Muumi ja vaarallinen juhannus ****

Lato muminków ****

Clipboard01

Muminki znają chyba wszyscy i nie trzeba ich przedstawiać. Owe hipopotamopodobne stworki od lat żyją sobie w Dolinie Muminków, którą wymyśliła i niegdyś opisała finska (ale pisząca po szwedzku) pisarka Tove Jansson. Polski i finski serial o Muminkach znają chyba wszystkie dzieci kilku pokoleń- mało kto ich pełnometrażowe adaptacje. Z 9 powieści cyklu o znanych bohaterach, zekranizowano dotąd “Szczęśliwe dni muminków”, “Zimę w dolinie …” oraz “Kometę nad Doliną…”. Teraz dołącza do listy nowy film- mające niedawno w Polsce premierę “Lato Muminków”.

Bohaterowie mają więc własnie lato i wszystkim strasznie się nudzi. Nic się nie dzieje, kiedy nagle dolinę i ich oczywiście urokliwy domek zalewa gigantyczna powódź. Warunki do życia pogarszają się z minuty na minutę, jednak dziwnym zbiegiem okoliczności, zjawia się pływający budynek , który Muminki początkowo biorą za dom, jednak okazuje się on …teatrem. Postanawiają się tam zatrzymać, gdzie po czasie zaczynają rozwijać własną działalność artystyczną. Stworzą swój własny spektakl.

Nie wiem jak film poradził sobie w krajach skandynawskich, jednak u nas przepadł niemal bez wieści. I nie ma się w sumie czemu specjalnie dziwić. Twórcy cofnęli technologię animacyjną o jakieś 30 lat. Dla dzisiejszego dziecka przyzwyczajonego nie tylko do Pixara, Dream Worksa, 3D, ale i rozpierduch w rodzaju “Załoga-G”, film o Muminkach pozostaje daleko w tyle: nieatrakcyjny, nie straszny, pozbawiony adrenaliny. Nie ma tu znanej z CGI płynności ruchu postaci, finezyjnego montażu scen oraz realistycznych cieni, trójwymiarowych postaci i miejsc.

Czy to oznacza, że “Lato..” jest filmem zlym? Jakkolwiek można wybrzydzać i początkowo krzywić się na te wycinanki, to jednak z każdą chwilą ujawnia się magia filmu. W czasach wszelkich błyskotek i świecidełek ekranowych, taki film to prawdziwa perła. Twrócy stawiają na maksymalną prostotę. Redukują fabułę, nie wrzucają czarnych charakterów do scenariusza (nie zjawia się ta straszna Buka) , nic szczególnie tłumaczą, obowiązuje znana z Miyazakiego między innymi zasada potencjalności- czyli “w tym świecie zdarzyć się moze dosłownie wszystko, a na każdy kłopot jest zawsze jakieś rozwiązanie”. I tak oto mamy niby taką pierdółkę o niczym, swego rodzaju wydłużoną dobranockę (trwa 71 minut, więc twórcy nie wystawiają cierpliwości widza na próbę), w której nic wielkiego się nie dzieje, a jednak zachowuje ona klimat, sympatyczne i zróżnicowane postacie oraz cały urok znanej bajki. Bajki, która przecież pochłonęła nie jeden wieczór mojego dzieciństwa.

szymalan