Baby są jakieś inne (2011, Marek Koterski)
Baby są jakieś inne ***½

Kolejna, wyczekiwana przeze mnie już od kilku lat, odsłona wielkiej kinowej układanki o życiu Adama Miauczyńskiego, najważniejszego bohatera, jaki powstał w reżyserskiej wyobraźni Marka Koterskiego (opartego z pewnością na przenikliwych obserwacjach z własnego życia), powiązana ściśle z egzystowaniem w kraju w nad Wisłą: kraju pełnym kompleksów, ludzi bez dystansu do życia, zapętlonych we własne tradycje (oraz religię), i wszelkich problemów, które tylko czyhają na obywateli, jak sprytnie zastawione pułapki.
Po wstrząsającej wiwisekcji pijackich tradycji w rodzinie Miauczyńskich (kapitalne “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”), Koterski znów wraca do tematu, który w jego filmach obecny jest od zawsze: do kryzysu męskości faceta w średnim wieku, który wciąż poszukuje owej mitycznej “jedynej, prawdziwej miłości”. Adaś wsiada do samochodu razem ze swoim (zapewne raczej bliskim) kolegą Puciem i rozpoczyna długą, nocną pogawędkę na temat..no, na temat, bab. Kobiet, facetek. Że generalnie są one wszystkie jakieś inne, że jak włączają kierunkowskaz w lewo, to skręcają w prawo, że jak siedzą w kinie to pół filmu grzebią w torebce w poszukiwaniu szminki, że coraz bardziej upodabniają się do mężczyzn odbierając im ich pozycję w społeczeństwie, że w ogóle są inne , naprawdę inne, pokręcone, skomplikowane i niemożliwe w zrozumieniu przez przeciętnego faceta. I że nie można z nimi żyć, ale nie sposób też żyć bez nich.
Technicznie mamy tu do czynienia z niezwykle kompetentnie zrealizowanym kinem drogi: bohaterowie prawie nie wychodzą z samochodu, a mimo to, trudno powiedzieć, że film jest w którymkolwiek momencie nudny. Są tu świetne zdjęcia i pomysły na ujmowanie bohaterów (przy co lepszych dialogach kamera niczym na meczu tenisa zmienia obiekt “obserwacji” w krótkich odstępach z jednego na drugiego zawodnika), skupiony i przemyślany jak zawsze u Koterskiego montaż (ma się wrażenie, że żaden ruch nie jest u niego przypadkowy, że wszystko jest uprzednio zaplanowane i doprecyzowane). W tym samochodowym minimalizmie (cały film zrealizowano na green screenie, co jest podczas seansu niemożliwe do wychwycenia) jest metoda: ciasne pełne stereotypów umysły bohaterów oddane są tu przez niemal klaustrofobiczną przestrzeń samochodu, z którego nie wychodzą przez większość seansu.
W pierwszej połowie filmu wszystko tu gra i trąbi: wypełniona ludźmi prawie po brzegi sala w multipleksie błyskawicznie nawiązuje kontakt z nowym dziełem Koterskiego. Wychowani na w pełni autorskim, bolesnym, ale zabójczo szczerym kinie Marka widzowie, w trymiga wychwytują niesamowity rytm dialogów pełen powtórzeń, inwersji i przekręcanych końcówek. Ten majstersztyk aktorstwa, tę celność spostrzeżenia na temat życia. Niektórzy śmieją się tak głośno, że zagłuszają następne dialogi, zaś genialny Robert Więckiewicz otrzymuje w jednej chwili kilka spontanicznych oklasków. Gdyby cały film utrzymał te tempo (to!) i ten sam poziom, dostalibyśmy bez problemu arcydzieło współczesnej komedii. Tylko…
…że. No właśnie. Film zdecydowanie za szybko (jak na zaledwie 90 minutowy seans) obnaża swój prymitywny w sumie koncept. Kobiety niby gadają bez przerwy jak oszalałe: ale to mężczyźni z tego filmu właśnie nic innego nie robią jak przez całą drogę plotkują, i to o babach. Niby nieustannie ziewają przez cały dzień co irytuje facetów: ale oni sami też ziewają i to w sposób wyjątkowo ostentacyjny i bezwstydny. Niby ciągle poprawiają sobie make up i patrzą w lustro: ale Woronowicz w tym filmie też przez chwilę przegląda się w lusterku i układa fryzurę (nawiasem aktor ten niespecjalnie pasuje do tej roli: odmieniane przez wszystkie przypadki “kurwy” i “chuje” w ogóle nie brzmią w jego wypadku tak naturalnie jak u Więckiewicza). Gdzieś od pewnego momentu z świetnej komedii (którą często przywoływana w recenzjach “Seksmisja”, film swoją drogą profetyczny wobec “Bab”, była do samego końca) robi się niekończący się wykład o sensie życia w świecie, którym rządzą baby. Bohaterowie nie potrafią przestać użalać się nad losem mężczyzny w świecie poniżenia i dominacji przez kobiety (choć na zmianę potrafią też oboje kobiet bronić), cały czas dzięki encyklopedycznej wiedzy Miauczyńskiego podpierając się przykładami z nauki, czy historii.
W tej partii filmu jakiekolwiek większe próby dowcipu kończą się klęską: kompletnie sfuszerowany jest gag z ziewającą na przystanku PKS Małgorzatą Bogdańską, który w pewnej chwili jest przeciągnięty tak mocno w czasie, że zaczyna zwyczajnie wkurzać a nie bawić. Daremne są próby powalenia widza na kolana sekwencją w sklepie z irokezowatym Miśkiem Koterskim, kiedy puenta przychodzi tam tak późno, że widz dawno nie pamięta z czego ma się śmiać.
Cały ten nieustanny kołowrotek stereotypów damsko-męskich (dotyczących także relacji ojcowskich i matczynych z dzieckiem, i nieustannej walki jednych o drugich) do niczego szczególnego niestety nie prowadzi, nic nie odkrywa i nic w bohaterach ta podróż nie zmienia. Pozbawiony zaskoczeń fabularnych i zbudowany w dużej mierze z powtórzeń (ile razy można się śmiać z żartu o półkulach?) film Koterskiego błądzi po intelektualnych poboczach, rzadko wychodzi poza wolną, grzeczną jazdę z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa, a więc w ostatecznym rozrachunku zwyczajnie rozczarowuje, gdy na ekran w spodziewanym momencie wjeżdżają napisy końcowe. Warto się zainteresować, ale “Dnia Świra” lepiej nie oczekiwać. 3,5 gwiazdki dać mogę dać.
szymalan


Tom Braider 14:50 on 15 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
Z tego co mówisz, to film jest dokładnie taki, jakiego spodziewałem się po zwiastunach i szczerze mówiąc do mnie nie przemawia, więc raczej sobie odpuszczę. To, co jednak najbardziej mnie denerwuje to promowanie filmu innym filmem (tutaj jest to Seksmisja, ale Hollywood też ostatnio porównywal wszystko do Incepcji), bo to tak jakby twórcy mówili “nie potrafiliśmy zrobić tak dobrego filmu jak [tytuł], ale chcemy zarobić na nim tyle samo”. Pozdrawiam
Alek 08:04 on 19 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
Zgadzam się co do słowa. Nie lubię, po prostu nie lubię Koterskiego. Dzień świra to jedyne jego dzieło, które mi się w jakikolwiek sposób podobało. Najbardziej bolesnie wspominam tragedię w postaci “Nic śmiesznego”.
Pozdrawiam i nie zobaczę.
milczacy_krytyk 16:17 on 15 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
No to mam teraz przez Ciebie zagwostkę :p
Zwiastuny do tego filmu jakoś nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, ale bardzo zachęciły mnie pierwsze recenzje jakie zaczęły się już jakiś czas temu pojawiać tu i ówdzie. No, ale teraz z Twoim 3,5 to znowu nie wiem, czy lepiej wynudzić się w kinie, czy dopiero później w telewizji. :p
szymalan 18:29 on 15 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
@Tom Braider:
O ile samo porównanie Bab do Sekmisji nie wydaje mi się bezzasadne (obydwa są o osaczającym facetów, sfeminizowanym świecie) o tyle zgadzam się, że reklamowanie filmu Koterskiego jako nowej Seksmisji to już grube przegięcie, bo różni je jednak poziom humoru i pomysłowość fabuły.
@milczący:
To jest tak, że zależy. Bo mnie też zwiastuny średnio kręciły, ale ze względu na osobę reżysera się nie wahałem iść oglądać. Tylko, że teraz widzę już wyraźnie , że nie ma ten film wiele więcej do zaoferowania niż to co w trailerach, a druga połowa filmu to już czysta równia pochyła , przy której serio zwątpiłem w te pierwsze recenzje. Obejrzeć warto, niekoniecznie w kinie, tak powiem.
pozdrawiam!
krotkoofilmie 09:41 on 16 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
Jak Pan tak radzisz, to zastosuje się i ja. Jeśli nagrody przyznawane w naszym kraju miały by znaczenie komercyjne też by to było widać na okładkach, posterach filmów, więc chodzi tylko o kasę :)
Peckinpah 12:42 on 16 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
“Dzień świra” mi się podobał, ale nie do końca, uważam, że im bliżej końca tym więcej było słabszych momentów. “Bab…” jeszcze nie widziałem, ale z tego co piszesz, może być podobnie i film może się okazać dla mnie tylko w połowie udany.
lyneq baba 20:07 on 16 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
Nie, że migają w lewo a jadą w prawo jadą, tylko na odwrót, że w prawo migają w prawo, a w lewo jadą! ;]
Mimo tych drobnych przedłużeń w środku filmu, był świetny. Najbardziej chyba podobało mi się, że narzekając na baby dokładnie wręcz w tym samym momencie robili to samo. No jak to jest, że baba zawsze uskoczy? :D
szymalan 20:31 on 16 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
@Marcin:
True, to chyba najbardziej komercyjny film Koterskiego. Niby sili się na bezkompromisowość, ale poza bezpieczną jazdę z trzymanką nie wychodzi. Akurat jeszcze żadnej nagrody nie dostał i wolałbym, żeby tak zostało.
@Peckinpah:
A to mnie zaskoczyłeś, bo dla mnie Dzien Świra jest genialny od początku do końca. I stąd tym większe dla mnie rozczarowanie, bo spodziewałem się kolejnej genialnej produkcji. Tym bardziej polecam być ostrożniejszym wobec Bab.
@lyneq_baba:
“Nie, że migają w lewo a jadą w prawo jadą, tylko na odwrót, że w prawo migają w prawo, a w lewo jadą! ;]”
..i jeszcze wypominają na dodatek jakieś mało znaczące szczególiki! :P A film był świetny, zgadzam się. Do czasu. -_- Pomysł, że bohaterowie robili dokładnie to samo, co wypominali babom w pewnym momencie robi się jak dla mnie zbyt oczywisty. Te całe ziewanie prosto do kamery, przeglądanie w lusterku przez kilka minut . Tak jakby widz nie zjarzył już samego faktu, że bohaterowie plotkują jak owe baby przez cały film. Ok, i get it, i get it Mr. Koterski :P
milczacy_krytyk 23:27 on 25 Październik 2011 Bezpośredni odnośnik |
Byłem, widziałem, zgadzam się z Twoją recenzją oraz ostateczną oceną. Drugi “Dzień świra” to to niestety nie był :/
Pozdrawiam