Updates from Listopad, 2011 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 14:04 on 12 November 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Adventures of Tintin (2011, Steven Spielberg) [IMAX 3D] 

    Przygody Tintina ****

    Oto historia o tym, jak krytyka filmowa ma moc wpływania na wielkich arystów świata popkultury. W 1981 roku ukazała się w Stanach Zjednoczonych recenzja filmu Stevena Spielberga “Poszukiwacze Zaginionej Arki”  , której autor porównał przygodową produkcję z cyklu o doktorze Indy’m  do starych komiksów (choć w tym wypadku bardziej wypada użyć słow “powieść graficzna”)  belgijskiego rysownika Hergé o młodym reporterze/quasi detektywie Tintinie. Spielberg, mimo, że nie zrozumiał francuskojęzycznej wersji “Tintina”, którą przyniosła mu do biura sekretarka, z miejsca zakochał się w tej opowieści i jej bohaterach, i już od 1983 roku (data śmierci rysownika) posiadał prawa do ekranizacji dzieła, które belgijczycy  znają i czytają sobie nawzajem z pokolenia na pokolenie.

    Kooprodukowany przez Spielberga (który również  reżyserował – Hergé tylko w Stevenie widział nadzieję na adaptację oddającą sprawiedliwość jego twórczośći)  i Petera Jacksona film, z pierwotnego pomysłu na live/action przygodówkę z aktorami (poza psem Snowym, który od początku miał być CGI) ostatecznie stał się, za namową tegoż samego Jacksona, bombastyczną, wirtuozerską i wypasioną technologicznie animacją 3D, opartą na trenowanej na Gollumach, małpach i avatarach technice perfomance capture (motion capture skończyło się kilka lat temu: dzisiaj ważne jest także zachowanie tożsamości konkretnego aktora i jego własnej interpretacji scenariusza). (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 14:42 on 12 Listopad 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie zgodzę się jedynie co do animacji postaci w tym filmie, bo poza tym mamy bardzo podobne zdanie. Ta toporność wyglądu bohaterów jest tu według mnie jak najbardziej zamierzona i nie razi tak jak w innych animacjach tego typu. Fakt, bohaterowie nie wyglądają jak ludzie, są dość koślawi (szczególnie Tajniak i Jawniak), ale tacy również byli w komiksie, tylko, że dwuwymiarowi, tu otrzymali dodatkowo kolejny wymiar. W innych produkcjach denerwujące było silenie się na stworzenie postaci, która jak najbardziej przypominałaby człowieka, co udawało się lepiej choć częściej gorzej, tu wydaje mi się, takiego założenia nie było. Postaci miały przypominać te znane z komiksu (i to udało się świetnie), a do tego poruszać się w miarę naturalnie, co również się udało.

      Choć oczywiście się z Tobą zgadzam, że nadal, o ile twórcy efektów specjalnych potrafią już bez problemy wykreować wiarygodne zwierzęta lub obcych, tak z ludźmi mają ciągle problem. Ale z każdym kolejnym rokiem są coraz bliżej osiągnięcia tego celu, a dzięki performance capture, chyba jeszcze nigdy nie byli tak blisko.

      Pozdrawiam!

      • szymalan 15:39 on 12 Listopad 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        No własnie, to jest pytanie: zamierzenie, czy nie zamierzenie umowna. Bo być może masz rację, ale to czemu w tym filmie jest aż taka ilość detali? Widać na zbliżeniach każdy pieg na twarzy, lekki zarys zarostu , na twarzach pijaczków podkrążone realistycznie oczy, a z kolei komiksy są strasznie proste wizualnie jak się tak popatrzy na kadry, żadnych nawet cieni, nie mówiac o detalach, pełna umowność. Stąd wg mnie coś w tym filmie wyraźnie nie działa tak jak powinno, a przecież o ten efekt, o tę pełne zaufanie do animowanego bohatera w filmie chodzi (nie ważne jakimi środkami). A tu się jakoś szczególnie nie przejąłem (być może stąd bardziej kupiłem Tajniaka i Jawniaka, bo oni są najwyraźniej odgórnie założeni jako mocno przerysowany, czysto komediowy duet). Za to Cezara z nowej “Planety Małp” kupiłem w całości i autentycznie się przejąłem jego losem. Nie mniej dzięki za odzew, pozdrawiam!

    • ajar 17:04 on 12 Listopad 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rysunkowyyyyy. Czy aby nie za bardzo skierowany do młodego widza? Kiedyś zdecydowałem się na Ekspres Polarny i stwierdziłem, że za duży już jestem na takie bajki. Czy i w tym wypadku też sie nie zawiodę?

      • szymalan 17:57 on 12 Listopad 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Jeżeli lubisz filmy przygodowe od Spielberga w rodzaju Indiany Jonesa i Parku Jurajskiego , to myślę, że możesz oglądać. To jest ten poziom mniej więcej, czyli decydowanie poważniej potraktowane kino niż Ekspress Polarny (oczywiście dalej mieszczące się w granicach familijnego filmu przygodowego).

  • szymalan 17:58 on 23 April 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Mój sąsiad Totoro *****

    Zadajmy sobie proste pytanie: Czy ktoś pamięta nazwiska reżyserów tworzących filmy animowane? Ile np. osób kojarzy,  kto podpisał się pod “Toy story 3″, które zarobiło w box officie ponad miliard dolarów? Ile z nich pamięta kto odpowiada za pierwsze-  genialne-  dwie części “Shreka” z wytwórni DreamWorks?

    Powodów, dla którego nie kojarzymy twórców kolejnych “Kung Fu Pand” , czy “Epok Lodowcowych” może być wiele (często reżyserów animacji jest dwóch, jest  o wiele wygodniejszy w użyciu podział na same wytwórnie, nikt poza dziwakami pokroju niżej podpisanego nie czyta creditsów) albo po prostu jeden: w Hollywood na chwilę obecną nie istnieją AUTORZY animacji. Istnieje grupka ludzi w danym studiu, którzy przerzucają się tylko funkcjami (jak jeden reżyseruje, to drugi jest producentem, a trzeci pisze skrypt), ale trudno wyodrębnić kogokolwiek z własnym, odróżnialnym, charakterystycznym stylem i tokiem myślenia. Ta sytuacja nie ma miejsca w Japonii, w królestwie gatunku anime, którego królem albo i bogiem jest dzisiaj Hayao Miyazaki, człowiek pracujący dla wielkiego studia Ghibli (jest zresztą jednym z dwóch jego założycieli).  To właśnie jego filmy są najbardziej rozpoznawalnym obecnie anime na świecie, to jego “Spirited Away” otrzymało jedynego dla Japonii Oscara za najlepszy długometrażowy film animowany i to właśnie on pokazuje, że można inaczej. Że animacja może stanąć dziś ponad podziałami kina dla dorosłych i dla dzieci. Że można się obyć bez durnego mrugania okiem dla dorosłego i infantylnych bzdur dla młodego widza. I  że w kinie familijnym tak naprawdę nie ma żadnych ograniczeń, poza wyobraźnią twórcy. 

    Sposób, w jaki Miyazaki przemawia do publiczności , można by pozornie uznać za bliski Disneyowi: soczyste, przepiękne barwy, ascetyczna kreska, mieszanie się różnych światów, czy – last but not least- szczera, najczystsza prostota zdobywania widza emocjami. Czegoś jednak u Miyazakiego brakuje : jakiegokolwiek podziału na dobro i zło. Często niesympatyczni bohaterowie ujawniają po pewnym czasie swoje wielkie słabości, a czasem – tak jak “Moim sąsiedzie Totoro” -  nie istnieją w ogóle czarne charaktery.  Istnieje za to proste, zwyczajowe życie, którego mogłoby się toczyć przy  udziale każdego z nas, nie zależnie od wieku i zamieszkiwanego kontynentu . (Więcej…)

     
    • Alek 16:49 on 26 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie lubie anime :) A Shreka robił Andrew Adamson?

    • Alek 19:36 on 27 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      O ile zauważam, że często niesie za sobą dojrzalsze myśli niż klasyczna animacja Disneya :), to nie potrafię docenić techniki rysunku. Jeżeli chodzi o animacje to uwielbiam Disneyowskie Król Lew i Dzwonnik z Notre Dame. Oczywiście to animacje dla dzieci, ale są tak perfekcyjne i wartościowe, że i na dorosłych oddziałują.

      • szymalan 22:06 on 27 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Rozumiem ;) Mimo wszystko polecam się kiedyś przemóc i pooglądać więcej anime, ja sam też uwielbiam Króla Lwa i te wszystkie disnejowskie klasyki, ale to, co anime ma do zaproponowania wizualnie, czasami zwyczajnie zrzuca z nóg. Tym brdziej, że u takiego Miyazakiego kreska jest dość przyjazna i raczej nie atakuje tak swoją animewatością jak inne filmy powstałe w Japonii.
        pozdrawiam

      • Zielkq 12:29 on 3 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Oj, ja bym nie określał animacji jako animacji tylko dla dzieci. W każdej porządnej da się odnaleźć coś, co jest ponadczasowe i nie ogranicza kręgu odbiorców tylko do pewnego, młodego wieku.
        Co do recenzowanej animacji – tutaj nie można nic dodać, bo to film piękny nie tylko pod względem swojej fabuły, ale także wykonania. Nic widzowi nie narzuca, nie atakuje ostrymi kątami i kreskami jak niektóre produkcje, a przez to można go oglądać z przyjemnością nie będąc nawet fanem animacji, czy już nie wspominając o japońskim anime (które w większości przypadków kojarzy się tylko z przemocą i pochodnymi… -eh, te stereotypy…). Miałem okazję oglądać “Mój sąsiad Totoro” na ekranie kina i odbiór całej sali (rozstrzał wiekowy dość spory) był bardzo pozytywny.
        Co do podziału na dobro i zło, o którym wspomniałeś, że nie występuje – czy w każdym filmie musi mieć miejsce taki motyw? Może właśnie Miyazaki chciał tego uniknąć i wybić się poza standard? ;-)

        • szymalan 16:56 on 3 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          A to akurat jest ciekawy temat. Bo moim zdaniem to zależy od podejścia reżysera/danego studia. Jedni rozumują tak: robimy całość dla dzieci i wtedy film jest średnio dopracowany, infantylny po całości, i rodzice ziewają.
          Drudzy myślą tak:(i tak jest najczęściej): zrobimy film dla dzieci, w którym co 3 minuty będziemy puszczać oko do dorosłego , tak żeby tez coś miał z tego seansu.
          Wreszcie trzecia grupa (tu zalicza się chyba tylko Pixar i Ghibli) myśli tak: Zrobimy film. FILM. Z bohaterami, którzy wzruszają, z kreską która jest cudna, z problemami, które dotyczą każdego. I co się okazuje? Cała projekcja jest tak samo pochłaniającym doświadczeniem dla tego co ma 4 lata, i dlatego co ma 74.

          co do Totoro, to ja zazdroszczę pokazu w kinie :) Musiałem się zadowolić porannym seansem w TVP Kultura, bo oczywiście żadna stacja w tym kraju nie puści takiego dzieła o porze, o której normalny człowiek ma ochotę na film.

          I ostatnia sprawa, apropos ostatniego akapitu Twojego komenta :)Mi się wydaje, że to nie tyle chodzi o to, że Miyazaki chciał się wyróżnić czy coś- ta historia czarnych charakterów po prostu nie wymagała. I właśnie takie podejście to ja lubię, chwała reżyserowi za to!

          pozdrawiam :-)

          • Peckinpah 18:09 on 3 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Ostatnio na TVP Kultura jest chyba cykl japońskich animacji, np. dzisiaj pokazywali film “Laputa – podniebny zamek” Miyazakiego. Nie oglądałem, bo zawsze znajduję w telewizji coś ciekawszego od japońskich animacji :)
            Pozdrawiam.

            • szymalan 20:40 on 3 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              zgadza się, przegląd filmów Ghibli był bodajże na początku kwietnia. Oczywiście o premierowych seansach się dowiedziałem za późno. teraz tylko co jakiś czas powtórzą coś rano/koło południa, jak dziś właśnie. A co może być ciekawszego od japońskich animacji, pochwal się :D

              • Peckinpah 10:02 on 4 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik

                Ja ostatnio oglądam TCM, gdyż ten program mam za darmo w ramach jakiejś promocji. Wkrótce mi go wyłączą (chyba nawet w tym miesiącu), więc staram się maksymalnie go wykorzystać. Oglądam więc nawet te filmy, które już widziałem nie raz. Kiedy na Kulturze leciała “Laputa…” na TCM-ie był “Arszenik i stare koronki” albo “Północ, północny zachód”. Nie pamiętam dokładnie który z nich, gdyż gazeta z programem tv mi się gdzieś zapodziała.

          • Zielkq 15:49 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Trochę czasu zajęło mi, aby tu powrócić i odpowiedzieć, jednak lepiej późno niż wcale ;-) (ah te inne obowiązki…)
            Co do podziału animacji na trzy kategorie, to wydaje mi się, że ona nie wyczerpuje całego podziału – zwłaszcza kategoria druga, gdzie puszcza się oko do dorosłych. Są takie produkcje, gdzie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to nie było tworzone pod dorosłych, a dla dziecka ma to jedynie formę animacji, czy też nawiązania do znanych bajek. Ot, po prostu odwrócona sytuacja – na myśli mam chociażby jedną niemiecka produkcję, której tytułu sobie jak na złość nie mogę przypomnieć… (na jakimś nfilmie, czy czymś podobnym leciało, opowieść o porwaniu księżniczki i jej podróży z yeti – ktoś może kojarzy? ;-) ) No i jeszcze mamy filmy pokroju South Parku, ale te może rzeczywiście warto pominąć we wszelkich rozważaniach odnoszących się do słowa ‘film’, a pozostawić je jedynie przy ‘parodia’?
            No i końcówka – czy popkultura wymyśli kiedyś jakiś inny podział niż to dobro/zło? Miyazaki jest tym wyjątkiem, który nie ładował na siłę czarnego charakteru, ale patrząc na wszelkie inne produkcje (nie tylko animacje) to niemal każdy film posiada ‘ciemną stronę mocy’, która czasami jest, rzeczywiście, niepotrzebna.
            Pozdrawiam
            PS dałoby się może powiększyć okienko, w którym pisze się komentarz? Przy kilku słowach nie ma większego problemu w połapaniu się, co się napisało wcześniej, ale przy kilkunastu linijka już się robi problem z przewijaniem tego ;-)

            • szymalan 23:06 on 25 Czerwiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Lepiej późno niż później, jak mawia pewien tytuł :)
              Rzeczywiście mój podział jest dośc uproszczony, ale generalnie myślę, że miał dotyczyć głównie ścisłego mainstreamu , a tam trafiają właśnie filmy głównie familijne. Filmy stricte kierowane dla dorosłego jak South Park, czy Simpsons to faktycznie osobna kategoria. Tu wydaje mi się, że przynajmniej sprawa jest w miarę uczciwa, twórcy znają swój target i wiedzą na ile moga sobie pozwolić i w jaką stronę iść. Gorzej jeśli tak, jak mówisz, niby dla dorosłych, a tu jakieś totalne infantylizmy się wkradają (dla mnie to np, Happy wkręt jest tu przykładem niby dla dorosłych są prawie wszystkie żarty, ale jakby jednocześnie całość fabularnie jest wycofana w stronę kina familijnego).
              Moim zdaniem w Czarnych charakterach też nic złego nie ma – cały czas sie sprawdzali w końcu :) Oczekuję od twórców po prostu rozwagi jeśli pasują-ok, ale jeśli nie (jak moim zdaniem w np. “Odlocie”) , to nic na siłę.
              Jeśli chodzi o okienka z komentarzami, to najedź myszką na prawy dolny róg pola, w którym piszesz. U mnie widzę, że jak najadę na te kropki to mogę rozciągnąć okienko :) daj znać, czy działa.
              pozdrawiam :-)

    • Tom Braider 19:01 on 3 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mimo, iż jestem bardziej zwolennikiem sci-fi, to fantastyka serwowana przez Miyazakiego zadziwia mnie z każdym kolejnym filmem. Totoro akurat nie miałem jeszcze okazji oglądać, ale na pewno prędzej czy później to zrobię. Bardzo zachęcający tekst. Pozdrawiam

    • miqaisonfire 16:03 on 12 Maj 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Totoro <3 !!

  • szymalan 18:46 on 1 April 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Sala samobójców ****

    Mam dla Was dwie wiadomości: dobrą i złą. Zła jest taka, że “Sala samobójców” to nie jest film wielki, nie jest też wybitny i w historii światowej kinematografii się raczej nie zapisze. Ale jest też ta dobra, która , jak sie zdaje , jest w stanie u wielu widzów przebić się przez masę problemów tego filmu- tak  profesjonalnie hollywoodzkiego kina nie było w rodzimym kinie prawdopodobnie jeszcze nigdy. (Zalecam obejrzeć razem z “Essential Killing”).

    Film Komasy to polski “The Social Network” – opowiadający o rzeczywistości tu i teraz (może ciutkę spóźniony, ale to i tak sukces przy “Wszystko co kocham” i innych nadwiślańskich  filmach skupionych na niekończących się podróżach w przeszłość) dramat, który chce zdefiniować pokolenie naszej dekady. I trzeba oddać sprawiedliwość:  udaje mu się to nieźle, choć nie bez problemów. W odróżnieniu od Aarona Sorkina, Jan Komasa pisze o wiele słabsze dialogi, często wpada w patetyczny, chwilami zbyt dosłowny ton moralisty;  posiada też skłonności schizofreniczne (liryzm i “kurwowanie” niemal na jednej pięciolinii). Jako reżyser, Komasa, jest jednak nowym polskim mistrzem (ilu hollywoodzkich twórców by marzyło o takim debiucie!) i prezentuje klasę iście światową.  Podczas, gdy Fincher kalkuluje, wylicza i dystansuje się do rzeczywistości, o której opowiada, nasz twórca wchodzi w całe bagno po uszy z kamerą i momentami nie ma najmniejszych zahamowań. Jego film to szczera, pozbawiona manipulacji, autorska wypowiedź nowego pokolenia. Twórcy “Sali” opowiadają o nastolatkach zupełnie z ich perspektywy, z ich poziomu, i to do nich też kierują swój film (choć nie tylko)- bolesny, trudny, ale przy okazji piekielnie wręcz atrakcyjny audiowizualnie i z szacunkiem dla wartości rozrywkowej dzieła. (Więcej…)

     
    • Lola King 15:39 on 2 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      To jest chyba najlepsza rekomendacja jaką usłyszałam, czy przeczytałam o tym filmie, że jest to polski film, a ogląda się go jak hollywoodzki dobry warsztat reżysera i aktorów. Początkowo sceptycznie podchodziłam do podobnych opinii, ale coraz bardziej mnie one przekonują. Bałam się tych animowanych sekwencji z alternatywnego świata, ale skoro wypadają one zdumiewająco dobrze, to moje obawy okazały się bezpodstawne. Filmu jeszcze nie widziałam, przegapiłam premierę w moim mieście, ale z tego, co się orientuje to jeszcze go puszczają, więc może w tygodniu po zajęciach uda mi się wyskoczyć do kina. Cieszy mnie, że znalazł się na naszym polskim rynku ktoś taki, jak Komasa. Ale też cieszy mnie, że Kapuściński, świetny producent, postanowił zaufać komuś tak młodemu i powierzyć mu film. U nas w Polsce zdecydowanie za późno robi się debiuty reżyserskie, co oczywiście trzeba zrzucić na brak dofinansowania, dopóki jednak będą tacy ludzie, jak wyżej wymieniony producent, to można być spokojnym. Potrzebne są nowe talenty i coraz bardziej wyczuwam zapotrzebowanie na nowych reżyserów, nowe sposoby opowiadania historii, nowe wyzwania. Jeśli Komasa, czy Borcuch mają dzisiaj spełniać te pragnienia widzów, to myślę, że kino polskie czeka jeszcze niejeden renesans, że tak optymistycznie skończę.
      Pozdrawiam :)

      • szymalan 20:55 on 4 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Też się bałem animacji w tym filmie, ale spokojnie- nie ma wstydu. :) Myślę, że to rzadki przypadek polskiego filmu, który tak doskonale ogląda się na wielkim ekranie ze względu na formę.
        Mnie pojawienie się Komasy ogromnie cieszy, widać, że facet doskonale wie czego chce od siebie oraz błyskawicznie nawiązuje nić z widzem na sali kinowej. Ponoć chce nakręcić film o powstaniu warszawskim, kompletnie bez patosu, za to też skupiając się na młodych bohaterach. Coś czuję, że będę bardzo czekał na premierę.
        wyczekuję Twojej opinii na horyzoncie! :)
        pozdrawiam

    • ktrya 16:02 on 2 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja byłam pozytywnie zaskoczna tak dobrym i to polskim (!) debiutem. Powalił mnie na kolana swoją “kawą na ławę”, bo zakończeniu brakło mi słów, zresztą nie tylko mi.

      • szymalan 20:58 on 4 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Właśnie- debiut! Myślę, że strategia “kawy na ławę” opłaciła się jak rzadko kiedy w światowym kinie. Absolutnie się zgadzam, mnie też mocno ruszyło w trakcie finałowej sceny.
        pozdrawiam

    • Justyna Barańska 19:13 on 4 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Wywrotowe Kino”!
      Serdecznie zapraszam do Konkursu na najlepszą recenzję lub esej dotyczący zjawisk filmowych. Więcej informacji tutaj: http://www.wywrota.pl/db/artykuly/18504_konkurs_wywrotowe_kino_redakcja.html

    • Agniecha 17:30 on 7 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      buźka :*

  • szymalan 14:02 on 11 November 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tagi: Melbourne   

    Mary i Max *****


    Poklatkowa, otwarcie staroświecka (zrealizowana przy użyciu plasteliny), animacja, która bardzo niesprawiedliwie zgubiła się gdzieś w repertuarze. Niezależną, autorską produkcję łatwo przeoczyć, pominąć, czy wręcz zagłuszyć, w czasie gdy wokoło szaleją teledyskowo zmontowane błyskotki. Sam należę do wielbicieli hollywoodzkiego cyrku (bo tak samo lubię też chodzić do Fast foodów, i szybko i bezboleśnie wchłaniać co mi podają), niemniej, gdy natrafiam na film pokroju „Mary i Maxa”- spadają mi buty. Kompletnie się rozklejam, zaś tuż po zakończonym seansie musiałbym stawiać same najwyższe oceny. Tak, to  jest właśnie jedna z tych chwil, gdy do człowieka dopiero po czasie dociera ta myśl-  zaraz, ja płaczę nad losem ludzików z plasteliny, co jest grane?

    Okazuje się, że można. Debiutujący na wielkim ekranie Adam Elliott, włożył niesamowicie dużo wysiłku, aby cały swój miniaturowy świat powołać do życia, ale przy tym ani przez chwilę nie porzucił  swoich bohaterów na pastwę losu- prowadzi ich z szacunkiem i godnością, przykładając przez cały czas szkiełka empatii i współczucia. Reżyser powraca w swojej animacji do tematu, który  kino dramatyczne pokochało  chyba na zawsze (idziemy wszak po wzruszenia)- wszelkiej maści outsiderów. Ludzi nieprzystosowanych do ogólnie przyjętych zasad, porzuconych przez najbliższych, pokrzywdzonych przez los samotników, czy dziwaków z śmiesznymi nawykami. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 09:46 on 12 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      słyszałem o tym filmie, ale jak wspomniałeś, umyka w szybkim i kolorowym świecie kina.
      uświadomiłeś mnie w przekonaniu, że muszę zobaczyć
      dzieki :)

    • Zielkq 22:27 on 19 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chciałem się na niego ostatnio wybrać do kina, jednak niestety spóźniłem się o jeden dzień :-| We Vratislavii w repertuarze był raptem przez bodajże tydzień i to tylko w jednym kinie… A warto byłoby zobaczyć tę animację chociażby właśnie ze względu, że jest to kolejna produkcja Elliotta, który już jednego Oscara otrzymał właśnie za animację.

  • szymalan 16:15 on 4 November 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Jak wytresować smoka ***


    Nietrudno jest kupić sympatię widza słodziutkim, dowcipnym, zabawnie nieufnym smoczkiem wyjętym jakby wprost z baśniowej czytanki dla najmłodszych. Podobnie zresztą jak kolejnym bohaterem nowego  pokolenia: Czkawka to niezrozumiany przez swoje otoczenie, fajtłapowaty młodzieniec, którego droga wyraźnie rozmija się z narzuconym mu przez rodzinę i przyjaciół, przeznaczeniem.

    To raz chce zaimponować wszystkim i zabijać smoki, jak to czynią prawdziwi Wikingowie od setek lat, to znów chwilę potem spotyka jednego z nich, ale ochota na zabijanie odchodzi z hukiem, ustępując miejsca przyjaźni i zrozumieniu natury. Odkrycie nowego świata, daje chłopcu szansę na wyprostowanie swojej reputacji u swoich, ale jednocześnie doprowadzi do wielkiej wojny – tej ostatecznej, smoki vs ludzie. Po której stronie opowie się Czkawka? (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 18:29 on 4 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      eeee tam :)
      ja oglądałem z oryginalnym dubbingiem i mi się podobało :)

      a za te Toy Story to się chyba muszę zabrać.

    • milczacy_krytyk 21:50 on 4 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja ten film wspominam bardzo dobrze i wg mnie jest on jedną z bardziej udanych animacji DreamWorks. Wreszcie studio to zrezygnowało z nawiązywania do innych filmów, żartów skierowanych do dorosłych widzów i zrealizowało filmik, który nie udaje, że że jest bardziej śmieszny niż jest, tylko po prostu opowiada lekko swoją historię. Co prawda to nadal nie jest Pixar, ale do tego poziomu jest już bliżej niż kiedyś. Widziałem ten w film na dużym ekranie w sali wypełnionej po brzegi widzami i naprawdę bawiłem się przednie.
      Pozdrawiam

    • maxcine 22:11 on 4 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ja również “Jak wytresować smoka” wspominam bardzo dobrze. Wg mnie film lekki, często zabawny, z porywającą i widowiskową akcją (świetna muzyka, bardzo fajne 3D). Nie często wracam do animacji DreamWorksa, ale do tej wrócę na pewno (niedługo premiera na blu). Ciesze się, że jeszcze drzemie we mnie przedszkolak :)
      Pozdrawiam

    • szymalan 23:05 on 4 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No tak, wiedziałem, że z swoimi narzekaniami będę sam tutaj. :)
      Co do tego co napisał milczący to się odniosę, że dla mnie nie robi różnicy czy film ma żarty intertekstualne , czy nie ma (dla osoby, która zna dużo filmów , zwłaszcza klasycznych, to zwyczajnie kupa radochy z odszukiwania tych małych smaczków, a animacja do parodii jest wprost stworzona) – ważny jest efekt. Film ma być dobry i tyle :) (sam Wall-e aż się ugina od nawiązań)

      I nie zgadzam się, że Dreamworksowi bliżej do Pixara, dla mnie wciąż są to lata świetlne. DreamWorks robi filmy, dla dzieci/przedszkolaków/ (plus mruganie okiem dla dorosłego) ,zaś Pixar nie robi w ogóle filmów dla takiej, czy innej grupy (w sensie u nich klasyfikacje wiekowe nie działają)- robią filmy dla Widzów. Po prostu. I nie trzeba szukać w sobie drzemiącego dzieciaka, bo nie ma takiej potrzeby- bycie sobą wystarczy. I to jest ta różnica, której nie pojmuje wciąż DreamWorks.

      pozdrawiam wszystkich powyżej

      • milczacy_krytyk 22:23 on 7 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Oczywiście dla osoby, która żyje filmami takie wyłapywanie nawiązań w czasie seansu jest super radochą, ale nie można zapominać, że animacje są jednak skierowane przede wszystkim do młodszego widza, których tych nawiązań nie wyłapie. Pół biedy jeśli nie zachwyci się scenami, które mrugają do niego okiem, gorzej jeśli nie zrozumie żartów skierowanych do starszego widza. A w tym ostatnimi czasy specjalizował się niestety DreamWorks robiąc filmy nie wiadomo dla kogo. Bo nie każdy dorosły wybierze się na animację, a dla młodszych widzów są one nieciekawe. Pamiętam kilka seansów na których garstka dorosłych od czasu do czasu zaśmiewała się z dwuznacznych dowcipów, a dzieciaki siedziały cicho, bo nic z nich nie rozumiały.

        Dlatego wg mnie Smoki są krokiem naprzód, bo są filmem dla całej rodziny, dorośli się na nim nie wynudzą i nie będą zgrzytać zębami od nadmiaru lukru i umowności, a dzieciaki porwie lekka historyjka i uroczy smok Szczerbatek – wow, do dziś pamiętam jak się nazywał :D

        Jeszcze co do Pixara. Masz rację, ze studio to robi filmy dla widzów ogólnie, nie dzieląc ich na żadne grupy. Jak chwalą się sami twórcy, robią filmy jakie sami chcieliby w kinie zobaczyć. I chwała im za to, bo dzięki temu co roku podnoszą poprzeczkę coraz wyżej, dzięki temu mogliśmy zobaczyć na ekranie tak niezwykłą opowieść jaką był chociażby “Wall.e”, ale coraz bardziej obawiam się – szczególnie po “Odlocie” i “Toy story 3″, żeby się zbytnio nie rozpędzili, by pokonując kolejne poprzeczki nie odlecieli za wysoko, by ich filmy nie stały się przypadkiem przeznaczone dla nikogo – zbyt poważne i straszne dla milusińskich, ale z założenia skierowane jednak bardziej do nich niż do ich opiekunów.

        Pozdrawiam.

        • szymalan 12:40 on 8 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Też się boję tego , że Pixar w pewnym momencie odleci za daleko, dla mnie osobiście scena z piecem już była piorunująca (tylko na dzieciach na pokazie jakoś chyba nie zrobiła wrażenia)
          Tylko ciągle nie rozumiem, dlaczego się at k mocno trzymasz tej wersji, że te filmy są z założenia dla dzieci :] Tzn. ja rozumiem, że z marketingowego punktu widzenia są. I być może nawet w rzeczywistości są czasem dla dzieci. Tylko czy to powinno być tak ważne powiedzmy dla Ciebie czy mnie?- nie lepiej patrzeć po prostu po sobie, co nam daje film ? (wiem, że to nieco aroganckie, ale czy powinienem płakać z tego , że dzieciom się nie podobał “Ratatuj”, czy “Wall.e”- skoro mnie zachwyciły?)
          Zresztą, to tak naprawdę nie jest łatwy temat do ogarnięcia, bo żaden z nas nie siedzi w mózgu małego brzdąca i nie wie też na ile jego wrażliwość jest w stanie wytrzymać :)
          Poza tym, mogą się dzieciaki nie śmiać z żartów w kinie, ale jednocześnie i tak się dobrze bawić (po prostu wlepiać ślepka w oszałamiającą kolorami animację chociażby) , więc nie mierzył bym tego skalą śmiechów tylko. A że Smoki są filmem dla całej rodziny? No właśnie, o tym mówiłem- dla rodziny, w sensie dla każdego coś. Dla mnie to dalej to samo podejście (ten żart dla Was, ta scena dla nich) – wg mnie DreamWorks robi to od początku. I ok , nie mam z tym problemu (sam się świetnie bawiłem na Pandzie)- protestuję tylko przeciwko porównaniom do Pixara :)
          Pixar, patrząc chociażby po “TS 3 ” myśli trochę innymi kategoriami – to nie żarty decydują o tym dla kogo ten film jest, ale to z jaką intensywnością widzowie troszczą się o losy bohaterów. Ja się na serio nie przejąłem przewidywalną historią Czkawki, za to widziałem dorosłych, którzy płakali na pokazie, gdy Chudy i reszta zostali oddani przez Andy’ego dziewczynce.
          I wg mnie to właśnie o to warto walczyć we współczesnej animacji- żeby pewne emocje dotyczące bohaterów były niepodzielne przez różne grupy wiekowe, nawet jeśli po drodze jednych bawi to , a innych co innego ;)

          pozdrawiam :]

          • milczacy_krytyk 18:04 on 8 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Prawdę powiedziawszy nie wiem. :D Może dlatego, że jako dzieciak gdy chodziłem do kina to te filmy były jednak trochę inne i gdybym teraz miał zaprowadzić takiego 10 latka do multiplexu na jakiś film, to nie wiedziałbym za bardzo na co. Wszystkie filmy typu “Żółwik Sammy” to jednak trochę niższy próg wiekowy, Shreki były zbyt skierowane dla dorosłych, a na najnowszym Toy Story sam się bałem przy scenie z piecem :D więc nie wiem jak by zareagował taki kilkulatek (na seansie na którym byłem niektóre dzieciaki zakrywały dłonią oczy).

            Oczywiście DreamWorks jest nadal lata świetle za Pixarem i chyba nigdy go nie dogoni, ale “Smoki” były moim zdaniem krokiem naprzód, porzuceniem schematu który sprawdził się przy “Shreku” i zaproponowaniem czegoś innego. Stąd taki mój zachwyt nad tą produkcją i pewnie tyle pozytywnych recenzji na świecie. Niestety był to chyba jednorazowy przypadek, bo jak patrzę na nadchodzącego “Megamocnego”, to coś czuję, że wraca poziom “Potwory kontra obcy”, czyli znów studio z chłopczykiem na księżycu się cofa, zamiast się rozwijać i gonić konkurencję.

            Pozdrawiam

            • szymalan 19:48 on 8 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Dlatego to jest właśnie temat rzeka, którego nigdy sami nie rozstrzygniemy. Każde dziecko ma tak indywidualne preferencje i stopień wytrzymałości, że widzisz na Twoim pokazie, niektóre zakrywały oczy, na moim dziewczynka siedząca obok sprawiała wrażenie, jakby film oglądała z o wiele większym spokojem niż ja i znajomy siedzący z drugiej strony :D Niektóre dzieci będą oglądać węże, pająki i czaszki w drugim “Potterze” i nic im nie będzie, inne pewnie przy samym widoku ciemnej ulicy już zaczną panikować. Myślę, że miałbym podobny problem, na co zabrać dziecko do kina dzisiaj.

              A co do “Potworów”, o których wspomniałeś, to ten film jest trochę jak Pirania 3d tegoroczna- skierowana do tak wąskiego grona dorosłych widzów wychowanych na kinie klasy B lat 40-90 (głównie fantastyka chodzi w grę), że ja bym w ogóle tego filmu nie proponował dzieciom, a i niektórym dorosłym tak samo, bo cały wysiłek twórców żeby uzyskać pewien określony efekt, nie zostanie zrozumiany. Stąd tak dużo negatywnych głosów zapewne. Dla mnie to rzecz zupełnie przyzwoita, choć też nic wielkiego.

              Co do Megamocnego to jeszcze się w sumie nie zorientowałem co jest grane, ale plakaty jakie widziałem, nie wyglądają mi za ciekawie.

              pozdrawiam

    • Lola King 14:06 on 6 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      To chyba pierwsza umiarkowana recenzja tego filmu ze wszystkich, na jakie się do tej pory natknęłam. Wszyscy jak jeden mąż są tą animacją zachwyceni. Ja jeszcze nie widziałam, więc nie mogę podpisać się pod żadną z powyższych opinii. Ale film zobaczę, mimo wszystko :) Pozdrawiam.

      • szymalan 01:01 on 7 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Zgadza się, sam byłem zdziwiony , wszyscy się tak entuzjastycznie wypowiadają na temat tego filmu (wg Rotten Tomatoes, film ma prawie 100% pozytywnych recenzji krytyków). Nie wiem może się nastawiałem na jakieś cuda nie widy, prawdziwy film przygodowy, a dostałem uproszczone kino akcji dla dzieciaków. Albo zwyczajnie wolę podejście Pixara czy animacje w stylu “Pana Lisa”. No cóż, każdy musi się sam przekonać oczywiście :)
        pozdrawiam serdecznie

        • Zielkq 22:22 on 19 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Dawno mnie tutaj nie było i co widzę? Trzy gwiazdki przy “smoku” Dreamworksa… Miałem okazję oglądać ten film i jedyne do czego osobiście bym się przyczepił to 3D (ale to już inna bajka i moje przyzwyczajenie do kina tradycyjnego). Może rzeczywiście ta animacja w sensie fabularnym niczym nowym nie zaskakuje, ale korzysta z tego co już było i jest sprawdzone, a tym samym osobiście uważam ją za produkt bardzo dobry. Nie wszystko musi być zawsze nowe i świeże, czasami można korzystać z oklepanych pomysłów i przedstawiać je w zupełnie odmiennych sceneriach i założeniach., a liczy się przede wszystkim efekt końcowy. Dla mnie był to film, na który po wyjściu z kina miałem chęć wrócić ponownie jeszcze tego samego dnia i to nie tylko ze względu na zamiłowanie do animacji, ale przede wszystkim dla tego, że urzekł mnie świat przedstawiony w filmie – smoki, szkodniki, etc. Człowiek w gruncie rzeczy zawsze jest dzieckiem z marzeniami, które pojawiły się już w dzieciństwie i tego nie można wyplewić ;-)

          • szymalan 02:06 on 20 Listopad 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Ale ja w przedostatnim akapicie zasugerowałem, że fabularna nieoryginalność, to nie jest dla mnie główny problem tego filmu :) bardziej to, że mnie od wybuchów głowa bolała , zupełnie jakbym wyszedł z ‘Transformersów” Baya. I to własnie o ten efekt końcowy, o którym piszesz, chodziło mi najmocniej ;)

  • szymalan 21:39 on 18 June 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Toy Story 3 *****

    Że niby sequel zawsze gorszy od oryginału? A sequel sequela to coś jeszcze gorszego? Ha! No to pogadajcie z chłopakami z Pixara. Ich spektakularny powrót do źródeł udowadnia, że za wcześnie wciąż na łożenie na nich krzyżyka i teksty w stylu – cytuję siebie- “Toy story 3 oznacza, że Pixarowi skończyły się pomysły”.  Ten film  to absolutne mistrzostwo i krok dalej na każdym możliwym poziomie wobec tej świetnej serii. To wspaniałe domknięcie trzyczęściowej sagi spoglądającej nostalgicznie w stronę świata dziecięcych zabawek, niewinnych figli i urokliwej beztroski.

    A te właśnie przechodzą nieuchronnie- Andy, stańmy twarzą w twarz, dorasta. 17-latek wybierający się na studia musi zdecydować co zrobić z pudłem ukochanych zabawek lat dziecięcych- wystawić na strych i poczekać aż jego własne dzieci same będą mogły z nich zrobić użytek, oddać innym dzieciom do przedszkola, a może po prostu zapakować do plastikowego worka i czekać na przyjazd śmieciarki. Andy wybiera sobie Chudego jako pamiątkę do college’u, a reszty bezceremonialnie się pozbywa. Nie w sos ta sytuacja samym zabawkom- wszystkie chcą trzymać się razem (z Chudym), ale z kolei Chudy nie chce tego co reszta- zamieszkać w “luksusowym” przedszkolu. Nasz dzielny szeryf jako jedyny pozostaje w pełni lojalny i przywiązany do Andy’ego. Zaś szybko nasze pozornie przyjemne przedszkole zamieni się w miejsce jak wzięte z niejednego horroru.

    Porażające, z jaką czułością i powagą twórcy traktują filmowe zabawki- co rusz ktoś tu powoduje jakieś nieszczęście, co minute bohaterowie trafiają w tarapaty, z których,  wydawałoby się, wyjścia nie ma. Całą tę bezustanną niemalże gonitwę (ale w żadnej chwili nie przesadzoną pod względem tempa, czy nadwyżek atrakcji) ogląda się przez ponad 100 minut z takim napięciem i zdumieniem, że nie mam pewności, czy to w ogóle jest dobre kino dla maluchów.  W kulminacyjnym punkcie , gdy bohaterowie stają na absolutnej granicy żywota i dokonują ostrej konfrontacji z siłami zła, serce dosłownie zamiera na dobre kilka chwil. Niesamowite-  że można się aż tak mocno z tymi bohaterami zidentyfikować. (Więcej…)

     
    • ly. 21:52 on 18 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      ooo tak, przekonałeś mnie ;]

    • maxcine 22:11 on 18 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      U mnie z Toy Story 3 jest trochę tak jak z Ratatuj – nie chce mi się tego oglądać. Ot tak, bez konkretnego powodu. Jednak po Twojej recenzji ‘naszło mnie’ i na pewno wybiorę się do kina :)

    • lola king 05:36 on 19 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      =) To skoro wszyscy tu deklarują, że obejrzą, to ja też się przyłączam, ale mnie akurat nie trzeba długo do tego namawiać, w końcu to Pixar :)

      • szymalan 18:31 on 19 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        na mnie Pixar działa identycznie ;) Choć , przyznaję, miałem obawy co do tego filmu…
        Cieszę się, że wszystkich powyżej zachęciłem i pozdrawiam :)

    • Zielkq 23:32 on 19 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “kto wie, może za X lat, to właśnie perły z wytwórni o logu z lampką będą uznawane za najważniejsze i najbardziej wpływowe dzieła sztuki XXI wieku?”
      Patrząc po przesłaniach, jakie serwuje nam to studio w swoich filmach, trudno się z tym nie zgodzić. Ot, chociażby taki ‘odlot’, gdzie powierzchowna bajka stała się podstawą dla rozmyślań na temat życia, śmierci, przemijania i starości, jak również miłości. Pixar zachwyca nie tylko komizmem, wykonaniem, ale także tym, czego właśnie u konkurencyjnego Dreamworksa nastawionego w większości na rozrywkę nie zobaczymy…
      Czy obejrzę w najbliższym czasie nowego Toy Story? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia… Wszędzie widzę tylko wersję 3D, a za tym nie przepadam… W jakim to kinie Kolega znalazł wersję standardową? ;-)

      • szymalan 00:51 on 20 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        W Cinema City (konkretnie katowicka Silesia City center :)) słyszałem, że 3d strasznie słabe w tym filmie, ja ogólnie unikam jak ognia tego bajeru naciągającego widownie na kilka złotówek więcej .
        pozdrawiam ;)

        • Zielkq 10:56 on 20 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          No to Vratislawia jest pod tym względem zacofana… W każdym kinie widzę tylko 3D… To raczej przekreśla moje plany oglądnięcia tego w kinie ;-) (przy wcześniejszym sprawdzaniu pominąłem właśnie cinema city, bo to dla mnie drugi koniec miasta, ale jak widzę – tam też tylko trzy wymiary)

    • ly. 21:06 on 27 Czerwiec 2010 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      boooombaaaaaa

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.