Into the wild ***

Wszystko za życie ***

Clipboard01

Sean Penn jest znakomitym aktorem, a w niedawnym „Obywatelu Milku” otarł się o geniusz, za który słusznie otrzymał Oscara. Niestety z reżyserią u niego znacznie słabiej- „Into the Wild” to biografia młodego podróżnika Christophera McCandlessa. Biografia pretensjonalna, nieznośne długa, ckliwa i patetyczna.

Chrsitopher McCandless właśnie skończył studia, ma bogatych rodziców, wszystko czego zapragnie, jest młody, mądry, przystojny i teoretycznie może zrobić co chce. I w sumie z tej okazji korzysta, choć w sposób zupełnie nieoczekiwany dla jego bliskich. Pakuje plecak, bohatersko pali wszystkie swoje pieniądze i wyjeżdża z dala od cywilizacji, aby zakosztować wolności w środku dziczy. Jego głównym kierunek ma być północ i Alaska. Taki jest jego sposób na ucieczkę od skorumpowanego, zepsutego i będącego niekończącym się wyścigiem szczurów świata ludzi.

Na końcu oczywiście dla potwierdzenia pojawia się tabliczka, że rzecz oparta jest na faktach, ale już wielokrotnie się sprawdzało, że filmy opowiadające prawdziwą historię, wcale nie muszą automatycznie być dobre (chlubnym wyjątkiem niedawnym jest „Oszukana” Eastwooda). W „Wszystko za życie” bohater jest nieznośnie irytujący, aspołeczny, nie liczący się z uczuciami nikogo, a kara jaką wymierza swoim rodzicom za nieustanne sprzeczki na rodzinnym forum, wydaje się zbyt wysoka- nigdy nie daje później znaku życia. W charakterystyce bohatera Penn przekroczył granice dopuszczalnej śmieszności i pretensjonalności. Właściwie nie wiem czy ten film jest przygodowym obrazem rozrywkowym, czy dramatem biograficznym, który mówi nam coś ciekawego o jego bohaterze. On sam wskazywałby na to, że jednak skrojony został pod miliony- mówi wszystko wprost, stawia nad każdym aspektem życia i nad każdą kolejno ujawnioną swoją cechą kropkę nad i, ba, nawet Penn jest mądrzejszy i niektóre kwestie napisze nam na ekranie, co byśmy nie przeoczyli. Tylko kto takiego bohatera polubi?

W efekcie dostajemy banalną pokazówkę ładnych , trzeba przyznać, pejzaży, dobrą muzykę, ale i pochwałę ludzkiej głupoty i lekkomyślności. Sam Christopher przed ludźmi udaje radykała, przed seksem ucieka, uważa się za najmądrzejszego człowieka świata, ale nie dostrzega, że jednak pozostaje wysoce niekonsekwentny w swoich poczynaniach. Ucieka od cywilizacji w dzicz, ale już korzystać z kolei, kupować jedzenie w sklepach, mieszkać w autobusie, strzelać z broni do zwierząt to sobie pozwala. Nie potrafię  sympatyzować ztakim żałosnym typem, który ma za nic swoich rodziców, swoją siostrę, która do końca liczy, że jednak nawiąże z nim kontakt, czy z przypadkowo poznanymi ludźmi, którym potem zaczyna na nim zależeć. Ponury egoista, zaczytujący się w Dostojewskiego, recytujący patetycznie wiersze, wygłaszający banały tak jakby były odkryciem Ameryki- chciałoby się pobyć chwilę Herzogiem, co nie Sean? Szkoda, że aby bohater wreszcie zapłacił za swoją arogancję, trzeba wysiedzieć aż 2,5 godziny. Pewna część ciała istotna podczas oglądania filmów zaczyna boleć w końcu.

szymalan