Updates from Marzec, 2012 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 11:39 on 20 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Town (2010, Ben Affleck) 

    Miasto złodziei **** 

    Hollywood zmienia się w tempie niemal niedostrzegalnym: może Tom Cruise ośmieszać się jednym żenującym skandalem za drugim, ale za parę lat w pełni zrehabilitowac produkując wybitny film rozrywkowy,  jak czwarta część “Mission Impossible”. Może Ben Affleck przez 20 lat sprawiać wrażenie faceta, który dostaje paniki, za każdym razem kiedy ma grac główną rolę w filmie, ale wkrótce może sam zacząć reżyserować filmy, i to całkiem przyzwiote, oglądalne i cieszące się poklaskiem krytyki. Teraz, w swojej drugiej produkcji z kolei, Affleck byl w stanie jednocześnie obsadzić się i wyreżyserować sobie prawdopodobnie najlepszą rolę w swojej karierze.

    “The Town” mimo bardzo średniego scenariusza i niefortunnego montażu całości (do czego dojdziemy), jest  reżyserskim osiągnięciem, którego po Benie Afflecku nie spodziewałbym się nawet w najdziwniejszych snach. Aktor postanowił rozprawić się w pewnym sensie z demonami swojej młodości. Pokazał nam miejsce, w którym sam dorastał, czyli bodaj najbardziej przerażającą do życia dzielnicę miasta Bostonu: Charlestown (ponoć wychowywał się całkiem niedaleko). Kolebkę Bostońskiej przestępczości, w której wiedza o tym, jak okradać banki przekazywana jest z ojca na syna, a każdy kto chce przetrwać musi toczyć całkiem typowe, codzienne boje z policją i FBI. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 20:51 on 20 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film oglądałem ponad rok temu w pamięć zapada klimat, ta mała społeczność twardo tkwiąca w swoich przekonaniach i główny bohater chcący się wyrwać stamtąd. Affleck, wypada dużo lepiej jako reżyser aniżeli aktor, tutaj wyraźnie zabrakło sił na granie :)

    • Peckinpah 08:21 on 17 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pewnie gdyby film był w polskich kinach to pewnie bym go nie obejrzał, bo jeszcze rok temu nie wiedziałem o tym, że Ben Affleck reżyseruje znakomite filmy. Dowiedziałem się o tym dopiero w tym roku i teraz oczekuję z niecierpliwością jego kolejnego filmu (jeśli będzie w polskich kinach to na pewno nie przegapię, chyba że recenzje będą miażdżące ;)) “Miasto złodziei” to naprawdę kino z najwyższej półki, ja bym mu dał ocenę 8/10 (albo nawet 9). Nie powiedziałbym, że scenariusz jest średni, ale to prawda, że Affleck (mimo iż ma Oscara za scenariusz) w “The Town” lepiej sobie poradził jako reżyser niż jako scenarzysta. W filmie nie ma zbyt dużo akcji, ale jeśli już są to zrealizowane po mistrzowsku (szczególnie strzelaniny są świetnie nakręcone). Widać inspirację filmem “Gorączka” (podobno w rozszerzonej wersji jest scena, w której w tv leci “Gorączka” Manna), ale to nie jest wada, bo jeśli czerpać pomysły z innych filmów to tylko od najlepszych, a film Manna do nich należy.
      ‘krotko o filmie’ napisał, że Affleck jako aktor wypadł raczej słabo, moim zdaniem nie wypadł najgorzej z obsady, znacznie bardziej mnie przekonał niż ten, który zagrał agenta FBI (J. Hamm). Możliwe, że tak jak piszesz, szymalan, w “The Town” Affleck zagrał najlepszą rolę w swojej karierze.

  • szymalan 17:13 on 16 March 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Battle Los Angeles (2011. Jonathan Liebesman) 

    Inwazja: Bitwa o Los Angeles **

    Schematyczny, śmiertelnie nudny film akcji, który powstał z ręki człowieka, który wyreżyserował niedawno taki przedziwny twór kinowy jak prequel remake’u “Teksańskiej Masakry Piłą mechaniczną” (remake udany, prequel już nie). Podobnie jak w tamtym filmie, Liebiesman do przesady stosuje ujęcia z ręki operatora (spróbujcie zrozumieć co się dzieje i kto jest głównym bohaterem w pierwszym akcie filmu), ale kompletnie wykłada się na poziomie efektowności widowiska. Kolejny raz bierze słaby, pozbawiony ludzkiego elementu scenariusz i kolejny raz dostajemy od niego jedynie szybkie, sprawne filmidło pozbawione ambicji, które nie wywołuje najmniejszej reakcji emocjonalnej i zapomina niestety, by trzymać w napięciu. Fabuła? Jest taka: na Ziemię trafiają kosmici, bo potrzebują wody. Atakują nas , a my się bronimy przy pomocy najlepszych: jak zawsze niezawodnych amerykańskich marinies. Wszystkie z perspektywy destrukcji miasta Los Angeles. 

    Pomysł, aby kino science fiction o obcych pożenić z konwencją kina wojennego o małym plutonie wykonującym kolejne wojskowe operacje na polu bitwy (którym jest tu całe miasto) może się wydawać ciekawy i nawet oryginalny, ale efekt jest niestety zdumiewająco nijaki. Całość potraktowana została  przez producentów z subtelnością, na jaką było stać dawne kino propagandowe (co chwilę słyszmy dialogi w stylu:  ”nie cofniemy się! nigdy!”) i przypomina średnio zajmującego FPSa, w którym poszczególne sceny wolne od demolki prezentują podobny poziom psychologii co cut-scenki w grach komputerowych. Nie rozumiem w związku z tym, w jakim celu poświęca się w “Bitwie” pierwsze kilkanaście minut czasu ekranowego na wprowadzenie najważniejszych bohaterów, skoro potem i tak w późniejszym czasie się niespecjalnie do tego nawiązuje (i nie rozwija). Nie rozumiem też,  po co nam wreszcie ci kosmici, skoro przez większą część czasu trudno powiedzieć,  do kogo tutaj się właściwie strzela (pod tym względem nawet nowy “Terminator” miał do zaproponowania jakąś wizję), zaś film stylistycznie i wizyjnie nie odbiega od tego, co kino bitewne zdążyło już po wielokroć pokazać. 

    (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 19:55 on 16 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ułatwiłeś mi zadanie nie używając w recenzji słowa patos. Tak ja mogę uznać, że Tegoż jest tu sporo, za dużo i kłuje w oczy co scena, a nie służy niczemu. Oglądałem niedługo po premierze, dziś w głowie został tylko słaby plakat promujący film.

    • ajar 19:53 on 24 Marzec 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Filmu nie oglądałem, ale jestem zdziwiony tym co mówisz, że nie ma ciekawych efektów specjalnych. Zwiastun daje na to nadzieję.

    • Mikser 22:09 on 2 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film widziałem niedawno a ledwo co go pamiętam. Chyba samo to wystarcza na poparcie Twojej recenzji. Kicz, totalny kicz.

  • szymalan 15:38 on 30 December 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Mission Impossible Ghost Protocol (2011, Brad Bird) [IMAX] 

    Mission Impossible. Ghost Protocol *****

     

    Jakie to Hollywood jest dziwne: nieznany nikomu Brad Bird najpierw robi sobie niszową, prostą, ale świetną animację o gigantycznym robocie, który zaprzyjaźnia się z małym chłopcem (“Iron Giant”, 1999) , potem tworzy jeszcze kolejne dwie animacje (ale tym razem to już gigantyczne superprodukcje dla studia Pixar) i deklasuje nimi całą konkurencję odbierając  za obydwa Oscary od Akademii Filmowej (Iniemamocni 2004, Ratatuj 2007). A teraz, kiedy wydaje się, że Bird już na zawsze będzie hollywoodzkim Miyazakim, jeden mały SMS od J.J. Abrahmsa (reżyser Star Treka, Super 8 i trzeciej odsłony Mission Impossible) sprawia, że ów specjalista od wybitnych filmów animowanych, kręci głośny, popisowy i bezczelny do granic w swej brawurze,  pierwszorzędny film akcji, który jest niczym mniej i niczym więcej jak tylko trzecim sequelem do wspomnianego wyżej “Mission Impossible”, w którym to jak powszechnie wiadomo lśni i zachwyca amerykański gwiazdor-scjenatolog Tom Cruise. I co? I to:  Bird znowu to zrobił. Znowu.

    Oglądałem niedawno wywiad z Birdem (będę to nazwisko powtarzał , zapamiętajcie skubańca jakby był nowym samym Spielbergiem -  na co się zresztą zanosi) , który przyznał się, że nie bardzo był zainteresowany wchodzeniem w dorosłe życie. Chciał znaleźć sobie taką pracę, która umożliwi mu pozostanie pełnym pasji dzieckiem, przedłużeniem tej dziecięcej zabawy i żarliwości w tworzeniu. No i znalazł: praca przy filmach animowanych. To, co w “Iniemamcnych” oraz “Ratatuju” mnie tak dobitnie zachwyciło, to poczucie, że Bird nie podchodzi do swoich dzieł, jak do filmow familijnych, czy kreskówek, w których liczy się tylko, żeby było słodko i kolorowo. Bird dbał o sensowne postacie (o wszystkie z danego filmu), a jego podejście do narracji było kompatybilne z narracją prawdziwych aktorskich filmów (retrospekcje, dbanie o pacing i  swoistą symfoniczność opowiadania, montaż równoległy, najazdy, przybliżenia, oddalenia, epickie panoramy w formacie 2.35:1). Bawił się kinem na swój sposób, ale jednocześnie szanował widza: nie podsuwał mu tandetnie napisanych postaci, infantylnego humoru, nie odpuszczał sobie żadnej  sceny i  dbał o wrażeniometr widza w najważniejszych momentach filmu (akcentowane: kulminacja, otwarcie, ostatnie ujęcie). (Więcej…)

     
    • Alek 13:18 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Niby nie chciałem zobaczyć tego filmu, ale tą recenzją potrafiłeś mnie zachęcić. Widziałem “Iniemamocnych” i “Ratatuj” – pierwszy to najlepsza animacja Pixara moim zdaniem, a drugi film ma niezwykly urok. Oba warte uwagi. Jednak do Spielberga cały czas daleko Birdowi, oj daleko :)
      Pozdrawiam

    • Agniecha 14:30 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      filmu jeszcze nie widziałam, ale ogólnie lubię MI więc i pewnie ten obejrzę :)

      Co do Sztukatera to nie wiem czy dostałeś nowy regulamin, który będzie od nowego roku obowiązywał. Zmieniamy szatę graficzną i programowanie, przez co szybciej będziemy mogli wrzucać teksty, także i Twoje jeżeli zechcesz z nami pozostać. Jednakże, aby tak mogło się stać musisz podesłać nam oświadczenie i formularz zgłoszeniowy. Dlatego jak nie dotarł do Ciebie nowy regulamin, który słałam jakoś w grudniu to daj cynka na maila info@sztukater.pl bądź do mnie na gg 4836679.

      Pozdrawiam :*

    • marakesh 18:30 on 31 Grudzień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Film totalnie wgniótł mnie w IMAXowy fotel. Poczułem się jak dziecko nucące sobie motyw główny z MI i udające Ethana Hawka :D Nie spodziewałem się aż takiego sukcesu, nie spodziewałem się, że film zrobi na mnie takie wrażenie. Jest lekki, zabawny, szybki, nie mdli od nadmiaru wrażeń i wciąż chce się do niego powracać. Kupuję MI:GP w całości

      IMHO, świetne zakończenie roku 2011 roku.
      BTW: Tobie Szymalan jak i czytelnikom życzę Szczęśliwego Nowego Roku 2012!

    • krotkoofilmie 12:34 on 8 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Proszę mi wytłumaczyć jak to było z kodami dostępu. Zdjęcia zrobione “oczami” i drukowane w walizce miały mieć przestawiony ciąg cyfr, więc miały być złe. Okazały się jednak dobre, jak?

      pozdrawiam

      • szymalan 16:39 on 8 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        oj, zagiąłes mnie :) przykro mi, nie mogę pomóc, trochę minęło już odkąd oglądałem i nie kojarzę szczegółów :)
        pozdrawiam!

  • szymalan 09:30 on 7 July 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Transformers 3 (3D, cyfrowy IMAX) ***** 

    Transformers 3 (3D IMAX Digital) *****

    Pozwólcie, że opowiem Wam o technologii 3D. Skąd moja niechęć, a może też i nienawiść do wszystkiego co w kinie trójwymiarowe? Poza sprawą oczywistą – kosztami (23/26 złotych za bilet do kina to niesmaczna przesada), chodzi też o coś innego: zakładanie okularów przed dużym ekranem kojarzy mi się nie z kinem, ale z cyrkiem. Lub bardziej z wesołym miasteczkiem, do którego przychodzą turyści i miejscowi dla chwili uciechy, jakiej nie mają na co dzień. Poza tym co mi ta technologia jak na razie dała, skoro “Avatara” lepiej mi się oglądało w domu, a na “Tronie” nic nie widziałem poza dużymi niebiesko-zielonymi plamami? Co mi po kolejnych tandetnych , na szybko realizowanych konwersjach 3D rujnujących cały seans (przy większej cenie za bilet jak przypomnę)? Wreszcie co mi po 30 minutowych filmikach edukacyjnych wyświetlanych w IMAXACH na porannych seansach, które trwają krócej niż moja droga do kina?

    3D drepcze w miejscu i straciło swój pierwotny wabik (nowość!), co pokazały wyniki ze stosunku sprzedaży biletów na pokazy 2D do 3D na “Zieloną latarnię” (u nas pod koniec lipca) oraz przedsprzedaży na “Harrego Pottera i Insygnia Śmierci, cz. 2″ (RANY, to jeszcze 8 dni! :) . Dlatego też , jak wskazali analitycy, ostatnią deską ratunku dla technologii stereoskopowej, miała się okazać finałowa odsłona epopei Michaela Baya o robotach-transformerach. Filmowca, który od początku był tej technologii zdecydowanie przeciwny (lub: zdecydowanie sceptyczny) i dopiero telefon interwencyjny od samego Jamesa Camerona (który jak powiedział w którymś wywiadzie: nawet urodziny swojej córki kręci kamerą 3d) sprawił, że Bay zmienił zdanie i postanowił cały film nakręcić w 3D. Jak wyszło? Za moment. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 10:08 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Pięć gwiazdek??!! :o No chyba sobie żartujesz.

      • szymalan 10:49 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        A gdzież bym śmiał.

        • milczacy_krytyk 20:26 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Ale jak pokazują ostatnie przypadki nawet blockbustery, czyli filmy, które w założeniu mają oferować swietną rozrywkę, mogą nie opierać się wyłącznie na efektach specjalnych. O ile przyjemniej ogląda się taki obrazek, jeśli zaczyna się czuć coś do bohaterów, dialogi są zabawne, a i historia nie ma miliarda dziur, w gruncie rzeczy nie trzymając się w ogóle kupy.

          A w tym filmie tylko efekty zasługują na pochwały (ok, jeszcze niektórzy aktorzy wypadają tu pozytywnie). Ale cała reszta to dramat, przy którym można jedynie załamywać ręce, bo chwilami nie sposób go oglądać bez zażenowania, znudzenia czy irytacji.

          Dla mnie film to nie tylko ładne obrazki, blockbuster nie składa się wyłącznie z pracy techników, ślęczących przez miesiące przy komputerach, towarzących kolejne sztuczne twory. W gruncie rzeczy to, że trzecia część Transformers jest tak widowiskowa i niezwykle realistyczna, to w ogromnej mierze zasługa Wety, a nie Bay’a. Gdyby nie to, że z roku na rok technika idzie tak do przodu, tej produkcji w ogóle by nie było.

          Poza tym tu właśnie widać różnicę (a raczej jej brak) między “Zemstą upadłych”, a “Transformers 3″. Tam efektów, widowiskowych scen było co kot napłakał, tu jest ich od groma, szczególnie pod koniec gdy rozpoczyna się przydługi finał. Poza tym filmy te niczym specjalnym się nie różnią, prezentują bardzo, bardzo zbliżony poziom.

          Nie wiem, może to zasługa Imaxa, może tam ten film robi tak przeogromne wrażenie, że wszystko inne przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie wiem, bo niestety nie dane mi było obejrzeć go na tak ogromnym ekranie. Ale w ten sposób, to i nawet koszmarne “Skyline” zasługuje na powiedzmy cztery gwiazdki. A to byłoby chyba coś nie tego…

          Pozdrawiam

          • szymalan 21:42 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Wszyscy się czepiają fabuły piszą o dziurach (to może wymieńcie te, które sprawiają, że bajka o robotach z kosmosu przestaje być wiarygodna? ) , a ja myślę, że wręcz przeciwnie. fabuła jest całkiem porządna, tylko po prostu źle opowiedziana w pierwszych dwóch aktach (choć wszystko potem się ładnie wyjaśnia w polowie paroma kwestiami)

            Dalej: Oczywiście, że efekty są zasługą Michela Baya. Weta czy ILM zrobi to , co każe im Bay (to działa jak reżyserowanie filmów animowanych), a Bay jest niesamowicie wymagający w tej kwestii (polecam jakieś dodatki do poprzednich części na dvd), widać to nie tylko po ich jakości, interakcji z żywą materią ale też po kadrowaniu itd itd. On po prostu potrafi opowiadać fabułę efektami, dopiero gdy ma to samo robić ludźmi, to wtedy wychodzą klocki różne.

            Pomiędzy dwójką o trójką nie ma różnicy? Oj, bardzo się nie zgodzę. Trójka jest nie tylko nieco imo lepiej opowiedziana (w dwójce w ogóle nie było intrygi), bardziej zjadliwy humor (bez matki Sama uderzającej w doniczkę i kopulujących robotów, psów itd) , lepsza rozwałka (przejrzysta dokładniejsza w szczegółach, bardziej pomysłowa), lepsze aktorstwo (silna obsada drugiego planu, najlepszy Shia od lat), lepsza muzyka , kapitalne 3D , lepsze wreszcie same roboty (wyrazistsze wyrazy twarzy, więcej charakteru). Ja tu widzę poprawę niemal na każdym polu. O, i jeszcze jedno: tym razem nie wyszedłem z bólem głowy (to plus!). :D

            A czemu nie tego? Jeśli “Skyline” w jakikolwiek obejrzany przeze mnie sposób wgniecie mnie w fotel tak samo jak Transformers to owszem, dostanie 5 gwiazdek ode mnie, tak ja 9/10 dostał od Ciebie film, który wielu uważa za słaby czyli “G. I. Joe”. To G.I. Joe może być rewelacją (mimo, że jest filmem z tej samej półki), a filmy Baya lub tych twórców od “Skyline” po prostu nie, bo nie? :( A może jednak dobrze mówię i głupkowate bezfabułowe rozpierduchy jednak czasem mogą być fajową rozrywką?
            pozdrawiam!

            • milczacy_krytyk 23:27 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              Tylko, że tu nie chodzi o to, że bajka o robotach z kosmosu jest niewiarygodna, bo gdyby się czepiać, to już na starcie ten film można skrytykować za wszystko, bo już sam pomysł na niego jest idiotyczny. Te dziury to nieskładność fabuły, jej pourywanie. Ja przez cały seans miałem wrażenie, że oglądam luźne sceny, które nijak nie mogą połączyć się w nawet w miarę logiczną całość. Tutaj jakiś pościg, tam jakaś walka, tu gadka szmatka, ale żeby jedno wynikało z drugiego, nawet mniej, żeby jedno w marę pasowało do drugiego, to już nie ma szans. Jasne, jest w tym trochę więcej sensu niż przy dwójce, ale i tak wciąż ogląda się to jak sklejkę ładnych scenek, a nie jak film.

              Tak, różnice między dwójką a trójką są wg mnie niewielkie. Idiotyczny humor pozostał, może jest w mniejszych ilościach, ale jest. Zwariowany chińczyk, jakieś idiotyzmy z Simmonsem i jego agentem czy kim on tam był, rodzice, którym wszystko się kojarzy z jednym, irytujące małe roboty i o zgrozo Malkovich, który robi z siebie pacana pod koniec swojego występu. Co do muzyki się nie zgodzę, więcej kawałków przypadło mi do gustu przy dwójce, 3D nie ma co porównywać, bo nie było go w dwójce. Rozwałka jest lepsza, bo efekty są lepsze, bo Bay chciał po nudnej i nieciekawej dwójce zabłysnąć, więc dla mnie to jedno. A co do robotów to znów sporo postaci zostało zmarnowanych – chociażby Schockwave, który pojawia się tylko na początku i pod koniec i zamiast głównego villaina jest tylko pachołkiem, lub Megatron, który również snuje się po ekranie jakby go wsadzono na siłę.

              Temu nie tego, bo prócz super efektów (które podobno są właśnie w takim “Skyline”) nawet głupi blockbuster powinien bawić, wciągać, intrygować, mieć jako taką fabułę, fajne one-linery i niezłe postaci. Dodając te wszystkie elementy można ocenić film, jako całość. Same efekty (szczególnie w dzisiejszych czasach) to wg mnie stanowczo za mało.

              :D Wiedziałem, wiedziałem, że wyciągniesz “G.J.Joe”. :p
              Tylko, że po tamtym filmie wyszedłem z kina ubawiony. Przeleciał mi jak z bicza strzelił, podobały mi się efekty, sceny walki, polubiłem postaci i chciałem wiedzieć do czego opowiadana przez twórców historia dąży. I co ważne pamiętam go do dziś. Po Transformersach wyszedłem zmęczony, znudzony i wątpię czy do przyszłego roku cokolwiek mi w głowie po tym filmie zostanie.

              Ale się rozpisałem :D

              Pozdrawiam ;)

              • szymalan 09:45 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik

                O, czyli w pierwszym akapicie napisałeś dokładnie to co ja napisałem w poprzednim poście. Czyli się zgadasz, że fabuła jest ok, tylko źle opowiedziana, super.
                Idiotyczny humor pozostał, ale po pierwsze parę razy się jednak uśmiałem z ludźmi w kinie z kilku żartów, a po drugie na tych co bardziej hardkorowych momentach jednak nie bolały mnie zęby tak jak na T2. Lepszy, minimalnie, ale dla mnie lepszy.
                3D oczywiście , że się liczy- dużo dodało do oglądania, więc wrażenia są lepsze, a więc jest to poprawa na plus.
                Shockwave po prostu nie miał być głównym villainem. Tyle. Villainem był ktoś inny, a shockwave służył do najbardziej spektakularnego ataku na wieżowiec w historii kina. Ja tego nie nazywam zmarnowaniem.
                Przedostatni akapit: nawet nie nie odpiszę, bo widzę, że nic nie zrozumiałeś z tego napisałem jak dotąd w recenzji powyżej i komentach. Matrix 2 ma równie żałosne dialogi, aktorstwo i na bakier z logiką, ale jednak coś Cię w nim zauroczyło. Widzisz, rościsz sobie prawo do mówienia o G.I. Joe jako o rewelacji, ale innym bronisz prawa mówienia tego samego o “Skyline”, czy “Transformersach”. Bo tak. Bo AKURAT w tych wypadkach oczekujesz po blockbusterach, że będą co najmniej na poziomie “Mrocznego Rycerza”. Ale jak oglądasz “Matrixa 2″ lub 3 , czy “Sucker Punch” nagle jednak film może być li tylko głupią rozwałką nie mającą sensu i pełną niepotrzebnych patetycznych dialogów i przedszkolnego filozofowania.
                Mam wrażene, że w ogóle nikt tu z obecnych nie przeczytał, albo po prostu nie zrozumiał co napisałem (co jest jednak trochę smutne). Starałem się ująć temat tak całościowo jak to możliwe, tłumaczyłem, że dla mnie transformers to nie do końca prawdziwe kino (specjalnie wlepiłem ten dopisek IMAX 3D w tytuł recki) , raczej taka wycieczka w świat radosnej, jarmarcznej rozrywki, w której zupełnie inne kryteria oceny mają zastosowanie. I, że czasem można właśnie te kryteria normalnej oceny zarzucić, bo nas w jakiś sposób film kupił, nie ważne jaki, ale ważne, że człowiek wyszedł w dobrym humorze itd. Mało tego nawet świadomy tego pisałem, czy mi czytelnicy wybaczą ten wybryk, i że moja ocena jest wypadkową dwóch innych. Krótko mówiac: “świetnie się bawiłem na tym bardzo słabym filmie”. Takie było przesłanie recenzji. I co?
                A Wy i tak przychodzicie tu i nagle stajecie się wielkimi obrońcami dobrego smaku w kinie, tak jakbym był idiotą, który nie rozumie , że prawidłowo skonstruowany film wysokobudżetowy potrzebuje dobrego scenariusza.
                pozdrawiam serdecznie.

    • Michał Kozownicki 11:18 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Napisane z takim rozmachem jak wspomniane sceny akcji Bay’a. :)

      A tak poważnie – zastanawiam się kiedy nastąpi taki moment, kiedy scenariusz stanie się w ogóle pomijana w tych wysokobudżetowych produkcjach. Być może doświadczymy z czasem w IMAX-ach raczej “wizualizacji” zamiast filmu. Treść zostanie sprowadzona do “one-linera” na bilecie/ulotce (na przykład: “Bitwa o kosmos zaczyna się tutaj”). A żeby już nie męczyć widza nudnym wprowadzeniem do sedna – od razu zaserwuje mu się 60 minut wybuchów, laserów, śmigającej kamery, etc. Wszystko naturalnie w 3D. Oczywiście będzie to stało w opozycji do tradycyjnego kina, które jednak kręci się przede wszystkim wokół scenariusza.

      I nie piszę tu o samym Bay’u, czy konkretnie o T3 (bo nie widziałem jeszcze), ale takie wrażenia miałem po Iron Man 2, którego można było sprowadzić do “Iron Man znowu w akcji”. Z tego co piszesz, to 3 część przygód Autobotów wygląda pogodnie. Szkoda, szkoda, bo wygląda na to, że technologie zaczynają służyć tylko wyciąganiu od ludzi pieniędzy i skoro takie bezmyślne produkcje zarabiają znacznie więcej, to będziemy mogli się z czasem pożegnać z kinem, które zaskakuje treścią i pomysłowością scenariusza. Zawsze znajdzie się jakieś niezależne studio, ale wówczas rozmach takiej produkcji będzie znikomy.

      A co do Megan Fox – niezłego samobója sobie wbiła tym komentarzem.

      Pozdrawiam

    • marakesh 15:14 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Noooo, szczena mi opadła… ale nie po filmie, ale po twojej recenzji :D

      Film mnie ani nie rozczarował, ani nie zachwycił. Bo wiedziałem na co idę i spodziewałem się dokładnie tego co oczekiwałem.

      Hmmm, moje zdanie jest takie, że trochę emocje Cię poniosły. Owszem w filmie one są ważne i cieszę się że ten film je w tobie wzbudził… ale twój blog ma podtytuł: Filmowe konkret-słowo, a nie Emocjonalne konkret-słowo. Dla mnie KAŻDY film składa się z integralnych segmentów, który razem ze sobą współpracują, tu natomiast 80% tych elementów siada i są one zastępowane momentami bezsensownymi, pozorowanymi efektami ociekające wręcz patosem i kiczem. Typowe amerykańskie filmidło podtrzymujący na duchu demokratycznego USA. To było już w “dwójce”, “jedynce”(trochę mniej) i w dziesiątkach innych filmów. Ile tak można?

      Zero scenariusza, zero dialogów, zero muzyki – już wolę puścić sobie genialną płytę “Dark Side of The Moon” – Pink Floydów ;).
      Ten film ratują jeszcze role Malkovicha, Johna Torturro i Francis McDormid.
      Co do efektów się zgodzę wgniatają w fotel, lecz dalej wydają mi się tylko zabawką, a nie konkretnym narzędziem w rękach przyszłych reżyserów. Pomimo cyfrowej rewolucji, oczy wciąż bolą, a sceny momentami wydają się rozmazane i nieostre.
      To właśnie Cameron, bardzo subtelnie używał tej techniki. Tam wiedziałem o wiele więcej z fabuły niż tu :/
      T3 jest sztuczny i napompowany do potęgi n-tej, jak usta i cycki tej, jak jej tam…Rosie Huntington-Whiteley, której chyba celem było wywołanie wzwodów u męskiej publiczności.
      Do tego ta ohydna kryptoreklama…

      Mógłbym tak wymieniać i narzekać… ale po co? W końcu mamy ładna pogodę.

      Jak dla mnie 4/10, w porywach 5/10… więc ostatecznie 4,5/10 :P

      Pozdr
      Marakesh

      P.s. Czekam na krwawy odwet :D >:-)

    • szymalan 16:17 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      @marakesh
      1. Nie rozczarował ani nie zachwycił? Spodziewałeś się samych efektów wizualnych, a teraz mówisz, że ok efekty fajne, ale cała reszta to dno i dlatego film Ci się nie podobał.
      2. Mój blog ma nazwę nie Konkret-Filmowe słowo, tylko Filmowe konkret-słowo. Słowo ma być konkretne, a nie koniecznie filmy. Poza tym co ma tytuł bloga do mojego stosunku do filmu Transformers 3 , to i tak nie rozumiem.
      3. Emocje mnie poniosły? ja chodzę do kina tylko po emocje (bez względu na to, jakim środkiem wywołane), jak ktoś inny w innym celu toto nie jest blog dla niego. Poza tym patrząc po mojej recenzji i Twoim komencie, to nie wiem kogo emocje tu bardziej ponoszą:) (btw po co te wstawki o sztucznych cyckach i wzwodach? co one mają do filmu i mojego tekstu?)
      4. Cameron używał subtelnie 3D, tak subtelnie, że aż go nie było widać. Wtedy wydawało mi się to słuszne. Po obejrzeniu Avatara na DVD i Transformersów w IMAX, przyznaję rację Bayowi.
      5. “ile tak można?” A ile tak można biadolić na jedno to i samo , i jednocześnie z uśmiechem na twarzy iśc do kina na kolejne części takich filmów? Toż to mało wyboru w repertuarze? :P

      @Michał:
      Taki moment nie nastąpi nigdy, scenariusze przetrwały tyle epok, po drodze było tyle słabych i jeszcze bardziej beznadziejnie napisanych filmów (przy jednoczesnym triumfie artyzmu i kina wysokiej klasy) niż Transformersy, że nie widzę tu jakiegoś zagrożenia.
      Rzecz w tym, że w tym wypadku Bay nie wyciąga od nikogo forsy: płacisz dużo za bilet, owszem, ale dostajesz wszystko to, co ma taki IMAX 3D do zaoferowania. Tak jak po Avatarze wyszedłem “niedojedzony” pod względem akcji, głębi obrazu i efektów, to “Transformers” to jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń wizualnych , jakie doznałem w życiu.
      Stąd właśnie problem z takimi nowatorskimi filmami jest taki, że nie da się ich wybronić w sposób racjonalny, argumentując fabułą, czy głębokim przesłaniem. Albo jesteś w stanie wysiedzieć godzinę słabego kina i potem poczuć się jak dzieciak oglądając te spektakularne widowisko, albo nie. Mnie to kupiło, z pełną świadomością wszystkich ułomności scenariusza.

      Ludzie, pamiętajmy, że kino od początku swego istnienia było jarmarczną rozrywką dla mas, które nic wielkiego nie znaczyło. Kto wie, być może to właśnie Bay jest ostatnim reliktem tych czasów, kiedy kino miało po prostu jarać samą swą wizualną cudownością widownię, a nie uduchawiać, stymulować intelektualnie i uczyć jak należy postępować w życiu.

      pozdrawiam ;-)

      • Michał Kozownicki 08:08 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Nie byłbym taki pewien do końca. Nie mówię oczywiście o całkowitym wymarciu kina w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale raczej o pewnym rozłamie. Bo zgodnie z tym co napisałeś – po co ‘wysiadywać” tę niepotrzebną godzinę, skoro można od razu przejść do rzeczy. Wszak kino też wywodzi się z teatru (uchodzącego za kulturę wysoką) i w początkach kinematografii aktorzy raczej niechętnie odchodzili od żywego widza. Nie jest to oczywiście kwestia roku, czy dwóch, ale w ciągu dekady mogą stać się modne trójwymiarowe orgie obrazu i dźwięku pozbawione zupełnie narracji, czy treści. Nie poddaję też tego ocenie, bo nie w tym rzecz. Raczej puszczam wodze fantazji odnośnie tego jak będą wyglądały blockbustery za 10 lat. Zwłaszcza, że proporcja scen akcji do scen narracyjnych zmienia się bardzo mocno i super-efektowne finały zajmują coraz większą część taśmy filmowej (czy innego nośnika).

        • Alek 09:24 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Zaskoczyłeś mnie ogromnie tą recenzją. I to nie tylko oceną. Podobał Ci się Avatar bardziej bez 3D? Dla mnie ten film nie istnieje poza technologicznym szokiem. Sam również 3D raczej utożsamiam z cyrkiem niż z kinem, ale może odmieni to wrażenie Transformers (których nie widziałem jeszcze).
          Pozdrawiam

        • szymalan 09:50 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          @Michał
          widziałeś jakieś filmy Nolana? Spokojnie , ten trend o którym mówisz dotyczy tak naprawdę tylku paru twórców (Snyder, Bay, Emmerich). Ich filmy są miażdżone przez recenzentów więc opinia publiczna w dalszym ciągu mówi nie, takim produkcjom, a chwalone są X Meny, filmy J.J. Abramsa, czy Pottery. Więc póki, co trzyma się ręke na pulsie.
          @Alek
          Tylko, że Transformers 3 jest cyrkiem właśnie. Trzeba z takim nastawieniem iść do kina. I dlatego ta technologia tak świetnie pasuje do tego filmu.

    • Alek 09:29 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zaskoczyłeś mnie ogromnie tą recenzją. I to nie tylko oceną. Podobał Ci się Avatar bardziej bez 3D? Dla mnie ten film nie istnieje poza technologicznym szokiem. Sam również 3D raczej utożsamiam z cyrkiem niż z kinem, ale może odmieni to wrażenie Transformers (których nie widziałem jeszcze).
      Pozdrawiam

    • Łukaszzz 10:05 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Faktycznie zaskoczyła mnie tak wysoka ocena. Dla mnie Michaela Baya nie wróży niczego dobrego. To chyba najbardziej patetyczny reżyser jakiego znam. Zgodzę się jednak co do techniki 3D, również jestem jej zdecydowanym przeciwnikiem. Ostatnim filmem, w którym mi się podobały był „Thor”. Poza tym co powiedziałeś o zarzutach do 3d dodam jeszcze, że okulary, które każą mi zakładać by dostrzec trójwymiarowe efekty są strasznie niewygodne. A „Avatr”, którego widziałem tylko w 2d podobał mi się i nie odczuwałem żadnych braków trójwymiarowego obrazu.

    • milczacy_krytyk 10:30 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie, nie bronię chwalenia Transformersów, tylko niesamowicie dziwi mnie Twoja ocena, bo rzadko kiedy na Twoim blogu pojawia się pieć czy sześć gwiazdek, szczególnie przy filmach rozrywkowych. A tu nagle taka ocena i to przy filmie, który nie jest zbyt dobrze oceniany.

      I nie, akurat nie tylko w tych przypadkach oczekuję, że blockbustery będą na poziomie. Przy każdym filmie chciałbym, żeby nie był wyłącznie jedną wielką eksplozją. Przy wymienionych przez Ciebie tytułach akurat jakąś interesującą mnie historię znalazłem, stąd mój zachwyt (choć to zbyt mocne słowo) nad tymi produkcjami. W Transformersach jej nie wyczułem, stąd moje znudzenie tym filmem.

      Skoro pisałeś świadomy tego, że ta ocena może nas zadziwić, to nie dziw się teraz, że faktycznie się tak stało ;)

      Ponieważ mi trójka się nie podobała, trudno mi zrozumieć te pięć gwiazdek. Ale jak sam wypunktowałeś i ja mam filmy, które nie są (oględnie powiedziawszy) dobrze oceniane, a jednak przypadły mi do gustu i sporo gwiazdek swego czasu ode mnie otrzymały. Tego znowu inni nie potrafią zrozumieć.

      I spokojnie. To, że mamy odmienne zdanie, nie znaczy, że traktujemy Cię jak idiotę, który wystawia same dziesiątki obojętnie jakiej produkcji. Po prostu nas zaskoczyłeś ;)

      Pozdrawiam

    • szymalan 11:01 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No wiem, sam się wkopałem , wiedząc, że zaszokuję świat 5 gwizdkami. Ale w przypadku takiego filmu nie mają one aż takiego znaczenia jak zwykle :-)
      Widzę , że się generalnie rozumiemy, sprostuję tylko: mnie nie chodziło, o to, że macie inne zdanie, tylko, że mówicie, że filmy potrzebują dobrych scenariuszy, choć ja się z tym w pełni zgadzam i to rozumiem, i sam tego też wymagam, i czasem chyba az za bardzo. Być może stąd ten szok, że dałem bayowi aż 5 :P
      Zapewniam, że od następnego wpisu wracamy już do normalności :P
      pozdrawiam!

    • Michał Kozownicki 11:12 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      // Mam wrażene, że w ogóle nikt tu z obecnych nie przeczytał, albo po prostu nie zrozumiał co napisałem (co jest jednak trochę smutne).

      Ja i przeczytałem i zrozumiałem. W zasadzie nie wiem o co wielkie larum. Ja w swoich komentarzach nie odniosłem się nawet do T3 ani twojej notki. Podniosłem temat pewnego trendu (jak sam przyznałeś kilku reżyserów ten trend dotyczy). I tyle. Nie mam prawa oceniać tego, czy dany film się komuś podobał, czy też nie. Takie jest przecież właśnie piękno prowadzenia bloga – że możesz napisać na temat jakiejś produkcji cokolwiek zechcesz. Ani nie chcę prowadzić z tym polemiki, ani też nie wymagam uzasadnień. Wręcz przeciwnie – domyślam się, że T3 w IMAX mógł się rzeczywiście podobać, właśnie z uwagi na zastosowane technologie. Mnie bardziej chodziło o to, że bardzo drogie produkcje są naszpikowane efektami specjalnymi i już w tej chwili kilkanaście minut z seansu przypomina wizualizację zrobioną pod pretekstem jakiegoś ubogiego w miarę scenariusza (tak jest w przypadku Sucker Punch i zapewne podobnie w przypadku T3). Zatem zainteresowała mnie kwestia, czy modne staną się seanse zawierające jedynie z takich wizualizacji (IMAX zapewne nadaje się idealnie) oparte jedynie o pewien wspólny temat (na przykład roboty z kosmosu walczą na Ziemi), ale już bez nici fabularnej.

      Tak – widziałem kilka filmów Nolana. Scenariusz “Incepcji” zakładał sporo złożoności i tam faktycznie nie można powiedzieć o prostolinijnej fabule, jednak sam film już zasłynął z niesamowitych efektów specjalnych (efekty zmian grawitacji w hotelu i “składającego” się miasta). A to czy bączek Di Caprio się na końcu przewrócił, czy nie – schodzi na dalszy plan. Chodzi mi o pewną szerszą perspektywę. Film wysokobudżetowy aspirujący do miany Blockbustera MUSI posiadać masę efektów specjalnych (i obniżoną kategorię wiekową), co by przyciągnąć do kin jak najszerszą rzeszę widzów. I tego też nie oceniam przez pryzmat zła i dobra (a już w ogóle w kategoriach kinematografii). Po prostu popyt kształtuje podaż w tym wypadku i skoro ludzie najwięcej pieniędzy wydają na filmy z eksplozjami, kosmicznymi robotami i pościgami – to studia filmowe w takie filmy najpierw będą inwestować.

      // A Wy i tak przychodzicie tu i nagle stajecie się wielkimi obrońcami dobrego smaku w kinie, tak jakbym był idiotą, który nie rozumie , że prawidłowo skonstruowany film wysokobudżetowy potrzebuje dobrego scenariusza.

      Nie jestem obrońcą dobrego smaku, bo o kinie wiem pewnie tyle co o fizyce kwantowej, zatem ani żaden ze mnie ekspert, ani tym bardziej autorytet. Jestem zwykłym widzem, któremu się albo coś podoba, albo nie. T3 nie widziałem, więc do filmu nie mogę się odnieść. Do twojego posta również – bo twoim świętym prawem jest mieć satysfakcję po seansie. Ja podniosłem temat pewnej ewolucji w kinie i możliwości jakie dają studiom (a zatem i twórcom) nowe technologie. I skoro najwięcej zarabiają filmy wypełnione po brzegi efektami specjalnymi – pozwoliłem sobie rozważyć wariant, w którym całe projekcje będą jednym wielkim specjalnym efektem.

      Nic osobistego w tym nie było, ani też żadnej oceny autora postu, czy tym bardziej jego filmowego gustu. :)

      • szymalan 11:45 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Nie czuję się urażony z Twojej strony, ani nikogo innego tutaj. Chciałbym tylko, żebyśmy się wszyscy zrozumieli skąd moja tak wysoka ocena dla tego filmu, i że nie wynika ona z tego, że uważam ten film za jakieś wybitne dzieło sztuki X muzy ;)

        co do meritum:
        Po części się dalej nie zgadam. Wspomniałeś o Incepcji: tam jest naprawdę bardzo mało efektów specjalnych , zwłaszcza w porównaniu do np. T3, które chwilami jest po prostu czystej wody animacją. U Nolana najpierw jest scenariusz i postacie (serio uważasz, że końcowy bączek schodzi na dalszy plan? przecież w sieci aż huczało od dyskusji na ten temat), a efektami reżyser się wspomagał tam gdzie jest to absolutnie koniecznie (jak składające się miasto), a nie dlatego, żeby przyciągnąć więcej ludzi do multipleksów. Oczywiście to składające się miasto pokazano w trailerze, być może studio liczyło na przyciągnięcie w ten sposób widzów, ale jednak nie to było sednem wizji Nolana.

        IMAX ma w moim tekście znaczenie kluczowe, bo faktycznie większość filmów wcześniej tam prezentowanych była właśnie takim albo zlepkiem animacji, albo pretekstowym filmem przyrodniczym o dinozaurach, gdzie liczą się tylko i wyłącznie efekty dla samych efektów. Różnica jest taka , że wtedy technologia była słaba i niedopracowana, zaś T3 wykorzystuje ją na 200% , bez najmniejszych ograniczeń i hamulców. I moim zdaniem IMAX, które nie jest de facto normalnym, zwykłym miejscem do oglądanie filmów i 3D, które kłóci mi się z tradycyjnym rozumieniem kina, po prostu pasuje do takiej bezmyślnej, masowej rozrywki jak filmy Baya. Na tym udanym , świadomym połączeniu moim zdaniem skupia się jego sukces tą produkcją.

        I dlatego zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że w zwykłym multipleksie, czy w domu ten film może być po prostu nie do zniesienia bo straci 85% swojej wartości.
        pozdrawiam:)

    • Lola King 19:09 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przede wszystkim, wielkie brawa za pierwszy akapit dotyczący 3D :):) Po drugie, mimo, że Twoja recenzja jest świetnie napisana i bardzo entuzjastyczna, to i tak nie uda Ci się mnie przekonać, bym poszła na ten film do kina. Nie dlatego, że zgrywam jakąś intelektualistkę, która nie ogląda tego rodzaju filmów, bo również czasem wolę obejrzeć jakiś odmóżdżacz, ale nie mam możliwości iść do IMAXA, a wątpie, by w zwykłym kinie wrażenia były podobne, więc nie ma sensu. Jestem jednak ciekawa LaBeoufa w świetnej formie :) Pozdrawiam.

    • Agniecha 21:17 on 8 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      wow… co za pozytywna opinia. szokujące jest to, że pomimo tego, ze to ja tu jestem fanem Transformers to oceniłam go niżej od Ciebie :D nie mniej zgadzam się po części z Twoją recenzją, ale i tak nie wiem czy obejrzę ponownie…
      cmok :*

    • Tom Braider 15:48 on 9 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Szczerze nie dziwię się, jeśli brać pod uwagę, że jest to ocena za wrażenia 3D, bo mogło dawać kopa. Skoro do tego mówisz, że film zasługuje na seans tylko w kinie to 5 gwiazdek w ogóle nie dziwi, tym bardziej jak ktoś ma silę by wysiedzieć w tych okularach przez 2,5 godziny. O ile wierzę, że ocena jest za seans, to podejrzewam, że film sam w sobie zasługuje na mniej, ale się niestety nie wybieram (a chciałbym bo filmy Baya zawsze były dla mnie swoistym guilty pleasure), bo ciężko znaleźć wersję w 2D, a trzy wymiary bojkotuję konsekwentnie i z całą stanowczością, po masakrze jaką był Avatar.

    • szymalan 11:07 on 10 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      @Lola king:

      Dziękuję za miłe słowa :) Myślę, że skoro nie masz w pobliżu IMAXu to możesz śmiało pominąć ten tytuł. Ten film nic ponad to nie ma do zaoferowania.

      @Agniecha:
      Ja też już raczej nie wrócę do tego filmu. Drugi raz do kina na wersję 3d nie pójdę, a oglądanie tego na dvd może nie mieć kompletnie sensu. pozostanę przy świetnej jedynce ;)

      @Tom Braider:

      Ja też bojkotuję dalej 3d. W wypadku normalnych, pełnoprawnych filmów ;) (choc czasem nie ma wyjścia: patrz finałowy Potter, prezentowany wszędzie w 3d)
      Tak, jak napisałem: ten film jako sam film zasługuje na dużo mniej niż 5. Wyraźnie to podkreśliłem, że ocena jest średnią ;)

      pozdrawiam wszystkich!

    • krotkoofilmie 15:26 on 16 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      i po co Ci to było? :) Świetnie się czyta Twój tekst, no bo przecież o co chodzi w kinie jak nie o emocje? Co z tego, że brak w nich wyrachowania i głębi. Filozofować można by długo dlaczego tak wysoko oceniłeś film, dla mnie te gwiazdki to po prostu ocena pod wpływem impulsu, to werdykt doświadczonego kinomana z odrobiną szaleństwa we krwi :)
      pozdrawiam

  • szymalan 14:34 on 16 April 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Sucker Punch **

    Nowy film Zacka Snydera (niezłe “Legendy sowiego królestwa i “Świt Żywych Trupów”, słabi “Strażnicy” i “300″) zaczyna się obiecująco- podnoszącą się kurtyną za którą kryją się loga kolejnych wytwórni i nieźle zmontowaną sekwencją w rytm “Sweet Dreams” (zaaranżowanego do wokalu Emily Browning) będącą zarazem prologiem do fabuły i efektownym, miłym dla oka teledyskiem.  Już wtedy widać, że kariera Snydera ma swój początek w reklamówkach telewizyjnych (głównie dla koncernów samochodowych oraz odzieżowych) – mówiące same za siebie obrazy, śladowe ilości dialogów, fetyszyzowanie lśniących detali i tekstur- znać, że Snyder ma oko jeśli chodzi o zdjęcia oraz wyczucie jeśli chodzi o timing akcji i pacing całości.

    Na etapie jednak, kiedy muzyka przestaje rąbać z głośników, a bohaterowie zaczynają się odzywać,  dobre wrażenia się kończą (na dobre, niestety). Do widza dochodzi bolesna świadomość bycia w kinie (a nie przed telewizorem czy You Tube) i tego, że przez następne 2 godziny trzeba będzie przecierpieć fabułę , której idiotyzm trudno wprost sobie wyobrazić oraz postacie których nie znosi nawet sam pan reżyser. (Więcej…)

     
    • marakeshpl 15:33 on 16 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie wiem jak można zasnąć na filmie akcji… a mnie się to przytrafiło! Całość jest nudna jak flaki w oleju.

      Jeśli koleś myśli, że zaimponuje publice dając odpicowane dziunie w słodko-rzygowatym świecie, to się grubo pomylił.
      A co najlepsze/najgorsze w mojej głowie nic już nie zostało po tej bezpłciowej produkcji.

      Niech Snyder wróci do tworzenia reklam Citroenów i Toyot, albo reżyserii “Mojej słodkiej osiemnastki”. Tak będzie najlepiej.

      • szymalan 20:56 on 16 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Najbardziej przeraża mnie to, że niektórzy nazywają faceta “wizjonerem”, “geniuszem” itd. Kiedy Spielberg był w wieku Snydera zrobił “Listę Shindlera”, kiedy Kubrick był w wieku Snydera zrobił “Odyseję Kosmiczną”. Dziś Snyder jest wizjonerem. Heh, dziwne pokolenie ;-)
        pozdrawiam

      • Agniecha 17:32 on 19 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        ogólnie stwierdzam, że milczący jest bardzo spostrzegawczy. ja tam nie przywiązuję aż tak wielkiej wagi do tego co oglądam w sensie takim, że nie doszukuję się jakichś powiązań i związków przyczynowo-skutkowych. Nie mniej mnie się film podobał, ale ja słynę z tego, że podoba mi się co inni krytykują w najlepsze :D nie uważam, ze Snyder jest wizjonerem, nie mniej jego produkcje wyróżniają się na tle innych pod względem wizualnym. Mają swój klimat, tak jak swój niepowtarzalny klimat mają produkcje Burtona. Facet ma taki styl i albo się go lubi albo nienawidzi. ja należę do tych pierwszych :)

        pozdrawiam :*

        • szymalan 12:16 on 20 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          O, moim zdaniem, do Burtona to mu baaardzo daleko :) Snyder to duuuuzo slow motion, co stosowali już twórcy od dawna , chyba już od czasów Kurosawy. A reszta to kopiuj-wklej od cudzych wizji, więc raczej nie widzę u niego jakiegoś szczególnego stylu. Burtona można poznać po jednej stopklatce :)
          pozdrawiam!

        • marakeshpl 14:58 on 20 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          I tu się z Agniechą zgodzę, że Snyder wyróżnia się pod względem wizualnym. Widać to we wszystkich jego filmach i trudno mówić tu o zrzynaniu bo jednak Snyder swój styl wypracował i trudno mu cokolwiek zarzucić. A kwestia scenariusza, akcji i pewnego rzemiosła filmowego pozostaje wiele do życzenia. Bo taki Burton też jest rzemieślnikiem/wyrobnikiem, a jednak jego produkcje (przynajmniej te wcześniejsze) nie trącą przysłowiową myszką :D

          Pozdrawiam
          Oraz udanego wypoczynku świątecznego i długo-weekendowego :)

          • szymalan 21:02 on 20 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Powiedziałbym, że jego styl opiera się głównie na montażu i bardzo efektownym timingu (widać, że w tym zakresie ma wyczucie) kolejnych ujęć, ale same wizje jako takie- nie wiem , mnie cały czas przychodziły na myśl inne tytuły, tak jakbym wszystko gdzieś już widział choć nieraz. Jak ekranizował komiksy to też przecież głównie się skupiał na tym, aby wiernie (nawet nie tyle wiernie- dosłownie) odwzorować poszczególne kadry komiksu. Ale ok, ja jestem w stanie przymknąć na to oko, w końcu ile filmów ma dzisiaj powielone pomysły od innych. Reżyserowanie filmów to w końcu nie stylizowanie kadrów – to opowiadanie wiarygodnych historii, prowadzenie pełnowartościowych bohaterów. Burton potrafił i jedno i drugie- to jest ta różnica.
            pozdrawiam i również wszystkim życzę Wesołych i Zdrowych!

    • milczacy_krytyk 17:05 on 16 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jako, że mam odmienne od Twojego zdanie o poprzednich filmach Snydera (słabe “Legendy…”, niezłe -”300″ i świetni “Strażnicy” – “Świtu…” jeszcze nie widziałem), dlatego nie zaskoczyła mnie Twoja ocena najnowszej produkcji Zacka.

      I choć zgadzam się chyba ze wszystkimi Twoimi uwagami, to i tak “Sucker Punch” mi się podobało. Bardziej niż myślałem, że będzie mi się podobać.

      Co do MPAA to to zupełnie oddzielna kwestia, o której można by rozmawiać godzinami. Idiotyzmem jest to, że w normalnym filmie, w którym pada tylko określona liczba przekleństw, lub coś się zasugeruje, przyznawana jest kategoria R, a tam gdzie się biją, zarzynają, itd. MPAA nie widzi nic złego i puszcza takie obrazki z niższą kategorią. Paranoja do kwadratu, ale co zrobić.

      Natomiast co do tego braku erotycznego podtekstu, to jest to wynikiem właśnie tego, by obraz ten otrzymał niższą kategorię wiekową. Po słabym wyniku finansowym “Watchmenów” Warner nie chciał już ryzykować i skroił “Sucker Punch” pod PG-13. Patrząc na box-office całe szczęście, bo nawet z tak niską kategorią wiekową, film ten zarabia tyle co nic i będzie chyba jednym z większych rozczarowań tego roku. Podobno wersja rozszerzona, która pojawi się na dvd i blu-ray będzie wzbogacona o 18 minut, które do kinowej wersji nie trafiły, właśnie ze względu na te podteksty.

      Spoiler!
      “Mająca 5 dni bohaterka, nagle siłą swojej wyobraźni zamienia swoje Asylum w luksusowy burdel”
      No właśnie. Zadawałem to pytanie już quentinho i Michałowi Broniszewskiemu, zadam i Tobie bo mnie to męczy od seansu. :)
      Nie wiem czy przypadkiem niepotrzebnie nie komplikuję tej historyjki, ale wydaje mi się, że wizja domu publicznego niczym Moulin Rouge należała do Sweet Pea. Jeśli dobrze pamiętam to ona pierwsza zauważa główną bohaterkę w zakładzie i w tym momencie następuje przeniesienie opowieści na wyższy, barwniejszy poziom. Pod koniec filmu Babydoll domyślając się, że to ona jest tajemniczym piątym elementem mówi natomiast, że to nie była jej historia. W momencie gdy Sweat Pea ucieka z zakładu wracamy do szarej rzeczywistości i rozpoczętego zabiegu lobotomii.
      Mieszam, nad interpretuję, czy coś w tym jest? Jak myślisz?

      Pozdrawiam
      PS. No to się rozpisałem :D

      • szymalan 20:51 on 16 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Słyszałem o tej wersji reżyserskiej i trochę żal, że nie dane nam będzie obejrzenie jej w kinie. te odważniejsze 18 minut może jakoś specjalnie nie uratowałoby samego filmu (IMO oczywiście), ale na pewno byłoby zdecydowanie bliższe wizji samego Snydera. Niemniej trudno, oceniamy to co widzimy na ekranie, a nie to co wycięto.
        co do interpretacji, w czyjej głowie się ten burdel zrodził- tez przez moment myślałem o Sweet pea jak oglądałem, ale ostatecznie w recenzji użyłem tego najbardziej oczywistego wyboru.

        Wydaje mi się, że tym zdaniem babydoll, że to nie jest jej historia, Snyder się tylko tak z widzem drażni, chociaż może i masz rację. Dla mnie to tak czy siak nic nie zmienia- te bohaterki są niedopisane i nie dość zagrane , żeby miało to dla mnie osobiście większe znaczenie dla całości.

        pozdrawiam ;-)

    • krotkoofilmie 21:15 on 16 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      po wpisie milczącego chciałem się wybrać, po Twoim już mniej, a problem rozwiązuje Cinema City w moim mieście – nie wyświetla już SP :)
      pozdrawiam

      • szymalan 12:00 on 20 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        rzeczywiście film szybko zszedł z ekranów, sam się ledwo załapałem na seans o jakiejś normalnej godzinie. Cóż, moim zdaniem przynajmniej- niewiele straciłeś :) pozdrawiam również

    • pafffcio 14:14 on 17 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Częściowo się z Tobą zgadzam, fabuła leży i kwiczy, główną bohaterkę mamy głęboko gdzieś. Jednak ogólni film wywarł na mnie wrażenie lekko pozytywne. Ja jednak nacieszyłem swoje oczy tymi wszystkimi sekwencjami, które do siebie nie pasowały. I pomimo, że to wszystko już było (takie nagromadzenie wtórności widziałem chyba pierwszy raz), oglądałem ten film bez większego znudzenia, chociaż w napięciu też mnie nie trzymał. Na plus zaliczam jeszcze muzykę, która bardzo mi przypadła do gustu. Co do zarzutów, to oprócz fabuły, która nie porywa i jest przekombinowana (ostatnie kilka minut to dorabianie na siłę jakiejś głębi), strasznie drażniła mnie Emily Browning. Niech się zajmie śpiewaniem, bo to jej lepiej wychodzi, ale moim zdaniem to właśnie przez nią główna bohaterka nie istniała.

      Pozdro,
      Pawcio

      • szymalan 12:04 on 20 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        zgadzam się co do soundtracku i Emily :) zwłaszcza to dziwne, bo w Lemony Snicket była nawet całkiem znośna. pozdrawiam również!

    • Lola King 12:35 on 26 Kwiecień 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mało mnie interesuje ten film, dlatego prędko go nie obejrzę. Ani fabuła mnie nieciekawi, bohaterki raczej też mnie nie przyciągną przed ekran, z wiadomych względów. Co do samego, kontrowersyjnego pana reżysera, to nie wiem, jak ktoś może nazywać go wizjonerem – mnie to słowo kojarzy się z kompletnie innym twórcami, którzy mieli coś więcej do zaproponowania swoim widzom. Za najlepszy, dotychczas, film Snydera uważam “Legendy sowiego królestwa”, z historią, jak dla mnie, naprawdę wciągającą. Najsłabsi są “Strażnicy” – jedna wielka nuda, a bohaterowie tak kwadratowi i bezpłciowi, że nie ma sposobu, by miało mnie to w jakimkolwiek sensie zaangażować.
      Pozdrawiam ;)

    • abuslolo 16:47 on 6 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      W Twojej wypowiedzi, “recenzji”, brakuje jedynie dwóch słow a mianowicie: “MOIM ZDANIEM”. Poniewaz moim zdaniem film jest swietny. Ten klimat, muzyka (od ktorej momentami ciarki przechodza) i fabula, trzymaly mnie w napieciu przez caly film. Dlatego bylbym szczesliwy gdybys utrzywal w wypowiedzi ze to jest Twoje zdanie. O gustach sie nie dyskutuje i kazdy ma prawo lubic co innego.
      Pozdrawiam

      • szymalan 10:38 on 7 Lipiec 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Ale co, martwisz się o jakichś nieogarniętych czytelników, którzy nie rozumieją, że recenzja jest opinią tylko i wyłącznie osoby, która się pod nią podpisuje? Nie martw się, dotychczas wszyscy dawali sobie z tym na moim blogu radę, jeśli tacy się jednak znajdą poinformuję ich, że nie jest to blog dla nich ;)
        również pozdrawiam

  • szymalan 21:48 on 26 March 2011 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Essential Killing ****

    Uff, zobaczyłem nareszcie “Essential Killing” ,  prawdopodobnie największy sukces polskiego kina od wielu lat, film obsypywany laurami na światowych festiwalach, wielki zwycięzca Złotego Orła dla najlepszego polskiego filmu roku,  a także kandydat do tegorocznych Oscarów (m.in. za scenariusz oryginalny).

    Przede wszystkim jednak najoryginalniejszy, najbardziej enigmatyczny i najchętniej dyskutowany polski film roku (“Wszystko co kocham” podobało się wszystkim- zero dyskusji, “Różyczkę” większość uznała za średnią – również zero dyskusji).

    Film Skolimowskiego wyraźnie  stworzył wyłom wśród widzów- dla jednych ‘Essential Killing” to pretensjonalna, przeszarżowana symboliką porażka , dla drugich wielki triumf reżyserii i skuteczności w realistycznym prowadzeniu akcji . Mówię zawczasu: wg mnie ani ci  nieustający w zachwytach, ani ci wieszający psy, nie mają do końca racji.  “EK” to rodzaj eksperymentu- film, który sprawia, że oczy widza raz po raz w trakcie seansu dramatycznie się powiększają (like: WHAAAAAT?!) i w czasie którego wiele rzeczy może nie  mieć dla niego sensu (miałem tak w finałowym akcie) ale za to po samym filmie ten dziwny ekranowy twór będzie chodził za nim tygodniami.  Chodził i dręczył mózgownicę.

    Reżyser przyjął sobie za cel do końca poprowadzić swój film w konwencji cinema verite- pierwsze sceny przypominają znane dokumenty wojenne (jak świetna, niedawno nominowana do Oscara “Wojna Restrepo”), w których kamera trzymana jest w ręce operatora, wykonuje gwałtowne ruchy w ciasnych przestrzeniach , a oddalone panoramy wyraźnie naśladują ujęcia nagrane z widoku lecącego helikoptera. To samo z bohaterami – tutaj to grupka anonimów- jacyś żołnierze, helikoptery i czołgi,  i  jacyś więźniowie prowadzeni do tajnej bazy.  Strzały, wybuchy a za chwilę porażające sceny tortur i przesłuchań. Skolimowskiego wyraźnie nie interesuje żaden faktyczny kontekst przedstawionych wydarzeń. Nie nazywając nikogo  po imieniu i nie prowadząc widza za rączkę wyświetlając mu daty, miejsca i nie wiadomo co jeszcze, pozwala nakarmić jego wyobraźnię. (Więcej…)

     
c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.