(1925) Pancernik Potiomkin
maj 1, 2008 autor szymalan
*****

Kiedy wybierałem plakat z filmu, który ma upiększyć recenzję “Pancernika” na naszym filmo-blogu miałem dość spory wybór, trzeba przyznać -ponad 35 jak mi się zdaje. Czemu komuś zależało aż na takiej reklamie tego filmu? Bo powstały w 1925 roku obraz Siergieja Eisensteina to nic innego, jak fabularna radziecka propaganda. Czego zresztą mogliśmy się spodziewać po filmie z tego okresu made in ZSRR? Tylko kłopot teraz, jak coś takiego ocenić…
Film opowiada w sposób możliwie jak najbardziej zakłamany o wydarzeniach z roku 1905, kiedy w Rosji wybuchła rewolucja. Jej przyczyną były nie tylko kolejne klęski armii radzieckich w Japonii, ale przede wszystkim krajowy kryzys gospodarczy, bezrobocie, szalejący głód. Liczne bunty w armii, miały zwrócić uwagę władzy na zaistniałą sytuację, która z dnia na dzień się pogarszała.
Jednym z takich buntów był ten na okręcie wojennym “Potiomkin”. Spora grupa marynarzy wojennych, zbuntowała się przeciwko katastrofalnym warunkom gastronomicznym na pokładzie. Mięso było stare i robaczywe. Przyrządzony barszcz był jeszcze gorszy. Ci, którym się to nie podobało, zostali skazani przez oficera dowodzącego na śmierć.
Wtedy doszło do powstania. Marynarze wygrali. Zabili kogo trzeba, przy jednoczesnej utracie jednego ze swoich (tego, który de facto rozpoczął bunt). Poprzysięgli zemstę. Chwilę potem oglądamy jak przypłynęli do portu w Odessie. Tam ludzie powitali ich z prawdziwym współczuciem, ale i jak bohaterów narodowych. “Precz z caratem”, “Chcemy przyszłości”- skandują tłumy dobre 15 minut.
I za chwilę niczym grom z jasnego nieba, niczym kara za te słowa- pojawia się cała eskadra, która dokonuje słynnej z tego filmu “Masakry na schodach Odessy”. Cała sprawa (ale niestety jeszcze nie cała wojna), rozstrzygnie się w podczas morskiej bitwy, pomiędzy marynarzami pancernika “Potiomkina” i eskadrą caratu.
Film przypomina jak żywy, grecką tragedię. Podzielony na 5 części (niczym akty w sztuce) obraz, był nowatorski od strony budowania napięcia. Sceny są długie, ale służą powolnemu zbieraniu się chmur nad całością, dramaturgicznie się rozkręca powoli, aby później eksplodować akcją i emocjami. Rośnie też stężenie patosu. Do najlepszych scen należą zbiorowe w Odessie. W końcu to jawny symbol komunistycznego systemu- całe masy, które idą za jednym lub za garstką jednostek.
Wszystko to robi wrażenie: ozdobione bardzo nastrojową muzyką, dynamicznymi dialogami (które oczywiście musimy czytać) i przepięknymi marynistycznymi krajobrazami- co wszystko, jak mniemam ma tylko zahipnotyzować widza i działać jak przekaz podprogowy: odwrócić uwagę od celu najważniejszego. Czym film jest dla nas i w dodatku dziś? Niczym chyba. Ani rozrywki, ani wiedzy historycznej, ani jakiejś mega-kreacji aktorskiej. Taki pseudohistoryczny dramat, który możemy podziwiać tylko za kunszt techniczny. Może ktoś dorzuci coś jeszcze?
szymalan
Szym, mam jedno zapytanie. Dlaczego “Potiomkin ” ma wyższą ocenę od np. takiego niepozornego Nosferatu? Choć piszesz, że nie jest dziełkiem powalającym.
Ogółem obiło mi się o uszy, że to cholernie nudny film, dlatego (raczej) nawet nie przystępuje.
Pumex, bo właśnie “Nosferatu” jest taki właśnie “niepozorny”, grzeczny, poprawny. A Potiomkin? Nigdy nie widziałem tak specyficznego filmu. Właśnie mnie on trochę intryguje, mimo iż ciężko w ogóle wynieść z niego coś więcej(chodzi mi głównie o wiedzę historyczną z tamtego okresu). Powiem tak: dla zwykłego widza to będzie raczej nudne (o czy mówię właśnie w ostatnim akapicie), a dla konesera to prawdziwy rarytas, rodzaj filmowej ciekawostki. Zaliczam się do tych drugich, stąd taka ocena. A Nosferatu ma mniej gwiazdek, bo jest wolny, nudny, mimo, że klimatyczny. I za to ma cztery.
Pumex nie narzekaj, tylko obejrz “Pancernika”, bo nie jest “cholernie nudny”. W końcu trwa tylko 73 minuty. Wytrwałeś “Nietolerancję”, to “Potiomkin” będzie bułką z masłem dla Ciebie.
Poza tym, że cholernie nudny - to też cholernie ważny dla kina, także może warto jednak się zmusić, poszerzyć porównania o klasyk…
Pierwszy film z dynamicznie zastosowanym montażem scen. Chyba chociażby dlatego warto go obejrzeć
właśnie…kurak rację ma.