*****

Uznany angielski reżyser nakręcił film o emigracji zarobkowej w Anglii. Jednak wbrew nietrafnie przetłumaczonemu (na potrzeby polskiej dystrybucji)tytułowi, “Polak potrzebny od zaraz” nie jest historią o życiu Polaków w Anglii. O tym, że są kłótliwi, wymagający, niewykwalifikowani, nieznający języka. Ani o tym naszym ulubionym micie, że emigracja ta jest dowodem że Polak potrafi, a także że stanowi oskarżenie polskiego rządu, że ten nie umożliwił im pracy w ojczyźnie. Ken Loach zdaje sobie sprawę, że nie może nakręcić takiego filmu, bo musimy to zrobić my, prędzej czy później. Konsekwentnie dba o to, aby nie wyjść poza swoje “podwórko”.
Dlatego główną bohaterką jest Angie. Seksowna, trochę punkowa angielka, która zajmowała się legalnie pośrednictwem pracy dla emigrantów. Jednak już na samym początku filmu, bohaterka traci zatrudnienie, oskarżona o molestowanie. Mówi, że miała już 50 różnych miejsc pracy, była regularnie nabijana w butelkę, regularnie wyzyskiwana. Żyje na kredytach, ma fatalne stosunki z swoim ojcem, nie potrafi wychować dorastającego syna. Teraz ona staje się wyzyskiwaczką, prowadzi teraz niemal tą samą działalność, ale nielegalnie. Bez licencji. Zapuszcza się w gąszcz pół-etycznych, półlegalnych interesów na tyle, że kiedy wraz z przyjaciółką Rosie postanawiają założyć własną agencję, taką całkowicie legalną, jednak przyjmuje ofertę szybszego zarobku.
O tym jest film: o horrendalnych warunkach rynku pracy, który nie funkcjonuje w biurach oszklonych, ale gdzieś na przedmieściach Londynu, przy śmietnikach, obozach kempingowych. Gdzie pracownicy stanowią tanią siłę roboczą, żywy towar, którym skorumpowany system może zrobić co chce. Nieskończony korowód wielojęzycznej emigracji, którą traktuje się trochę jak bydło, ładuje się do vanów wskazuję się im palcem gdzie iść,wrzeszczy się, niejednokrotnie odprawia z kwitkiem.
Bohaterka (świetna Kierston Wareing) z jednej strony szuka w sobie ostatnich pokładów empatii, kiedy , wspomaga przymierającą głodem Irakijską rodzinę, której oferuje nocleg i zatrudnienie dla głowy rodziny. Ale z drugiej strony sama potrafi być bezczelna , wsiąść na motor, założyć skórę i paradować niczym wielka feministka oczywiście od nikogo niezależna i wolna. A i potrafi też zadzwonić po dwójkę swoich pracowników, bo akurat ma ochotę na niezobowiązujący seks.
Praca w Anglii często jest szarą strefą : bez żadnych papierów i umów. Zawsze jednak – i tą , która załatwia pracę, i Ci którzy jej szukają-mówią sobie: “Ok. to jeszcze te jeden raz. Następny raz wszystko będzie już w pełnej zgodności z prawem”. Pokusa wisi nad bohaterami niczym fatum. “Bo przecież chodzi tylko o jakiś start, potem już wszystko się jakoś ułoży”.
Bo to przecież wolny świat, jak mówi nam dosłownie tytuł filmu. It’s a free world. W angielskim żargonie znaczy to wyrażenie również “mam to gdzieś”, “radź sobie sam”. O takim to właśnie wolnym świecie mówi film Loacha, gdzie liczy się przede wszystkim mój osobisty sukces, bo przecież ja sam mam rodzinę i dziecko i też należy mi się coś, jak haruję 12 godzin jak wół od rana do nocy. Jasne, jeśli pomożesz mi w przekręcie , wtedy może okażę Ci wdzięczność.To brutalna walka o początek własnej wolności, która się rozgrywa na naszych oczach.
Ken Loach opowiada to wszystko bez silenia się na stylizację czy to na dokument, czy na paradokument. Nie robi nam dzieła sztuki filmowej, nie czyni z “Polaka potrzebnego od zaraz” dzieła o reportażowym zacięciu. Stara się tylko uchylić trochę prawdy o ludziach, którzy znajdują się w pochrzanionym systemie, niemal bez wartości. Celowo realizacja sprawia wrażenie niezbyt dopracowanej.
Angie samotnie wychowująca swojego synka, miała szansę poznać miłego faceta z Polski, Karola, który jednak stanowi totalny kontrapunkt wszystkiego, co oglądamy na ekranie. Jako jedyny zachowuje dystans, patrzy na ten rynek z dwóch stron, dostrzega że winą należy zdaje się obarczyć kogoś wyżej niż tylko pośredników. Ale i widzi sponiewieranych przez tych ostatnich właśnie prostych ludzi, którzy nie mają szans na życiowy sukces w Anglii. Co do jednego nie ma za to wątpliwości: on ma. Zna język, zna ten “światek” dobrze, wie czego oczekuje mniej więcej od życia. On jako jedyny wie, jak mówi na końcu “że nie chodzi tu tylko o pieniądze”, kiedy bohaterka za udzieloną jej pomoc przez niego wręcza mu grubą kopertę.
Gdyby tylko obydwoje spotkali się w innych okolicznościach…. Pozostaje nam film o utraconym micie, o utęsknionej obiecanej nam przez Europę wolności. Tego obrazu nie wolno nam przegapić. Zbyt ważny to film, choć dopiero otwiera dyskusję właściwą do tematu.
szymalan
J.Ryder 18:46 on 6 maj 2008 Bezpośredni odnośnik |
Bale idealnie pasuje do tej roli. Film bardzo dobry, trzyma w napieciu. Troche nietypowo sie konczy. Daje 8/10 :-)