30 Days of Night ***

Clipboard01

30 dni mroku ***

Kolejna ekranizacja komiksu. Tym razem opowiada nam historię pewnego małego miasteczka, które raz do roku pochłania na 30 dni kompletna ciemność (nie musze chyba mówić, że nikt nie zadaje sobie trudu, aby wytłumaczyć, czemu sie tak dzieje). Wtedy właśnie miasto napada stado wygłodniałych, nietolerancyjnych wobec światła słonecznego, wampirowato-zombiastych stworów, które nie zamierzają oszczędzić absolutnie nikogo. Szeryf miasteczka (Josh Hartnett) staje na czele grupki ocaleńców i stara się ich oraz siebie, utrzymać przy życiu.

Dystrybutor chce nas przekonać, że “30 dni mroku” to świeży i naprawdę dobry horror, wybijający się ponad całą tandetę gatunkową ostatnich lat. Zgodzę się, że rzecz tuzinkowa nie jest (mimo serii Georga Romero): ma piękne zdjęcia budujące zimowo- klaustrofobiczny klimat, dobrą i oryginalną muzykę oraz przyzwoitych aktorów. Nie ma ani przesady w kwestii efektów specjalnych, ani też w ilościach scen krawej morderczej akcji. To mogło być świetne widowisko, w którym strona wizualna doskonale odzwrowywała by fatalizm leniwie płynącej jatki, przybliżającej zagładę. Niestey…

Jak zwykle ktoś pomylił się przy wartościowaniu akcentów i wyszło kolejne pudło. To, co początkowo nawet ciekawi i nawet wciąga- z czasem zaczyna nużyć, a możliwe, że i śmieszyć. Scenariusz przerzuca nas od kliszy do kliszy i nie oferuje elementu zaskoczenia. W tym sensie nawet chwalony przeze mnie początek wydaje się schrzaniony- wszak miasto powino być zupełnie nieprzygotowane na atak zombie , tymczasem tutaj od początku czujemy , że coś się święci. Dalej to już kalki, schematy i powtórzenia tego samego. Bohaterowie chronią się po domach, prowokacyjnie wyjdą na zewnątrz, pouciekają za stadem zombie, wrócą, czasem ktoś ma pecha i nie przeżyje itd. Nie rozumiem co z tego wszystkiego wynika, skoro przez 2h napięcia obraz utrzymać nie potrafi, a o strachu mowy nie ma.

Można było dla przykładu wykorzystać fakt czasu i grać na nim i rozwijać napięcie. Wszak 30 dni ma trwać okupacja zmobiaków, po których będą musieli się wynieść (przynajmniej na rok). Wytrzymanie tych dni dla ocalałych bohaterów, mogło być tu punktem zaczepienia. Niestety nie wychodzi. Skoki czasowe są tu tak znaczące, że trudno się w ogóle przejąć całą sytuacją (jak bohaterowie bez żadnych ekscesów przeżyli 8 dni, to co złego może się zdarzyć w dziewiątym?). W większości nie wiemy co się działo z bohaterami, czy jak dawali sobie radę z pożywieniem.

W efekcie “30 dni mroku” sprowadzają się do serii plastycznych, bardzo dobrze wykadrowanych i sfilmowanych walk i tylko brną bezmyślnie do finału, który- całe szczęście- nie jest łatwym happy endem.

szymalan

PS Prosze o opinie w sprawie nowej oprawy graficznej :) Jak co, wróci sie do starej