Klasyka kina: Początek lat 80.
Klasyka kina: Początek lat 80.
Amator *****
We have a winner. Najlepszym filmem dzisiejszego zestawienia tytułuję “Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego. Nagrodzona Złotymi Lwami i laurem dla Jerzego Stuhra w roli głównej produkcja, jest jedną z najciekawszych propozycji tzw. kina moralnego niepokoju, którego zresztą Kieślowski był wybitnym przedstawicielem.
Filip, skromny zaopatrzeniowiec z fabryki w podkrakowskim miasteczku, zostaje ojcem i pragnie utrwalać na taśmie filmowej, jak rośnie i rozwija się jego córeczka. Namówiony przez dyrektora filmuje oficjalne uroczystości w fabryce, zdobywa uznanie, staje się współzałożycielem amatorskiego klubu filmowego. Zaczyna poszerzać pole swych zainteresowań, a z drugiej strony jego kamera notuje nieprzewidziane, czasem zaskakujące fragmenty rzeczywistości. Jego filmy stają się coraz bardziej krytyczne, zbliżają się do prawdy, ale i wywołują nieprzewidziane skutki: szkodzą ludziom, których Filip szanuje, niszczą jego życie rodzinne.
Destrukcyjny wpływ wielkie życiowej pasji, rola sztuki w świecie, pytania o granicę odwagi, czy odpowiedzialności- wszystkie tematy wynikające z świetnej napisanej fabuły, przepracowane są przez Kieślowskiego tip-top. Do tego rewelacyjny Jerzy Stuhr, wstawki z “Barw ochronnych” Zanussiego, czy obecność samego Zanussiego. Nie od dziś wiemy, że najlepsze filmy to często te autotematyczne- o kinie, o jego tworzeniu i jego wpływie na nas. Jest coś niesamowicie smutnego w “Amatorze”- jakaś wiara w kino stykająca się z jednoczesną jego bezsilnością, bezsensem. Kieślowski po prostu rządzi.
Blaszany bębenek ***

Ach mein Gott! Cóż to w ogóle jest? “Blaszany bębenek” Volkera Schlondorfa oscyluje przez grubo ponad 2 godziny pomiędzy kiczem, artyzmem, tandetą, baśnią, dramatem i wybitnością, iż nie wiadomo, w jaką stronę skierować swoje myśli podczas projekcji. W moim skromnym odczuciu niemieckiego twórcy trochę poniosło- zaraz powiem dlaczego.
Film jest kroniką życia małego Oskara, który opisuje swoją historię od momentu poczęcia. Oskar rodzi się w Wolnym Mieście Gdańsku, w świecie podzielonym między Niemcami i Polakami po I Wojnie światowej. Posiada przodków obu narodowości i nie jest zachwycony panującym wokół, powszechnym nacjonalizmem. W dniu swoich trzecich urodzin podejmuje w pełni świadomą decyzję, że z dorastaniem koniec. Realizację tego dziwnego przedsięwzięcia ułatwia mu wypadek – Oskar spada ze schodów w piwnicy i przez resztę życia rzeczywiście już nie rośnie.
Za to jego życie to nachalnie częste korzystanie z blaszanego bębenka zawieszonego na szyi, niezwykle wysoki głos z łatwością trzaskający szkło na kawałeczki i oczywiście obserwacja “dorosłej” rzeczywistości, którą ciężko zrozumieć. Rzeczywistości, która przeobrażała się w tę najstraszniejszą- wojenną, zdominowaną przez nazistów i popadającą w chaos…
Różne już powstały filmy o narodzinach Zła pod postacią III Rzeszy, ale “Blaszany Bębenek’ jedzie w tym temacie po bandzie. Choćby dlatego, że zaczyna się jak baśń. Narracja sypie z rękawa anegdotkami, a kreacja filmowego świata przypomina sen na jawie. Dziecięcy świat jest zawsze piękny i posiada swoją wrażliwość, której w ‘dorosłym” kinie tak bardzo brakuje (chlubny wyjątek: “Marzyciel”), ale użycie tej wrażliwości wobec filmu o narodzinach nazizmu budzi pewne skrzywienie na twarzy.
Dzieci i karły paradują tutaj w mundurach oficerów gestapo, co wygląda na ekranie po prostu kosmicznie głupio.Irytujący realizm niektórych scen rozprasza całą bajkowość, klimat i ton opowieści, sprowadzając całość do czegoś jeszcze bardziej naiwnego, niż w pierwszych scenach filmu. Naturalizm osiąga swoje apogeum, gdy scenariusz każe dzieciom (nawet nie nastolatkom!) odstawiać przed ekranem niesmaczne sceny erotyczne.
Dziwny jest ten film cholernie- fascynujący zwierz, z którego tandeta wylewa się strumieniami, jednocześnie nie będąc pozbawionym poważnych zalet. Dla nas warto dla ciekawej roli Daniela Olbrychskiego.
E.T. ****

Tę historię znają wszyscy. Niewielki kosmita E.T. pozostał na Ziemi bez swojej rodziny, która odleciała statkiem kosmicznym, zupełne nie zważając na swoje dziecko. Przypadkiem stworka odnajduje kilkoro ziemskich dzieci, które postanawiają się nim zaopiekować i zorganizować mu czas, przy czym pomagając też w powrocie do domu.
Jest to jeden z tych filmów, które uczyniły z Spielberga maga kina. Otworzył on przed widownią niezwykły świat, w którym kosmici , jak się okazuje, mogą być tez istotami przyjaznymi człowiekowi. A że dodatkowo Spielberg był , jest i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie znakomitym storytellem, potrafiącym największy banał przekuć w trzymające na skraju fotela widowisko- świat pokochał E.T. Film, który zresztą pokazuje się do dziś kolejnym pokoleniom najmłodszych widzów.
Mnie osobiście mało już poszczególne punkty fabuły wzruszają, a całość wypada jak dla mnie trochę zbyt cukierkowo (bo ja tam wolę taki kawał mocnego, mięsistego kina jak “Szeregowiec Ryan” :P) . Dobry jest za to początek i ukazanie najzwyklejszych relacji między nastolatkami, dziećmi, a ich rodzicami. Steven zawsze świetnie rozumiał dziecięcy świat i to być może sprawiło, że osiągnął tak gigantyczny sukces.
Do tego wszystkiego film to technicznie- doskonały, zwłaszcza w wersji zremasterowanej po 20 latach od premiery, z dodatkowymi scenami i efektami specjalnymi.
Mefisto ****

Zgadnijcie o czym jest ten film? O narodzinach Nazizmu w Niemczech (facepalm). Tylko, że tym razem z perspektywy człowieka kultury, mianowicie aktora scenicznego, który po trupach wiedzie do sukcesu, kosztem własnej miłości, sumienia, moralności…
Wybitny aktor Hendrik Hofgen (kapitalny Klaus Maria Brandauer) święci tryumfy na deskach teatru dramatycznego w Hamburgu. Kokietuje komunistów, zafascynowany jest ideą teatru rewolucyjnego. Mimo sukcesów czuje się jednak niespełniony, marzy o wyrwaniu się z prowincji i wypłynięciu na szerokie wody. W końcu osiąga swój cel, uzyskując w Berlinie angaż do roli Mefista w przedstawieniu “Fausta” Goethego.
Tylko, że aby to się stało musi zaprzedać duszę faszystom, który w 1933 roku doszli do władzy, wygrywając w wyborach. Początkowo udaje apolityczność (“przecież wygrali demokratycznie, a co mnie i tak to obchodzi? Jestem aktorem”), ale z czasem coraz bardziej zyskuje sobie sympatię niemieckiego generała, którego staje się marionetką w głoszeniu totalitarnej ideologii. I na tym też cierpią właśnie jego bliscy…
Film jest baaardzo długi , ale w sumie bardzo porządnie zrobiony (merytorycznie, technicznie, aktorsko). Mnie jednak co innego mierzi- wszystkie karty są tu zbyt szybko rozdane. Co z tego, że oglądam dobry film, skoro jestem w stanie przewidzieć co będą odczuwały postacie za następne 15 minut?
Dodam, że film wygrał konkurencję oscarową 1981 z polskim “Człowiekiem z żelaza” Wajdy, a jedną z głównych ról W “Mefiście” gra Krystyna Janda. Tylko, że tutaj taka jakaś niewyraźna i do tego (fe) zdubbingowana. Sam film był dla mnie równie ekscytujący jak rozwiązywanie krzyżówek w niedzielne popołudnie.
szymalan



lola king 10:45 on 17 Kwiecień 2010 Bezpośredni odnośnik |
“Amatora” oczywiście widziałam, jest to jeden z moich ulubionych filmów Kieślowskiego, którego uwielbiam i uważam, za najwybitniejszego polskiego reżysera. Cieszę się, że są jeszcze ludzie, którzy oglądają jego filmy ;] Jest to piękna historia, myślę, że każdy powinien zapoznać się z historię Filipa Mosza. O “Blaszanym bębenku” coś słyszałam, ale więcej o samej książce niż o filmie. Zaskoczyła mnie tu obecność filmu E.T. Zazwyczaj nie opisujesz tu kina komercyjnego, ale rozumiem, ze nawet film komercyjny może być klasykiem. Jest to obraz mojego dzieciństwa, pamiętam jak rodzice puszczali mi go na okrągło. Kiedy jednak kilka lat temu powtórzyłam sobie seans tego filmu, to już nie wzbudził we mnie takich emocji. Najwidoczniej czar dzieciństwa minął. Zgadzam się jednak, co do tego, że Spielberg jest świetnym storytellerem.
Pozdrawiam ;]