Watchmen. Strażnicy ****

Ekranizacji komiksów ciąg dalszy. Po gigantycznym sukcesie „Mrocznego Rycerza” w tym roku przy chodzi pora na komiks, który znawcy nazywają jednym z najlepszych w historii- na „Strażników”. Za kamerą stanął twórca „300”- Zack Snyder. Efekt jest podobny- raczej przerost formy nad treścią.
Rok 1985. Ameryka po wygranej wojnie w Wietnamie atakuje Afganistan, a Richard Nixon po raz trzeci zasiada w Białym Domu. Atomowy konflikt ze Związkiem Radzieckim może wybuchnąć w każdej chwili. W USA obowiązuje tzw. Ustawa Keene’a, zakazująca działalności zamaskowanym mścicielom. Dawni superbohaterowie przeszli na emeryturę, niektórzy jednak wciąż działają w konspiracji. Jeden z nich, Rorschach (Jackie Earle Haley), prowadzi prywatne śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci Edwarda Blake’a (Jeffrey Dean Morgan). Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna został zamordowany. Przed laty Blake był jednym z superherosów. Po zdekonspirowaniu zaczął pracować dla rządu. Rorschach postanawia ostrzec starych znajomych, że natrafił na ślad intrygi, w której stawką są losy całego świata.
Ci, którzy komiksów nie znoszą i nie dobrze czują się oglądając bohaterów w maskach i pelerynach niech sobie odpuszczą- „Strażnicy: trwają bowiem 163 minuty. Nie przetrwają nawet 20-stu. Mnie jako miłośnika „Batmanów” i podobnych, film chwilami mocno zmęczył- mam wrażenie, że Snydera przerosły ambicje: chciał nakręcić najlepszą ekranizację komiksów w historii. Stąd zrobił wszystko, aby film odróżnić od typowej adaptacji powieści graficznych: jest bardzo brutalny, ma niesamowity klimat (niestety do czasu), kapitalnie dobrany soundtrack (czołówka z Bobem Dylanem po prostu rzuca na kolana, dalej: “Unforgettable”, “Hallelujah” Cohena, “Koyaanisquatsi” Philipa Glassa!)) , wyraziste aktorstwo i ciężki klimat rozsypującej się Ameryki i zbliżającej się zagłady. Jednak film szybko traci energię. Nie miałbym nic przeciwko mrocznej historii w klimatach noir z pokapującym deszczem, spokojnymi dialogami itd.-wiadomo o co chodzi.. Jednak scenariusz Strażników naćkany jest tak wieloma retrospekcjami (opowiadającymi przeszłość bohaterów), że tempo siada zupełnie. Kryminalna zagadka traci na znaczeniu, a wszelkie sceny akcji dosłownie przeszkadzają całości. Ilość bohaterów i wiążących ich wątków jest ogromna i nie dość, że można się w tym zagubić- to na dodatek nie ma jakby to powiedzieć- „emocjonalnej ciągłości”- film nie trzyma w napięciu, nie chwyta za gardło niczym „Mroczny Rycerz”, który nie odpuszcza aż do końca. „Watchmen” to film , który się ogląda- czasem się spojrzy w sufit, czasem się człowiek rozejrzy po pokoju- nic ma tutaj czegoś, co by przyciągnęło uwagę na dłużej, co by nie pozwoliło odwrócić się od ekranu. Jest spokojnie, sennie no i czasem nudnawo.
Z pewnością „Strażnicy” mieli być obaleniem mitu o obrońcach Ameryki. Miał być filmem o upadłych superbohaterach- niechcianych, odrzuconych przez społeczeństwo. Jednak wszystko w tym filmie się w dziwny sposób rozmywa. Dlaczego z tego obrazu pamiętam czołówkę, muzykę, kilka pomysłowych inscenizacji scen (spadające w dół logo Strażników- uśmiechnięte słoneczko), parę dobrych ciętych tekstów? Gdzież ta nostalgia, gdzie ten dramatyzm? W to wszystko Snyder wplątuje jeszcze jakiś dziwny wątek romansowy. Zabrakło emocji- trudno utożsamić się z bohaterami, często są niesympatyczni albo napisani taką kreską, że niewiarygodni.
Dlaczego więc taka wysoka w sumie ocena? Ano dałem się ponieść przez długi czas niezwykłej wizji, film zahipnotyzował mnie, pierwsza godzina to istna uczta, a i później zdarzają się również momenty cudownie olśniewające. „Watchmen” to mimo wszystko, produkt oryginalny i niekonwencjonalny .Nie stanowi dla mnie rozczarowania- wiem, że tak to musiało wyglądać, bo to w końcu ekranizacja komiksu. Choć naszła mnie pewna wątpliwość: skoro, jak mówią znawcy, jest to aż tak rzecz wierna oryginałowi, że niemal kadr w kadr się pokrywa- to ileż tak naprawdę wykazał tutaj inwencji reżyser?
Kto ma czas i nie odstrasza go żółwiowe tempo- i tak polecam.
szymalan
menetheris 16:25 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
I znowu się w pewnych kwestiach z tobą nie zgodzę. Mnie ten film oglądało się pierwszorzędnie- to w przypadku “Mrocznego rycerza”, rozglądałem się czasami po pokoju, choć i tak uważam tego Batmana za niemal wybitnego.
Snyder nie musiał wykazywać większej inicjatywy, wystarczy,że zrobił najbardziej klimatyczną ekranizację komiksu jaką do tej pory widziałem, aż przechodzą ciarki. Scenografia, wizualność, muzyka…powalają. Naprawdę zahipnotyzowali mnie “Strażnicy”.
A to,że trudno się utożsamić z bohaterami..sorry, ale z Darthem Vaderem też chcesz się utożsamić? To skurwiele, ja akurat widziałem w nich najwięcej człowieczeństwa, a nie w irytującym Brucie- bogaczu który ma problemy z koleżanką sprzed lat i jest tylko dodatkiem do genialnego Jokera.
Kryminalna zagadka też mnie tak nie interesowała,ale nadal oglądało się to dobrze, poza tym rozwiązanie mimo licznych przypuszczeń jeszcze w trakcie seansu jest szczerze zaskakujące(odnośnie samych pobudek, a nie przeciwnika-jako władcy zła, karła z kotkiem na kolanach ;D).
Tak czy siak, widzę,że ocena pozytywna, a więc coś cię tam ruszyło.
Widziałeś wersje kinową czy reżyserką(3h)? Reżyserska nie jest specjalnie godna polecenia, ma zaledwie kilka scen, które i tak nie były specjalnie potrzebne, chyba że mówimy o “Tales of Black Freighter”, to rzeczywiście prawdziwa gratka.
Pozdrawiam
szymalan 17:03 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
1. nowego Batmana widziałem po raz pierwszy w kinie. I to był odjaaaazd na krawędzi fotela :D A przy Watchmenie się wierciłem chwilami :(
2. Nie wiem co ma Darth Vader do tego hmm , on przecież jest negatywnym bohaterem i utożsamiać się mam z Lukiem Skywalkerem i resztą ^^ A po drugie mi raczej chodziło o postacie drugiego planu (jeżeli pierwszego mają być z założenia złe)- jak w Mrocznym.. był Michael Caine, Morgan Freeman- ktoś, kto rozluźnia atmosferę, jest bliższy ziemi niż Ci wszyscy superherosi. A Bruce Wayne sie zgadzam- facet jest nudny, ale jak to bogacz w filmie :D Ale już postać Batmana jest IMHO bardzo ciekawa ;)No a Joker to wiadomo-bezdyskusyjnie chyba najfajniejszy villain ostatnich lat
3. a dla mnie to wyglądało tak: najpierw mi zapowiadają fajny wątek kryminalny i “figa z makiem”- pokażemy Ci widzu 1,5 godziny wprowadzenia postaci :D nie żeby to zaraz skreśliło film. Ale czemu tak wolno to wszystko się wlecze ?
Dla mnie to podobny syndrom jak przy “Aż poleje się krew”- film byłby arcydziełem, gdyby tu i ówdzie poprzycinać sceny.
4. Tak, ocena pozytywna, bo jednak zUy to film nie jest. A zbyt wiele dostrzegam plusów, aby to totalnie skreślić.
5. widziałem wersję kinową (163 minuty).Widziałem kajś dostępną juz reżyserską, ale jak zobaczyłem ile to trwa to mnie ciarki przeszły XDDDDDD ja Do zwykłej wersji Watchmenów robiłem dwa podejścia dzien po dniu ;/
Pozdrawiam ^^
menetheris 22:56 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
To ma Vader do tego, że bynajmniej dla mnie “Strażnicy” nie są w dużej części bohaterami pozytywnymi.
pawcio 23:49 on 4 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
Ja jestem gdzieś pomiędzy tymi grupami, które wymieniłeś, bo mnie ani komiksy nie grzeją, ani ziębią. Tak więc ten film obejrzę z pewnością, ale… kiedyś. W tym roku mam jeszcze kilka pilniejszych premier do nadgonienia ;) I trochę mnie długością przeraziłeś – prawie 3 godziny!? Nie lubię ostatnio długich filmów, bo większość można by ze spokojem zakończyć pół godziny wcześniej :P
Pozdrawiam,
p.
Micielin 20:42 on 5 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
Filmowa adaptacja “Watchmenów” aż tak wierna oryginałowi nie jest, bo jednak niemało wątków zostało usuniętych. Nie mówiąc już o zmienionym zakończeniu. Obraz został także pozbawiony istotnego tła składającego się z trzecioplanowych postaci – zwykłych mieszkańców Ameryki. Komiks “Watchmen” ma to do siebie, że jest niezwykle wielowątkowy i wielopłaszczyznowy. Zdecydowana większość czytelników uważała, że tego komiksu zwyczajnie nie można zekranizować – na pewno nie w całości. Obawiano się sprofanowania komiksu uważanego za jeden z najważniejszych, prawdziwe dzieło. Bądź co bądź, mieli rację. Snyder uprościł film pod paroma względami, skrócił (sic!) i skupił się głównie na postaciach Strażników.
Nie można też odmówić inwencji twórcom obrazu. O ile starano się całkowicie przenieść lokacje z uniwersum Watchmenów (alternatywna Ameryka; miasta, cmentarz, dom Molocha…) to np. stroje bohaterów zostały wyraźne podrasowane – tak, aby odpowiadały dzisiejszemu widzowi, który obejrzał już niejedną ekranizację komiksu o superbohaterach (X-Meni, Batman). Tym samym, film ten może spełniać tę samą rolę, co komiks w czasie swojego pojawienia się. Ma nam pokazać świat bohaterów, których myślimy, że tak dobrze znamy, z zupełnie innej strony. Świat pełen zgryzoty, rozpaczy i szaleństwa. Trudno utożsamiać się z Watchmenami, wybierać spośród nich swoich ulubieńców. To są upadli bohaterowie, a ich opowieść jest maksymalnie pesymistyczna.
Opening wyśmienity, z pewnością na plus (oczko w stronę czytelników komiksu; zaprezentowanie przedstawicieli prądów popkulturowych, czy kulturowych, które zaistniały w Ameryce tamtych lat). Poza tym, atrakcyjne zrealizowanie pewnych scen. Moje ulubione: upadek z okna Comediana, jego pogrzeb, żart o klaunie “Paliaczim”, Dr Manhattan na Marsie. Pomysłowe (świetne!) wykorzystanie muzyki pozwoliło utrzymać niektóre sceny z dala od jakiegoś patosu, czy przesadnej wzniosłości.
Fakt, film “Watchmen” jest długi. Jednak mnie cały czas trzymał w napięciu. Ba, widziałem go w kinie dwa razy. Choć, na pewno miało na to wpływ moje zainteresowanie komiksem. Obraz jako ekranizacja nie jest znakomity, ale nie jest też tragiczny (jak mogli się spodziewać fanatycy Moore’a). Można tylko polecić ludziom pierwowzór i ostrzec, że jest w nim jeszcze więcej gadania, jak i mniej walk i akcji, niż w filmie.
Agniecha 15:15 on 7 lipiec 2009 Bezpośredni odnośnik |
no mnie niewiele może odstraszyć. Mojemu tacie się nie spodobało, a ja czekam na chwilę aż sama będę mogła obejrzeć ten film. nigdy nie zapomnę tego dnia, w którym nie udało mi się dotrzeć do kina na ten film :(
Nadeszły upragnione przez wszystkich wakacje. U mnie cały lipiec upłynie pod filmami, w których występują wspaniale zbudowani mężczyźni. Dominować będą filmy z dwoma mięśniakami – Brucem Willisem i Jasonem Stathamem. Dlatego na początku lipca pojawiły się notki “Szklana pułapka” oraz “Angielska robota”. Dziś na blogu znalazły się dwie nowe notki o komiksowych mięśniakach “Hellboy” oraz “Incredible Hulk”.
Gorąco zapraszam do odwiedzin i komentowania :)))
pozdrawiam ;**