Incepcja ******

Incepcja ******


Christopher Nolan, zrobił przez dekadę dla kina rozrywkowego więcej niż taki Steven Spielberg przez 30 lat. Wywindował “Batmany” tam, gdzie Tim Burton nie sięgnął by nigdy, a pomysłowymi łamigłówkami w rodzaju “Memento” zmuszał miłośników lekkich kryminałów do myślenia. Jego kino wciela idee w ruch i obraz- dowodem tego jest jego najnowszy film, długo i gorąco wyczekiwana “Incepcja”- z tajemniczym tytułem, niewiele mówiącymi trailerami, z pogłoskami od aktorów, którzy ponoć nie bardzo początkowo kumali w czym biorą udział, wreszcie- z zachwytami pod niebiosa od rodzimych krytyków po pokazach prasowych. Czy “Incepcja” rzeczywiście jest tym wielkim arcydziełem, na jakie czekaliśmy? Czy przejdzie do historii kina? Czy Christopher Nolan to nowy Stanley Kubrick, jak chcą niektórzy? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Wiem za to coś innego- w pewnym momencie seansu poczułem mocne ocknięcie się. Rozejrzałem się po sali – zdałem sobie sprawę z czegoś bardzo dziwnego:  Jestem w kinie.

Kojarzy się z nagłym przebudzeniem w środku nocy ze snu do rzeczywistości ? Słusznie, bo tak się akurat składa, że “Incepcja” to film o ludzkich snach, inspirowany nimi.  Idea jest , wydawało by się, prosta. Główny bohater, wybitny szpieg przemysłowy, Cobb (Di Caprio), potrafi przy użyciu nowoczesnej technologii, włamać się do snu osoby, którą szpieguje i tak manipulować tamtejszą rzeczywistością, że potrafi wykraść np. ważny sekret tej osoby  (co się nazywa tu ekstrakcją) . Ma do tego celu zgraną ekipę,  której każdy członek ma przydzielone ściśle określone zadanie. Teraz jednak, przychodzi im zrobienie czegoś, co słynie w tym środowisku jako niemożliwe- mają za zadanie dokonać incepcji: wejść do podświadomości pewnego mężczyzny i zamiast coś kraść- wręcz przeciwnie- zaszczepić w nim  pewną, wiele zmieniającą w jego życiu i motywacjach,  myśl.

Zadania trudne i wymagające, tym bardziej, że sam nasz  bohater ma problem nieco inszy: trapią go wspomnienia zmarłej żony. Coraz częściej wymyka się do świata swoich wyobrażeń, gdzie spotyka ją jako żywą, zaś im dłużej tam przebywa, tym bardziej traci kontakt z tym, co rzeczywiste. Taki stan rzeczy może poważnie zakłócić przebieg przeprowadzanej incepcji – która, jak się szybko okaże, jest już sama w sobie tak skomplikowanym procesem, że prowadzi bohaterów do poruszania się w kilku rożnych snach jednocześnie (sen we śnie, a tym śnie jeszcze jeden sen itd).

Uff, na pewno widać od razu, że fabularna całość najnowszego filmu Nolana jest tak zagmatwana i nawarstwiona (opierająca się na, w dużej mierze, dość inteligentnych spostrzeżeniach na temat ludzkich snów) , że Nolan zmuszony był dokonać jednego małego schematu w jednej z początkowych faz filmu. Musiał wprowadzić w ten światek nowego bohatera , zupełnego nowicjusza w temacie (w tym wypadku – uczennicę o wiele mówiącym imieniu Ariadne, graną  przez Ellen Page) abyśmy wraz z nim mieli szansę poznać reguły panujące w świecie świadomych snów- a także związane z nimi potencjalne możliwości i zagrożenia. Jej zadanie to projektowanie snów- ma być w drużynie Cobba “architektem”. Spacer w Paryżu to dla niej lekcja, a dla nas tutorial do dalszej rozgrywki.

Oczywiście cały ten fabularny haracz tłumaczenia reguł gry , który jest niezbędny w filmie opierającym się na tak rozbudowanym i oryginalnym pomyśle, wcale nie nudzi- wręcz przeciwnie, ogląda się te cale te sekwencje z coraz szerzej otwartymi oczyma ze zdumienia.  Choć to i  tak dopiero początek zabawy.  Długa ekspozycja w “Incepcji” ,  to zaledwie  słowo , które w dalszej, centralnej części filmu, staje się ciałem. Mamy bowiem od pewnego momentu do czynienia z tak kapitalną, oszałamiającą i wgniatająca w fotel sekwencję scen akcji, pościgów i strzelanin, że właściwie weźcie jakikolwiek actioner ostatnich lat, a zobaczycie, że przy “Incepcji” po prostu siedzi on w kącie i ssie kciuka. Nie ma tu się nawet co rozpisywać – jako kino akcji, dzieło twórcy “Mrocznego Rycerza” na dzień dzisiejszy pozostaje bez żadnej poważnej  konkurencji.

A przecież poza tym ,   akcja cały czas rozwija ideę tytułowej incepcji – bohaterowie przechodzą przez kolejne levele sennych rzeczywistości, tak jakby przenosili się z jednego filmu do drugiego (na czym traci niestety ich wiarygodność psychologiczna, ale zyskuje- wizualna impresja filmu).

To wszystko sprawia, że nie sposób już mówić o “Avatarze”:  “nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy” ( a tak pisano po premierze filmu Camerona) . Bullshit, widzieliśmy wiele razy (wykreowany piękny świat + wtórna fabułka). To “Incepcja” jest popisem wyobraźni , na jaki nikt się jeszcze nie zdobył. Filmem odważnym, ryzykującym zbytni przerost ambicji nad  potrzebami mainstreamowej widowni (a przez chwilkę odczułem realnie zagrożenie pretensjonalnością filmu i reżyserii) , ale też dziełem ostrożnym, czy to pod względem stosowania efektów, czy też fenomenalnej inscenizacji poszczególnych scen. które w sposób niemal magiczny oddziaływają na zmysły widza (szczęka opada oglądając poszczególne wizualizacje snów) .”Incepcja” to też film bijący na głowę często porównywalnego do niej “Matrixa” – z jego bezpłciowym bohaterem, efekciarską aranżacją scen akcji i infantylnym światem rozpisanym na zasadzie “albo, albo”.

U Nolana bohaterowi nadano wyraźny rys tragiczny (który zwyczajnie po ludzku porusza widza- choć może ciut z wymuszenia) , efektów specjalnych się w “Incepcji” nie nadużywa dla samego szpanerstwa (a robią kolosalne wrażenie), zaś sam wykreowany świat jest tak trudny w ugryzieniu, że naprawdę można zgłupieć od samego zastanawiania się, kiedy mamy do czynienia ze snem, a kiedy jawą (ostatnie ujęcie filmu fenomenalne!). Seans może okazać się dla wielu widzów tak hipnotyzujący, jak hipnotyzujące może być tylko samo kino.

Ale bo czyż nie o tym opowiada każdy film Nolana? O narracji, o sztuce, opowiadaniu, zrzucaniu masek, ludzkiej pamięci i świadomości, subiektywności percepcji, sztuczce artysty-kuglarza? Przecież to wszystko są tematy krążące wokół samego kina, wokół tego, co przeżywamy w świątyni X muzy. Czymże  nie jest zatem “Incepcja” jak nie dwuipółgodzinną celebracją tego, co nazywamy skrótowo Magią Dużego Ekranu?  Z całą pewnością mamy najwyraźniej już  do  czynienia z absolutnie dojrzałym, konsekwentnym twórcą z pierwszej ligi, a kto wie- może i nowym królem świata, detronizującym po cichu wielkiego Jamesa Camerona.

szymalan

PS Ostateczna ocena może ulec zmianie. Muszę się przespać i na spokojnie pomyśleć.