The Lord of The Rings The Felloship of the Ring

Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia ******

p1

Nie zdarza mi się stawiać kompletu gwiazdek recenzenckich filmom rozrywkowym- wielkobudżetowym superprodukcjom z Hollywood, ale tym razem robię to bez nawet zadrżenia ręki. “Władca Pierścieni” w wykonaniu Petera Jacksona to coś więcej niż film, i coś więcej niż adaptacja powieści fantastycznej. I wiedzą o tym tylko Ci, którym dane było odkryć trylogię na tyle dobrze, że odnaleźli w nim… duszę. Coś niewidocznego, a obecnego na ekranie. Peter Jackson ożywił tolkienowski świat na naszych oczach.

Najpierw spłacę obowiązkowy dla pismaka haracz: fabuła. Z grubsza rzecz biorąc opowiedzieć to tego się nie da- film trwa prawie trzy godziny, a akcja rozgrywa się w świecie nie tylko złożonym, co zwyczajnie kompletnym i spójnym na tyle, że tylko obejrzenie go w całości, da na nam jako taki zrozumiały obraz tego co się tam rozgrywa…Dlatego ograniczę się do zarysowania ogólnej sytuacji. Cała akcja rozgrywa się w stworzonym przez genialny umysł profesora Tolkiena Śródziemiu, świecie, gdzie nie tylko hasają sobie ludzie i zwierzęta, ale i różne stwory: na przykład elfy, krasnoludy, czy orkowie. W “Drużynie Pierścienia” zastajemy ten fantastyczny świat w momencie, w którym w Mordorze niejaki Sauron (po wielkiej klęsce zostało mu tylko oko, reszty ni ma) podnosi swój wrogi imperialny łeb i zamierza przejąć siłą władzę nad wszystkim i wszystkimi. Jedyną szansą tzw. Wolnych Ludów jest zniszczenie ongiś ukutego przez ZłotoOkiego Pierścienia Władzy, ktory ma różne dziwne właściwości m.in. pozwala zniknąć po nałożeniu na palec, pozwala przedłużyć sobie życie, ale też szerzy cierpienie, zniszczenie, chciwość i nienawiść. Nie będę dokładnie tłumaczył na czym polega fenomen tego rodzaju biżuterii, bo zbyt dużo czasu by to zajęło, więc ograniczmy się jednego faktu: pierścień należy zniszczyć, ale nie byle jak i byle gdzie, ale tam gdzie stworzono czyli w Mordorze, w ogniu Góry Przeznaczenia. A że akurat ów pierścionek znajduje się przypadkowo w rękach małego hobbita z Shire, Frodo Bagginsa, to właśnie jemu powierzona zostaje ta ważka misja.

Tolkien dokonał rzeczy, która jest nieopisywalna. To tak jakby ktoś na Marsie wymyślił sobie Ziemię- całą jej geografię, języki, rasy, nazwy ludów, ba!, dynastie panujących władców, drzewa genealogiczne, pomymyslał wszystkie nazwy na mapach, ustalił daty wydarzeń, wymyślił toczące się wojny, przebieg walk, rozliczne strategie. On tego dokonał z Śródziemiem. Zafascynowany, jak wielu przed nim i wielu po nim, lekturą Peter Jackson marzył ,aby ktoś kiedyś nakręcił filmową adaptację tej powieści. Kilkanaście lat później został reżyserem- zrobił parę mniej i bardziej ciekawych dzieł (np. słynną Martwicę Mózgu, której wciąż boję się obejrzeć, ale kiedyś muszę xD) i szukał właśnie nowego pomysłu. Szybko na myśl przyszedł Władca Pierścieni: ukochana lektura z dzieciństwa. Tułając się od wytwórni do wytwórni z scenariuszem i paroma animacjami komputerowych bitew, szukał chętnych sponsorów. Tylko jedna zgodziła się zrealizować trylogię- i to na raz! Jedna, czyli New Line Cinema. Jedna zaryzykowała wszystko i zyskała kilka razy więcej.

Ze względu na osobisty stosunek i pasję reżysera, możemy mówić, iż jest to do pewnego stopnia jego autorska wizja- coś, co w Hollywood prawie-że nie istnieje. Oczywiście mówię “do pewnego stopnia” bo wiem, iż Jackson wspomagał się mocno rysownikami takimi jak Alan Lee, który wykonał szkice do najważniejszych scenografii m.in. Rivenndell. Przy pomocy armii ludzi, którzy przez 2 lata byli na wezwanie , w tym oczywiście samych aktorów, film który mu się udał, przewyższył oczekiwania wszystkich. Nawet tolkienistów.

Świat tego filmu po prostu żyje. Jest pełen interakcji, detali, złożoności.Wspaniale prezentują się plenery elfickich posiadłości, krasnoludowych podziemi, czy mordorskich kuźni.  Choć film pokazuje klasyczny podział na dobro i zło- nie wszystko jest tutaj tak oczywiste. Mędrzec Saruman zdradza i przechodzi na Ciemną Stronę Saurona (przymierze Dwóch Wież), Boromir chce ukraśc pierścień, choć powinno mu jak najbardziej zależeć na tym ,aby go zniszczono. Elfka Galadriela na moment mocno pożąda pierścienia i wydaje się postacią z leksza niezrównoważoną, nawet niebezpieczną. Noi najbardziej skomplikowana postać całego filmu , czyli Gollum: postać co najmniej podwójna, wypełniona pożądaniem jak i nienawiścią wobec Pierścienia Władzy, który już zdążył mu wyrządzić sporo szkód (szczegóły w 2 i 3 części).

Film nie jest jakąś interpretacyjna łamigłówką. Przekazuje rzeczy proste, by nie rzecz banalne. Honor, miłość, odpowiedzialność, przyjaźń. Takie hasełka można mnożyć- ale osobie nie znającej Władcy Pierścieni, ani w wersji książkowej ani tej filmowej, nic to nie powie. Zda się jedynie pustym banałem. Ale taka jest ta opowieść: prosta, życiowa, swojska. O powolnym pokonywaniu słabości, codziennym dążeniu do lepszego, żmudnym wyplenianiu z świata tego, co złe. Po prostu ujęto to w sztafaż wielkiego widowiska. Wspaniały spektakl ze wspaniałą oprawą. Wart każdej ceny i każdej sekundy. Emocji nie brakuje, a jak kto ma większą wyobraźnię i pasję- mentalnie przekroczy prostokąt filmowego ekranu i znajdzie się duszą, i ciałem w jednym z najwspanialszych światów powstałych w ludzkiej wyobraźni i zmitologizowanym przez utalentowanego hollywoodzkiego artystę.

szymalan