulicowość, przebiegłoś, obłuda itp itd. On nie uciekał tylko od rodziny (bo rodzice się kłócili i miał beznadziejne dzieciństwo), on uciekał od złudnego świata, chciał się wyrwać i odnaleźć swoje obsesyjne marzenie, które w obliczu rodziny kiełkowało w nim przez całe życie.. Owszem, mógł wyjechać na drugi koniec miasta itp. ale to nie to, dalej tkwiłby “w tej rodzinie”…
      I co z tego, ze korzystał z kolei?? Nie dostrzegam tej gloryfikacji głupoty… to ze McCandless był niedojrzałym, głupim egoista tylko działa na + jeżeli chodzi o jego człowieczeństwo. Jego świat był wyidealizowany, czuł się w nim jak ryba w wodzie, ale rzeczywistość go nie opuszczała, ciągle płacił za swoje błędy… To nie Penn nie miał dystansu do bohatera, tylko bohater nie miał dystansu do swojej ideologii przez co padł ofiarą własnego wyidealizowanego i, co ciekawe, złudnego marzenia. Penn wykonał kawał dobrej roboty, nakręcił piekły film, bajkę nie pozostawiająca złudzeń – nie wszystko jest takie jakie sie wydaje. McCandless zrozumiał to, ale odrobinę za późno.

      Nie wiem czy udało mi sie opisać to, co chciałem opisać bo polonista i myśliciel ze mnie żaden :P (pewnie wyszlo maslo maślane), ale wiem, że film jest godny polecenia. Mi sie bardzo podobał, a zdjęcia i rewelacyjny soundtrack (jeden z najlepszych) + leniwe tempo całego filmu sprawia, ze można sie zapomnieć. 8/10

  • szymalan 13:43 on 19 July 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Citizen Kane (1941) ***** 

    Obywatel Kane *****

    Clipboard01

    Film-przełom, film-dzieło sztuki, a także film- koszmar studentów filmoznawstwa. Ale i wieczny okupant kolejnych list „najważniejszych filmów w historii” i to zwykle figurujący na samej górze. Oto „Obywatel Kane” Orsona Wellesa- prawdziwa legenda amerykańskiego kina z roku 1941. Czy rzeczywiście jest się czym dziś wciąż ekscytować? (Więcej…)

     
    • menetheris 13:37 on 20 Lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ten film nadal robi wrażenie, ale jednak jest dosyć długi, chyba nieco za długi. “Velvet Goldmine” jest zrobiony w podobnej formie, ale to zupełnie inne kino( jak dla mnie lepsze). Polecam, o ile jesteś tolerancyjny w stosunku do homoseksualistów ;)

  • thirtyseconds 17:17 on 9 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The March of the Penguins/Marsz Pingwinów. 

    Image Hosted by ImageShack.us

    Kamera wprowadza nas w bajeczną historię, w której głównymi bohaterami są pingwiny – niepozorne stworzonka, które cieszą oko swoim pieszczotliwym i puchatym wyglądem. Odkrywamy coś więcej, odkrywamy ciężką wędrówkę, jaką muszą przebyć, po to by przeżyć, po to by przedłużyć istnienie gatunku. Największym wrogiem dla nich będą lody Antarktyki – niebezpiecznego i kruchego kontynentu. Ich życie będzie determinowane przez głód, będzie walką o przetrwanie.

    “Marsz Pingwinów”, to nie jest pospolity film dokumentalny (doceniony Oscarem), to przedstawienie części natury przez pryzmat cech ludzkich, co rodzi twór piękny, niesamowity, oddziałujący na emocje człowieka. Mamy tu zderzenie majestatu zimnych lodów z małym elementem natury, jakim jest pingwin. Zawsze gdzieś zepchnięty, żyjący na odludziu quasi-ptak w tym filmie wyniesiony jest na wysoką pozycję.

    Wspaniałe widowisko ze świetną muzyką!

    Ocena: 9/10

    (pumex)

     
    • szymalan 22:45 on 16 Marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Witaj Pumex. Zajrzałeś do nas, zaprosiłeś mnie do siebie, więc jestem. Masz b. ciekawy blog, jest naprawdę co czytać i chętnie wpadnę częściej.

      Co do Marszu Pingwinów: niezwykłość filmu polega na niezwykłości wiedzy jaka zostaje nam tam przekazana. Film cenię bardzo wysoko jak Ty, zrobił na mnie wrażenie. Ach te emocje… 8/10

    • J.Ryder 18:14 on 3 Kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam sie, to byl bardzo dobry film dokumentalny. Swietna muzyka, ciekawie zrobiony, cudownie pokazane zycie pingwinow. Obejrzalem go, bo wiele osob mi go polecalo i sie nie zawiodlem 8/10

  • thirtyseconds 23:13 on 29 December 2007 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Blow. 

    Image Hosted by ImageShack.us

    Oparta na autentycznych wydarzeniach historia Georga Jung’a. Pod koniec lat 70-tych Jung trafił do więzienia za posiadanie marihuany. Po krótkim pobycie za kratkami w wczesnych latach 80-tych podjął się “wprowadzenia na rynek” nowego narkotyku – kokainy. Obecnie jest jedynym Amerykaninem, który na przemycie narkotyków, współpracy z kartelem z Medellin zarobił miliony dolarów, płacąc jednak za to wysoka cenę.

    Spektakularny film opowiadający dosyć ciekawą historię handlarza narkotyków i przemytnika George’a. Johnny Depp idealnie się wpasował do tej roli. Koncepcja kreacji jego postaci sprawia, że widz przyklaskuje szczęściu, kibicuje mu i współczuje niepowodzeniom. Jest z nim na dobre i na złe. Przechodzi z nim wzloty i upadki. Jest to film o marzeniach – niewłaściwych marzeniach. Dobry film z Deppem na pierwszym miejscu.

    Polecam!

    Ocena: 8/10

    (pumex)

     
  • thirtyseconds 17:26 on 10 December 2007 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Borat – Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę a ludziom żyło się lepiej. 

    Image Hosted by ImageShack.us

    Parodia dokumentu wykonana przez komika zwanego Sacha Baron Cohen przedstawiająca Borata, „szóstego co do popularności człowieka” w Kazachstanie i dziennikarza państwowej telewizji, który dla zwiększenia dobrobytu swojego narodu chce u samych źródeł zaczerpnąć wiedzy o kulturze amerykańskiej. Borat pokazuje się zawsze w asyście swojego otyłego producenta, rzuca się znienacka na nowojorczyków na ulicy, aby ich całować na powitanie zgodnie z kazachskim zwyczajem. Udaje mu się też spotykać miłość swojego życia – CJ Parker ze „Słonecznego Patrolu”, czyli Pamelę Anderson. Zamierza poślubić swą boginię w stylu kazahskim (co się wiąże, między innymi z użyciem jutowego worka).

    Jest to beczka śmiechu, niewątpliwie, ale pozostawiająca niedosyt. Pod pretekstem podróży, główny bohater na każdym kroku w postaci chamskiego, rasistowskiego i homofobicznego humoru wyśmiewa Amerykę, ludzi, którzy tam mieszkają.

    Pod przykrywką satyry wylewa się cała ta niewiedza, duma i buta Amerykanów. Oni we wszystko wierzą, co powie im Borat. We wszelkie zmyślone obyczaje i prawa. Myślą, że tylko Ameryka istnieje na świecie, no i gdzieś tam na wschodzie jest Irak. Po prostu wychodzi na jaw, jak Amerykanie są napuszeni przez swoją ‘poprawność polityczną’. Borat ubiera to w humor. Ale i tak prawda jest gorzka.

    Humor w filmie stylizowany jest na ten z “Jackassa” czy “Dirty Sancheza” – niesmaczny, bezkompromisowy, często łamiący pewne granice. Można zrywać boki, ale bez przesady. Są sytuacje ewidentnie pozorowane, ale są też takie, które imitują naturalne zachowania. Najbardziej chyba rozbawił mnie motyw z Pamelą Anderson. Padłem ze śmiechu..

    Powtarzam się: Borat, to beczka śmiechu, która wybucha tuż po zakończeniu reklam w kinie. Polecam!

    Ocena: 8/10

    (pumex)

     
    • Barrt 14:08 on 31 Grudzień 2007 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dobry, zabawny, ale nic szczególnego. Ocena zasłużona.

    • szymalan 14:34 on 25 Marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      oj, wolę nie wywoływać burzy. Bo ja tego filmu szczerze nie znoszę 1\10.

    • J.Ryder 18:18 on 3 Kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mi ten film nie przypad do gustu. Dla mnie ni bylo w nim nic smiesznego. Borat udawal glupka i myslal ze jest smieszny. Bardzo zawiodlem sie na nim, bo zapowiadal sie fajnie. Nie daje nic wiecej niz 4/10

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.