Paranoid park

Paranoid Park ****

Kolejny film Gusa Von Santa o nastolatkach. Film to dość udany, ale w porównaniu ze “Słoniem”, mamy tu do czynienia z dosyć lekkim dramatem, któru jednak ogląda się dość męcząco. Bo tym razem przesadził von Sant z ilością spowolnionych medytacyjnych ujęć- nie zawsze zresztą są one uzasadnione. Stąd “Paranoi park” chwilami będzie dla widzów przyzwyczajonych do teledyskowych błyskotek rzeczą nie do przejścia, mimo krótkiego czasu trwania -80 minut.

Alex to nastolatek niby taki jak każdy inny, ale jednak inny. Rodzice się rozwodzą- w USA standard. Szkoła, koledzy i dziewczyny. Taki codzienne błahostki, które jeśli zabraknie dystansu do życia, urastają do rangi katastrof egzystencjalnych. Oprócz tego Alex jest też miłośnikiem jazdy na deskorolce i sporo czasu spędza w Paranoid Park- nielegalnym miejscu schadzek miłośników skateboardingu. Do tego jego dziewczyna myśli głównie o seksie, jego koledzy to też nie są osoby do pogadania. A nasz bohater trapiony jest przez problem, przez ogromne wyrzuty sumienia, które nie dają mu spokoju ani minuty.

To się stało w pobliżu Paranoid Park. Pożyczył nieznanemu facetowi deskę, a ten zaoferował mu piwo i przejażdżkę na pociągu (nie, nie “w’”, tylko “na”). Zauważył ich ochroniarz i w ułamku sekundy wylądował on pod kołami pociągu pędzącego po drugim torze. Teraz Alex ze swoim problemem, którego nie potrafi wyrzucić z głowy, pozostał niemal całkowicie sam.

O nastoletnim, dorastającym życiu młodzieży za wiele odkrywczego film nie ma do powiedzenia. Typowa historia nastoletniego bohatera, który nie umie pogodzić własnych demonów z własnym życiem (”Są inne problemy niż szkoła, koledzy i dziewczyny. Jak głodujące dzieci w Afryce, czy wojna w Iraku”)- zakłopotany, niepogodzony z życiem i ludźmi. Poważniejsze jest spojrzenie na owo poczucie winy. I na to, że nie ma jak rozwiązać problemu. Bo on nie skończy się przecież w momencie śledztwa, które zresztą wcale nie jest tu istotnym elementem fabuły, wręcz “wymogiem koniecznym” jest scena przesłuchania deskorolkowców przez policjanta. Najważniejsze są sceny w których bohater usiłuje zapomnieć o tym, co się stało, lecz otoczenie nie daje za wygraną, bo właśnie ktoś przychodzi do szkoły przesłuchać w tej sprawi albo ktoś mówi o tym w telewizji.

Do tego mamy tu wręcz studium piętna mordercy. Cały rytuał wyrzucania deski, zacierania śladów na ubraniach, prysznic- jakby miał z siebie zrzucić cały brud tego, co uczynił. Zresztą właśnie scena brania prysznica jest chyba w całym filmie najbardziej wstrząsająca- spuszczona głowa, kamera w milczeniu niemal przypatruje się chłopakowi, który jakby chciał całkowicie przestać istnieć, oderwać się od przyziemności, nie wracać do niej. O czym też dowodzi następna scena- pobudki w coś jakby szklarni. Kompletna izolacja.

Na szczęście nasz bohater znajdzie w tym jakiś klucz. Jego dziewczyna, z którą w końcu się przespał, okazała się jego moralnym przewodnikiem. Wyrzuć to z siebie, poczuj się lepiej- jakby zdaje się mówić w ostatnich wskazówkach do Alexa. I chyba ratuje mu psychikę przed całkowitym kryzysem.

Szkoda, że historia po 80 minutach się urywa. Tak nie zabradzo wiadomo co z tego filmy wynika. Dla mnie to studium poczucia winy wobec innych “stałych” życiowych problemów. No bo to się w gruncie rzeczy przedstawić udało. Sam film to polecałbym na DVD, w kinie może być nie do wytrzymania.

szymalan

Napisane w Dramat.

Napisz odpowiedź