Sierociniec
maj 9, 2008 autor szymalan
*****

Guillermo del Toro, nie wyreżyserował, jak swoje poprzednie arcydzieło “Labirynt Fauna” osobiście, lecz powierzył “Sierociniec”- film nie banalny, trudny w zrobieniu i opowiedzeniu film, debiutantowi Juanowi Antonio Bayonowi. Mimo paru zgrzytów, jak na debiut wyszło wprost znakomicie.
Laura spędziła dzieciństwo dorastając w sierocińcu, otoczona troskliwą opieką wychowawców i przyjaźnią dzieci, które były dla niej niczym bracia i siostry. Teraz, jako trzydziestoletnia kobieta, wraca w „rodzinne” strony wraz z mężem Carlosem i siedmioletnim synkiem, Simonem. Jej marzeniem jest ponowne otwarcie porzuconego przytułku i stworzenie ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych.
Nowy dom i tajemnicza okolica pobudzają wyobraźnię Simona – chłopiec zaczyna snuć nieprawdopodobne opowieści i wymyślać nie do końca niewinne zabawy… Sytuacja ta zaczyna bardzo niepokoić Laurę, tym bardziej, że przywołuje echa dawno zapomnianych, dręczących wspomnień z jej własnego dzieciństwa. Jest przekonana, że coś przerażającego kryje się w murach starego domu. Coś, co tylko czeka, by się ujawnić i wyrządzić ogromną krzywdę jej bliskim…
Debiuty powinno, jak mówi jedno z przesłań “Ratatuja”, się chronić. Nie będę zatem wieszał psów za wady filmu, ale obiektywnie tylko je wymienię. Zresztą, to najciekawszy debiut tego roku, jak na razie. Jest to horror utrzymany w poetyce i “Labiryntu Fauna”, i “Innych”, a także “Szóstego zmysłu”. Z każdego po trochę, a dzięki umiejętnemu posługiwaniu się poszczególnymi elementami obrazu, “Sierociniec” przebił tamte tytuły, z wyjątkiem nieznacznej przewagi, wciąż arcydzieła fantastyki “Labiryntu fauna”.
Mamy tu po raz kolejny już do czynienia z motywami, które znamy już filmów po wielokroć. Jest więc dziecko, które ma wyimaginowanych przyjaciół, stanowi doskonałe medium pomiędzy “obydwoma światami”, są rodzice którzy mu nie wierzą, są traumy z przeszłości, które odbijają się na teraźniejszości, jest nawiedzony dom, który straszy. Jednak dzięki wyrafinowanej grze wyobraźni, dzięki bardzo dobrze napisanemu scenariuszowi i umiejętności zszywania poszczególnych elementów w spójną całość, film ogląda się jak kinowy powiew świeżości.
Jest to film też przerażający, bardzo sugestywny wizualnie, mimo, iż chwilami brakuje intensywności jak choćby mroku, tak potrzebnego w horrorach. Mimo, iż sztuczki na wystraszenie widza nie grzeszą oryginalnością, to są, trzeba przyznać, autentycznie skuteczne. Co, rekompensuje chwilami zachwianie prawidłowego dla obrazu tempa akcji, które chwilami wydaje się po prostu zbyt ślamazarne.
Dużo jednak pomniejszych błędów i niepotrzebnych ujęć, film rekompensuje zaskakującą jak na horror bogatą treścią. Bo tu jest na co wyczekiwać. Mnie osobiście zakończenie poprawiło znacznie, odbiór ogólny całego filmu i podniosło ocenę.
A o czym to film? Przede wszystkim o bardzo niebezpiecznym igraniu sobie ze śmiercią i życiem. O takiej niebezpiecznej zabawie, która jest w stanie doprowadzić do czyjejś lub swojej tragedii. Jednak rodzi się pytanie: co jeśli ta idiotyczna nieco, balansująca na granicy dwóch światów- realnego i fantasmagorycznego- zabawa, może doprowadzić nas do tego, co kochamy? Czy warto tak ryzykować- tak daleko się posuwać, czy naprawdę warto?
Im mniej widać w tym filmie, tym jest on ciekawszy. Podobnie jak w “Innych”- nie wiadomo do końca, o co chodzi. najbardziej oczywiste skojarzenia to przede wszystkim: powrót do dzieciństwa. Nie przypadkiem akcja wraca myślami w filmie do lat 70. - nikt za czasów generała Franco nie interesował się losem sierot. Kiedy znikały bez wieści, żadne prawo obowiązujące, nie nakazywało ich szukać. Za czasów dyktatury generała, katolicyzm sprowadzono do jego ludowego, pełnego zabobonów wymiaru. Wiara Hiszpanów naznaczona była ranami. Rana wojny domowej, światowej, totalitaryzmem. Wszelkie tego rodzaju doświadczenia wyzwalają w człowieku naiwną wiarę w rzeczy nadprzyrodzone, głównie duchy, czy możliwość kontaktu ze światem zmarłych(zwłaszcza, jeśli chodzi o dzieci). To widać w filmach Carlosa Sury, Pedro Almodovara a teraz też w produkcjach Guillermo del Toro.
Wspomnę jeszcze, że udało się też obsadzić dobrze aktorów, a zwłaszcza Belen Ruedę, która jako matka chłopca, niemal w całości uniosła cały dramatyzm filmu na swoich barkach. Delikatnie, bez przesady balansuje na granicy metafizyki i zdrowego rozsądku. Z kolei Geraldine Chaplin, największych sceptyków na świecie jest w stanie przekonać, o istnieniu zjawisk paranormalnych.
Naprawdę: horror z ambicjami, który straszny, wzrusza i pobudza do myślenia, musi być wielki. Obdzielam go pięcioma gwiazdkami-bo taki seans trzeba uczcić (tyle miesięcy, nawet lat, czeka na się na ten “jedyny” horror) .
Czekam na następny film, podpisany przez Guillermo Del Toro lub samego Bayona.
szymalan
no coż, nic dziwnego,że losem sierot nikt sie nie zajmuje. Nie wiem czy teraz w domach dziecka są tacy czuli wychowawcy. Trudno mi też wyobrazić sobie, żeby koleżanki i koledzy z domu dziecka traktowali się jak bracia, Według mnie to tam jest wyścig szczurów, ale w filmie wszystko może się zdarzyć.
Recenzja jak zwykle sumienna i obiektywna.
A co do debiutu, to początki zawsze są najtrudniejsze i myśle, że będzie jeszcze sporo ciekawych filmów Juana Antona Bayona
Swietny film. Najpierw [REC] teraz sierociniec. Hiszpani zaczeli bardzo dobre filmy krecic. Daje 9/10 bo film byl super, trzymal w napieciu do samego konca. Oby tak dalej
Tak, Hiszpanie obudzili się z wielowiekowego snu, oszołomieni - co to kamera? - zaczęli wchodzić w światek filmowy. Bujda.
Hipszanie zawsze mieli dobre kino, choćby Almodovara który jest jednym z największych reżyserów. Filmy fantasy w ostatnim czasie to nie są jakiś boom tylko inicjatywy samego Guillermo del Toro. Taki ma styl po prostu. Sierociniec powstał w końcu też jego bacznym okiem. Chętnie sam zobaczyłbym jeszcze coś w podobnej stylistyce
po obejrzeniu zwiastuna w kinie byłem podniecony by obejrzeć ten film koniecznie. Obejrzałem. Moim zdaniem mocno przeciętny i w ogóle mnie mnie nie wciągnął. Pozdrawiam