10 000 BC

10 000 BC **

Owszem jest ten film marny, ale nie na tyle, żeby mówić o wielkim rozczarowaniu. Przede wszystkim pamiętajmy, że to film Rolanda Emmericha-a z jego filmów, oprócz tego, że ładnie wyglądają- nic nie wynika.

“10 000 BC” mógłby się też nazywać “20 000 BC”, wszystko jedno. Roland Emmerich nie jest fizykiem, ani historykiem. Nie jest też Michaelem Bayem, stąd sceny akcji nie wzbudzają większych zachwytów. Nie jest Spielbergiem, aby wciągnąć nas nawet w najbardziej nieprawdopodobną fabułę. Emmerich to dobry rzemieślnik, który ciągle uczy się kina. W jego najnowszym filmie po ziemi biegają mamuty, zmutowane tygrysy szablozębne oraz dinozauro-podobne ptaki. Mężczyźni wyglądają jakby na co dzień używali maszynek do golenia, a wieczorem zasiadali ze swoimi kobietami przed telewizorem, aby zobaczyć kolejny odcinek serialu: “Zabij Mamuta” albo “Barwy szczęścia człowieka pierwotnego”. Bo cała fabuła zasadza się na polowaniu na mamuty i wielkim romansie, który ma przezwyciężyć (wg legendy) chwilowy kryzys gospodarczy w małej osadzie.

Reżyser nie dba o historyczne detale. Wszystko ma tylko ładnie wyglądać. Z pewnością spędził mnóstwo czasu, lecąc helikopterem nad różnymi zakamarkami naszego globu, aby odnaleźć miejsca pasujące do jego wizji, ale nad scenariuszem to już kto siedzieć nie miał. Najgorsze jest nie to, że film jest naiwny, hollywoodzki, banalny. Najgorsze nie jest to, że reżyser myśli, iż można wykorzystać mamuta do zbudowania piramidy. Najgorsze nie jest to, że mamy tu nachalny podział na dobro i zło, Najgorsze nie jest to, że film jest wyprany z emocji, kompletnie obojętny widzowi. Najgorsze nie jest też to, że bohaterowie mówią po angielsku z jakimś dziwnym akcentem. Najgorsze jest to, że na samym początku jakaś szamanka zdradza nam całą praktycznie fabułę filmu: to, co mówi, (i jeszcze narrator oprócz niej, którego się nie da słuchać, ze względu na okropny głos), dzieje się dokładnie od chwili skończenia prologu. Miałem absolutnie dość tego filmu, doszedłem do wniosku, że trzeba było poprzestać na zwiastunie. Dopiero potem trochę się uspokoiłem i wytrzymałem do końca- wciąż tylko dzięki zdjęciom. Kto zatem ma ochotę popatrzeć na ładne obrazki, niech sobie zobaczy “10 000 BC”, reszta niech wróci do “Apocalypto”.

szymalan

Napisane w Akcja. 1 Komentarz »

Hitman.

Image Hosted by ImageShack.us

“Hitman”, to ekranizacja gry o tym samym tytule. W momencie, gdy zrodził się pomysł przeniesienia gry na ekran, wszyscy zagorzali fani zacierali ręce i z niecierpliwością czekali na efekt.

Film Xaviera Gensa jako film akcji - sprawdza się, lecz oczekiwałem raczej wiernej kopii gry, wraz z jej trzonem i podstawowymi założeniami. Pokrótce: Dobrze wyspecjalizowany agent 47 zostaje wplątany w aferę polityczną a następnie zostaje poszukiwany przez Interpol i tajną rosyjską policję… Główną rolę Agenta 47 odgrywa Olyphant, który sprawia wrażenie mordercy o twarzy dziecka. To nie ta sama postać, którą można spotkać w klimatycznej grze. Tu mamy kolesia, który po prostu słabo zagrał swoją rolę. Litościwy, ulegający Nice (Olga Kurylenko), robiący łubu-dubu za dziesięciu. To nie jest silent - assasin, jaki znam… Brakuje tu aktów mordu z ciszą i chirurgiczną precyzją. W filmie widzimy giga-rozpierduchę, którą można spotkać w każdym innym - lepszym filmie akcji. Ogromny zawód za klimat i brak przyłożenia się. Druga sprawa, zahaczyłem o wątek z lekka miłosny, który w ogóle nie pasuje do “Hitmana” bezwzględnego człowieka-maszynę z kamienną twarzą, który w sposób solidny wykonuje swoje polecenia. Kolejny element burzący pożądany stan rzeczy.

Plusem może być to, że widz się nie nudzi. Na jednym bezdechu ogląda film, bez ziewnięć. Ale takich produkcji jest mnóstwo. Dodatkowo walorem mogą byc zdjęcia Petersburga, które robią wrażenie. Inne pozytywy? Kategoria “R” - kipiący ze wszystkich stron brutalizm. Nic poza tym… “Hitman” jest wtórnym przykładem produkcji z dobrym materiałem na film, lecz źle wykorzystanym i rozporządzonym.

Ocena: 5/10

(pumex)

Napisane w Akcja. Bez komentarzy

Cloverfield/Projekt:Monster.

Image Hosted by ImageShack.us

W przeddzień wyjazdu do Japonii, Rob (Michael Stahl-David) widzi w zorganizowanym dla niego przez przyjaciół przyjęciu pożegnalnym, możliwość wyznania uczuć i ostatecznego uporządkowania spraw. Jego plan przybiera jednak niespodziewany obrót w chwili, kiedy następuje seria gwałtownych wstrząsów. Uczestnicy przyjęcia zastygają w miejscu oglądając wiadomości informujące o trzęsieniu ziemi, po czym pędzą na dach starając się przyjrzeć zniszczeniom. Na horyzoncie eksploduje kula ognia. Gaśnie światło. Zamieszanie ustępuje miejsca panice, a goście przepychając się w ciemnościach wybiegają na ulicę. Pośród krzyków i nieludzkiego ryku, Rob i jego przyjaciele przemierzają miasto opanowane przez coś z innego świata… Coś przerażającego i potwornego…

Film w miarę upływu czasu co raz to bardziej się rozkręca. Z początku mamy prowizoryczną imprezkę, gdzie jednemu z gości zostaje powierzone ‘wielkie’ zadanie nakręcenia imprezy. Zapoznajemy się z generalnymi postaciami. Widzimy intrygi. Dowiadujemy się nowinek.. w pewnym momencie akcja leci “na łeb na szyję”, w której głównym celem jest walka o przetrwanie i ucieczka przed niebezpieczeństwem. Pierwsze, co się rzuca na twarz podczas seansu, to klimat, który dzięki kręceniu z ręki nadaje całości przeogromny realizm i sprawia, że widz czuje się jak naoczny świadek wydarzeń rozgrywających się tuż przed nim. Emocje i brak wytchnienia z dynamiczną akcją - in plus.

Matt Reeves wali trochę schematem, bo znamy to już z “Blair Witch Project”, gdzie główni bohaterowi w wielkiej paranoi biegają wkoło i wrzeszczą wniebogłosy. Ta konwencjonalizacja sprawdza się w Cloverfield’zie. Widz czuje się jak jeden z głównych bohaterów, jest mały i spanikowany wobec ogromu zagrożenia. Widzi to, co widzą bohaterowie. Bez żadnych upiększeń i idealizacji.

Ale jakby nie da się nie odczuć, tego amerykańskiego heroizmu. Jakby to naiwne.. i oklepane. W szczególności, kiedy jeden z głównych bohaterów próbuje ratować swoją miłość, którą nie docenił, a następnie znajduje ją po licznych przeszkodach, która ocknięta budzi się z prętem w plecach i.. nadal żyje. Potem mamy scenę z helikopterem, gdzie po zderzeniu się z ziemią - wszyscy żyją.. Ciekawa koncepcja kreatur, która chyba nigdzie nie występuje w takiej formie. Fantastyczna kompilacja różnych gatunków różnych stworzeń.

Kino nastawione wyłącznie na rozrywkę. Po mimo naiwności i momentami lekkiej cudowności, to da się poczuć lekki powiew świeżości z amerykańskiej tłoczni. Domeną Cloverfielda jest charakter paradokumentu i ten nadmierny pęd akcji. Dla oczekiwanego efektu, film do obejrzenia wyłącznie w kinie.. żadne tam oglądanie na ekranie przy kolacji!

Ocena: 7/10

(pumex)

Napisane w Akcja. Komentarzy: 2 »

I am legend/Jestem legendą.

Image Hosted by ImageShack.us

“28 tygodni później w wersji light”

Adaptacja kultowej powieści Richarda Mathesona o tym samym tytule. Robert Neville to ostatni człowiek żyjący na Ziemi… Wszyscy inni zamienili się w wampiry, które dziko pragną krwi Neville’a. W dzień Neville tropi i zabija śpiące wampiry, chroniące się w zrujnowanych budynkach. Kiedy nadchodzi noc zamyka się w domu i wyczekuje momentu wejścia słońca. Ten schematyczny “rytuał” powtarza z dnia na dzień. Pytanie tylko jak długo?

Stwierdzam, że film jest niezły. Na uwagę zasługuje ciekawa koncepcja opuszczonego miasta. Chaszcze traw, miasto zamieszkane przez zwierzęta, ptaki lawirujące między wieżowcami - miasto zamienia się w dżunglę, w której Neville musi przetrwać. Najbardziej wybija się z tego filmu klimat, który tworzy się w chwili znalezienia się w środku miasta. Jest napięcie, jest niepokój.

Jest wszystko, jak to w amerykańskich papkach bywa. Były śmieszne akcenty. Było i smutno. A wszystko przykryte otoczką efekciarstwa, którego jakby trochę mało było (film wysoko budżetowy!). Co do gorzkich elementów, to zdecydowanie komputerowe ujęcie mutantów. Razi przeogromnie. Otwierający paszcze są wyciągnięci jakby z “Mumii”, następnie, skaczący po blokach, to jakby motyw ze “Spidermana”. To już było. Film nie pokazuje nic nowego, bo tak naprawdę to już było. Momentami wali emocjami po gębie, ale tak jakby nic poza tym.. Poprawnie zagrana rola Will Smitha. Dobry odmóżdżacz na koniec dnia.

Ocena: 6/10

(pumex)

Napisane w Akcja. Komentarzy: 4 »

Twister.

Image Hosted by ImageShack.us

W Oklahomie spodziewany jest potężny huragan. Dwie konkurujące ze sobą grupy naukowców chcą zbadać to zjawisko. Kto zrobi to pierwszy zyska sławę, ale zadanie to nie należy do łatwych, a wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jo Harding kierują grupą uniwersyteckich naukowców, jej rywal dr Miller finansowany jest przez wielkie koncerny.

Całkiem przyjemnie się go ogląda. Tornado, które skutkuje totalną demolką. Lubię takie filmy katastroficzne, a w szczególności, kiedy zostają dobrze i przejrzyście zaprezentowane. Żywioł, wobec którego człowiek jest nieuchronny. Miło było zobaczyć Helene Hunt, która całkiem dobrze wypadła w swojej roli. Polecam! Nie tylko dla samych efektów!

Ocena: 8/10

(pumex)

—-

Film uważam za bardzo udany. Szczególnie zaimponowały mi efekty specjalne. W idealny sposób przedstawione zostało zjawisko tornada. Gra Helene Hunt - rewelacyjna! Mówi o tym, że w nawet najgorszych sytuacjach życiowych, można dążyć do celu. Pokazuje upór i nie poddawanie się w dążeniu do celu.

Ocena: 9/10

(magdus204)

Armageddon.

Image Hosted by ImageShack.us

Naukowcy odkrywają, że do Ziemi zbliża się wielki asteroid. Katastrofie może zapobiec wyprawa promu kosmicznego, którego załoga dokona desantu i zdetonuje ładunki nuklearne. Szefem misji zostaje geodeta, specjalista od wierceń
naftowych.

“Armageddon”, to chyba najbardziej wyróżniający się film o zbliżającej się zagładzie świata. Delektowanie się tym filmem, to czyste zajadanie się efekciarstwem zmieszanym z dobrą obsadą, z dramatycznym klimatem, który sprawia, że trzeba ku pamięci i heroizmowi Ameryki wycisnąć jednak tą łezkę wzruszenia.. no i po uformowaniu się tego wszystkiego, dostajemy jednolitą postać czystej rozrywki, która zachwyci niejeden raz. Aż chciałoby się go zbesztać w błocie i wysmarować go z każdej strony za schematyczny patos i monumentalizm działań i zachowania Amerykanów, za flagę, za pomnik ku wybitnym zasługom.. No, ale to się łyka, i to się podoba. Dajmy na to, scenę poświęcenia dla ludzkości jednego istnienia, jakim jest Bruce Willis, i te jego pożegnanie z córką - mimowolnie gula pojawia się w gardle, i jakoś tak smutno.. To się podoba. Dobry film, jako swoista rozrywka, zabawa, chwila odetchnienia od ogólnego zmęczenia, zamętu, przy którym drętwo je się popcorn.. Bez kozery można powiedzieć, że Bay stworzył kawał dobrego kina akcji. Nie pogardzisz.

Ocena: 8/10

(pumex)

Kill Bill.

Image Hosted by ImageShack.us

Zdradzona i pozostawiona na pewną śmierć Panna Młoda, niegdyś należąca do elity płatnych zabójców, budzi się po 4 latach ze śpiączki. Postanawia zemścić się na Billu, człowieku, który ją wystawił i próbował zabić. Droga do słodkiej zemsty nie będzie łatwa, bo po drodze musi ‘zneutralizować’ bezwzględnych wspólników Billa…

Powiem tak. Jako zagorzały fan Tarantinowskiego kina, film mnie z lekka.. przynudzał. Dostałem trochę mały niesmak, niedosyt, ale nie mówię, że jest źle. Fabuła - standardowo. Porąbana, strywializowana, prosta - na temat. Trup ścieli się gęsto. Krew tryska strumieniami na wszystkie strony. Film jest zetknięciem się z japońską kulturą oko w oko. Pierwsza połowa - flacuny z olejem, ale im dalej, tym szybciej, tym bardziej zaczyna się kręcić koło napędowe Quentina. Efekciarskie pojedynki robią wrażenie, choć bez przesady - kicz momentami był przereklamowany i jakby wymuszony. Ostania scena pojedynku bardzo mi się podobała - śnieżna sceneria tworzy klimat. Uma - dobrze się spisała. Dało się wyczuć nosem japońskie akcenty. Ten film kipi akcją, która nie daje chwili wytchnienia. Idzie od trupa do trupa, od krwi do krwi. Średnio mi się widzi, choć liczyłem na więcej - nie omieszkam obejrzeć drugiej części.. Dzięki iście zagadkowemu zakończeniu.

Ocena: 6/10

(pumex)

Napisane w Akcja. 1 Komentarz »