Piraci z Karaibów: Na krańcu Świata

Piraci z Karaibów: Na Krańcu Świata ******

I rozbrzmiała piracka pieśń. Logo Walta Disneya, zielona autostrada oznaczająca filmy Jerry’ego Bruckheimera i rozpoczynamy seans. Na tle pochmurnego nieba widzimy stryczek. Za chwilę zawiśnie na nim mały chłopiec. Piraci rozpoczynają ponurą pieśń- wezwanie członków pirackiego Trybunału Braci do połączenia sił przeciwko zagrażającemu piratom całego świata lordowi Cutlerowi Beckettowi, wysłannikowi Kompanii Wchodnioindyjskiej, który ma na swoich usługach Władcę mórz: Davy’ego Jonesa. Aby piraci byli zdolni pokonać ich przebiegłego wroga, muszą wezwać do pomocy dawno zaklętą na Trybunale boginię Kalipso, która teraz zaklęta jest w ludzkiej formie. Aby to zrobić z kolei należy wykonać rytuał wraz z 9 talarami, których posiadaczami są piraccy Lordowie z całego świata. Niestety jeden z nich znajduje się aktualnie gdzieś na krańcu świata- w Luku Jonesa. Tia Dalma najpierw przywróciła życie kapitanowi Barbossie, teraz jest szansa na uratowane Jacka Sparrowa. Trzeba tylko znaleźć załogę (w Singapurze), statek (w Singapurze) oraz kapitana (w Singapurze- w osobie majestatycznego Sao Fenga). I już można ruszyć do Luku i ruszać do Zatoki Rozbitków na zgromadzenie Trybunału. Ale w filmie zrealizowanym za 300 milionów amerykańskich dolarów, nie wszystko może okazać się tak łatwe.

Głównym motorem napędzającym fabułę jest zdrada. Wszystkich możliwych wariantów zdrady w tym filmie nawet nie da się policzyć. Chwilami widzowie mniej uważni, nie będą wiedzieć kto aktualnie staje po czyjej stronie i dlaczego. Dzięki temu film, którego akcja dzieje się na morzach karaibskich, który kręcony był na Bahamach, robi się szalenie ciekawy i intrygujący niczym polityczny thriller. W zasadzie tak od 30 minuty możemy się dać porwać trzecim “Piratom” praktycznie w całości, ciałem i duszą. To najlepsza jak dotąd część trylogii. Skondensowano w niej wszystko co było znakomite w tej sadze, zmieniono lub dodano to czego brakowało. W pierwszej części brakowało efektownych zdjęć, w drugiej kapitana Barbossy, w obydwu nie było porządnej bitwy. A w trzeciej bitw jest w cholerę, w tym tytaniczna pod sam koniec. Do tego w jedynce nie było Davy’ego Jonesa, Tii Dalmy, Cutlera Becketta i Sao Fenga. Tutaj jest wszystko to, co dotychczas wymieniłem w ilościach niemożliwych do objęcia rozumiem, a nawet jest dużo dużo więcej (sam czas trwania: 161 minut!) . Powrócił Jack Sparrow (choć dość późno tym razem, ale za to nawiązką, bo w kilkunastu wersjach). do tego mamy klimaty azjatyckie, do tego mamy łomot w deszczu, zabawny ślub, a nawet kołysanie statku, który trzeba obrócić do góry pokładem.

W zasadzie musiałbym zamiast tej recenzji napisać list dziękczynny dla Gore’a Verbinskiego i jego ekipy. Nie potrafię pisać recenzji filmów, które uwielbiam, podczas których w ogóle nie zwracam uwagi na jakiekolwiek wady, czy błędy. No bo po jaką cholerę mam sobie psuć niezłą jazdę? W zasadzie takich filmów być może w ogóle nie powinno się krytykować, albo po prostu stwierdzić jak napisałem przy “Skrzyni Umarlaka”- albo film jest porywający i prześliczny, albo film nudny i odpychający. “Piraci” zawsze będą należeć do tej drugiej kategorii u mnie. Nie ma słów, które opiszą to co dzieje się z widzem kiedy widzi się kolejne salwy kul armatnich podczas bitwy, wszystko uświetnione wspaniałą nutą Hansa Zimmera, prawdziwego mistrza od kinowych widowisk. Nie ma słów, które opiszą piękno zachodów słońca, które komponuje się z falami morza w żywy obraz tuż przed nami. Za te 15 złotych, czy kilkadziesiąt jak ktoś kupił na DVD. 300 mln dolców budżetu, zaledwie 10 miesięcy produkcji (tyle wynosi różnica pomiędzy premierami dwójki i trójki) i cała ekipa, która stawiła się jak na rozkaz. Widać, że Ci ludzie kochają kino. Widać to w każdej scenie.

szymalan

Napisane w Przygoda.

Odpowiedzi: 5 do “Piraci z Karaibów: Na krańcu Świata”

  1. kazulka mówi:

    Nie widziałam jeszcze tego filmu, jednak sprawiłeś, że chętnie się do niego dobiorę :P Zapewne Twoja ocena nie jest chybiona. Czekam na kolejne perły geniuszu ;] Pozdrawiam :*

  2. szymalan mówi:

    kazulko najlepiej 22 w nocy,zasiąść i oglądać……przez 3 godziny zabawa wyśmienita.”na krańcu świata” to jeden z moich najskuteczniejszych poprawiaczy humoru…aha i koniecznie zobacz z polskimi napisami, niech lektor polski nie zepsuje Ci atmosfery;)

  3. krecik mówi:

    dlaczego twierdzisz, że lektor może zepsuć zabawę?
    ale tak nawiązując do recenzji, mnie chyba też dość skutecznie przekonałeś do obejrzenia tego filmu. Ale nie tylko tej części, ale pozostałych także.
    Tak powinno być, żeby aktorzy czuli scenę i kino, aby tworzyli naprawdę sztukę dla sztuki, a nie badziewie dla kasy. To trzeba mieć we krwi. :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie,Szymalanie.

  4. szymalan mówi:

    odpowiem na Twoje pytanie kreciku: miałem okazję zobaczyć kiedyś ten film lektorem: to był koszmar….w bitwach nie było w ogóle słychać dialogów, do tego częściej od tego co mówią bohaterowie, zabawniejsze jest to, jak mówią. A jak to odczuć oglądają z polskim lektorem, który na dodatek opóźnia dialogi? Nie wspomnę już o licznych pomyłkach, o utracie magii, i o tym, że dla nas, maturzystów, obcowanie z językiem angielskim, jest na wagę złota.
    co do drugiej części Twojego komentarza: wystarczy zobaczyć dokumenty z dodatków do wydania DVD “Piratów”, aby zobaczy, jak wyglądała praca, jak skrupulatnie i rzetelnie przyłożyli się poszczególnie członkowie ekipy do powstania tego filmu. A choćby się miało budżet nie 300,a 400 mln- ważne jest ile się poświęci siebie dla danego projektu.
    Kreciku, ja również bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :)

  5. ly. mówi:

    wreszcie skomentuję coś co widziałam :D
    z recenzją zgadzam się całkowicie, film porywa i to jest niezaprzeczalne. wszystkie trzy części. palce lizać (żeby nie powiedzieć oczy, bo to wydać by się mogło niemożliwe) :P

Napisz odpowiedź