Poszukiwacze zaginionej arki

****

Zanim zdążymy zobaczyć czwartą najnowszą partię przygód Indiany Jonesa, przypomnijmy sobie , jakie dotychczas były przygody- za czym to się jak dotąd uganiał ten Harrison Ford.

Indiana Jones jest nauczycielem historii, jednak w wolnych chwilach w ramach poszerzenia swoich historycznych horyzontów udaje się na liczne wyprawy, aby wśród blasku mieczy tubylców ,paszczy krokodyli, czy pajęczych sieci, poszukiwać zaginione skarby historii. Jego pierwszą filmową przygodą, a właściwie, wręcz misją, jest odnalezienie starożytnej Arki Przymierza, która kryje w sobie tablice z zapisem 10 Bożych przykazań. W około szaleje zawierucha II wojny światowej, a Hitler chce znaleźć Arkę, bo dzięki niej, jego armia już nigdy nie poniesie klęski. Zatem zadanie Indiany zacne, więc będzie mu można pokibicować.

Tylko po co, skoro z góry wiadomo jaki będzie finał? NO choćby z sentymentu. Spielbergowski “Indiana Jones” nie jest oczywiście wysokich lotów widowiskiem z jakąś metaforą, czy filozoficznym podtekstem. Jest stuprocentową rozrywką. Niczym dzisiejsze blockbustery nie różnią się od tamtych sprzed 20 latpoza efektami specjalnymi, które tu raczej śmieszą). Kreuje się je wg zasady: dla każdego coś miłego. Jest więc przede wszystkim przygoda- wielka, pełna odwagi, męstwa i emocjonująca. Jest humor: Jones nie wie, kiedy pozwolić sobie na żart- i dlatego jest taki zabawny. Jest wzruszenie, jest strach- przerażające węże i pająki. Czający się zewsząd wrogowie. Ogółem: hałaśliwy lunapark, w którym wszelkie chwyty są dozwolone i wszystko może się wydarzyć.

Chwilami film się trochę dłuży, szczególnie w środkowej jego części, kiedy akcja zwalnia dość gwałtownie, a bohaterowie snują mało błyskotliwe pogawędki. Potem prawie do końca film ogląda się bez zgrzytów, tylko najgorzej wypada zakończenie, kompletnie nijakie, przyprawione okropnymi efektami specjalnymi.

Bohaterowie są sympatyczni niczym pluszowe misie, złe charaktery czasem też. Generalnie fajne oglądadło dla całej rodziny, które ogląda się lekko i szybko się o nim zapomina.

No warto, jakby kto pytał…

szymalan

Napisane w Przygoda.

Odpowiedzi: 2 do “Poszukiwacze zaginionej arki”

  1. kurak mówi:

    “tylko najgorzej wypada zakończenie, kompletnie nijakie, przyprawione okropnymi efektami specjalnymi.”

    Bluźnisz. Efekty w finałowej scenie Poszukiwaczy Zaginionej Arki to legendarnie dobre jak na tamte czasy bajeranctwo! Kiedy po raz pierwszy widziałem ten film (fakt faktem, jako mały szczyl w latach 90), to właśnie one najmocniej zapadły mi w pamięć. Wiadomo, że jakby teraz ktoś je zrobił, to by raczej śmieszyły - ale pamiętajmy, kiedy powstały i oddajmy im należny hołd ;).

    “Generalnie fajne oglądadło dla całej rodziny, które ogląda się lekko i szybko się o nim zapomina.”

    Nie wiem jak Ty, ale ja o Indianie Jonesie nie zapomnę nigdy. Król filmów przygodowych i tyle! :D

  2. krecik mówi:

    no cóż… jeżeli film jest dobry to powinien wryć się w pamięć. Rozwaliło mnie hasełko “Bohaterowie są sympatyczni niczym pluszowe misie” , nie pokazuj nigdy tego naszej Natalce, bo Cie zje :) hehe
    A co do filmu, nie lubie typowych zakończeń, i początków, ktore sugerują szczęśliwe zakończenie, film powinien trzymać do końca w napięciu.
    Zresztą, jaki może być koniec przygód fanatyka historycznego? Rozczochrana czupryna i przymrużone oczy, ale i tak wychodzi zawsze z wszystkiego obronną ręką niczym Polacy po bitwie pod Grunwaldem
    :)

Napisz odpowiedź