Przegląd najważniejszych filmów w historii kina 1993

Przegląd najważniejszych filmów w historii kina 1993

Fortepian *****


“Fortepian” rzuca na kolana i zaskakuje emocjonalną dojrzałością.  Jane Campion jak już pisała na swoim blogu Lola King- to “sensual director” – świetna rzemieślniczka, która swój warsztat opanowała do perfekcji , ale też i wybitna artystka, mająca naprawdę coś w uniwersum X muzy,  ciekawego do powiedzenia.

Akcja rozgrywa się w połowie ubiegłego stulecia, we wczesnym okresie kolonizacji Nowej Zelandii. Przybywa tam do narzeczonego młoda Angielka z dziewięcioletnią córką. Jest niema, a najważniejszym środkiem wyrażania uczuć jest dla niej przywieziony fortepian. Niedojrzały uczuciowo mąż odmawia transportu ciężkiego instrumentu, fortepian zostaje na plaży. Nieokrzesany sąsiad analfabeta stawia warunek: Ada odzyska instrument, jeśli będzie mu dawać lekcje gry. W rzeczywistości chodzi mu o coś innego. Rzekomy uczeń okazuje się namiętnym, wrażliwym i czułym kochankiem, to on uczy Adę miłości.

Cały film można by nazwać “Szkoła uczuć” (ale niestety dostało się temu ckliwemu, kiczowatemu obrazkowi dla 15-latków), bo każdy bohater musi się czegoś w niej nauczyć i  do pewnych spraw dorosnąć- wyrażać emocje, otwierać się na drugiego, ale też- w odpowiednich chwilach zamykać się, nie eksplorować i  trzymać dystans.

Dla Campion sceneria (words can’t describe it) to tylko i aż sceneria. Środek wyrazu pozwalający na zintensyfikowanie zmysłowych wrażeń dla widza. Historia z kolei – tyle ma wspólnego z nudnym, standardowym kostiumowym melodramaciskiem co “Avatar” z “Odyseją Kosmiczną” Kubricka . To- podobnie w jak najnowszym filmie Campion,  “Jaśniejszej od gwiazd”- opowieść bardzo współczesna, lecz  szukająca rozwiązań na współczesne miłosne zagadki,  w świecie tym  z przed 150 lat.  Nie powiem “polecam”- milczę i liczę na racjonalizm czytelników.
Arizona Dream ****


“Arizona Dream” jest pierwszym filmem Emira Kusturicy, jaki poznałem. Wrażenia? Co najmniej cudaczne to dzieło.

23 letni Axel Blackmar (Johnny Depp) pracuje w nowojorskim urzędzie rybołówstwa. Do jego obowiązków należy znakowanie ryb. Axel ma do nich wręcz stosunek mistyczny. Wujek Axela, Leo, chce sprowadzić siostrzeńca do Arizony i przekazać mu swój salon samochodowy. Chłopak nie zamierza opuszczać Nowego Jorku, jednak ulega perswazjom i jedzie w odwiedziny. Kilkudniowy pobyt zaczyna się przedłużać, kiedy Axel poznaje ponętną i szaloną wdowę Elaine o niezaspokojonych potrzebach erotycznych i jej ekscentryczną pasierbicę Grace. Razem spędzają se sobą czas i przeżywają szalone chwile..

Na dobrą sprawę nie da się powiedzieć czym jest ten film i o czym opowiada. Mało tego- konia z rzędem temu, kto streści mi jego fabułę. Jeżeli jednak ktoś naprawdę postawił by mnie pod ścianą i kazał wymyślić o czym to jest- powiedziałbym, że o teraźniejszości marzenia. Bohaterowie wydają się zamknięci na prawdę rzeczywistości i jej dramaty. Chcą latać, sprzedawać Cadillaci, uprawiać seks i odgrywać sceny z filmów Hitchcocka. Wydają się żyć własnymi marzeniami, a film uplastycznia ich wizję sprowadzając widza na tor surrealizmu.

Na głębsze refleksje przyjdzie mi się zdobyć jednak po powtórnym seansie . Na razie: rzecz to na pewno dziwna ,  choć ogląda się  świetnie, z potężną dawką groteskowego humoru (scena posiłku!). Polecam tym otwartym na nowe miłośnikom kina.

Lista Schindlera *****/******


Steven Spielberg- majster od familijnego kina z pod znaku wielkiej akcji i jeszcze większej przygody, nakręcił w 93 roku film przełomowy w swojej karierze. Chyba po raz pierwszy tak osobisty i tak poważny tematycznie. Oscary, pochlebne opinie, wielkie wzruszenie widzów. “Listę” trudno dziś określić inaczej niż przeżyciem. Artystycznie dzieło to bowiem trochę kuleje, ale o tym za chwilę.

Jest II wojna światowa. W polskim Krakowie znajduje się getto żydowskie. Tuż przy jego obrzeżach powstaje wielka fabryka naczyń emaliowanych, której właścicielem jest niemiecki przedsiębiorca Oskar Schindler (Liam Neeson). Wojna wokoło, eksterminacja Żydów trwa, tymczasem nasz bohater to właśnie Żydów zatrudnia do pracy – są po prostu tańsi niż Polacy (a konkretnie rzecz ujmując: bezpłatni). W 1942 roku nazistowskie Niemcy wcielają w życie plan ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Po likwidacji krakowskiego getta część semickich rodzin zostaje wywieziona do obozu pracy w Płaszowie, którym kieruje sadysta mordujący “for fun” Amon Goeth (Ralph Fiennes). Widząc dramat Żydów, Schindler postanawia bez względu na ogromne ryzyko uratować jak najwięcej ludzi, wykupując ich jako robotników do swojej fabryki.

Schindler początkowo nie rozumie istoty tej wojny. Dla niego to tylko “wojna”, a Żydzi są jej ofiarami. Kropka.  Zabijani dla rozrywki przez Goetha pracownicy przynoszą straty fabryce (bo trzeba szukać nowych i ich na nowo szkolić itp.)- a przecież jego interesuje zysk. Poza tym jego życie w Krakowie to kobiety, wystawne przyjęcia organizowane przez nazistowskich dostojników (miał znajomości wśród największych szych, w tym u Geothe) i normalne zwyczajowe życie prywatne.

Tymczasem to właśnie na jego oczach dokonuje się regularna rzeź i mord, który w swym bestialstwie przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Schindler krok po kroku dojrzewa do zderzenia się z faktami, które są jakie są – to nie jest “tylko” wojna. To masowa eksterminacja jednego narodu, która nie ma żadnego uzasadnienia. Wykorzystując swoje kontakty próbuje załagodzić kilka sytuacji, a w ostatniej z ponad trzech godzin projekcji (literalnie to bite 3 godziny i 14 minut seansu) rozpoczyna walkę o swoich pracowników, których przeznaczeniem ma być oświęcimski obóz zagłady Auschwitz.

Cóż można rzec- po projekcji długo się milczy, a w trakcie łzy cisną się same na policzki.  Film jest istnym monumentem, zbliżonym do dzieła epickiego. Przepiękne czarno-białe kadry Janusza Kamińskiego (ktoś ma jeszcze wątpliwości , że to specjalista wybitny w swoim fachu?) , panorama epizodów, wizjonerskie przeskakiwanie od scen zbiorowych aż do relacji niemal intymnych między bohaterami. No i symbolizm – w postaci np. Dziewczynki w Czerwonym Płaszczu, czy tytułowej listy.

Lista Żydów jest tu symbolem skończonego dobra. “Ta lista to życie”- mówi w filmie bohater grany przez Bena Kingsleya). Jej przeciwieństwem jest Geoth grany przez Ralpha Fiennesa. W kategorii Czyste Zło w Kinie- ma zagwarantowane pierwszeństwo nawet przed Jokerem z “Mrocznego Rycerza”. Z tego też powodu odzywają się głosy krytyki- film banalizuje zło, sprowadzając całość do pojedynku rodem z filmów akcji: Zły i jego podła kraina nieszczęścia oraz Dobry i jego oręż w postaci listy. Jest to podejście trochę zbyt Wielko-literowe i wybielające Schindlera , jednocześnie przesadnie eksponujące chore skłonności Goethego.

Czy jednak jest aż tak źle i po hollywoodzku do samego końca? Ten film to głównie pomnik dla wielkiej postaci, a raczej ku pamięci jego wybitnego czynu. Happy end? Sam Schindler pod koniec filmu specjalnie usatysfakcjonowany nie jest i przemawia łamiącym się głosem, nie kryjąc łez- “Mogłem sprzedać samochód- było by za niego 10 osób więcej. Mogłem ich ocalić- i nie zrobiłem tego”.

szymalan