Minęły cztery lata. Coś przetrwało. Isla Sorna - bliźniacza wyspa Isla Nublar - okazuje się być faktyczną fabryką dinozaurów dla Parku Jurajskiego. Hammond (Richard Attenborough), chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o Sornie wysyła na nią grupę naukowców, z Ianem Malcolmem (Jeff Goldblum) na czele. Na miejscu naukowcy spotykają najemników przybyłych na Sornę z misją schwytania kilku gatunków i przetransportowania ich do San Diego…
Chyba każdego kiedyś, czy to w dzieciństwie, czy już w wieku dorosłym dopadła mania dinozaurów. Saga Jurassic Park jest właśnie smaczkiem dla takich dino-maniaków. Biorąc pod uwagę sequel, to jest ciut w tyle od pierwowzoru. Druga część przełomowej trylogii Spielberga wydaje się być toporniejsza, być może przez przesyt nadmiaru akcji. Widać gruntowną zmianę, jeśli chodzi o sequel, bo jest więcej akcji, więcej nowych gatunków dinozaurów, i mamy już przeniesienie akcji w stronę miasta. Jednak wydaję mi się, że Spielberg trochę się zagalopował i stworzył dziełko mniej przejmujące acz również godne uwagi. Nowością jest również pojawienie się nowych twarzy: Vince Vaughn czy Julianne Moore. Vince - jakby w tyle, ni to zabawnie, ni to poważnie. Julianne Moore - również niezbyt wyraźnie. Za to nieprzezroczysty jak dotąd był Goldblum. Nie muszę również wspominać o doskonałych efektach specjalnych i wspaniałej muzyce Williamsa, bo tego nie można zbagatelizować…
Ocena: 7/10
(pumex)