Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki *****

W ostatnim czasie nie było drugiego tak oczekiwanego przez widzów tytułu . No chyba, że “Casino Royale”, co jednak dowodzi jednemu: najbardziej czekamy na to, co już widzieliśmy, na naszych ulubionych bohaterów z przed lat. A do takich z pewnością wśród wielu widzów należy Indiana Jones. Nauczyciel historii i archeolog, który w wolnym czasie walczy z wszelkiej maści monstrami, zagadkami i tubylcami, w obronie największych sekretów światowej historii. Jego przygody opisywały trzy filmy Stevena Spielberga: “Poszukiwacze zaginionej arki” (1981), “Indiana Jones i świątynia zagłady” (1984) oraz “Indiana Jones i ostatnia krucjata”. Trzy świetne, niezapomniane filmy. Teraz Steven Spielberg proponuje znów poczucie tej samej atmosfery przygody i dobrej zabawy. Tego-po 19 latach- powrotu, nie wolno nam przegapić.

Fabularnie “Indiana Jones i Królestwo…” łudząco przypomina oczywiście poprzednie odcinki i zresztą bardzo dobrze, bo po co dokonywać zmian w czymś co sprawdza się tak doskonale na lekką i bezpretensjonalną rozrywkę na filmowy wieczór? Zgodnie więc z tymi zasadami, mamy więc na początku jak przystało na porządny hollywoodzki film Hitchcockowskie trzęsienie ziemi, a potem napięcie już rośnie aż do finału. Nieustannie się ze sobą przeplatają sceny z humorem, i z patosem, sceny akcji i żmudnego rozwiązywania zagadek. Tego się zresztą można było spodziewać: dzieje się tu sporo, akcja trzyma za gardło i nie puszcza, nie sposób się na tym filmie nudzić.

A czego tym razem szuka ten już 66 letni Indiana Jones? Oczywiście tytułowej kryształowej czaszki. Jednak nawet on sam, mimo że po tylu doświadczeniach, nie jest w stanie uwierzyć w jej nadnaturalną moc. Nie będę psuł zabawy powiem tylko, że czaszki szukają Sowieci i szukał ją pan Ox, który kompletnie oszalał na punkcie legend o tym artefakcie. Wszystko to doprowadzi do czegoś jeszcze innego, ale to już zobaczycie w kinie….

Znakomicie się ten film ogląda, ale aż tak bardzo by mnie zaskoczył gdyby nie parę szczegółów, które sprawiają, że jak bawimy się jak norka i wzruszamy się powrotem do korzeni. Film nie tylko bowiem fabularnie bliski jest poprzednim epizodom, ale Spielberg wyraźnie chce sprawić, aby widzowie poczuli się dokładnie jak podczas oglądania tamtych filmów, tylko że z po prostu inną fabułą. Stylistycznie wraca do początku. Do samego początku. Na przykład pierwsze oczko puszcza do widzów już w pierwszych sekundach, kiedy logo Paramount Pictures jak żywe przypomina to stare, z zabrudzonej taśmy filmowej z lat 80. i przechodzi w widok wysokiej góry o kształcie tej z loga. Potem pojawiają się napisy początkowe, pisane tą samą czcionką co choćby w “Poszukiwaczach..”. Naprawdę pomysł trafiony w dziesiątkę ,od razu czujemy ten znany nam klimat. Dalej: mamy tu tą samą co w każdej części “Indiany” scenę jak prof. Jones prowadzi lekcję i nagle ktoś wchodzi i mu przerywa. Albo jeszcze coś: dalekie podróże, kiedy widzimy na ekranie mapę i rysującą się drogę czerwoną krechą. Tak samo jak w starych częściach- wszystko to robi wrażenie jakby filmu nakręconego w latach 80.

Myślałem sobie: Co za bzdura pozwolić Harrisonowi Fordowi w tym wieku grać w takich produkcjach. I co sie okazało? Ford ma kondycję , że niejeden 40-latek chciałby mieć taką. Dalej ma poczucie humoru, biega, przeskakuje i strzela, i walczy. Reszta aktorskiego towarzystwa wypadła równie dobrze, z szczególnym uwzględnieniem Cate Blanchette: świetnie się sprawdza jako Rosjanka o złym sercu i złych zamiarach. Shia La Beouf trochę ofiara losu, ale co każe scenariusz pewnie zrobił jak należy. Myślę, że następne epizody już będą należeć do niego, bo przejmie pałeczkę, tym bardziej że gra tu syna tytułowego bohatera.

Mówiąc w dwóch zdaniach: “Indiana Jones i Królestwo Kryształowej czaszki” to fantastyczne widowisko, które udowadnia, że Spielberg wciąż potrafi aranżować świetne kino przygodowe dla każdego, które nawiązuje tradycjami do starych epizodów, zaś kiedy pojawia się prawdziwa akcja, efekty specjalne prezentują dzisiejszy, wysoki poziom. John Williams w dodatku przygrywa swoją znaną partyturą, która się nie zmieniła od 1981 roku, tylko uległa lekkiej kosmetyce, a polak Janusz Kamiński, znów zachwyca potęgą swojego obrazu który maluje przy pomocy kamery. Świetny film i tyle, na który trzeba się obowiązkowo wybrać, ja już myślę o wydaniu DVD.

szymalan

PS. Są ludzie, bardzo dziwni ludzie, którzy uważają się za wielkich fanów starego Indiego i pewne elementy nowej części (nie zdradzę jakie) im w ogóle nie pasują i jadą po filmie ostro. Bzdura! To film przygodowy i scenarzysta ma prawo “iść na całość”. Spielberg się na tyle zasłużył w kinematografii rozrywkowej, że ma prawo umieścić w takim filmie, co mu się podoba. Taki film to rozrywka, więc proszę mi nie mówić, że jakieś sztywne granice muszą być zachowane. Bzdura powiadam!

Napisane w Przygoda.

Odpowiedzi: 3 do “Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”

  1. CCZ mówi:

    Mała uwaga - o ile rzeczywiście Harrison Ford ma już te 66 lat, o tyle jego bohater jest parę lat młodszy - Indiana Jones urodził się w 1900 roku ;) - pozdrawiam

  2. LD Manaroth mówi:

    Film świetny, mógłby być lepszy ale ciężko sie przyczepić do czegokolwiek. A jak sie go ogląda w takim pięknym towarzystwie co ja :D

  3. Kasia mówi:

    Zgadza sie, film był długo wyczekiwany. Ludzie dużo o nim dyskutowali, o tym jaki będzie, próbowali przewidzieć- odgrzewane kotlety czy coś naprawdę dobrego i porywającego.
    Zgadza się, film trzeba było obejrzeć, chociażby po to, żeby mieć własną opinie i zająć odpowiednie stanowisko- za, przeciw lub w środku- w tzw.bagnie (jak to za czasów francuskiej rewolucji :P).
    Ja konkretnie zasiadam w bagnie, niestety.
    Zgoda- było dużo śmiechu. Lecz czy zawsze śmialiśmy się z rzeczy zabawnych?
    Miło było obejrzeć kilka powtarzających się ,,epizodów”, charakterystycznych dla Indiany, jak np.paniczny strach przez wężami (oklaski za pomysł i wykonanie) oraz mający ogromną wartość mentalną słynny brązowy kapelusz.
    Mimo wszystko akcja była, lecz prowadzana w tak ponad-nad-ponad-nad naturalnym toku, że parę razy zdarzało się zrobić: YY.AHA.
    Moim skromnym zdaniem poprzednie części były nieporównywalnie lepsze, a 4 część nawet zbędna. W moim mniemaniu popsuła całokształt sagi filmów o nieustraszonym belfrze.
    Próba, eksperyment- ale czy udany, to już nie mi oceniać ;)

Napisz odpowiedź