Secret Window ***

Sekretne okno ***

Clipboard01

Choć nazwisko Stephena Kinga trafiło do księgi rekordów Giunnessa, jako twrócy, którego powieści najczęściej są ekranizowane, można mieć wątpliwości, czy z kolejnych filmów opartych na motywach jego książek, mistrz pop literatury może być zadowolony. Poza “Misery”, “Lśnieniem”, “Skazanymi na Shawhsank” i “ZielonąMilą” , powstaje niestety przeciętniak za gniotem i gniot za przeciętniakiem. “Sekretne Okno” to własnie takie przyzwoite filmidło, które w ogóle ciśnienia nie podnosi. David Koepp jednak lepiej jak pisze scenariusze.

Fabuła zresztą też tu nie grzeszy wybitnością. W wielkim domu na jeziorem mieszka rozwodzący się pisarz thrillerów- Mort Rainey , który wydaje się kompletnie wykolejony z życia: długo śpi, nie wychodzi, jest niemiły i arogancki, zaś kiedy siedzi nad maszyną do pisania- wena jakoś nie chce przyjśc. Jego “spokój” zaburza pewien stający w drzwiach gośc- facet w średnim wieku, posługujący się śmiesznym akcentem i przedstawiający się jako John Shooter. Oskarża głównego bohatera o plagiat opowiadania i nie zamierza tego, ot tak zostawić. Zaczyna od całkiem niegrzecznych próśb, a potem przechodzi do ostrzejszych czynów…

Właściwie cokolwiek bym nie napisał, to już może być jakiś spoiler. Ale ponieważ słabiutka reżyseria Koeppa ujawnia bezlitośnie każdy błąd warsztatowy i zbyt szybko można się domyślić finału- ujawnię mimo wszystko rąbek zagadki. Sednem narracji jest odpowiedzenie na pytanie: Jakim cudem autor pewny na 100% że nie popełnił plagiatu, nagle okazuje się, że zrobił to na pewno i wprost do ręki dostaje rękopis swojego przeciwnika? Dlaczego nie ma możliwości udowodnienia, jaka jest prawda, dlaczego policja nie reaguje, a świadków nie ma? Czy aby na pewno przerysowany, komiksowy prawie Shooter istnieje? A może to Rainey wariuje od nadmiaru wrażeń i kumulacji dołków?

Sam King chyba do końca zrównoważony nie jest skoro nieustannie porusza jakieś histeryczne tematy o szalonych autorach horrorów, którzy albo trafiają w tarapaty, albo sami je powodują. Niezależnie, czy facet ma jakieś problemy- potrafi je sprawnie opisać na papieprze. Nie mniej co innego przekazać szaleństwo w powieści, co innego w kinie. W “Lśnieniu” Kubrick porwał się z motyką na słońce, a jednak dzięki własnej upartości, konsekwencji i wewnętrznej furii, udało mu się w sposób kapitalny przedstawić chorą psychikę bohatera. W “Sekretnym oknie” nie ma na to miejsca.

Tu film sprawia wrażenie poprawnie odrobionego zadania domowego. Żadnej wirtuozerii i żadnej odwagi-proste, telewizyjne ujęcia, niedbalstwo w sprawie budowania napięcia i atmosfery, prosta jak po sznurku narracja- i zerowy poziom grozy. Jeżeli się coś tu wybija na plus, to raczej Johnny Depp w głównej roli. Sam w sobie nie jest w stanie we mnie wzbudzić przerażenia, ale przynajmniej jego naturalny ekscentryzm, po raz kolejny potrafi solidnie zabawić przed ekranem. I dobrze, że jest na nim prawie cały czas, bo gdyby często znikał- chyba zanudziłbym się na śmierć.

Także ogląda się to OK, ale Kubrick to jednak nie jest.

szymalan