Skarb narodów

***

Mam zaufanie do Hollywood jak twórców znakomitej rozrywki, zwłaszcza jeśli chodzi o megabudżetowe blockbustery, które przeżywają dziś złoty wiek. Lubię jednak produkty świeże (w miarę), uczciwie rozliczające się w widzem. Aha i żadnej nudy! To nie wchodzi w grę. Jak jest ze “Skarbem Narodów”?

Najpierw fabuła. Ben Gates (Nicolas Cage) chce rozwiązać zagadkę skarbu Templariuszy, zanim nie zrobi tego cyniczny rywal, wcześniej towarzysz Ian Howe. Skarbu tego szuka od 6 pokoleń rodzina Gatesów, jednak kolejne wskazówki, prowadziły tylko do kolejnych wskazówek. Gatesowie stracili reputację. Nikt nie wyda tak po prostu Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonyc facetowi z takim nazwiskiem. Na pewno nie zrobi tego piękna archiwistka Dr Abigail Chase (Diane Kruger znana z “Troi”). Więc wraz z pomocnikiem, geniuszem Rileyem,, Ben musi wkraść się po Deklarację, bo na jej odwrocie znajduje się rzekomo mapa do skarbu narodów.

Jest tu parę niezłych tekstów, jest parę świetnych rozwiązań w scenach akcji, ale całość robi niestety wrażenie tylko poprawnego rzemiosła. Nicolas Cage, jako nowy Indiana Jones jest być może największym zgrzytem filmu. Ani nie ma poczucia humoru, ani nie jest wiarygodny w scenach pościgów. Diane Kruger głównie statystuje, Sean Bean nie za bardzo wie chyba, w czym bierze udział, nawet Jon Voight rozczarowuje. Największą bolączką filmu jest niestety jednak scenariusz. Film zaczyna się wolno, zanim cokolwiek zaczyna “się dziać”, musimy odsłuchać tony niepotrzebnych dialogów, zobaczyć coraz bardziej idiotyczne miny NIcolasa Cage’a i zobaczyć kilka niezbyt pociągających stylistycznie miejskich pejzaży ( i nie tylko miejskich, co nic nie zmienia).

A przecież nie od dziś wiadomo, że jeśli chce się odebrać widzowi uwagę od początku, trzeba od razu zrobić łomot, tak jak to było w trylogii o “Indianie Jonesie”. Dalej jest trochę lepiej, cała sekwencja z kradzieżą Deklaracji Niepodległości dostarcza sporo napięcia i nuda ustępuje. Potem jednak znów kanał i kolejna spora porcja dennego dialogowania. Za bardzo całość chce być “Indianą Jonesem” Spielberga, a za mało się stara czerpać z niego co najlepsze. Scenarzysta bez umiaru mnoży zagadki które tylko prowadzą do kolejnych zagadek i finał niestety nie prowadzi do niczego.

Wielkie to rozczarowanie, ale znowu czego się spodziewać po produkcji Jerrego Bruckheimera, który sam się przyznał, iż wyłożył kasę na ten projekt, bo panowała akurat moda na książkę “Kod Leonarda da Vinci”, a film był w drodze. Więc nakręcił na szybko i bez specjalnego przemyślenia coś podobnego. Więc z połączenia “Indiany” i “Kodu” mamy “Skarb Narodów”, co już ociera się o groteskę. jak powiedziałem: Hollywood Ok, ale jeśli układ jest uczciwy. Ten niestety nie jest, bo nie tylko nie grzeszy oryginalnością, ale też korzysta jawnie z konkretnych produktów POPkultury bez cienia ironii.

szymalan

Napisane w Przygoda.

Jedna odpowiedź do “Skarb narodów”

  1. J.Ryder mówi:

    Nie zgadzam sie z ocena autora. Film byl po prostu swietny. Scenariusz, gra aktorow, efekty specjalne po prostu marzenie. Dla mnie 10/10 :-)

Napisz odpowiedź