Gorączka złota ******

Dla takich filmów powstało kino- nasza X muza. Arcydzieło Charlie Chaplina, które weszło do historii kina i prawdopodobnie nigdy już się nie zestarzeje. Jest tym odmienne od innych filmów tego reżysera, że kończy się Happy Endem. Nie ma tu właściwie miejsca na żadne dyskusje: film trzeba zobaczyć. Tym bardziej, że ściąganie go z internetu, publiczne wyświetlanie nieoficjalnie, jest już już najzupełniej legalne.
Charlie Chaplin stworzył w tym filmie jedną z najsympatyczniejszych kreacji, jaką prawdopodobnie spotkamy na dużym ekranie. Nieco niezdarny człowieczek, z kapelusikiem na głowie, opadającymi spodniami zawiązanymi sznurkiem oraz z charakterystycznym sposobem chodzenia, to postać, która w “Gorączce złota” poszukuje właśnie…złota. Pamiętamy słynny zryw ludu w latach 20, kiedy wszyscy amerykanie ciągnęli do Sierra Nevada i innych miejsc, w poszukiwaniu złóż bogactwa i sławy.
My poznajemy troje takich przybłędów: znanego nam już bezimiennego bohatera z kapeluszem, Wielkiego Jima i “Czarnego” Larsena- dwóch poszukiwaczy nie tylko złota, ale i jedzenia.Chaplin będzie śledzony przez niedźwiedzia, trafi do domu gdzie będzie walczył z śnieżycami, wiatrami i głodem, potem pozna Georgię, w której zakochana się od pierwszego wejrzenia, a na końcu stoczy nawet walkę o życie własne i swojego towarzysza.
Charlie Chaplin osobiście zawsze mówił, że “Gorączka Złota: to jego najlepszy film w karierze. Udało mu się w sposób mistrzowski dokonać bardzo ważnej rzeczy, z punktu widzenia narracyjnego: połączyć w odpowiednich proporcjach dramat i komedię, wzruszenie i farsę. Film zapamiętano dzięki paru genialnym scenom: jedzeniu gotowanego buta, tańcu nabitych bułek na widelce, czy wizji wiszącego na skraju przepaści domu. Można by długo wymieniać.
Jednak co ważne: każda z tych scen jest jednocześnie autonomiczna, i jednocześnie wpasowuje się w spójność całości. Naprawdę nie ma znaczeniu tu techniczna starość, kiedy film bawi, wzrusza, zaskakuje, trzyma w napięciu- po trochu, nie za dużo, nie za mało. Wszystko zaś o bezradności człowieka wobec natury i wobec uczuć. Chaplinowska recepta na kino: szkoda, że tak rzadko wykorzystywana współcześnie.
szymalan