2012 ****
2012 ****

Ci, którzy widzieli poprzednie filmy Rolanda Emmericha, znają zainteresowania tego reżysera, i też trudno im będzie się zdziwić, dlaczego tak szybko poruszył od kilku lat coraz mocniej nagłaśniany temat roku 2012. Ten film to Emmerich w pigułce, a nawet cała historia kina katastroficznego w pigułce. Michael Bay i jego “Transformers” pod względem rozmachu przestają robić jakiekolwiek wrażenie. Emmerichowi puściły wszystkie hamulce. Trzymajcie się foteli.
Wszystko zaczęło się od tego, że kilka lat temu, niejaki mało znany wówczas belgijski naukowiec , Patryck Geryl- wysunął śmiale, choć nie na dużą skalę ,szokującą tezę- w 2012 zakończy się świat, jaki znamy na wskutek gigantycznej katastrofy, a właściwie serii kataklizmów, które doprowdzą do zniszczenia ludzkiej cywilizacji. Wszystkiemu winne ma być Słońce, które raz na 11 lat wchodzi na krótko w okres superaktywności- na wskutek której pojawiają się różne zakłócenia telekomunikacyjne, w sumie nieuchwtyne jako wielka zmiana. Jednakże- co 11,5 tysiąca lat słońce wchodzi w okres hiperaktywności, i tu niestety jest już znacznie gorzej. Na wskutek zjawisk fizycznych ma następić wtedy tzw. przebiegunowanie Ziemi. Planeta zmienia biegun północny z południowym, zatrzymuje się gwałtownie w miejscu i rusza w drugą stronę, w tym czasie wylewając wody z brzegów na wysokość kilometrów oraz wstrząsając jej fundamentami. To ma się zdarzyć w okolicach 21 grudnia 2012 roku. Wg Geryla, Majów, Bilbii, Egipcjan oraz wielu innych przesłanek.
Roland, który od jakiegoś czasu zajmuje się robieniem patetycznych, kiczowatych i zrobionych z niebywałym rozmachem filmów katastroficznych o zabarwieniu s.f., nie mógł przepuścić okazji. Dokonał czegoś , co nigdy nie miało miejsca- użył kina jako miejsca do opowiedzienia o zagrożeniu, które ma dopiero następić i to czysto potencjalnie. Uzył przepowiedni jako materiału do kolejnego filmu. Filmu, który udowadnia, że facet zasadniczo stoi w miejscu. Reżysersko nie idzie w przód, napięcia budować porządnie nie potrafi (no , chwilami..), logiki nie trzyma się w ogóle, postacie są ciekawe o ile jeszcze dobiera dobrych aktorów, zaś wszystko inwestuje w efektowne widowisko. “2012″ to jego kolejne firmowe danie, tylko że w potrójnej porcji. Jest jeszcze więcej patosu niż w “Dniu Niepodległości”, jest jeszcze więcej nieprawdopodobnych sytuacji niż w “Pojutrze”, i znacznie, znacznie więcej popisów jeśli chodzi o poziom rozpierduchy niz dotychczas. Możecie mi nie wierzyć, ale czegoś tak wielkiego jeszcze nie było. Wszystkie filmowe demolki są ledwie pyłkiem, “2012″ kondensuje w sobie “Posejdona”, “Titanica”, “Godzille” i “Dzień Niepodległości” w jednym i to podniesionym do absurdalnej potęgi, spektaklu. Za który zapłaciłem z własnej, nieprzymuszonej woli, mając pełną świadomośc, co mnie czeka.
Jeśli coś warto tu pochwalić w gestii reżysera, to oprócz odwagi w samym podjęciu się tematu, to humor. Żenada z Baya idzie w odstawkę, podobnie śmiertelna powaga z poprzednich dzieł Niemca. Tym razem pozwala sobie na dużo , często naprawdę dobrych, dowcipów. Czy to zasługa nieźle radzącego sobie w głównej roli Johna Cusacka? Pewnie też. Nie mniej chciałbym zwrócić uwagę na inną rzecz. Jakie są filmy Emmericha wszyscy wiemy. Jakie zwykle ten facet zbiera recenzje- też. I wiemy za co. I tu zaczyna się cała frajda filmu i jego równocześnie feler, bo budzi wątpliwości. Opróć naprawdę dobrych gagów w postaci np krótkiej animacji opowiadającej o 2012 (naprawdę polecam! budzi skojarzenia z serialami satyrycznymi w rodzaju “Family Guy” i “Simpsons”), dostajemy też wątpliwe przymróżenie oka w scenach patetycznej jatki rozgrywającej się w pierwszej połowie filmu. Ciężko wniknąć czy to świadomy zabieg, czy nie, ale w pewnym momencie, kiedy zaczęła się pierwsza seria trzesień ziemi i bohaterowie w popłochu i pośpiechu uciekają przed śmiercią- zacząłem chichotać, jak podczas najlepszej komedii. Zauważyłem, że nie byłem w tym, na sali pełnej popkornożerców, sam. Czyżby Emmerich znów (?) stracił poczucie przyzwoitej granicy braku logiki w filmie i został właśnie wykpiony? A może jednak jest w tym jakiś zamysł.
Idźmy dalej. Zatem czym jest dziś 2012. Dla Polaków- powód do powtarzania do rzygliwego znudzenia tego dowcipu o Euro. Dla Hollywood? To na jego własnie potrzeby marka 2012 stała się kolejnym MCDonaldem. Codziennie mam okazję czytać ogólnopolski bezpłatny dziennik “Metro”. Otwieram wtorkowe wydanie, a tam co? “Wyślij SMS aby wygrać kubek lub scyzoryk 2012″. Oto własnie mechanizmy popkultury zadziałały. 2012 z panicznej wieści przeszła w czarną bajkę na dobranoc dla naiwnych, a z czarnej bajki stała się kolejnym wchłoniętym i następnie wydalonym w postaci blouckbustera i gadżetów, produktem. Roland Emmerich konstruuje swój film ze starych klocków, choć ma do dyspozycji unikatowy , zjawiskowy temat. Jest tu prezydent, który przemówi w imieniu całego świata, naukowiec, którego rząd nie słucha dopóki ten nie przemówi na zamkniętej konferencji a także rozbita rodzina, która odnajdzie porozumienie dopiero w obliczu klęski żywiołowej. Nie ma tu nic czego byśmy nie znali. A jednak ja ciągle mam wrażenie, że ktoś robi sobie jaja. Emmerich z mas i samego 2012 (katastrofa u niego wygląda jak przygoda z pod znaku Indiany Jonesa! są samolotowe ucieczki przed naturą, ale i mapa prowadząca do “nagrody”, a wszystko rodzinnie i poprawnie politycznie), ja sam, a może to sztuka kolejny raz zakpiła z konsumenta i samego reżysera?
Na koniec powiem, że ponad 2,5 godzinny film ogląda się bez znużenia, fabuła turla się szybkim tempem do przewidywalnego finału (już zapowiedziano kontynuację w postaci serialu, co jest co najmniej intrygujące), a efekty specjalne w dużej mierze wypasione , choć chwilami sztuczne wplecione w scenografię. Jedno jest wszak pewne na 2012% – film spełnia podstawowe zadanie kina. Bawi, wzrusza, cieszy i zabiera tam, gdzie nas nie ma.I robi to z pełną świadomością niszy, w jakiej się znajduje. To na tle takich filmów, powstają arcydzieła.
szymalan
PS No i trailer Avatara przed seasem! Howgh!
milczacy_krytyk 00:08 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Zgadzam się w pełni. Schemat, patos i powtórka z rozrywki, ale za to jaka powtórka! Również bawiłem się dobrze na tym filmie, co prawdę powiedziawszy samego mnie zaskoczyło, bo obawiałem się totalnego dziadostwa, a wyszło naprawdę nieźle.
A tak poza tym, to ciekawe jaka będzie następna rzecz, jaką Emmerich zniszczy na wielkim ekranie. Po “2012″ będzie chyba trudno wymyślić coś jeszcze bardziej spektakularnego.
Pozdrawiam.
unnami 02:28 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
A u mnie downy przed seansem puścili jakieś Raj dla par i inne bzdurne komedie, nic sensownego.
Fajny filmik, ale jak wszyscy zaczeli sie cieszyc ze pod koniec zupelnie obcy im czlowiek przezył to ja tego nigdy nie zrozumiem
maxcine 04:18 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
A ja zobaczę dopiero w sobotę. Póki co obejrzałem sobie Dzień niepodległości i Pojutrze (coby się wczuć, nie?:P)
Unnami – znajdę Cie jeśli zdradziłeś zakończenie.. :P
lola king 07:57 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Emmerich nigdy nie był dla mnie reżyserem pokroju Bergmana czy też Kubricka, a więc nie doszukuje się w jego filmach żadnej głębi, więc jeśli spełnia wszystkie wymogi na kino rozrywkowe, to ja to kupuje i nic więcej mi nie potrzeba. Z twojej recenzji wynika, że tak jest, a więc tym lepiej ;] Pozdrawiam :]
menetheris 08:46 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Znakomita recenzja. Przyjrzałeś się każdemu aspektowi tego filmu od góry do dołu, ale jednocześnie nie ukrywałeś, że szerze nieźle się na nim bawiłeś. I to jest opinią jaką chciałem przeczytać, i po jakiej( nawet zważając na zwiastun “Avatara”) chętnie się do kina na 2012 w najbliższym czasie wybiorę.
Pozdrawiam
ktrya 11:40 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Zanim znalazłam przycisk, napisałam komentarz, który mi się wykasował… ale ogólnie ładny szablon.
Co do filmu, robi dużo szumu, przez co w zamkniętej Silesii z otwartym kinie było tyle ludzi i w dni nieświąteczne… 2012 nie należy do ‘moich’ gatunków, może dlatego, że z takimi nie miałam styczności osobiście… Mama coś namawia do obejrzenia, ale czy to zrobię?
marakeshpl 21:22 on 13 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Widzę, że mamy podobne zdanie na temat filmu (więcej na moim blogu :D). Film jest głupi, infantylny i kiczowaty, ale ogląda się go z niesamowitym zaangażowaniem. Te wszystkie smaczki i efekty ratują cały ten patos. Tego się spodziewałem i niczego nie żałuję. A scena z animowanym filmikiem wymiata na całej linii. No to czekamy do 21.12.2012 :)
Pozdrawiam.
pafffcio 18:29 on 16 listopad 2009 Bezpośredni odnośnik |
Jak przeczytałem o tym sequelu, to padłem xD Chyba że sequelem ma być relacja na żywo z dnia 21.12.2012 w TVN24 :P Filmu jeszcze nie widziałem, cały czas się zastanawiam, czy iść na niego, czy jednak odpuścić. Bo w zasadzie spodziewam się dokładnie tego, o czym napisałeś i nie do końca wiem, czy to mnie zadowoli :/
Pozdrawiam,
pawcio