Klasyka kina 1964-66

Grek Zorba ****

30-letni Basil wraca na rodzinną Kretę po edukacji w brytyjskich szkołach. Postanawia uruchomić odziedziczoną po ojcu kopalnię węgla brunatnego. W drodze na wyspę spotyka Alexisa Zorbę, szalenie towarzyskiego chłopa greckiego, który oferuje mu swoje usługi jako kucharz i górnik. Między sfrustrowanym i zakompleksionym intelektualistą, a pełnym optymizmu i radości wieśniakiem zawiązuje się niezwykła przyjaźń.

Co warto wiedzieć to, fakt, że “Grek Zorba” to jedyny film grecki, jaki znajdzie się w moim zestawieniu najważniejszych filmów w historii. Żaden inny obraz tego kraju nie zdobył takiego rozgłosu, posypały się Oscary oraz nominacje do Złotych Globów i BAFTY. (film zrealizowany został w kooprodukcji m.in. z Wielką Brytanią). W naszej świadomości, jak podejrzewam, kino greckie niemal nie istnieje.

I dlatego też do obejrzenia dzieła Mikalisa Kakogiannisa bym jednak namawiał, tym bardziej, że Vivarto zamierza wpuścić ten film na polskie ekrany (podobnie jak było to niedawno z “Casablancą” , czy “Hair”).

W filmie dominuje typowo grecki nastrój- afirmacja życia, pogoda ducha, tańce, śpiew, ale i uczuciowość, wzruszenie- obraz to całkiem słodki i przyjemny. Muzykę przewodnią filmu skojarzą chyba wszyscy z słyszenia.

Rękopis znaleziony w Saragossie *****

Opowieść o niezwykłej podróży oficera gwardii walońskiej Alfonsa van Wordena. Wędrując samotnie przez dzikie góry Sierra Morena, zatrzymuje się w ponurej oberży. Poznaje tam dwie mauretańskie księżniczki, które oznajmiają mu, że jako potomek potężnego rodu Gomelezów wybrany został do wielkich zadań. Przedtem musi jednak dowieść swej odwagi, prawości i honoru. Alfons wpada w wir niesamowitych wydarzeń

Słowa “polski” i “fantasy” niezwykle rzadko idą w parze- ostatnio, oprócz animacji Tomasza Bagińskiego, mamy jedynie na koncie “Wiedźmina”, niechlubną ekranizację cyklu prozy Sapkowskiego. Warto jednak sięgnąć do najwybnitjeszego dzieła fantasy w polskim kinie- ekranizacji “Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Nie znajdziecie tu widowiskowych efektów specjalnych, ani potworów, orków i wielkich bitew pomiędzy dobrem a złem. Dostajemy fantastykę na miarę polskich możliwości lat 60. Wojciech Has wyciągnął ile się da. Mistyczna, niemal odczuwalna atmosfera obcowania z duchami, znakomity Zbigniew Cybulski, i co najwazniejsze- ten kapitalny scenariusz! Jego konstrukcja wzięta z “Uczty” Platona- jedna osoba opowiada drugiej o tym co opowiedziała jej osoba trzecia, a jej zaś opowiedział jeszcze ktoś inny itd

W jednej z zagranicznych recenzji przeczytałem, że “Rękopis” ma najbardziej skomplikowaną akcję w dziejach kina. Dlatego niełatwy to seans, nieco męczący, ale znakomita oprawa , scenografia, muzyka i merytoryczna gra prowadzona z widzem, to atuty niewątpliwe filmu nie pozwalające spisać go łatwo na straty. Na pewno postaram się go kiedyś powtórzyć przy okazji, mimo iż trwa stosunkowo długo.

Powiększenie ****

Bohaterem filmu Michelangelo Antonioniego jest młody, lecz szanowany i ceniony fotograf Thomas. Podczas szukania kolejnego tematu, robi zdjęcia parze kochanków siedzącej na ławce w parku.
Po powrocie do studia i wizycie w ciemni okazuje się, że na zdjęciu widać broń wycelowaną z krzaków w kierunku sfotografowanej pary. Powrót do miejsca w którym robił zdjęcie owocuje odnalezieniem w krzakach zwłok mężczyzny.

W tym samym czasie ze studia fotografa giną negatywy i odbitki, na których uwiecznieni zostali kochankowie. Thomas rozpoczyna dochodzenie mające wyjaśnić tajemniczą śmierć i powody zaginięcia materiałów zdjęciowych.

Pierwsza połowa znakomita. Subtelnie budowane napięcie, zwodzenie widza i zmienianie toru akcji, zachwycający dobór przestrzeni i wnętrz, dekoracje, kostiumy, a także aktorstwo. Może i byłoby arcydzieło, gdyby nie to, że z czasem ta historia mnie coraz mniej obchodziła i emocjonowała. Odniosłem wrażenie, że w pewnym momencie film się zatrzymał w miejscu. I niewiele już pamiętam.

Kobieta i mężczyzna **

Zawodowy kierowca, Jean-Louis, przyjeżdża do nadmorskiej miejscowości, gdzie w szkole z internatem uczy się jego syn. Spotyka tu młodą kobietę, Annę, tak jak on wdowę po tragicznie zmarłym kaskaderze. Kobieta i mężczyzna nawiązują bliższą znajomość, dzielą się wspomnieniami ale obawiają się bliższego kontaktu. Zbyt żywe są wspomnienia ich zmarłych współmałżonków.

Jeszcze jeden, i ostatni na szczęście dla mnie, nowofalowy francuski koszmarek. Tu akcja stoi w miejscu od początku do końca. Czy ci twórcy nie kumali, że podstawą każdego dobrego filmu powinien być KONFLIKT? Nie ważne czy to komedia romantyczna, film katastroficzny, czy animacja. W mniejszym lub większym stopniu, ale musi być jakiś dramatyzm, coś co generuje choćby śladowe napięcie. A tu? Nico. Ot, kolekcja obrazków, która sprawia wrażenie że nie ma ani ładu, ani składu. Reżyser Claude Lelouch miesza sobie różne techniki, czarno białe z kolorowymi zdjęciami, udziwnia montaż i wykadrowanie postaci. Ale że nic z tego nie wynika- nikt nie robi sobie kłopotu.

Nie wiem za co Palma, nie wiem za co Oscary. Gdyby nie chwilami ładne zdjęcia, wyłączyłbym to po 15 minutach.

szymalan