Updates from szymalan RSS Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 21:05 on 17 May 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Dziewczyna z tatuażem – analiza. 

    Śledztwo nad “Dziewczyną z tatuażem”

    W ręku przeciętnego reżysera-rzemieślnika “Dziewczyna z tatuażem” byłaby “Mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet” Opleva – prostą, fachową robotą filmu telewizyjnego, którą można by wyświetlić na głównym szwedzkim kanale w porze największej oglądalności,  i o którą nikt by się specjalnie nie czepiał, że jest taka, a nie inna. Gatunek kryminału czy thrillera (a w Szwecji to już ostatnio nagminnie, wspomnieć “Wallandera” czy ekranizacje powieści Camilli Lackberg) stał się już chyba na dobre gatunkiem telewizyjnym i jeżeli szukać dziś czegoś dobrego w tym zakresie, to właśnie na antenie, a nie w kinie (vide popularność “Dextera”, którego oglądał nawet taki anty-serialowy gośc jak ja). Bierze się to przede wszytkim z tego, że kryminał nie jest tak naprawdę gatunkiem kinowym: w kinie liczy się, zwłaszcza dzisiaj, energia, ruch, akcja, ale też nowoczesny, brawurowy sposób opowiadania. Kryminały często popadają w niewygodną dla oglądania 5cio aktową strukturę, a poza tym mają niekrzystne rozciągnięcie w czasie, bo w końcu żadnej wielkiej zagadki nie rozwiąże się ot tak, w dwa dni . Dzisiaj trafiamy w tendencję skracania filmów, upraszczania struktury i podawania widzowi tylko to, co jest konieczne.

    Fincher już w “Seven”, ale przede wszystkim w mistrzowskim “Zodiaku” udowodnił (w pewnym sensie tworząc swój własny nurt w kinie), że kryminał w wersji wielkoekranowej trzeba opowiedzieć w specyficzny sposób, z oddaniem czasu, miejsca i samej akcji. Najważniejsze jednak, że wie w jaki sposób oddać charakter samych postaci, które muszą w tym świecie żyć, mimowolnie oddychać, sprawiać wrażenie czegoś więcej niż prostych filmowych stylizacji, kostiumów, czy makijażu. Jak to zrobić, jeżeli kryminały mają praktycznie zakodowane tendencje do szybkich cięć montażowych,  oznaczających złożoność tajemnicy? (Więcej…)

     
    • marakesh 22:57 on 17 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Świetna analiza… choć dłuuuuuuga, to bardzo wyczerpująca temat i czyta się jednym tchem tylko wyobrażając sobie i przypominając sobie magiczne sceny z “Dziewczyny z tatuażem”
      Aż zazdroszczę wydania DVD…
      Pozdrawiam ;)

    • Peckinpah 14:20 on 18 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chętnie bym sobie obejrzał ten film raz jeszcze, tym razem na DVD, bo jak widać po Twojej analizie można w filmie odkryć znacznie więcej niż podczas kinowego seansu. Chociaż nie jestem pewien, czy oglądałeś ten film na dvd, bo w jednym nawiasie piszesz “o ile pamiętam”, co sugeruje że piszesz z pamięci :D Też chciałbym obejrzeć kolejne adaptacje “Millennium” dokonane przez Finchera.

      • szymalan 16:31 on 18 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @marakesh:
        dzięęki ;) nie wiem czy napisałem tu kiedyś coś dłuższego i czy nie pobiłem rekordu świata w ilości nawiasów na jeden tekst :D ale ważne, że widac w nim treść jakąś :)

        @Peckinpah: oglądałem na dvd, oglądałem :) Nie byłbym w stanie tak rozłożyć tego filmu na czynniki pierwsze po 5 miesięcznej przerwie od pierwszego oglądania :) ale sprawdziłem ten szczegół przed chwilą i faktycznie cięzko powiedzieć co to, widać tylko przez moment, jakaś zupka chińska chyba z makaronem w kształcie spaghetti :D Niestety nie wiadomo czy doczekamy się kolejnych części, Fincher teraz pracuje nad serialem House of cards, a Sony twierdzi, że “Dziewczyna” przyniosła porażkę finansową w box office (mimo, że zysk ponad 230 mln na to nie wskazuje, przy 90 mln budżecie) więc nie wiadomo czy w ogóle jest jeszcze szansa na kontynuowanie sagi.

        pozdrawiam!

  • szymalan 21:23 on 14 May 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Clockwork Orange (1971,Stanley Kubrick) 

    FESTIWAL FILMÓW KULTOWYCH: Mechaniczna pomarańcza *****½

    11 maja 2012 roku (ten rok jest swoją drogą dziwny i niezwykły z wielu powodów) wybrałem się na katowicki Festiwal Filmów Kultowych, organizowany już po raz 15, i którego – jak się zdaje – podstawowa idea jest prosta i będąca spełnieniem marzeń sporej części młodych kinomanów, takich jak ja. Zobaczyć na dużym ekranie dzieła, które poznało się w zupełnie innych okolicznościach, zazwyczaj na małym ekranie domowym w towrzystwie swoim własnym lub najwyżej kilku często bliskch nam osób. Niektóre filmy – takie jak “Mechaniczna pomarańcza” Stanleya Kubricka – zasługują na więcej. 

    Niemal po brzegi wypełniona sala, jakieś 200-300 osób podekscytowanych przed seansem, chwilę przed zgaszeniem świateł krótka, ale rzeczowa prelekcja w wykonaniu Piotra Kletowskiego (autor kubrickowej monografii na polski rynek książkowy), w której padają ważne słowa: “zobaczyć ten film na dużym ekranie, to tak naprawdę zobaczyć ten film po raz pierwszy”. To prawda, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z tak niezwykłą prezentacją tego wiekopomnego dzieła: oczyszczony obraz, nowa cyfrowa jakość audiowizualna, podkręcone na cały regulator głośniki, sporych gabarytów ekran. Nikt na sali nie miał wątpliwości: to prawdziwe doświadczenie “Mechanicznej pomarańczy”.  (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 21:42 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę! Możliwość obejrzenia klasyki na wielkim ekranie to nie lada gratka. Szkoda, że na Pomorzu nie są jeszcze organizowane takie przeglądy filmowe (a przynajmniej nigdy nie słyszałem by były), bo bym się z wielką chęcią na taki festiwal wybrał.
      Pozdrawiam

      • szymalan 22:06 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dodam jeszcze, że ciekawa jest specyfika tego festiwalu: mozna na nim zobaczyć absolutnie uznane arcydzieła jak “Mechaniczna pomarańcza”, ale też jakieś vhsowe klasyki tandetnego choć mającego swoich amatorów kina klasy C, o których nikt nie słyszał, ale to nie wszystko! W tym roku mozna było zobaczyć nawet “Mrocznego rycerza” Nolana( w katalogu festiwalowym napisano “ten film nie wymaga komentarza ;)) , “Matrixa”, czy “Drive” z zeszłego roku. Przekrój tematycznie jest więc ogromny, a do tego są senase na świeżym powietrzu i kino samochodowe :) Ah żebym miał więcej czasu, to bym tam spędził parę dni na różnych pokazach. :D
        No a ja -cii! – prawodpodobnie będę za niedługo mieszkał właśnie na Pomorzu :) Więc to już dla mnie możliwe, że ostatnia edycja FFK he :)
        pozdrawiam!

        • milczacy_krytyk 23:24 on 14 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Fantastycznie brzmi ta impreza. Widać festiwal zrobiony bardzo z pomysłem, super, że takie mają miejsce i trzymają się mocno, bo jednak piętnasta edycja to już naprawdę coś. Tylko się cieszyć. I wcale się nie dziwię, na takie festiwale najwygodniej by było zawiesić bieżące życie i całkowicie oddać się kinu, na te kilka dni, by czerpać z nich jak najwięcej.
          No coś ty :D To wreszcie Pomorze wzmocni się jeśli chodzi o blogerów, bo dotychczas wszyscy jakoś tylko na południu byli zlokalizowani :) A co Cię aż na drugi koniec Polski sprowadza jeśli wiedzieć można?
          Jeśli przez Pomorze rozumieć Trójmiasto, to przed Tobą będzie kolejna (szósta już) edycja fantastycznego festiwalu All About Freedom, łączącego kino z teatrem i koncertami. Filmy z całego świata, bardzo premierowe, zdecydowanie warte zobaczenia. To z całą pewnością najciekawszy festiwal filmowy nad morzem, od trzech lat na niego chodzę i jestem zawsze bardzo zadowolony :)

          Pozdrawiam

          • szymalan 09:15 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            Mozna ;) Właściwie jest kilka różnych powodów, a jednym z nich jest to, że chcę przyjechac do Trójmiasta na studia. Plan jest taki, że będę studiować w Gdańsku, a mieszkać w Gdynii :-)
            A o tym All About freedom czytałem u Ciebie już parę razy, brzmi strasznie ciekawie za każdym razem :) Bardzo chętnie się wybiorę !
            pozdrawiam

            • milczacy_krytyk 23:49 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

              O, takie buty! A zamierzasz studiować coś co by się łączyło z poprzednimi studiami, czy może coś związanego z filmem?
              Jako rodzimy Gdynianin muszę napisać, że decyzja o mieszkaniu w Gdyni, zamiast w innym z miast 3city, to zdecydowanie najlepsza decyzja jaką mogłeś podjąć :D
              To na ostatni tydzień października czas sobie już rezerwuj, bo wtedy szósta edycja się będzie odbywać ;)

              • szymalan 22:44 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik

                Prawdopodobnie 2 stopień poprzednich studiów tzn. tych aktualnych, jeszcze przez jakiś miesiąc-dwa :) Patrz, pamiętałem że Ty z Gdynii jesteś! :) I cieszę się, że mam kolejne zaufane potwierdzenie, że warto tam się znaleźć ;) Co ciekawe nigdy tam nie byłem, ale z opowieści i fotografii widzę, że piękne miasto i, że ogólnie dobrze się tam żyje :) Teraz tylko trzymać kciuki żeby się udało wszystko! No i na festiwal się muszę wybrać ^^
                pozdrawiam!

    • Peckinpah 08:23 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Również zazdroszczę możliwości oglądania klasyki na dużym ekranie. Chętnie bym obejrzał w kinie jakiś stary film, który wcześniej widziałem np. w telewizji, nawet “Mechaniczną pomarańczę”, mimo że nie lubię tego filmu, bo to kino wyjątkowo męczące, nastawione na szokowanie i pełne irytującego kiczu. Dla porównania, znacznie lepiej pokazał przemoc Sam Peckinpah w zrealizowanych w tym samym roku “Nędznych psach”. Z filmów Kubricka zdecydowanie lepsza jest “Odyseja kosmiczna”, chociaż też nie jest to mój ulubiony film tego twórcy (wolę “Full Metal Jacket”).

      • szymalan 09:19 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Kicz moim zdaniem i cała w ogóle teatralność to chyba część ogólnego zamysłu: ten film to jedna spora prowokacja artystyczna. Oczywiście, nie wszystkim musi pasować, wiadomo, ale na mnie zrobiło wrażenie. Sam Peckinpah też ciekawie pokazywał w kinie przemoc, tu się zgodzę,ale jednak rozbuchane wizje Kubricka do mnie bardziej przemawiają jednak. Co do “Pomarańczy” to powiem, że za pierwszym razem mnie totalnie odrzuciło od tego filmu, uznałem go za nieciekawe dziwadło, ale potem z każdym kolejnym seansem (nie mówiąc o tym na dużym ekranie) było co raz lepiej. Co raz bardziej czułem klimat, co bardziej rozumiałem całą ideę filmu. Fakt, ciężki i mocny, ale nie zniechęcałbym się zbyt łatwo do niego. pozdrawiam!

        • Peckinpah 09:57 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Zarówno “Odyseję” jak i “Pomarańczę” widziałem dwukrotnie, by dać tym filmom drugą szansę. O ile jednak “Odyseja” za drugim razem spodobała mi się bardziej, to “Pomarańcza” wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej mnie odrzuciło od tego filmu (a do tego pojawił się wstręt do 9 symfonii Beethovena :D)
          Pozdrawiam!

          • szymalan 12:33 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

            haha :D no to skoro po dwóch razach Cię nie przekonało, to już chyba faktycznie się nie uda. Fakt faktem, że ten film się dośc drażni z widzem, zmienia sposób opowiadania i tempo po wielokroć w trakcie seansu, ale jako doświadczenie całościowo ja go kupuję. Choć Beethoven i Singing in the rain już nigdy zabrzmią po tym filmie tak samo :D

    • Tom Braider 18:34 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Brzmi świetnie, zazdroszczę maksymalnie. Strasznie kiepskie, że takie klasyki żadko wracają do kin, i dziwi mnie, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł stałych seansów filmowych klasyków, bo przecież mnóstwo fanów dało by się pokroić by zobaczyć ich ukochane dzieła na wielkim ekranie. A tak btw to wiadomo, że Thieving Magpie jest pierszym dźwiękiem jaki chcemy słyszeć po Clockworku ;)

      • szymalan 20:17 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        No przecież co ja bym dał, żeby zobaczyć ODYSEJĘ na wielkim ekranie!! W każdym multipleksie powinna być jak dla mnie osobna sala przeznaczona do wyświetlania klasyków na okrągło dla chętnych.
        A thievieng magpie to po seansie siedziało mi w głowie przez godziny, nie mogłem się opędzić od tej muzyki:) pozdrawiam!

        • Tom Braider 20:48 on 15 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

          Z tego co wiem to “Odyseja” była ponownie grana w 2001 roku z wiadomych powodów, ale niestety wtedy to jeszcze nie ogarniałem na tyle :) A jakby istniało kino, która ma taką wspomnianą salę to chyba od razu kupiłbym karnet, mało tego coś czuję, że częściej bym tam bywał niż teraz uczęszczam do kina.

    • Klapserka 15:54 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Rzeczywiście, aż czuć “w powietrzu” Twoje uwielbienie do Kubricka:) Cieszą wrażenia i emocje, tylko pozazdrościć:)

      Ja z kultowymi filmami nie mam zbyt wiele znajomości, “Mechanicznej pomarańczy”, pewnie wstyd, nie widziałam, ale brzmi zachęcająco:)

      • szymalan 22:50 on 16 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Warto, nawet jeśli tylko w domu, to i tak warto znać to dzieło :) A Kubrick jest faktycznie moim bogiem filmowym , czemu pewnie jeszcze nie raz dam wyraz na tym blogu :) pozdrawiam!

  • szymalan 13:45 on 3 May 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Intouchables (2011, Olivier Nakache, Eric Toledano) 

    Nietykalni *****

    Czołowe zderzenie kultury niskiej i kultury wysokiej: główni bohaterowie, treść filmu, jak i on sam. Wszyscy pochodzą z różnych bajek i tworzą razem jeden z największych fenomenów kina komediowego ostatnich 15 lat (obłędnie wysoka pozycja w rankingu top100 filmwebu i top250 imdb, niekończące się pozytywne recenzje, dziesiątki milionów widzów, wypełnione po brzegi sale na seansach takich jak mój). “Nietykalnych” polecało mi już tylu znajomych i miałem wokoło siebie tyle reklamy tego filmu, że pójście do kina potraktowałem niemal jak profesjonalny obowiązek kinomana. A przyznam się szczerze, że bałem się seansu: widząc plakat i znając zarys ogólny fabularny obawiałem się ckliwej, płaczliwej do przesady opowieści z peanami na cześć przyjaźni przedstawicieli z różnych sfer i radości życia. Skrojonego pod publiczkę emocjonalnego szantażu. Niepotrzebnie – cała siła “Nietykalnych” leży właśnie w tym, że ten film nic nie udaje, a każdy wyciągnie z seansu tyle ile sam czuje i potrzebuje.

    Zgodnie z prawidłami komediowej narracji, punkt wyjścia całej fabuły jest przerysowany i schematyczny. Phillipe, sparaliżowany od szyi w dół arystokrata (Francois Cluzet) rozkochany w sztuce wysokiej,  zatrudnia do opieki nad sobą byłego kryminalistę, czarnoskórego bezrobotnego mieszkańca biedniejszej dzielnicy Paryża (Omar Sy), Drissa. (Więcej…)

     
    • krotkoofilmie 20:53 on 3 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      No, czyli film dla Polskiej publiczności “idealny”, dla tych wszystkich czarnowidzów z biało czerwoną krwią wręcz obowiązkowy, by w końcu zmienili swą optykę.
      Też się nasłuchałem, naczytałem o tym filmie sporo. Zobaczę i pewnie będę miał podobne spostrzeżenia do Twoich.

      pozdrawiam

      • szymalan 22:33 on 3 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Dokładnie! Napisałeś coś, o czym zapomniałem :) Polacy powinni iśc masowo na ten film. Przyda się niektórym trochę tej energii, dystansu i pogodnego podejścia do rzeczywistości.
        Czekam na recenzję :)
        pozdrawiam

  • szymalan 12:22 on 28 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Cabin in the Woods (2012, Drew Goddard) 

    Dom w głębi lasu ***½

    “Krzyk”, “Zombieland”, “Grindhouse”, “Straszny film”, czy niedawno recenzowana na tym blogu “Opona” – gatunek horroru musiał najwyraźniej dotrzeć do ściany, skoro szukanie pełnoprawnych jego przedstawicieli we współczesnym kinie przypomina pracę mitycznego Syzyfa, za to coraz częściej dostajemy bardziej lub mniej błyskotliwe metahorrory, które charakteryzuje potężna doza samoświadomości własnej konwencji. W podobnym postmodernistycznym duchu utkany jest “Dom w głębi lasu” (debiutancka reżyseria Drew Goddarda przy szeroko zakrojonej współpracy twórcy wchodzących za niedługo “Avegnersów”, Jossa Whedona). Horror którego fabularne podłoże jest aż za dobrze znane z miliona podobnych slasherów. Piątka dobrych znajomych wybiera się do lasu odwiedzić mały, opuszczony domek, który należy do kuzyna jednego z nich. Po drodze dalszy kierunek wskazuje im właściciel stacji benzynowej z dziobatą twarzą złoczyńcy (a jakże by inaczej), a kiedy w końcu dotrą na miejsce…szybko zaczynają się dziać Dziwne i Niepokojące Rzeczy.

    Może po kolei: “Dom w głębi lasu” spotkał się z wyśmienitym przyjęciem w Stanach i na świecie. 8,0/10 średnia głosów na portalu imdb, ponad 90% pozytywnych recenzji na ZgniłychPomidorach, a u nas sporo pozytywnych opinii i  (dla jednych bardziej, dla drugich mniej prestiżowy) znaczek jakości od redakcji filmweb.pl. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z aż takim wydarzeniem w historii kina grozy? (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 20:23 on 28 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      A ja, jak to ja, w przypadku takich filmów, oczywiście się nie zgadzam!
      Oj nie zgadzam i to bardzo… z hiper optymistycznymi opiniami, jakie napływają zza granicy. ;) Bo co do Twojej opinii, to podpisałbym się pod każdym jej słowem. Zawieść się co prawda nie zawiodłem, ale również niczym specjalnym ten film mnie niestety nie zachwycił. Ciekawe, pomysłowe toto, ale bez przesady z tym mówieniem o dekonstrukcji gatunku i byciu najlepszym horrorem ostatnich lat. Tak jak piszesz, to film, który chciałby być czymś wielkim i myśli, że tym właśnie jest, ale niestety trudno się z tym samozadowoleniem zgodzić.
      Pozdrawiam!

    • tercc 21:11 on 28 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kurcze, nigdy bym się nie spodziewała takiego przyjęcia podobnego filmu. Naprawdę, nigdy. Czytając podobne historie mam po prostu wrażenie, że pokazane mi będzie coś, z czym już się kiedyś spotkałam (zresztą, choćby samo Twoje wyliczenie filmów na początku recenzji, choć dorzuciłabym jeszcze np. Piątek 13-go). Tymczasem zarówno Ty jak i milczacy film oceniacie nie najgorzej. Wiec pewnie zaczekam na wydanie DVD i obejrzę. Poza tym fajna piosenka na końcu:)
      Pozdrawiam,
      tercc

      • szymalan 09:37 on 29 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wiesz, od biedy z nudów nawet warto zajrzeć na ten film do kina. Jest tam trochę porządnego widowiska zwłaszcza pod koniec, a to zawsze będzie lepiej się prezentowało na dużym ekranie. Ale szczególnie też nie namawiam, bo film faktycznie mnie nie urzekł :) pozdrawiam:)

    • Tom Braider 18:40 on 1 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Chciałem obejrzeć, ale jakoś się nie wybrałem, a teraz się nie składa. Z kilku źródeł słyszałem o dobrych dialogach i to mnie zainteresowało najbardziej (dialogi w horrorze?). Cóż chyba kino już sobie odpuszczę, ale myślę, że do “Domu…” prędzej czy później zawitam. A poza tym tak jak mówisz – ostatnio straszna posucha w tym gatunku.

      • szymalan 09:04 on 2 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Wiesz, dialogi nie są złe, są na pewno o wiele lepiej napisane niż w przeciętnym slasherze. Zresztą warsztatowo się nie da tu właściwie do żadnego elementu przyczepić – problemem jest to, że twórców przerosły własne ambicje.

    • Kyś 20:44 on 2 Maj 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Dla mnie to żadne objawienie, żaden film który odświeża gatunek, dla mnie to jest świetne podsumowanie gatunku horroru. A ostatnie 15-20 minut – no jak dla mnie to można by zrobić z tego serial :D Mam nadzieję że nikt nie wpadnie na jakieś sequele czy prequele tej produkcji, spin off (chociaż nie wiem czy ta nazwa w tym wypadku pasuje) w postaci serialu – no jak najbardziej.

  • szymalan 11:59 on 21 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Znajdź mnie (2012, Damian Halicki) 

    Znajdź mnie

    Gliwicki Festiwal Filmowy “Drzwi” to miejsce przede wszystkim przeznaczone dla młodych, entuzjastycznych filmowców-amatorów pochodzących ze Śląska. Fabuły, dokumenty, shorty i długie metraże: to ponoć jedyny taki festiwal w całym kraju. W pierwszym dniu tegorocznej edycji znalazłem się na sali projekcyjnej Centrum Kultury Stucenckiej (Politechniki Śląskiej) i udało mi się zobaczyć parę krótkometrażowych dokumentów (wśród których, nadmienię, zdecydowanie najlepszy okazał się ujmujący i uroczy film “Jutro” Bartosza Kruhlika o pewnej starszej pani, która w krótkiej wypowiedzi rozlicza się niemal z całym światem przedstawiając nam dzień z swojego życia), ale tutaj chciałbym przede wszystkim skupić się na filmie mojego kolegi z roku, Damiana Halickiego, który zaprezentował swój pełnometrażowy debiut – kryminalny thriller ‘Znajdź mnie” . I – choć nie bez potknięć – okazał się w gruncie rzeczy najbardziej profesjonalnym obrazem wieczoru.

    Fabuła startuje mniej więcej w chwili,w której grupka młodocianych bohaterów wybiera się do lasu (zdjęcia kręcone w Zabrzu), aby zagrać w chowanego. Jednocześnie rozwija się druga linia fabularna, w której mamy coś na wzór quasi-sensacyjnego kina grozy, w którym zamaskowany morderca (nieco przypominający sposobem zachowania Jasona z “Piątków 13-tego”) , tajemnicza walizka i kilku niesympatycznych znajomków, splatają się razem w przedziwnej intrydze. Kto zginie, a raczej kto zginie pierwszy i w jaki sposób te dwie historie się skrzyżują? (Więcej…)

     
  • szymalan 22:29 on 18 April 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Wrath of the Titans (2012, Jonathan Liebesman) 

    Gniew Tytanów *

    O, bogowie! Czyżby w Warner Brothers decydenci cierpieli na totalny brak funduszy, żeby serowować nam sequel jednego z najsłabszych filmów tego studia ostatnich lat? Pierwsza część sagi, “Starcie Tytanów”, była słabym remakiem średniego filmu z przed kilku dekad, z którego zupełnie wyparowało całe poczucie epickiej podróży i przyjaznej atmosfery czasów starożytnych. Co za to dostaliśmy? Coś , co składa się głównie z średniawych scen akcji, okazjonalnie przetykanych podniosłymi dialogami wypowiadanymi przez na ogół niezłych aktorów. Część druga (powstała niemal 2 lata po jedynce), jest zaskakująco (bo wbrew powszechnym opiniom) słabsza niż pierwsza. Efekty specjalne i dźwiękowe są chwilami niezłe, to fakt, ale tak tragicznie opowiedzianej historii to nie widziałem w kinie fantasy od lat.

    Akcja filmu zaczyna się mniej więcej 10 lat po finale oryginału, w którym bohater-półbóg Perseusz (grany przez Sama Worthingtona) pokonał w spektakularnej walce wysłannika Hadesu, Krakena.  Teraz syn Zeusa wychowuje  10-letniego Heliusa oraz prowadzi spokojne życie jako rybak na wsi. Tymczasem na Olimpie sytuacja wymyka się z pod kontroli: dochodzi do starcia pomiędzy boskimi braćmi – Zeusem , Hadesem i Posejdonem – którego bezpośrednim zapalnikiem okazuje się być brak modlitw ze strony ludzi oraz uwolnienie się Kronosa (ich ojca) z mrocznych czeluści Tartaru. (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 23:20 on 18 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Właśnie aż chciałem zapytać jak to się stało, że przyszło Ci oglądać ten film. ;) Po kiepskiej części pierwszej nic by mnie nie zaciągnęło na kontynuację. Przeżytego seansu szczerze współczuję.
      Pozdrawiam

    • Agniecha 05:30 on 19 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      W zasadzie zgadzam się z każdym słowem. Choć mnie i tak zachwycił klimat to jednak również widzę te same błędy te same negatywy, których sama nie mogłam ścierpieć. Nie mniej ja filmu nie oglądałam sama i w zasadzie przy nim poznałam w końcu kogoś kogo chciałam więc jestem szalenie zadowolona z seansu :P ale masz rację, montaż tragedia, mało dynamiczna akcja i dialogi po prostu znacząco krzywdzą widza. aż cud, że udało nam się przeżyć. do tej pory jestem w szoku, że Neeson zadał sobie taki cios i wystąpił w serii tytanów. Ogólnie uważam go za świetnego aktora, a tutaj nie miał okazji się wykazać, no a rola przecież całkiem cudaczna. Także dostrzegłam Nighy’ego i również pozytywnie odebrałam jego występ. Najlepsza rzecz jaka przydarzyła się tej produkcji.

      Pozdrawiam ;*

    • lyneq 12:18 on 19 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Skutecznie obrzydziłeś mi pomysł pójścia na seans ;)

      • szymalan 21:53 on 19 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @milczący:
        Skomplikowane :) Ale wyjście nie było zaplanowane w żaden sposób na ten film :) dziękuję za wyrazy współczucia ;)
        @Agniecha: cieszę się, że ogólnie zgadzamy ;)
        @lyneq: Takie było zamierzenie :)

        pozdrawiam wszystkich ;)

    • milczacy_krytyk 01:06 on 20 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przybywam z fantastyczną wiadomością! Amerykańska premiera “Silent Hill Revelation” została zaplanowana na 26 października 2012 :) Teraz jeszcze tylko mieć nadzieję, że polski dystrybutor się postara i nie będziemy musieli za długo czekać na pojawienie się kontynuacji na naszych ekranach :)
      http://www.deadline.com/2012/04/open-road-acquires-sequel-silent-hill-revelation-3d/

    • Alek 08:22 on 20 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Aleś się rozpisał na temat tych wszystkich negatywów. Uła! Gdy zmierzałem do końca recenzji, aż mi się cisnęło na język pytanie “po co szedłeś na to pseudomitologiczne, sequelowe, produkcyjne… coś”. Ale nie będę pytał. Różnie w życiu bywa :) Po nieudanej jedynce ani przez myśl mi nie przeszło żeby zobaczyć dwójkę. Dno totalne, którym była jedynka, wystarczy mi na sto filmów tej serii. Ale na szczęście na mnie ten film nie zarobił ;).

    • Peckinpah 10:47 on 20 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Nie oglądałem nowej wersji “Starcia tytanów”, więc i na “Gniew…” też się nie wybieram. Chyba że w telewizji pokażą te filmy to może obejrzę (jeśli nie będzie nic ciekawszego na innym programie). Być może masz rację, że stara wersja “Starcia tytanów” jest średnim filmem, ale mimo to lubię sobie czasem wrócić do tego filmu, jak leci w tv. Animacja poklatkowa Raya Harryhausena ma niepowtarzalny urok, nie zachwyca może jakością, ale pomysłowością bije na głowę współczesne komputerowe triki :D A oprócz tego historia jest ciekawa, aktorzy są zaś dobrze dobrani, chociaż żaden z nich nie tworzy jakiejś wielkiej kreacji. Film kiczowaty, ale ogląda się całkiem nieźle.

      • szymalan 11:28 on 20 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Animacja Harryhausena jest świetna :) Zwłaszcza ta niezwykła mechaniczna sowa, w “Gniewie” jest nawet jedno ujęcie z nią jako chyba rodzaj hołdu dla starych części. Szkoda, że klimat wyparował zupełnie.

    • unnami 16:40 on 24 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się z większością twoich zarzutów, ale zmartwię cię – pewnie powstanie i trzecia część:D

    • Łukasz 17:03 on 24 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Na pierwszej części byłem za darmowe bilety, ale widzę, że na drugą nie opłaca się iść nawet za friko. Szkoda mi tylko aktorów – Ralph Fines jest jednym z moich ulubionych, a Rosamund Pike uważałem zawsze za nieoszlifowany diament, który jeszcze nie trafił na swoją rolę (choć mi się baaardzo podobała w “Była sobie dziewczyna” no i sam Sam Worthington nie jest dnem totalnym.

      • szymalan 20:27 on 24 Kwiecień 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @unnami: nigdy nie mów nigdy, ale przyrzekam, że mnie nikt nie zobaczy na trojce w kinie :D (no chyba, że wyreżyseruje tą część Nolan, to może, ale się nie zanosi ;)

        @Łukasz: postać grana przez Pike jest niestety za późno wprowadzona do fabuły , a mnie już po kwadransie było wszystko i wszyscy jedno, co się na ekranie dzieje. Ogólnie zmarnowano talenty kilku naprawdę dobrych aktorów (wspomaniany przez Ciebie Fiennes chociażby).

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.