Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia ******

Wielki, epicki, niezapomniany- jakkolwiek nie nazwiemy którąś z części trylogii Petera Jacksona, żadne słowo wypowiedziane w ludzkim języku, nie odda tego, czym on faktycznie jest. Tolkien dokonał cudu. Tak, cudu. Napisał powieść – arcydzieło. Stworzył od fundamentów cały świat -Śródziemne- jego rasy, bohaterów i całą historię. Wymyślił języki, rozrysował drzewa genealogiczne, są też mapy. Po latach powieść przeczytał Peter Jackson, który potem lata czekał na ekranizację. Kolejny cud. Dane mu było zrobić to osobiście- reżyserowi, który co prawda objawiał talenty filmowe, ale nie na tyle, aby mu powierzyć realizację takiego widowiska. Jackson chodził od wytwórni do wytwórni i szukał chętnych do nakręcenia obrazu. Pokazywał powstałe w małej wytwórni z kilkoma komputerami proste efekty specjalne, które miały być podstawą gotowego obrazu. W końcu znaleźli się naiwniacy z New Line Cinema, którzy jako jedyni, odnaleźli w przedsięwzięciu jakiś potencjał i zezwolili nie tylko na nakręcenie wszystkich trzech części (inni myśleli z kolei tylko połączeniu całej trylogii w jeden film), ale na zrobienie tego praktycznie w jedynym czasie, bez odstępów. To się w historii kina jeszcze nie zdarzyło.Finalny produkt okazał się rzeczą przekraczającą czyjekolwiek wyobrażenia.
Film trwa trzy godziny, a po seansie widz domaga się jeszcze więcej. To absolutne mistrzostwo- reżyser w inteligentny sposób połączył możliwości nowoczesnej techniki z opowiadaniem hisorii po staroświecku, bez efekciarstwa, bez idiotyzów, bez skażenia amerykańską głupotą. Ten film nic od nas nie chce, nieczego nie oczekuje. Jest bezpretensjonalny, nie sili się na oryginalność, czy artyzm. Wydaje się niemal prezentem, czymś od serca dla serca. Posunął bym się dalej i powiedziałbym, że dla takich filmów powstało kino.
Peter Jackson wyszedł w glorii i chwale z tego projektu z prostej przyczyny. Zrozumiał powieść i dzisiejszego widza i jego potrzeby. Połączył to ze sobą i się mania zaczęła. Ze swojego przykładu mogę powiedzieć, że na początku, kiedy cała histeria się zaczynała dopiero “Lotr” był mi dość obojętny. Kiedy widziałem w kinie “powrót króla”, a był to szczyt szumu wokół filmowej trylogii, uznałem to za nudziarstwo czystej postaci. Kiedy jednak fala opadła i obraz spowszedniał, zabrałem się za trylogię od początku. Bez obciążenia, na spokojnie. Wtedy ten film ujawnił przede mną zupełnie inne oblicze. Zobaczyłem w nim nie arcydzieło, bo to wyświechtane słowo. Zobaczyłem w nim dzieło sztuki filmowej. Obraz, z którego blask bije w każdym kadrze. Dałem się porwać duszą temu filmowi. Obejrzenie na DVD materiałów dotyczących powstawania filmu, utwierdziło mnie w jednym. Tak jak napisałem na początku- Jackson zrozumiał książkę.
I to wydaje mi się najważniejszą zaletą filmu. Bo rozpisywać się nad stroną techniczną nie ma po co. Bo musiałbym się rozdrabniac nad miliardem elementów począwszysch od kostiumów, scenografii…kończąc na muzyce, udźwiękowieniu..etc…Hollywood dumnie pręży muskuły. Od strony realizacyjnej jest to rzecz perfekcyjna. Tu jednak mnie zachwyca przede wszystkim treść.
Reżyser kładzie nacisk na bohaterów i pierścień. Zna doskonale akutalny stan emocjonalny poszczególnych postaci i wie, jaki wpływ ma na to pierścień. Pierścień jako symbol wielkiej potęgi i władzy, z którą nie należy igrać. Której użycie ściąga sługi złego. The Master Ring lub jak kto woli The One Ring, to maleńki przedmiot, od którego zależą losy całego świata. Można by nawet powiedzieć, że to on jest głównym bohaterem filmu, bo to jego losy obserwujemy. On wpływa na decyzje i motywacje bohaterów. Jedną z najważniejszych, znaczących scen filmu, która została wymyślona [rzez scenrzystów, nie pojawiła się w książce, jest ta w której Frodo upuszcza w górach Pierścień i podnosi go Boromir. “Cierpimy męki i cierpenia dla czegoś tak maleńkiego”-mówi wtedy Boromir z Gondoru. Z twarzy poszczególnych członków Drużyny wyczytujemy ich stosunek do całej misji.
Cały film to jedna wielka przygoda, która swój początek ma w chwili w ktorej narrator mówi głosem Galadrieli: “Podniosła Go istota namniej do tego powołana. Hobbit , Bilbo Baggins z Shire’u(…) Nadchodzi bowiem czas, że Hobbici decydować będą o losach wszystkich.” stateczne rody hobbickie zyją sobie gdzieś tam, hen daleko. I nagle zaczyna się moment, w którym lud ten ma szanse udowodnić, że też się liczą w grze.
Pomiędzy Ludźmi, Hobbitami, Czarodziejem, Elfami i krasnoludami zachodzi autentyczna chemia, co przedłuża nieśmiertlenosć tego filmu. Może efekty specjalane się zestarzeją (już trochę się starzeją), jednak bohaterowie przetrwają i będa dalej żywi.
Wszystko zresztą w tym filmie się ze sobą integruje. Sceneriusz z aktorami, aktorzy ze scenografią (Rivendell <3), scenografia z efektami, a efekty komputerowe z dźwiękiem i muzyką.
Tak oto na podstawie wielkiek książki powstał wielki film. Sami widzicie, trudny do opisania i zrecenzowania. Ten film należy do tych, które lepiej się ogląda niż o nich mówi (znam takie, że jest dokładnie na odwrót).
szymalan
ly. 20:47 on 6 wrzesień 2008 Bezpośredni odnośnik |
Od ‘Drużyny pierścienia’ zaczęła się miłość do filmu ‘Władca pierścieni’ i można by się zastanowić teraz, czy zachwyt filmem bez znajomości książki jest sprawiedliwy. Chyba jest :] bo film ten sam w sobie to arcydzieło :)