(1934) Atalanta

****

Oglądamy zaraz na samym początku, jak młode małżeństwo wychodzi prosto z kościoła, akurat po przyjęciu sakramentu ślubu. Jednak zamiast kierować się na wesele i imprezować do białego rana, udają się do miasteczkowego portu L’atalante, aby wyruszyć w spokojny małżeński rejs. Na Atalancie jednak kapitanem jest człowiek bardzo dziwny: ekscentryk, wyglądający jak prosto z rynsztoka, nieogolony (ogólnie nie zadbany o siebie), infantylny do granic wytrzymałości i natrętny. Podobnie jego majtek. Zaczyna się niepokojąca gra psychologiczna pomiędzy ludźmi na statku, która powoli sięga granic wytrzymałości.

Pytania prostackie jak nic, rzucają się podczas seansu: No czego pragną świeżo upieczeni małżonkowie? Czy naprawdę dobre jest rozbuchane wesele, przedtem gromada ludzi stojąca i krzycząca przed kościołem? Lawina życzeń i prezentów, uścisków, pocałunków, podawania rąk etc.? Czy naprawdę tego oczekują? Bohaterowie tego filmu najwyraźniej nie za bardzo, więc uciekli od tej maskarady. Jednak pośród delikatnie szumiącej naokoło wody i względnej ciszy na pokładzie, spotkali niestety jak by to powiedział Osiołek ze “Shreka” - “taką niezręczną ciszę, co nie?” Tak naprawdę tutaj już na świeżo ich małżeństwo, miłość i zaufanie, zostało przetestowane. Kobieta: daje się zabawiać obleśnemu nieco kapitanowi. Mąż w ogóle się nie zainteresował swoją żoną podczas rejsu, choć ciągle jej obiecuje wielkie i pełne spokoju voyage. W tym nieustannym poczuciu niespełnienia i rozczarowania, jakie dała im próba stałego związku, próżno szukać romantyzmu. A jednak film potrafi zauroczyć. Przede wszystkim film jednak dostarcza sporo napięcia i emocji.

Szkoda, że nie dane nam było zobaczenie ewentualnych kolejnych dzieł reżysera “Atalanty” Jeana Vigo, który zmarł jeszcze nawet przed premierę tego filmu. Było to też jedyne długometrażowe dzieło Vigo- którego jest także autorem scenariusza. No i choćby przez osobę reżysera, warto podtrzymać pamięć o tym filmie. Ja polecam!

szymalan

Jedna odpowiedź do “(1934) Atalanta”

  1. Tusia mówi:

    Drogi Szymalanie nie przepadam za filmami starszej produkcji tymbardziej francuskiej aczkolwiek coś w tym filmie jest takiego intrygującego. Co do muzyki, osobiście mnie się nie podoba czegoś tam brakuje podobno piękno jest w prostocie…Moim zdaniem w filmie wykorzystano za dużo instrumentów dętych mimo, iż nadają “klimatu to odciągają nieco skupienie widza a poza tym bardzo dokładnie słychać przerywane przejścia między tatkami co personalnie psuje mi nieco odbiór całego dzieła. Pozdrawiam

Napisz odpowiedź